autoGALERIA.pl

Testy aut, nowości ze świata motoryzacji, zdjęcia, tapety, wywiady i felietony.

Powrót do przeszłości. Vilner Garage stuningowało… Trabanta Trabanty już niemal całkowicie zniknęły z dróg. Jeszcze kilka lat temu samochody te można było spotkać na starszych osiedlach. Teraz pojazdy z Zwickau odeszły w niepamięć.Nie oznacza to jednak, że wszyscy o nich zapomnieli. Vilner Garage, firma specjalizująca się w tworzeniu ciekawych wnętrz oraz tuningowaniu aut, wzięła na warsztat właśnie Trabanta. Jest to model z silnikiem 1.1 z Volkswagena Polo, czyli pochodzący z końcówki produkcji. Nie ma już w sobie tego specyficznego charakteru wersji 601, ale na pewno jest od niej znacznie bardziej uniwersalny.

Z zewnątrz Trabant Vilnera wyróżnia się okleiną drzwi, dachu oraz stalowych felg. Fabryczne lampy zastąpiono ledowymi, znacznie skuteczniejszymi i nieco futurystycznie wyglądającymi. Najwięcej zmian zaszło jednak w środku – tutaj projektanci zaszaleli z pomysłami. Przede wszystkim nawiązano do kolorystyki popularnej w latach komunizmu – kremową skórę połączono z niebieską kratą, która znalazła się na fotelach, desce rozdzielczej i boczkach drzwi. Właściciel auta dorzucił tutaj także sportową kierownicę Momo, zaś Vilner uszył mu dopasowane do kolorystyki auta rękawiczki do prowadzenia samochodu.

Sat, 20 Apr 2019 07:52:26 +0000

Subaru zaprezentowało nowego Outbacka. Pod maską ma doładowany silnik Mocny doładowany silnik, zwiększony prześwit, sprawny napęd - Subaru powraca do sprawdzonego schematu.Podczas targów w Nowym Jorku Subaru zaprezentowało nowego Outbacka. I choć wizualnie zmiany nie są rewolucyjne, to jednak zmian względem poprzednika jest dużo. Wizualnie samochód ten jest rozwinięciem koncepcji z nowego Legacy. Nadwozie obudowano czarnymi panelami, zaś zwiększony prześwit (blisko 21 centymetrów) pozwala na łatwe poruszanie się poza utwardzonymi szlakami. Nowe Subaru Outback bazuje na zaprojektowanej od podstaw platformie, która jest znacznie sztywniejsza i zapewnia lepsze właściwości jezdne.

Wnętrze nowego Subaru Outback zostało zbudowane wokół masywnego ekranu dotykowego, który stanowi centrum dowodzenia. Stąd można zmieniać nie tylko ustawienia klimatyzacji czy systemu audio, ale także konfigurację ustawień auta. Ilość miejsca w kabinie jest większa niż w poprzedniku, zaś materiały wykończeniowe mają być jeszcze lepsze.

Subaru zaprezentowało nowego Outbacka. Pod maską ma doładowany silnik

Najciekawsza zmiana zaszła pod maską. Znalazła się tutaj jednostka z modelu Ascent o objętości skokowej wynoszącej 2,4-litra. Dzięki turbodoładowaniu moc wynosi 260 KM. Bazowy wariant wykorzysta 2,5-litrową jednostkę wolnossącą, która oferuje 182 KM. Moc trafia na wszystkie cztery koła (system Symmetrical AWD) za pośrednictwem bezstopniowej przekładni Lineartronic, która posiada także tryb manualny z ośmioma „wirtualnymi” przełożeniami. Subaru chwali się, że wersja z doładowaniem może pociągnąć przyczepę o masie 1600 kg, co jest najlepszym wynikiem w historii tego modelu.

Subaru zaprezentowało nowego Outbacka. Pod maską ma doładowany silnik

W tej chwili trudno powiedzieć cokolwiek na temat europejskiej wersji tego auta – Subaru nie chwali się takimi informacjami. Powinniśmy ją poznać jednak w nieodległej przyszłości, a na pewno w tym roku.

Fri, 19 Apr 2019 08:17:08 +0000

Elektromobilność w praktycznym wydaniu. Renault EZ-FLEX rusza na testy Studyjny pojazd przekuty w wersję produkcyjną - Renault przygotowuje pilotażowy program, który ma sprawdzić małego praktycznego elektrycznego dostawczaka.Renault EZ-FLEX to odpowiedź na potrzeby typowo miejskich dostaw. I pod słowem miasto nie kryje się tutaj poruszanie się po całej aglomeracji, a po ścisłym centrum, gdzie ulice są wąskie, istnieje wiele stref dla pieszych i gdzie duże dostawczaki mają problemy z manewrowaniem. Rozwiązaniem takich problemów ma być właśnie nowa propozycja Renault, czyli mały i bardzo praktyczny elektryczny samochód użytkowy.

Pierwsze auta trafią do wybranych odbiorców w Europie i będą użytkowane w trybie testowym. Oznacza to, żę przez dwa lata Renault będzie zbierało szczegółowe dane telemetryczne oraz informacje o ładowaniu/zużyciu energii. Dane te pozwolą na lepsze dopracowanie auta oraz odpowiedni rozwój technologii – tak aby odpowiadała faktycznemu użytkowaniu.

Elektromobilność w praktycznym wydaniu. Renault EZ-FLEX rusza na testy

Renault EZ-FLEX jest bardzo kompaktowym pojazdem. Mierzy ono zaledwie 3,86 metra długości, 1,65 metra szerokości i 1,88 metra wysokości. Promień skrętu wynoszący zaledwie 4,5 metra ma umożliwić łatwe poruszanie się po wąskich ulicach. Zasięg tego auta to zaledwie 100 kilometrów, ale według Renault to i tak dużo więcej niż średni dystans pokonywany przez kurierów i dostawców poruszających się po ścisłym centrum miasta.

Wizualnie Renault EZ-FLEX wyróżnia się ciekawą i nieoczywistą stylistyką. Wszystko podyktowano tutaj praktyczności, aczkolwiek forma tego auta jest atrakcyjna i wyróżnia się z tłumu. Bardzo dobrze prezentuje się także wnętrze, zaprojektowane z myślą o ergonomii i użyteczności. Znajdziemy tutaj duży ekran systemu multimedialnego, ładowarkę indukcyjną do telefonu oraz składany fotel pasażera, który ma specjalny schowek w dolnej części, do którego można włożyć podręczne rzeczy. Składane siedzenie pozwala także na łatwe wsiadanie z obu stron do auta oraz przewożenie dodatkowych przedmiotów w kabinie.

Fri, 19 Apr 2019 08:01:50 +0000

Superhothatch – Renault Megane R.S. Trophy-R zyska ceramiczny układ hamulcowy Hothatch nad hothatchami? Renault szykuje się do premiery nowego Megane R.S. Trophy-R, które ma być najlepszym autem tego typu na rynku.Francuzi potrafią robić dobre hothatche. Nowa generacja Megane R.S., choć ma pewne wady, urzeka prowadzeniem i specyficznym charakterem. Już wersja Trophy podkręca charakter tego auta, zaś Trophy-R zapowiada się na jednego z najbardziej szalonych hothatchy na rynku. Przede wszystkim odmiana ta ma być dużo lżejsza i jeszcze mocniejsza od standardowego Trophy. Oznacza to, że moc przekroczy 300 KM, zaś „dieta” zapewne będzie dość radykalna. Niezamaskowany egzemplarz tego auta został już przyłapany na Nurburgringu podczas kręcenia filmu zapowiadającego premierę. Poza bardzo charakterystycznym malowaniem możemy tutaj zauważyć dodatkowy wlot na masce, inne felgi (zapewne bardzo lekkie) oraz wyraźniejszy tylny dyfuzor.

Więcej ciekawostek spływa nieoficjalnymi kanałami. Wszystko wskazuje bowiem na to, że w Megane R.S. Trophy-R zastosowany będzie ceramiczny układ hamulcowy. Trudno powiedzieć, czy zostanie wprowadzony do standardowego wyposażenia, czy też stanie się opcją, ale jest to element, którego próżno szukać u większości konkurentów. Oznacza to też, że Francuzi bardzo poważnie podchodzą do tego modelu i zależy im na możliwie najlepszych właściwościach do torowej zabawy.

Renault Megane R.S. Trophy-R jest już niemal gotowe do premiery, tak więc debiutu tego auta można spodziewać się w przeciągu najbliższych tygodni. Wtedy też poznamy pełną specyfikację oraz wstępne ceny, które z pewnością będą zdecydowanie wyższe niż w standardowych wersjach R.S.

Fri, 19 Apr 2019 07:29:38 +0000

KIA bije rekordy sprzedaży. Polska także notuje świetne wyniki Pierwszy kwartał 2019 roku okazał się być najlepszym dla tej marki - zarówno w całej Europie jak i w Polsce.Od stycznia do marca bieżącego roku Kia nabywcom w Europie 132 174 samochody, czyli 0,6% więcej niż w analogicznym okresie rok wcześniej. Duża w tym zasługa nowego Ceeda, którego sprzedaż wzrosła o 29% względem poprzednika. Hitem stał się także model Proceed, który według wyliczeń ACEA jest pięciokrotnie popularniejszy od swojego poprzednika z tą nazwą. Koreańska marka zauważyła także wzrost sprzedaży aut elektrycznych i hybrydowych. Aktualnie jedno na osiem sprzedanych w Europie aut korzysta z napędu wspieranego lub bazującego wyłącznie na jednostce elektrycznej. Najpopularniejszym wyborem jest tutaj Niro (zarówno klasyczna hybryda jak i plug-in)

Sprzedaż Kii w Polsce także pnie się w górę. Tutaj wzrost jest jeszcze większy, gdyż wynosi 6,68% – pierwszy kwartał zamknięto liczbą 7379 sprzedanych aut. Co ciekawe w naszym kraju bestsellerem pozostaje Sportage (1834 zarejestrowane egzemplarze), tuż za nim plasuje się Ceed (1674 sztuki). Na najniższym stopniu podium znajduje się Rio (908 aut), które wyprzedza Stonica (759 samochodów). Miejski crossover marki Kia może pochwalić się największym wzrostem liczby rejestracji (+76,92 procent) w porównaniu z liczbą rejestracji w marcu 2018 roku. Co ciekawe, drugim modelem pod względem wzrostu liczby rejestracji jest sportowy Stinger – plus 69,70 procent. Tylko w pierwszym kwartale tego roku na drogi wyjechało 168 Stingerów. Na trzecim miejscu w tym zestawieniu plasuje się Optima (+62,82 procent). Od stycznia do marca zarejestrowano 451 egzemplarzy modelu klasy średniej – o tylko jeden mniej niż małego Picanto.

Fri, 19 Apr 2019 07:17:04 +0000

Od 55 lat bije rekordy sprzedaży. Ford Mustang obchodzi urodziny Miewał lepsze i gorsze lata, ale przez cały czas elektryzował ludzi. Ford Mustang obchodzi 55 urodziny i nie zamierza przejść na emeryturę.Pierwsza generacja stała się hitem od razu po debiucie. Przez pierwsze trzy miesiące produkcji Ford wyprodukował 100 000 Mustangów, przez co samochody te były niemal wszędzie. Jeździli nimi młodzi i starsi, a rozsądnie skalkulowana cena pozwalała na zakup tego auta nawet przez ludzi o nieco mniej zasobnym portfelu. 55 lat później wiele się nie zmieniło. Mustang wciąż jest stosunkowo tani jak na tego typu samochód, a dzięki temu, że trafił do sprzedaży na niemal całym świecie (oferowany jest w 146 krajach), z roku na rok bije rekordy sprzedaży w kategorii pojazdów sportowych. Przykładowo w 2018 do klientów trafiło blisko 119 tysięcy pojazdów, zaś w 2019 sprzedaż już wzrosła o 27 procent, głównie za sprawą wersji Bullitt, która przyciągnęła fanów tego kultowego filmu.

Od 55 lat bije rekordy sprzedaży. Ford Mustang obchodzi urodziny

„55 lat temu „rozbiliśmy bank”, wprowadzając do sprzedaży Forda Mustanga.” – powiedział Jim
Farley, prezes Forda ds. sprzedaży na rynkach światowych. „Mustang stał się symbolem
wolności, wiatru we włosach i czystej radości z jazdy. Nie ma nic wspanialszego niż ryk V8 w
wiosenny poranek. Tego nie da żaden inny samochód sportowy na świecie. Nic dziwnego, że
Mustang to najbardziej kultowe sportowe coupé.

Dlaczego Ford Mustang jest tak popularny? Wystarczy spojrzeć na cennik tego auta. Za 220 000 zł otrzymamy kultowego Bullitta z V8 pod maską i manualną skrzynią biegów. Choćbyście bardzo długo szukali, to na rynku w zasadzie nie ma drugiego takiego pojazdu. Mustang to już kultowa marka i charakterystyczny wizerunek tego auta przyciąga do siebie coraz więcej osób. Przykładowo w samej Europie w ubiegłym roku sprzedano 2300 sztuk tego auta. W Polsce na ulicach dużych miast Mustang to widok niemal powszedni. W Warszawie spotkanie kilkudziesięciu egzemplarzy każdego dnia to niemalże standard.

Od 55 lat bije rekordy sprzedaży. Ford Mustang obchodzi urodziny

Przed Mustangiem jeszcze długie życie. Po 55 latach na rynku model ten nie wybiera się na emeryturę. Przyszłość zapowiada się tutaj bardzo ciekawie, gdyż Ford zamierza połączyć kultowe rozwiązania (takie jak silniki V8) z nowoczesnymi technologiami hybrydowymi. Miejmy więc nadzieję, że w tej pogoni za zmianami nie zatraci się cudowny wizerunek tego samochodu.

Thu, 18 Apr 2019 18:22:11 +0000

TEST: Praktyczność nie musi być nudna. Citroen Berlingo M Shine 1.5 BlueHDI 130 KM Po pierwsze: jest praktyczny. Po drugie: wygląda naprawdę efektownie. Po trzecie: jest znacznie lepszy od poprzednika, choć nie we wszystkich aspektach.Krótko mówiąc: Citroen odrobił lekcje. Berlingo to jeden z najpopularniejszych samochodów tej marki. Pierwsza generacja szybko podbiła rynek, a druga tylko poprawiła ten wynik. Przed trzecią stoi więc trudne wyzwanie dogonienia (lub przegonienia) poprzedników. Szanse są jednak duże.

TEST: Praktyczność nie musi być nudna. Citroen Berlingo M Shine 1.5 BlueHDI 130 KM

Trochę inaczej

Francuzi mocno zmienili koncepcję rozwoju Citroena. Efektowna stylistyka oraz „kolorowy” charakter muszą tutaj iść w parze z faktyczną praktycznością. Tylko jak przekonać budowlańców czy dostawców do przesiadki do takiego pojazdu? Tutaj więc postawiono na proste rozwiązanie – wersja użytkowa ma nieco inny, znacznie prostszy wizualnie front, zaś osobowa została mocno upodobniona do takich modeli jak C3 czy C4 Spacetourer. I to był strzał w dziesiątkę, gdyż na tle spokrewnionych aut, czyli Peugeota Riftera czy Opla Combo, Berlingo prezentuje się naprawdę ciekawie. A jeśli komuś nie pasują odważne dodatki w postaci Airbumpów czy kolorowych dokładek zderzaka/nadwozia, to zawsze może skierować swoje kroki do salonów innych marek PSA lub powiązanych z PSA (wszak Toyota dołączyła do batalii o klienta modelem Proace City Verso).

O ile front nowego Citroena Berlingo przypomina ten z nowych modeli, o tyle tył wygląda jak żywcem przeniesiony z poprzednika. Jest to tylko złudzenie, gdyż żaden z elementów nie pochodzi ze starszej wersji, aczkolwiek zachowano wizualną koncepcję tej części nadwozia. Prawda jest jednak taka, że w tego typu samochodzie niczego więcej do szczęścia nie potrzeba.

Wnętrze łączy pomysłowość znaną z nowych modeli aut tej marki z praktycznością. Wszelkie schowki i skrytki grają tutaj pierwsze skrzypce, aczkolwiek opakowano je w ciekawą formę. Najważniejsze jest jednak to, że są bardzo praktyczne i mieszczą naprawdę wiele rzeczy, zarówno tych mniejszych jak i większych. Zwłaszcza duża skrytka przed pasażerem jest strzałem w dziesiątkę – górna część pomieści nawet butelki z wodą, zaś dolna dokumenty czy instrukcję. Jedyną rzeczą, na którą można nieco ponarzekać są uchwyty na kubki, które może i są w zasięgu ręki, aczkolwiek korzystanie z nich nie należy do najwygodniejszych. W prezentowanym aucie nie zabrakło systemu multimedialnego (z ekranem na szczycie deski rozdzielczej), który wykorzystuje Apple CarPlay oraz szereg usług online. To tutaj prezentowany jest także obraz z kamery cofania, bardzo przydatnej podczas manewrowania. Poniżej ekranu znajdziemy klasyczny panel automatycznej klimatyzacji – również intuicyjny w obsłudze.

TEST: Praktyczność nie musi być nudna. Citroen Berlingo M Shine 1.5 BlueHDI 130 KM

Ciekawie prezentują się materiały wykończeniowe. Są oczywiście twarde, ale nie nudne. Zaskakujący jest wybór zielonego pokrycia głównej części deski rozdzielczej, z dodatkowym „przeszyciem” na wysokości pasażera (element pakietu XTR Look za 2350 zł). Kolor ten na pewno wyróżnia wnętrze, ale nie każdemu przypadnie do gustu, zwłaszcza w połączeniu z szaro-pomarańczowo-zielonkawą tapicerką.

Komfort i użyteczność

Z poprzednim Berlingo miałem do czynienia kilkukrotnie i choć darzyłem sympatią ten model, to jednak pewne aspekty irytowały w takim stopniu, że jazda tym autem stawała się naprawdę męcząca. Chodziło przede wszystkim o fotele i pracę skrzyni biegów. I o ile z pierwszą kwestią Citroen sobie poradził, o tyle druga wciąż leży w powijakach. Przeskakiwanie pomiędzy kolejnymi przełożeniami jest mało precyzyjne, a długie ścieżki prowadzenia lewarka niekiedy wręcz irytują. Myślę, że warto więc rozważyć wybór wersji z 8-biegową automatyczną skrzynią biegów – tym bardziej, że jej optymalizacja i zgranie z tą jednostką są więcej niż perfekcyjne, a w codziennej eksploatacji można docenić wysoki komfort podróżowania.

Wróćmy jednak do foteli – te są zaskakująco dobre. Choć początkowo odnosiłem wrażenie, że siedzisko jest minimalnie zbyt krótkie, to jednak po kilku dniach za kółkiem ten aspekt zupełnie nie przeszkadzał. Dobrze dopasowano także wysokość podłokietników (indywidualnych dla obydwu foteli) – za to duży plus. Z tyłu jest już nieco gorzej, choć wciąż dłuższe wyprawy nie powinny doskwierać nawet wyższym pasażerom. Trzem indywidualnym fotelom przydałaby się jednak regulacja porównywalna z tą z modelu C4 Spacetourer, co zwiększyłoby komfort podróżowania. Plus za mocowania ISOFIX, które ułatwią montaż fotelików. Warto dodać, że w najnowszym Berlingo tylne szyby są elektrycznie otwierane. Dzięki temu można lepiej przewietrzyć auto – jest to duża zaleta, gdyż przy przesuwanych drzwiach często brakuje tej opcji.

TEST: Praktyczność nie musi być nudna. Citroen Berlingo M Shine 1.5 BlueHDI 130 KM

Pod przeszklonym dachem znalazło się także miejsce na dużą konsolę ze schowkiem, która w tylnej części nadwozia przechodzi w ogromną skrytkę pod sufitem. Od strony kanapy posiada ona odsuwane drzwi, zaś od strony bagażnika uchylaną półkę o udźwigu 10 kg. Citroen poprawił także duży problem poprzednika, czyli brak rolety dla szklanego dachu – teraz ten element wreszcie jest obecny przy zastosowaniu przeszklenia. W „krótkiej” wersji M bagażnik także nie zawodzi – mieści on od 475 do 597 litrów w standardowej konfiguracji (różnica zależy od sposobu pomiaru, Citroen podaje dwie wartości), zaś po złożeniu foteli mamy ponad 2000 litrów do dyspozycji. Co więcej, przedni fotel można położyć „na płasko”, co umożliwia transportowanie długich przedmiotów.

Jak się jeździ?

Codzienna eksploatacja Citroena Berlingo jest bardzo przyjemna. Samochód ten pomimo dużego wnętrza ma bardzo kompaktowe wymiary zewnętrzne co ułatwia poruszanie się po mieście. Platforma EMP2, na której zbudowano ten samochód, cechuje się również specyficzną konstrukcją mocowania przedniej osi, co z kolei pozwala na wprowadzenie większego skrętu kół i tym samym zmniejszenie promienia skrętu i średnicy zawracania. Układ kierowniczy jest mocno wspomagany i nie daje pewnego czucia auta, ale w trakcie jazdy nie jest to aż tak irytujące. Właściwości jezdne zostały za to wyraźnie dopracowane względem poprzednika. Nowe Berlingo pewnie pokonuje zakręty (choć lekko się wychyla) i nie sprawia wrażenia niestabilnego przy wyższych prędkościach.

130-konny diesel jest też dobrym wyborem dla tego. Zapewnia on odpowiedni kompromis pomiędzy osiągami a zużyciem paliwa. Setka na zegarach pojawia się w 10,5 sekundy, zaś prędkość maksymalna (według danych technicznych) to 185 km/h. Problemem jest jedynie zużycie paliwa – jest to niestety kwestia aerodynamiki. Wyniki są mocno uzależnione od warunków pogodowych, w tym od wiatru. Przykładowo podczas pomiarów przy 140 km/h wynik wahał się w granicach od 8,4 do… 11,7 litra. Każdy pomiar wykonywany był na odcinku minimum 5 kilometrów, co pokazuje jak bardzo wiatr może wpływać na konsumpcję paliwa. Prawda jest jednak taka, że nawet z szybką jazdą autostradową ciężko jest uzyskać wynik wyższy niż 8 litrów. W mieście konsumpcja paliwa to około 8,2 litra, nawet przy poruszaniu się w korkach.

Zużycie paliwa:Citroen Berlingo 1.5 BlueHDI 130 KM
przy 100 km/h:5,2 l/100 km
przy 120 km/h:6,3 l/100 km
przy 140 km/h:8,5 l/100 km
w mieście:8,3 l/100 km

W Citroenie Berlino docenić można także wyciszenie wnętrza, które jest całkiem niezłe. Oczywiście – powyżej 140 km/h szum powietrza już nieco irytuje, ale przy spokojniejszej jeździe hałas pozostaje na umiarkowanym poziomie.

Zalety:
  • przestronne i użyteczne wnętrze
  • ciekawa stylistyka
  • prowadzenie znacznie lepsze niż w poprzedniku
  • wyraźnie skupiono się na poprawieniu wad poprzednika
Wady:
  • manualna skrzynia biegów wciąż pracuje bardzo kiepsko
  • zużycie paliwa jest bardzo mocno uwarunkowane od warunków pogodowych
  • brakuje nieco możliwości regulacji tylnych foteli

TEST: Praktyczność nie musi być nudna. Citroen Berlingo M Shine 1.5 BlueHDI 130 KM

Podsumowanie

Cennik nowego Citroena Berlingo w wersji M otwiera kwota 63 900 zł. Za te pieniądze otrzymamy bazową wersję Live, która pomimo skromnego wyposażenia nie powinna irytować „biedą”. Znajdziemy tutaj m.in. klimatyzację oraz podstawowe wyposażenie, które w zupełności wystarczy dla wielu osób. Prezentowane auto to topowa odmiana Shine, dodatkowo doposażona w prawie wszystkie dodatki. Znajdziemy tutaj m.in. system multimedialny z obsługą Apple CarPlay i DAB oraz nawigacją pobierającą na żywo informacje o ruchu, komplet systemów bezpieczeństwa, kamerę cofania z widokiem z góry (specyficzny pomysł na tworzenie widoku 360 stopni, kamera „nagrywa” okolicę i potem przetwarza odpowiednio obraz), czy podgrzewaną przednią szybę. Cena takiej wersji? 109 450 zł – nie jest ona niska, ale otrzymujemy tutaj kompletne wyposażenie oraz dynamiczny jak na tego typu auto silnik. Warto jednak poważnie rozważyć wersję z automatem i ewentualnie walczyć o większy rabat, bowiem klasyczny manual na dłuższą metę przegrywa z 8-biegową przekładnią Aisina stosowaną w tym aucie.

Thu, 18 Apr 2019 17:42:50 +0000

Toyota Proace City/Proace City Verso – Francuski łącznik Zgodnie ze wszelkimi zapowiedziami sprzed paru tygodni, właśnie poznaliśmy japońską propozycję na kompaktowy samochód dostawczy. To Proace City zbudowana we współpracy z PSA.Zbudowana we współpracy oznacza dokładnie to, co myśleliśmy – Proace City i jej osobowy odpowiednik, Proace City Verso, to kolejny klon francuskiego przeboju Berlingo/Partner (i Opel Combo). Samochód został zmodyfikowany o przód charakterystyczny dla japońskiej marki oraz dedykowane wzory felg i kołpaków. We wnętrzu zmieniła się kierownica. Poza tym, to ten sam samochód. Toyota Proace City dostępna będzie w „pełnej” rozmiarówce, a więc zarówno jako krótsza odmiana M, jak i długa L. Odmiana dostawcza może przyjąć na swój pokład maksymalnie od 3,3 do 4,3 m3 towaru na podłodze o długości 3,1 do 3,4 metra (w zależności od długości nadwozia). W obu przypadkach ładowność wynosi 1 000 kg, i możemy do auta podpiąć przyczepę o masie 1,5 tony. Dostępne są odmiany z dwiema parami przesuwnych drzwi, a z tyłu można wybrać dwuskrzydłowe drzwi, bądź pojedynczą, podnoszoną do góry klapę.

Osobowa wersja Verso będzie dostępna z pięcioma lub siedmioma miejscami dla pasażerów – w obu wariantach długości nadwozia. Bagażnik w tej odmianie waha się od 65 litrów (przy 7 miejscach), przez 597 – 641 litrów (odmiana pięciomiejscowa), po 2 126 litrów przy złożonych siedzeniach (do dachu). W długiej odmianie, te wartości wynoszą odpowiednio 209 litrów, 850 – 912 litrów oraz 2 693 litry. W wyposażeniu znajdziemy wszystko to co we francuskich krewniakach – od dwustrefowej klimatyzacji, przez kamerę cofania, po nawigację oraz system inforozrywkowy z 8-calowym ekranem, nawigacją oraz interfejsami Android Auto i Apple CarPlay.

Silniki również bez zmian – to jednostki benzynowe 1.2 oraz diesle 1.5 z gamy PSA o mocach 75 – 130 KM. Skrzynia biegów do wyboru – sześciobiegowa manualna albo ośmiobiegowy „automat”.

Proace Verso oraz Proace Verso City pojawią się w salonach na początku przyszłego roku.

Thu, 18 Apr 2019 12:02:00 +0000

Stary, ale wciąż kuszący. Nissan GT-R przeszedł lifting W tym roku Nissan GT-R R35 obchodzi w tym roku swoje 11 urodziny. Japończycy nie zamierzają go jednak wysyłać na emeryturę.Po pierwsze – Nissan GT-R wciąż sprzedaje się bardzo dobrze. Po drugie – wciąż oferuje rewelacyjne osiągi i właściwości jezdne. I choć niektórzy twierdzą, że jest nieco pozbawiony charakteru, to jednak rekompensuje to niewiarygodną skutecznością. Nissan zaprezentował kilka nowości w modelu GT-R. Przede wszystkim najważniejsza jest tutaj odmiana 50th Anniversary, która ma uczcić 50 lat modelu GT-R. Japończycy postawili na najlepszą konfigurację – auto wykończono znanym z poprzednika lakierem Bayside Blue, zaś nadwozie przyozdobiono białymi pasami. Felgi z kolei pokryto granatową farbą z niebieskimi elementami ramion. Nabywcy mogą też wybrać konfigurację składającą się z białego lakieru i czerwonych pasów oraz srebrnego koloru z białymi pasami. Wnętrze odmiany 50th Anniversary także się zmieniło. Wykończono je szarą skórą Nappa, która przeplata się ze wstawkami z alcantary.

Stary, ale wciąż kuszący. Nissan GT-R przeszedł lifting

Nissan wprowadził także trochę nowości do GT-R’a

Japończycy nie postawili kreski na swoim topowym modelu. Wersja Anniversary to tylko jedna z nowości tej marki. Nissan odświeżył także modele Premium, Track Edition i NISMO. Na niektórych rynkach oferowana będzie także wersja Pure, Prestige i Black. W każdej z nich zagości odświeżony silnik. Jednostka VR38DETT zyskała nowe turbosprężarki, które mają zapewniać lepszą reakcje i mniejsze zużycie paliwa oraz zmodyfikowane kolektory wydechowe. Moc wzrosła do 565 KM, zaś moment obrotowy to 633 Nm. W odświeżonym aucie dorzucono także tytanowe końcówki wydechu, zaś zawieszenie zostało na nowo zestrojone, dzięki czemu ma zapewniać lepsze właściwości jezdne podczas jazdy w zakrętach. Nowa wersja Track Edition zyskuje także dach z włókna węglowego oraz wydajniejszy układ hamulcowy od Brembo, z tarczami o średnicy 410 mm z przodu i 390 mm z tyłu.

Jest także podkręcone NISMO

Na warsztat wzięto też wersję NISMO, która zyskała szereg ciekawych modyfikacji. Przede wszystkim Nissan postanowił dorzucić tutaj sprężarki z wersji startującej w kategorii GT3, co zaowocowało wzrostem mocy do 600 KM. Przy okazji zmodyfikowano oprogramowanie skrzyni biegów, dzięki czemu zmiany mają być szybsze i skuteczniejsze, zaś tryby jazdy, w tym ustawienie R zostało zoptymalizowane. Układ hamulcowy jest taki sam jak w wersji Track Pack i korzysta z tarcz o średnicy 410 mm z przodu i 390 mm z tyłu.

Najważniejsze jest jednak to, że Nissan GT-R NISMO przeszedł kurację odchudzającą. Japońscy inżynierowie zdjęli z tego auta aż 30,5 kilograma. Jak to zrobili? Więcej elementów nadwozia wykonano z włókna węglowego, co pozwoliło na zaoszczędzenie 10,5 kilograma. Pozostałe 20 kg to optymalizacja innych elementów, takich jak masa osprzętu silnika czy konstrukcji zawieszenia, foteli oraz innych części auta, z które można było dodatkowo odchudzić.

Zmodyfikowane zderzaki przypominają teraz te z wersji startującej w serii GT3. Mają one zapewnić lepszy przepływ powietrza oraz odpowiedni docisk podczas szybkiej jazdy. W nadkola wpasowano z kolei 20-calowe felgi RAYS, które są lżejsze i wytrzymalsze od swoich poprzedników. Obuto je w opony dostarczone przez Dunlopa, które względem wcześniej używanych gum mają o 11% większą powierzchnie kontaktu z ziemią, co ma wyraźnie zwiększyć przyczepność.

Thu, 18 Apr 2019 07:53:12 +0000

Drift mode i sportowy charakter. Debiutuje Kia Stinger GTS Ile da się wyciągnąć z Kii Stinger? Odpowiedź brzmi: dużo.Oto Kia Stinger GTS. Na pierwszy rzut oka wygląda jak standardowa wersja GT, ale nie dajcie się zwieść pozorom. Odmiana GTS jest bowiem zdecydowanie ciekawsza z punktu widzenia osób, które lubią wykorzystać potencjał drzemiący w samochodzie. Czy wyróżnia się ten model? Przede wszystkim atrakcyjnym lakierem Federation Orange, do którego dorzucono szereg elementów z włókna węglowego, takich jak dokładki zderzaków czy elementy progów bocznych. W środku znajdziemy z kolei kierownicę i tunel środkowy obszyte alcantarą.

Drift mode i sportowy charakter. Debiutuje Kia Stinger GTS

Magiczny napęd AWD

Najwięcej zmian zaszło w zestrojeniu całego układu jezdnego. Napęd na cztery koła zyskał bowiem nowe tryby pracy. Poza standardowymi, gdzie rozkład mocy wynosi 40% na przód i 60% na tył oraz 20% na przód i 80% na tył (ustawienie Sport+) pojawiła się tutaj opcja Drift Mode, która przekazuje 100% mocy na tył. Drift Mode automatycznie przeciąga także przełożenia do „odcinki”, tak aby w poślizgu skrzynia nie wrzuciła wyższego przełożenia. Wersja GTS posiada także tylny mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, co powinno ułatwić efektowne zamiatanie w chmurze dymu z kół.

Sercem wersji GTS jest jednostka 3.3 V6 oferująca 370 KM i 510 Nm momentu obrotowego. Moc trafia na koła za pośrednictwem 8-biegowej skrzyni automatycznej. Kia nie wprowadziła żadnych modyfikacji do silnika uznając, że seryjna specyfikacja jest więcej niż wystarczająca.

Nie do dorwania

Kia Stinger GTS niestety nie będzie oferowana w Europie. Model ten stworzono z myślą o rynku amerykańskim, gdzie do sprzedaży trafi zaledwie 800 sztuk. Klienci mogą już składać zamówienia – podobno przed salonami ustawia się mała kolejka chętnych.

Thu, 18 Apr 2019 07:15:35 +0000

Klasa S dla rodziny i w teren. Mercedes GLS oficjalnie zaprezentowany Luksusowy SUV od Mercedesa doczekał się nowego wcielenia. Producent ze Stuttgartu będzie teraz walczył z nowym konkurentem - BMW X7.Mercedes GLS był wyczekiwany od dłuższego czasu. Aktualne wcielenie tego auta to głęboko odświeżony model GL, który na rynku był już blisko 10 lat. Nowy GLS znacznie przebija swojego poprzednika, zwłaszcza w kwestii wymiarów. Jest od niego o 77 mm dłuższy i 22 mm szerszy oraz zyskał rozstaw osi zwiększony do 3127 mm. Oznacza to znacznie większą ilość miejsca dla pasażerów z przodu i z tyłu.

Wyróżnikiem tego modelu ma być też niezwykła pojemność. Przy wszystkich rzędach złożonych objętość przestrzeni to 2400 litrów, co czyni go rekordzistą w tym segmencie. Mercedes postawił też na nową koncepcję wnętrza – zgodnie z trendami GLS oferowany będzie w konfiguracji 2+2+2 lub 2+3+2.

Stylistycznie model GLS jest rozwinięciem koncepcji z mniejszego GLE, z którym jest spokrewniony. Tutaj jednak postawiono na większą masywność oraz muskularność sylwetki. Mercedes GLS odziedziczył też z GLE wnętrze, z charakterystycznymi nawiewami i systemem MBUX, który odpowiada za sterowanie wszystkimi funkcjami. Warto dodać, że pasażerowie w drugim rzędzie też będą mogli korzystać z luksusowych dodatków, takich jak dedykowany system multimedialny czy foteli z regulacją, masażem i wentylacją.

Ciekawostką jest paleta jednostek napędowych. Na szczycie na szczęście pozostanie V8. GLS 580 to topowy wariant, który korzysta z silnika 4.0 V8 wspieranego przez 48-woltową instalację elektryczną i układ mikrohybrydy. W efekcie moc wynosi 490 KM i 700 Nm, zaś EQ-Boost może dorzucić do tego 250 Nm i 22 KM. W Europejskiej ofercie pojawi się też 6-cylindrowy diesel (GLS 350 d i 400 d), który ma oferować 286 i 330 KM. Jest to jednostka znana z Klasy G czy Mercedesa CLS/Klasy E. Moc standardowo trafi na cztery koła za pośrednictwem 9-biegowej przekładni automatycznej.

Niebawem ofertę GLS-a zasili także odmiana z gamy Mercedes-Maybach. Póki co nie wiemy o niej zbyt wiele, ale z pewnością zaskoczy luksusowym wykończeniem oraz jednostkami napędowymi. Niestety, na V12 raczej nie mamy co liczyć.

Wed, 17 Apr 2019 16:43:16 +0000

Jaguar rozbił bank. I-Pace zdobywa tytuł World Car Of The Year! Jimny także docenione I-Pace kupił cały świat. Elektryczny Jaguar do tytułu europejskiego samochodu roku dorzuca jeszcze światową metkę.W konkursie World Car Of The Year Jaguara I-Pace uznano za najlepszy samochód. Brytyjskie auto pokonało takich konkurentów jak Volvo S60/V60 czy Audi E-Tron. Jurorzy docenili nie tylko dopracowany napęd, ale także ciekawą formę auta oraz niebanalną architekturę, która wyróżnia go na tle innych pojazdów elektrycznych. Co więcej, Jaguar I-Pace otrzymał także tytuł w kategorii „design” oraz „green car”.

A jak wyglądają inne kategorie?

W konkursie World Car Of The Year doceniono także inne samochody. Kategoria Performance Car Of The Year została podbita przez McLarena 720S. Luksusowym samochodem roku zostało z kolei Audi A7. Niespodzianką może być tytuł dla Suzuki Jimny – samochód ten wygrał w kategorii Urban Car Of The Year. 

Wyniki konkursu ogłoszono podczas targów w Nowym Jorku – to właśnie tutaj podsumowywana jest każda edycja konkursu na samochód roku.

Wed, 17 Apr 2019 16:19:56 +0000

Klienci chcą crossoverów. Hyundai Venue ma podbić rynek amerykański i europejski Niektórzy może i bronią się przed takimi autami rękami i nogami, ale faktom trudno zaprzeczyć - coraz większa liczba osób chcę jeździć crossoverami. Hyundai ma na to odpowiedź.Crossovery podbijają rynek i widzą to już wszyscy producenci. Każdy z nich chce oferować małe i praktyczne auto z nieco większym prześwitem lub po prostu terenową stylizacją. Hyundai także dołącza do walki z nowym miejskim modelem Venue.

Venue a Kona – to nie to samo!

Hyundai Venue to auto, które plasuje się w segmencie B. Zastanawiacie się zapewne jak ma się do tego obecna na rynku od blisko dwóch lat Kona. Otóż warto zapamiętać, że Hyundai Kona tak naprawdę jest już lokowany w segmencie aut kompaktowych. Nowość tej koreańskiej marki mierzy 4036 mm długości, 1770 mm szerokości i 1565 mm wysokości. Tym samym Hyundai Venue jest o 130 mm krótszy, 30 mm węższy i 15 mm wyższy od Kony. Największa różnica jest jednak w rozstawie osi, bo aż 81 mm względem większego brata.

Z Kony zaczerpnięto za to stylistykę, choć mocno zmodyfikowano ją na rzecz małego Hyundaia. Venue wyróżnia się charakterystycznymi dwudzielnymi lampami przednimi. Dolne zyskały jednak „kwadratową” linię (niczym Citroen C3 Aircross), oraz dodatkowo otoczone są ledami do jazdy dziennej. Tylne „kanciaste” lampy przypominają z kolei te z Volkswagena T-Crossa. Nadwozie może być wykończone w jednym z  7 kolorów: Black Noir, Ceramic White, Denim, Galactic Gray, Green Apple, Intense Blue, Scarlet Red i Steller Silver. Poza tym można zdecydować się na kontrastujący kolorystycznie dach, szyberdach i przyciemniane szyby. W nadkolach znajdą się koła w rozmiarze od 15 do 17 cali.

Wnętrze małego Hyundaia Venue jest bardzo proste i estetyczne. Zrezygnowano tutaj z fajerwerków na rzecz ergonomii. Niezmiennie w centrum uwagi pozostaje ekran systemu multimedialnego (obsługującego Apple CarPlay i Android Auto), otoczony nawiewami i panelem klimatyzacji. Wśród systemów bezpieczeństwa pojawią się takie rozwiązania jak: Forward Collision-Avoidance Assist (funkcja autonomicznego hamowania w krytycznej sytuacji), Lane Keeping Assist (utrzymywanie pasa ruchu), Blind-Spot Collision Warning (kamera monitorująca martwą strefę), Rear Collision Cross-Traffic Warning (ostrzeżenie o ruchu poprzecznym z tyłu) czy Driver Attention Warning (system analizujący zmęczenie kierowcy).

W USA z silnikiem wolnossącym

Jedyną jednostką napędową, która pojawi się w Hyundaiu Venue w USA, jest silnik 1.6 MPI z rodziny Gamma. Będzie on spięty z 6-biegowym manualem lub automatem. W Europie model ten zapewne będzie oferowany z silnikami znanymi z Kii Stonic, czyli jednostką 1.4 MPI 100 KM oraz motorem 1.0 T-GDI 120 KM.

Wed, 17 Apr 2019 15:51:48 +0000

Nowe systemy bezpieczeństwa obowiązkowe od 2022 roku. Parlament Europejski przyjął rozporządzenie, które wprowadza nowe obowiązkowe wyposażenie w samochodach, mające wejść w życie od 2022 roku. Czy będzie tam "ogranicznik prędkości"?Nowe przepisy, które mają zacząć obowiązywać w ciągu trzech lat, wprowadzają do wyposażenia wszystkich samochodów sprzedawanych w Unii Europejskiej kilka elementów wyposażenia. Są to:

  • Intelligent Speed Assistance
  • System monitorujący zmęczenie kierowcy
  • System monitorujący ruch za samochodem podczas cofania
  • System ostrzegający o szybkim zbliżaniu się do przeszkody połączy z automatycznym hamowaniem w razie ryzyka kolizji
  • Rejestrator danych podczas wypadku
  • Ułatwienie instalacji blokady alkoholowej

Większość z tych elementów jest już dostępne w wielu samochodach jako opcja lub wyposażenie standardowe. Ułatwienie instalacji blokady alkoholowej też nie budzi raczej kontrowersji. Znacznie więcej – rejestrator danych w trakcie wypadku. „Czarna skrzynka” może w wielu sytuacjach ułatwić życie i „dochodzenie do prawny”, ale może zbierać zbyt wiele danych o użytkownikach i sposobie jazdy.

Najwięcej kontrowersji budzi „ogranicznik prędkości”, czyli Intelligent Speed Assistance. W oficjalnym wyjaśnieniu dowiadujemy się jednak, że (na razie – dop. redakcji) nie będziemy obligatoryjnie jeździć tak, jak pokazują jakiekolwiek znaki na naszej drodze. System ma być „asystentem”, który ma analizować znaki wg nawigacji oraz kamer zamontowanych z przodu. Na tej podstawie będzie informował kierowcę o dopuszczalnej prędkości w sposób „skuteczny”, ale to od prowadzącego ma zależeć, czy dostosuje się do tej prędkości (możliwe, że samochód będzie ostrzegał nie tylko wizualnie, ale również poprzez opór na pedale gazu). System będzie się aktywował za każdym uruchomieniem samochodu, jednak będzie można go czasowo wyłączyć.

Wszystkie wymienione systemy będą obowiązywać od maja 2022 roku w przypadku modeli z nowymi homologacjami i od maja 2024 roku w przypadku samochodów, które już będą w sprzedaży.

Rozporządzenie przyjęto głosami 578 europarlamentarzystów. 25 się wstrzymało od głosu, a 30 było przeciw. Do ostatecznego wejścia w życie potrzebne jest teraz zatwierdzenie przez Radę Unii Europejskiej.

Wed, 17 Apr 2019 11:00:31 +0000

Mercedes-AMG GLC 63 i 63 S po liftingu – „setka” w 3,8 sekundy Na targach w Nowym Jorku Mercedes pokazał odświeżone odmiany AMG modelu GLC i GLC Coupe. To będzie naprawdę szybki SUV.Wraz z modyfikacją modelu GLC było niemal pewne, że pojawi się też odświeżony Mercedes-AMG. GLC i GLC Coupe w wersji z Affalterbach poznamy po nowym przodzie ze światłami Multibeam LED, grillu „Panamericana” oraz charakterystycznym zderzaku. Podobnie z tyłu – nowe lampy, nowy zderzak, lekkie poszerzenie oraz wydech z czterema końcówkami i niewielkim dyfuzorem pomiędzy. Koła standardowe to klasyczne „dwudziestki” – opcjonalnie będzie można zamówić o cal większe obręcze.

W środku znajdziemy nowe fotele kubełkowe i przemodelowaną kierownicę oraz deska rozdzielcza. W GLC nastąpiło „pełne połączenie” dobrych rzeczy we wnętrzach Mercedesa. świetne zegary z poliftingowej klasy C trafiły przed oczy kierowcy, a za resztę odpowiada MBUX, na dużym centralnym ekranie.

Ale w odmianie AMG ważne jest to, jak jeździ. Napęd przenoszony jest w standardzie na cztery koła – to system AMG Performance 4Matic+ z elektronicznie blokowanym mechanizmem różnicowym. Samochód ma pneumatyczne zawieszenie AMG RIDE CONTROL +, pracujące w czterech trybach oraz adaptacyjnie. Za przeniesieni mocy odpowiada dziewięciobiegowa przekładnia automatyczna, a za hamowanie cztery wentylowane tarcze, z przodu z sześciotłoczkowymi zaciskami.

Sercem GLC 63 i 63 S w obu przypadkach jest czterolitrowe V8 z podwójnym doładowaniem. W standardowej odmianie dysponuje 476 KM i momentem obrotowym 650 Nm. 100 km/h pojawia się po 4 sekundach. W odmianie S mocy jest więcej – 510 KM, i do tego moment obrotowy wzrasta do 700 Nm. Tutaj wkraczamy z osiągami na naprawdę wysoki poziomi – 3,8 sekundy do 100 km/h i prędkość maksymalna 280 km/h – wersja „bez S” osiąga 250, lub 270 km/h, jeśli dokupimy „AMG Driver’s Package”.

Cennik nie jest jeszcze znany, ale powinien pojawić się niedługo.

Wed, 17 Apr 2019 09:34:09 +0000

Przestronna i efektowna. W Nowym Jorku debiutuje nowa Toyota Highlander Duże SUV-y to to, co Amerykanie kochają bezgranicznie.Na targach w Nowym Jorku debiutuje nowa Toyota Highlander, czyli SUV pozycjonowany nad modelem RAV4. Jest to jeden z popularniejszych modeli tej japońskiej marki w USA. Nic więc dziwnego, że dla Toyoty dopracowanie tego samochodu było ważnym zadaniem. Nowy Highlander wyróżnia się atrakcyjną stylistyką. Samochód ten nawiązuje do innych modeli marki, w tym Camry czy Corolli, ale jednocześnie nie jest „przesadzony” wizualnie i może podobać się szerokiemu gronu klientów. Nowy Highlander urósł o 60 mm na długość względem swojego poprzednika, co pozwoliło na wygospodarowanie większej ilości miejsca we wnętrzu.

Przestronna i efektowna. W Nowym Jorku debiutuje nowa Toyota Highlander

Kokpit Toyoty Highlander łączy koncepcję znaną z RAV4 czy Corolli z nieco bardziej klasyczną linią. Na szczycie deski rozdzielczej wyeksponowany został ekran systemu multimedialnego o przekątnej 12,3-cala, obsługujący SiriusXM oraz inne funkcje z zakresu szeroko pojętej łączności – od Apple Carplay aż po dostęp online do wielu udogodnień. Pomiędzy klasycznym prędkościomierzem i wskaźnikiem obrotów/użycia napędu hybrydowego wpasowano duży, 4,2-calowy ekran komputera pokładowego. Ciekawostką w Toyocie Highlander jest możliwość wyboru kilku konfiguracji wnętrza. W zależności od potrzeb japoński SUV pomieści od 6 do nawet 8 osób. Przy komplecie pasażerów bagażnik ma pojemność 456 litrów, zaś po złożeniu dwóch rzędów Toyota oferuje 2075 litrów. W topowej wersji wyposażeniowej Toyoty Highlander znajdziemy też bardzo bogate wyposażenie. Poza kompletem systemów bezpieczeństwa nie zabrakło tutaj wszelkich udogodnień dla kierowcy i pasażerów, takich jak podgrzewane i wentylowane fotele, klimatyzacja z trzema strefami czy skórzana tapicerka.

Pod maską nowej Toyoty Highlander znajdą się dwie jednostki napędowe. Ze względu na oczekiwania klientów w ofercie pozostawiono 3,5-litrowe V6, które generuje 295 KM. Drugą wersją jest odmiana hybrydowa, która zamiast oferowanej wcześniej V6-ki posiada teraz znaną chociażby z naszego rynku jednostkę 2.5 (cztery cylindry). Łączna moc tego silnika to 240 KM, zaś zużycie paliwa ma być nawet o 17% niższe niż w wycofanej V6-ce. Wersja hybrydowa korzysta z systemu Predictive Efficient Drive, który analizuje styl jazdy kierowcy oraz ruch i na bazie pozyskanych danych steruje pracą całego układu, dobierając odpowiednio moment jazdy na prądzie czy doładowywania baterii. Oznacza to, że im więcej kilometrów pokonuje się tym samochodem, tym lepiej dopasowuje się on do codziennego użytku.

Przestronna i efektowna. W Nowym Jorku debiutuje nowa Toyota Highlander

Także dla Europy?

Od dłuższego czasu mówi się o debiucie modelu Highlander w Europie. Duże SUV-y są chętnie wybierane przez klientów na Starym Kontynencie, a takiego auta brakuje w ofercie tego producenta. Według dealerów Toyoty producent robi przymiarki do wprowadzenia Highlandera do europejskich salonów, aczkolwiek szczegóły nie są jeszcze znane. Patrząc jednak na ostatnie decyzje tej marki, w tym na wprowadzenie do gamy Camry, Highlander może mieć spore szanse na debiut po tej stronie oceanu. Nowa hybrydowa wersja idealnie spełnia wymagania klientów tej marki i doskonale wpisałaby się w portfolio Toyoty.

Wed, 17 Apr 2019 07:36:18 +0000

Biały kruk od Porsche. W Nowym Jorku debiutuje 911 Speedster Wolnossący silnik i unikalna linia nadwozia - powitajcie nowe Porsche 911 Speedster.W zasadzie i tak wiedzieliśmy jak ten samochód będzie wyglądał w finalnej formie. Jedyną różnicą pomiędzy studyjnym a produkcyjnym Speedsterem są lusterka, które niestety zyskały nieco bardziej konwencjonalną formę. Cała reszta jednak wciąż budzi podziw. Unikalna linia tylnej części nadwozia to nawiązanie do kultowej serii modeli Speedster, pojawiających się raz na kilkanaście lat w bardzo ograniczonej liczbie egzemplarzy. Tutaj mamy do czynienia jeszcze z modelem 991.2, gdyż Speedster zamyka historię tej serii.

Sercem tego auta jest 4-litrowa wolnossąca jednostka, którą znacie z modelu GT3. 502 KM i 470 Nm zapewnia fantastyczne osiągi, zaś charakterystyka silnika z możliwością kręcenia do 9 000 obrotów serwuje unikalną ścieżkę dźwiękową. Puryści będą zachwyceni, gdyż jedyną opcją jest 6-biegowa manualna przekładnia. Przyspieszenie do 100 km/h ma zajmować 3,8 sekundy, zaś licznik zatrzyma się na wartości 309 km/h.

Biały kruk od Porsche. W Nowym Jorku debiutuje 911 Speedster

Ważnym aspektem przy projektowaniu modelu 911 Speedster była lekkość. Wiele elementów nadwozia, takich jak maska czy tylna część obudowująca silnik wykonanych zostało z włókna węglowego. Finalnie masa spadła do 1465 kilogramów, co jest bardzo dobrym wynikiem jak na takie auto. Nowe Porsche seryjnie posiada też ceramiczny układ hamulcowy oraz… brak klimatyzacji. Ci, którym przeszkadza taki stan rzeczy, mogą bez dopłaty dołożyć „klimę”.

Nabywcy do każdego Porsche 911 Speedster otrzymają też unikalny zegarek, który nawiązuje do stylistyki auta.

Wed, 17 Apr 2019 05:19:07 +0000

PIERWSZY TEST: Zmniejszony CLS – to nie zarzut, to pochwała. Jeździliśmy nowym Mercedesem CLA Z daleka na parkingu można je pomylić. Bardzo podobne detale oraz linia nadwozia upodabniają najnowszego CLA do większego modelu. Ale nie tylko one - korelacji jest więcej.Zarzut – z jednej strony może tak być, skoro większy model będzie można pomylić z mniejszym. Z drugiej strony, duża sztuka zbudować samochód na zupełnie innej platformie tak, żeby zachował detale i proporcje w taki sposób, żeby nie był pokraczny. A zdecydowanie nie jest. Można czepiać się detali (wciąż uważam, że w tym samochodzie z tyłu „za mało się dzieje”, jeśli nie ma oznaczeń i/lub pakietu AMG), ale ogólnie CLA wygląda bardzo dobrze. Postawione na płycie podłogowej klasy A, ma niemal 4,7 metra długości (4688 mm), a więc jest o 2 mm dłuższe od klasy C sedan. Jest przy tym niższe i tylko niewiele węższe, choć rozstaw osi wyraźnie odstaje (11 cm mniej). Proporcje są idealne – patrzą na CLA z zewnątrz zupełnie nie widać samochodu kompaktowego, za to zgrabnego sedana, z opadającą linią dachu, agresywnym, ale stylowym przodem oraz uproszczonymi (w stosunku do poprzednika) ale wciąż eleganckimi liniami nadwozia. Druga trudność, a wg komentatorów zarzut, to rozdzielenie nowego CLA od klasy A Sedan. Oczywiście, można nazwać CLA coupe, ale wszyscy wiemy, że to zabieg marketingowy. Choć zachowano drzwi bez ramek, to wciąż jeśli coś ma cztery drzwi, jest sedanem. A klasa sedan jest za to wyraźnie (14 cm) krótsza niż CLA, jest też wyższa i skierowana do innego klienta. Podobnie zresztą Mercedes ma przecież CLS i klasę E. Dodatkowo, o ile klasa A hatchback dostanie odmiany AMG 45 i 45 S, to wersja trzybryłowa najmocniejsza będzie w odmianie Mercedes-AMG A35. CLA z kolei będzie miało pełną gamę – najmniejsza właśnie została pokazana, mocniejsza zostanie ujawniona niedługo po hatchbacku.

Przejdźmy jednak do wnętrza i jazdy.

2019 Mercedes CLA | fot. Marcin Napieraj

Mnie się podoba

Wrażenie obcowania z samochodem większym niż jego „pochodzenie” mija nieco we wnętrzu – głównie ze względu na przestrzeń. Z przodu jest bardzo przyzwoicie, ale trudno mówić o tym, żeby było bardzo przestronnie. Podobnie zresztą z tyłu – moim zdaniem miejsca jest wyraźnie więcej niż w poprzedniku, lepiej także poradzono sobie z aranżacją tylnej, całkiem wygodnej, kanapy niż w klasie A. Przestrzeni na kolana jest więcej, a opadający dach może przeszkadzać osobom powyżej 180 – 185 cm wzrostu. Bagażnik jest wystarczający, choć mniejszy niż w poprzedniej generacji CLA – mieści uczciwe, acz głęboko dostępne 460 litrów.

Jeśli chodzi o wnętrze, to nie spodziewajmy się tutaj niczego, czego nie widzieliśmy w klasie A – nieznacznie przeprojektowano tylko schowki na konsoli środkowej. Do pierwszych jazd otrzymaliśmy dwa samochody – jeden ze skórzano-materiałowym wnętrzem w jasnej tonacji, drugi z pakietem AMG i biało-czarną „pełną skórą”. W obu przypadkach, w samochodzie siedzi się dość wygodnie – fotele, choć różne, zapewniają odpowiedni komfort – mają też regulowaną długość siedziska. Nie są za to bardzo szerokie. Jeśli chodzi o wrażenia estetyczne – mnie beżowe wnętrze z delikatnym wzorkiem bardziej przekonuje – tylko czemu obowiązkowe są fragmenty z plastiku – czerni fortepianowej. To znacznie psuje obraz wnętrza. Oba CLA miały bowiem przyjemne wykończenia z matowego, niemal czarnego drewna. W połączeniu ze stylistyką samochodu oraz użytymi materiałami i dyskretnym oświetleniem ambientowym daje to dobry efekt.

2019 Mercedes CLA | fot. Marcin Napieraj

Kontrowersyjny może być za to podwójny „tablet” zegarów i ekranu systemu inforozrywkowego MBUX. O ile nigdy nie pałałem miłością do systemu COMAND, to MBUX mnie kupił już przy okazji klasy A. Tutaj również niemal wszystko działa dobrze, ma świetną rozdzielczość i szybkość pracy. W końcu miałem też okazję przetestować system rozszerzonej rzeczywistości, wspomagający kierowcę obrazem z kamery, na który nanoszone są strzałki nawigacji, nazwy ulic i adresy. W Niemczech działało to bardzo dobrze, mając tylko kilka drobnych wpadek. Wady ekranów i MBUX? Żeby korzystać ze wspomnianego udogodnienia, trzeba jednak oderwać wzrok od drogi, a druga sprawa, to kierowcy siedzący bliżej i trzymający kierownicę prawidłowo, mogą zasłaniać sobie ręką lewą stronę ekranu. Natomiast w czasie testu nie słyszałem żadnych niepokojących i typowych dla niektórych Mercedesów dźwięków z okolic kokpitu, a co charakteryzowało samochody ze Stuttgartu.

Charakter innego segmentu

Pierwsze wrażenie zdobywaliśmy za kierownicą topowej póki co wersji – CLA 250 4Matic. Pod maską spoczywa tutaj dwulitrowy, czterocylindrowy silnik z doładowaniem, dysponujący 224 KM i 350 Nm. Pozwala on na przyspieszenie do 100 km/h w bardzo dobre 6,3 sekundy. Subiektywne wrażenia są takie, że aż się nie chce tego sprawdzać. Choć dźwięk silnika przy mocnym „ciśnięciu” nie należy do najprzyjemniejszych, to podczas ogółu jazd okazało się, że „mały CLS” jest bardzo dobrze wyciszony. Moc przenoszona jest stale na wszystkie cztery koła przez siedmiobiegowy „automat” o dwóch sprzęgłach – działa szybko, sprawnie, nienachalnie i na tyle, co zdążyliśmy zauważyć, nie szarpie. CLA turla się więc gładko, płynnie, a kiedy trzeba to bardzo szybko przyspiesza. Dokładając do tego wrażenia z układu kierowniczego i zawieszenia, w ogóle nie ma się wrażenia, że podróżuje się samochodem klasy kompaktowej. Układ jezdny jest po prostu niezły. Moim zastrzeżeniem jest to, że samochód dopiero w trybie Sport prowadził się w sposób jakoś angażujący kierowcę i przyjemny – a CLA moim zdaniem powinno właśnie takie być od początku. Tymczasem w ustawieniu Comfort układ kierowniczy pracuje lekko, zawieszenie miękko wybiera nierówności – gdybyśmy wsadzili tam kogoś z zawiązanymi oczami, niemal 100% szans, że rozpoznałby markę, którą się poruszamy. To nic złego – dzięki temu CLA podróżować można zarówno szybko, bardzo pewnie i nieco „sportowiej”, jak i zupełnie leniwie i komfortowo.

2019 Mercedes CLA | fot. Marcin Napieraj

Drugi dzień spędziliśmy równie przyjemnie i relaksacyjnie tocząc się po bawarskich drogach, jednak w zupełnie innej wersji – CLA 220 d. Ta jednostka wejdzie do sprzedaży później – póki co jedynym dieslem w polskiej ofercie jest odmiana CLA 180 d o mocy 116 KM. Ta, z którą mieliśmy do czynienia to „dwulitrówka” o mocy 190 KM, przenoszonej na przednią oś, również ze skrzynią automatyczną. Tak, przy zimnym silniku wciąż nieco klekocze, ale w trakcie jazdy jest tylko minimalnie głośniejsza niż silnik benzynowy. Ma wystarczający zapas mocy, żeby jeździć nią płynnie nawet na szybkich drogach. Nie mieliśmy okazji sprawdzić samochodu na takich samych drogach, jak pierwszego dnia, ale przednionapędowe CLA poruszało się z podobnym spokojem, jak wersja 4Matic – na szybszych zakrętach brak wsparcia był wyczuwalny, ale na ile wyraźnie i czy będzie to wada – trzeba będzie poczekać do „pełnego” testu. Podobnie jednak zachowuje się samochód po zmianie ustawień z Comfort na Sport. O ile w przypadku przejazdu „250-ką” skupiliśmy się na wrażeniach z jazdy, to poranny przejazd dieslem rozpoczął się korkiem w Monachium. Sprawdziliśmy więc zużycie paliwa – komputer pokazał 7,7 l/100 km – po dojechaniu do celu, przez wioski i drogi krajowe, wynik spadł o kolejne dwa litry.

2019 Mercedes CLA | fot. Marcin Napieraj

Co wybrać?

CLA jest dość przekonującym samochodem. Nad wyraz dojrzałym i faktycznie pokrewnym z CLS-em. Również ceną. Choć cennik otwiera kwota 125 300 zł, to np. 250 4Matic rozpoczyna się od 174 200 zł, czyli 20 tys. zł więcej niż klasa A Sedan z takim samym silnikiem. Może więc nie warto dopłacać? Nie jeździłem sedanem, ale różnica między klasą A, a CLA w moim mniemaniu jest. Myślę, że to samochód dla klientów, którzy nie potrzebują przestrzeni klasy C, ale chcą samochód, który będzie dawał podobne odczucia. Bo w CLA, co jest najfajniejsze, w ogóle nie czuć, że poruszamy się samochodem kompaktowym. Mimo przedniego napędu, płyty klasy A (ten sam rozstaw osi), poprzecznie umieszczonego silnika – w tym aucie czuje się, że prowadzi się Mercedesa.

FWD4Matic
CLA 180 (MT)125 300 zł-
CLA 200 (MT)138 200 zł-
CLA 220 (AT)150 000 zł159 500 zł
CLA 250 (AT)164 700 zł174 200 zł
CLA 35 AMG (AT)ndnd
CLA 180 d (AT)141 100 zł-
CLA 200 d (AT)ndnd
CLA 220 d (AT)ndnd
Tue, 16 Apr 2019 22:01:29 +0000

Pierwszy elektryczny Aston Martin zaprezentowany. Model Rapide E zadebiutował w Szanghaju Poznajcie nowy samochód Agenta 007 - w Szanghaju debiutuje Aston Martin Rapide E.James Bond gustuje w gadżetach oraz efektownych autach. Tym razem po raz pierwszy wsiądzie za kierownicę samochodu elektrycznego – jak widać pewne zmiany dopadają i MI6. Aston Martin Rapide E to debiut tej marki w segmencie pojazdów na prąd, do tego bardzo ekskluzywny.

155 egzemplarzy

Tylko tyle Astonów Rapide E wyjedzie na drogi. Samochód ten będzie pierwszym pojazdem marki budowanym w nowym zakładzie w St Athans w Walii. Aston Martin Rapide E powstał przy współpracy z Williams Advanced Engineering. Samochód ten korzysta z architektury 800V, baterii o pojemnośći 65 kWh umieszczonej w Kevlarowo- karbonowej „skrzyni” (bateria składa się z 5600 cylindrycznych celi) oraz silników elektrycznych produkujących 601 KM. Baterię ulokowano pod maską, zaś silniki pojawiły się na tylnej osi. 950 Nm momentu obrotowego ma zapewnić przyspieszenie do 100 km/h w około 4 sekundy, zaś prędkość maksymalna to 250 km/h. Według procedury WLTP auto ma oferować 320 kilometrów zasięgu, zaś dzięki zapewnieniu funkcji bardzo szybkiego ładowania, dzięki czemu w zależności od ładowarki „zatankowanie” baterii zajmie od 3 godzin do 45 minut. Z klasycznego gniazda samochód będzie ładował się przez ponad 40 godzin.

Pierwszy elektryczny Aston Martin zaprezentowany. Model Rapide E zadebiutował w Szanghaju

Aston Martin podkreśla, że Rapide E zostało od nowa zestrojone pod obecność takiego napędu. Ma to zapewnić odpowiednie właściwości jezdne, godne aut tej marki. Tryby GT, Sport i Sport+ pozwalają na wykrzesanie wszystkich możliwości z tego auta, zaś przebudowana aerodynamika zapewnia odpowiednią stabilność. Auto do asfaltu „przyklejają” opony Pirelli P Zero.]

Pierwsi klienci już ustawili się w kolejce po Astona Martina Rapide E. Póki co producent traktuje ten pojazd jako eksperyment i badanie nowego rynku. Wszystko wskazuje jednak na to, że w przyszłości zobaczymy kolejne Astony na prąd.

Tue, 16 Apr 2019 10:30:38 +0000

Przed tym grillem trzeba się kłaniać. W Szanghaju debiutuje Lexus LM Być może Lexus LM posiada największy grill z aktualnie oferowanych na rynku samochodów. Model ten posiada jednak wiele atutów i wiele osób faktycznie będzie się przed nim kłaniało.Nie jest to bowiem samochód rodzinny, choć na taki wygląda. Na narty lub wakacje też nim nie pojedziecie. Lexus LM został stworzony z myślą o wożeniu VIP-ów, którzy chcą pokonywać krótsze lub dłuższe dystanse w ciszy i spokoju. Nie ma tutaj miejsca na kontakt ze światem zewnętrznym lub jakikolwiek dyskomfort. Ba, nawet kierowca Cię nie zagada, gdyż będzie siedział w swojej odciętej od tylnej części auta kabinie. Lexus LM to luksusowa salonka dla najbardziej wymagających osób, wykończona w najlepszy sposób. Wizualnie samochód ten wprowadza elementy charakterystyczne dla Lexusa do bryły Toyoty Alphard. Masywny grill, charakterystyczne linie czy połączone tylne światła zapewniają spójność z gamą tego producenta.

Przed tym grillem trzeba się kłaniać. W Szanghaju debiutuje Lexus LM

Najważniejsze jest jednak to, co dzieje się w środku. Z przodu mamy klasyczną i prostą deskę rozdzielczą, ale to miejsce nie jest ważne. Tuż za fotelem kierowcy wstawiono ścianę grodziową, która odcina część pasażerską. Zamontowano na niej 26-calowy monitor, który odpowiada za system multimedialny. Można na nim oglądać filmy, telewizję lub przeglądać zawartość plików z podłączonych urządzeń. Pomiędzy dwoma luksusowymi fotelami, które wyglądają jak żywcem wyciągnięte z najlepszych samolotów, znalazła się konsola sterująca całym systemem multimedialnym oraz elementami komfortu – klimatyzacją, ustawieniem foteli, podgrzewaniem, wentylacją czy masażem w siedzeniach. Nie zabrakło tutaj także lodówki na napoje i trunki.

Warto dodać, że cała kabina została dodatkowo wyciszona, tak aby zewnętrzne hałasy nie przeszkadzały podczas relaksu VIP-ów. Znajdziemy tutaj także unikalne elementy wykończeniowe, takie jak Gin-Sui-Boku, czyli „Silver Ink Ornamentation”. Jest to sposób zdobienia, który zainspirowała klasyczna kaligrafia piórem i tuszem.

Przed tym grillem trzeba się kłaniać. W Szanghaju debiutuje Lexus LM

Pod maską Lexusa LM dostępne będą dwa silniki – LM350, czyli 3,5-litrowe V6, oraz LM300h – znana z Europy hybryda korzystająca z jednostki 2.5, która pracuje w cyklu Atkinsona. Warto dodać, że na zamówienie Lexus może przygotować nieco praktyczniejszą, ale i mniej luksusową wersję dla siedmiu osób.

Tue, 16 Apr 2019 08:04:49 +0000

TEST: Sprytna koreańska koncepcja. SsangYong Musso E-XDI220 Quartz Przed zaprezentowaniem „pełnowymiarowej” wersji pikapa, SsangYong wypuścił na rynek model Musso z krótkim nadwoziem. Czy miało to w ogóle sens?Zanim przejdziemy do sedna, warto wspomnieć kilka słów o genezie powstania modelu. Po pierwsze – jak pewnie wielu z Was kojarzy – w przeszłości nazwa Musso towarzyszyła występującemu również pod marką Daewoo SUV-owi, a także bazującemu na nim pikapowi. Po drugie, aktualnie koreańskie auto podpisane tym imieniem występuje już wyłącznie w tym drugim nadwoziu. Znów jednak pikap bazuje na SUV-ie – tym razem Musso to „do połowy” Rexton, którego opisywaliśmy już dla Was w zeszłym roku. Czy to wystarczający przepis na kolejny udany model?

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Bez kombinacji

Już na pierwszy rzut oka widać, że projektanci postawili na prosty manewr przy rysowaniu tylnej części nadwozia. Kabina sprawia wrażenie radykalnie „odciętej”, której ktoś doczepił „pakę”. I w mojej opinii był to strzał w dziesiątkę. Nadwozie wcale nie wygląda pokracznie, a zyskało bardzo dużo w kwestii przestrzeni i widoczności. Ta druga, dzięki bardzo regularnym kształtom i wielkiej tylnej szybie, jest naprawdę wzorowa – szczególnie jak na pikapa. Przednia część nadwozia to z kolei wyróżniona nielakierowanymi elementami stylistyka znana z Rextona, która nie powala, ale i nie wadzi dziwnymi zabiegami stylistycznymi, jak to czasem bywało w historii marki.

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Deska rozdzielcza, kierownica, czy też fotele, również zostały przejęte ze wspomnianego modelu, co nie powinno specjalnie dziwić. I bardzo dobrze. Duży ekran multimedialny ma czytelny interfejs, sama obsługa dotykowa działa bardzo sprawnie, a wszystkie fizyczne przyciski rozmieszczono w logiczny sposób. Zaskakująco dobrze gra także zestaw audio.

Poza tym, jakość wykonania i montażu stoi na bardzo dobrym poziomie – śmiało mogę powiedzieć, że Musso nie odbiega pod tym względem od większości konkurencji z segmentu, a część nawet przebuja. Kierowca ma do dyspozycji dobrze wyprofilowaną, spłaszczoną u dołu, podgrzewaną kierownicę, a także obszerny, bardzo wygodny fotel, w testowanej wersji (Quartz) obity tapicerką materiałową. Nie znajdziemy tu rzecz jasna trzech kolorów skóry wzorem Rextona, lecz jeden – czarny – dostępny w standardzie najwyższej odmiany Sapphire.

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Osobowo i przestronnie

Sporo zalet Musso znajdziemy także za przednimi fotelami. Tylna kanapa jest spora i zaskakująco wygodna, a przestrzeni praktycznie w każdym kierunku jest pod dostatkiem. Mamy tu również podłokietnik, wyprowadzone nawiewy w tunelu środkowym, płaską podłogę i dające się pochylić w dość znacznym stopniu do tyłu oparcie. Poza tym, samo zajmowanie miejsca z tyłu jest bardzo wygodne przez duże drzwi, jak i ich regularny kształt.

W kabinie nie brakuje oczywiście kilku schowków, choć ich pojemność nie wyróżnia się już tak na tle konkurencji. Ważniejsza w tym wypadku jest przestrzeń ładunkowa, która w krótszej wersji oczywiście znacznie odbiega od klasowym liderów. Kompaktowa „paka” o wymiarach 130 x 157 x 57 cm w razie potrzeby pomieści mimo wszystko jedną europaletę, mając rzeczywistą długość zgodną z danymi fabrycznymi oraz szerokość między nadkolami wynoszącą około 105 cm.

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Sprawnie na drodze, dzielnie w terenie

Modele ze szczytu gamy koreańskiej marki zawsze znane były ze świetnego uciągu i Musso również nie zawodzi pod tym względem. W testowanej wersji z napędem na cztery koła i automatyczną skrzynią biegów jest w stanie holować przyczepę o masie równych 3 ton. Ładowność według danych katalogowych wynosi 790 kilogramów, co przy umiarkowanym rozmiarze przestrzeni ładunkowej nie powinno stanowić powodów do obaw.

Przy całej tej praktyczności zachowano jednak zaskakująco dużą łatwość prowadzenia, czym Musso wyróżnia się spośród konkurentów, stanowiąc całkowity kontrast choćby dla Nissana Navary, czy Toyoty Hilux, ale też wyraźnie odbiegając nawet od „cywilizowanego” Volkswagena Amaroka. Pomijając samo manewrowanie, które ułatwia świetna widoczność przez szyby i w lusterkach, samo prowadzenie jest po prostu bardzo lekkie, a samochód sprawia wrażenie „poręcznego” nawet w mieście.

Układ kierowniczy ma dobrze dobrane przełożenie i siłę wspomagania, a przy tym – jak na pikapa – przekazuje dość sporo informacji o drodze. Wątpliwości przy pierwszym kontakcie z autem budzi natomiast fakt, że oparta na ramie konstrukcja przekazuje do kabiny najdrobniejsze niedoskonałości nawierzchni, czy nawet fakturę nawierzchni – chropowaty asfalt, czy też popularną kostkę brukową. Jeśli do tej pory poruszaliście się jedynie autami o konstrukcji samonośnej, będzie to wymagało chwili przyzwyczajenia.

Mnie jednak szybko udało się przyzwyczaić do tych drobnych drgań, głównie dzięki samemu układowi zawieszenia, które zestrojono bardzo komfortowo. Układ wielowahaczowy (w wersji Grand przy zachowaniu odpowiednich opcji możemy zamiast niego wybrać resory piórowe) dobrze radzi sobie z kompensowaniem wybojów na drodze i równie dobrze, a może nawet lepiej, spisuje się w terenie. Mimo wygodnej charakterystyki, nadwozie zachowuje też stosunkowo dobrą stabilność w zakrętach.

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Podczas testu nasze Musso miało okazję podążać za specjalnie przygotowaną przez Arctic Trucks Navarą i choć nie był to może typowo ciężki teren, to Koreańczyk nie sprawiał wrażenia jakby w którymkolwiek momencie miał się poddać. Co lepsze, dzięki krótkiemu nadwoziu, świetnej widoczności i bardzo lekkiemu prowadzeniu był po prostu znacznie łatwiejszy w opanowaniu. Samo nadwozie sprawiało z kolei wrażenie lekkiego i nawet na całkowicie drogowych oponach nie zapadało się zbytnio w podłożu. A dzięki krótkiemu tylnemu zwisowi, nie zgarniało za sobą części luźnego podłoża.

W kwestii napędów – do wyboru mamy trzy klasyczne ustawienia, czyli 2H, z napędem wyłącznie na tylną oś (i tylko na tym ustawieniu powinniśmy jeździć po suchej, utwardzonej nawierzchni), 4H, spinającym ze sobą obie osie, oraz 4L, redukującym przełożenie główne. W razie możliwości możemy oczywiście odłączyć kontrolę trakcji, a jeśli to nie wystarcza – doposażyć Musso w opcjonalną blokadę tylnego mechanizmu różnicowego.

Sprawny i dobrze wyciszony diesel

Pierwszą zaskakującą cechą, jaką zauważyłem chwilę po otrzymaniu kluczyka, nie była jednak przestronność wnętrza, czy duży ekran systemu multimedialnego. Tuż po rozruchu zimnego silnika zaskoczyło mnie bardzo dyskretne przenikanie charakterystycznego „klekotu” do kabiny. Spodziewałem się raczej typowo surowego terkotu, który w tym segmencie byłby przecież bardziej akceptowalny niż gdziekolwiek indziej. Tutaj jednak zdecydowano się odizolować jednostkę wysokoprężną od wnętrza w bardzo dokładny sposób i wyszło to naprawdę świetnie.

Same parametry (2,2 litra, maksymalnie 181 KM i 400 Nm) wyglądają solidnie „na papierze” i rzeczywiście pozwalają na bardzo sprawne rozpędzanie i dobrą elastyczność przy wysokich prędkościach. Nieco ospałą charakterystyką (powolne redukcje) odznacza się 6-biegowy automat produkcji Aisina, który przy spokojnej jeździe zdaje jednak egzamin na piątkę, nie szarpiąc, ani nie „żonglując” bezsensownie biegami. Szkoda tylko, że wymaga dopłaty aż 10 tysięcy złotych. Wyniki spalania nie są zaskakujące – po prostu trzymają się średniej segmentu. Standardowy jest też zbiornik paliwa, który pomieści 75 litrów oleju napędowego.

Zużycie paliwa:SsangYong Musso E-XDI220 Quartz
przy 100 km/h7,6 l/100 km
przy 120 km/h9,3 l/100 km
przy 140 km/h12 l/100 km
w mieście11,6 l/100 km

Atrakcyjna oferta

Wydawać by się mogło, że ponad 150 tysięcy złotych ze testowany egzemplarz to wysoka cena, patrząc przez pryzmat marki. Ale to w gruncie rzeczy bardzo dobra propozycja – kompletna zarówno pod względem napędu, wyposażenia, jak i oferowanych możliwości. Mała liczba rażących wad i znacznie dłuższa lista zalet to kolejna rzecz namawiająca do wzięcia Koreańczyka zupełnie na poważnie. Jeśli interesuje Was raczej dolna część cennika – „krótkie” Musso w wersji Crystal możecie mieć już za 109 900 złotych.

SsangYong Musso E-XDI220 Quartz | fot. Dominik Kopyciński

Zalety:
  • przestronne i wygodne wnętrze
  • świetnie wyciszony, dynamiczny silnik
  • bardzo dobra widoczność
  • łatwość i lekkość prowadzenia w każdych warunkach
  • przyjemna obsługa systemu i dobry zestaw audio
  • komfortowo zestrojone zawieszenie
  • rozsądnie skalkulowana cena
Wady:
  • ospały i drogi „automat”
  • drgania przekazywane do kabiny

Podsumowanie

Przy zachowaniu użyteczności w terenie i możliwości transportowych, Koreańczycy stworzyli bardzo wygodnego i zaskakująco „osobowego” pikapa, który w krótszej wersji wyróżnia się na tle konkurencji swoimi kompaktowymi wymiarami. Pomijając jednak sam fakt bycia mniejszym – Musso to przede wszystkim konkretne i bardzo kompletne auto segmentu pickup, któremu w większości kategorii ciężko cokolwiek zarzucić.

Tue, 16 Apr 2019 07:23:50 +0000

Dużo małych zmian. MINI prezentuje Clubmana po liftingu Po co drastycznie zmieniać coś, co jest dobre? MINI przygotowało szereg poprawek dla Clubmana, dzięki którym model ten zachowuje wizualną świeżość.Być może nigdy na to nie zwróciliście uwagi, ale MINI Clubman to wyjątkowo popularny model jak na tę markę. Klienci docenili połączenie stylu oraz przestronności. Samochód ten nie jest tak efektowny jak jego poprzednik (który posiadał fantastyczne drzwi otwierane pod wiatr), ale zyskała na tym użyteczność pojazdu. Poza tym jego wymiary są na tyle duże, że Clubman może z powodzeniem służyć za auto dla małej rodziny.

Dużo małych zmian. MINI prezentuje Clubmana po liftingu

Co zmieniło się w MINI? Przede wszystkim przód i tył. Front zyskał zmodyfikowany zderzak, nowe lampy (także przeciwmgłowe) oraz przeprojektowany grill. Z tyłu z kolei zagościły lampy, które wykorzystują teraz motyw Union Jack, podobnie jak w mniejszych Hatchach. W nadkola można wpasować nowe felgi aluminiowe (poszerzono wybór wzorów w rozmiarze 16-19 cali), zaś całe auto da się obniżyć o 10 mm za sprawą nowego sportowego zawieszenia. Nie zabrakło tutaj także aktywnego „zawiasu”, którego tryby pracy połączone są z trybami jazdy w Clubmanie. Paleta kolorów została poszerzona o trzy odcienie – Indian Summer Red metallic, British Racing Green metallic i MINI Yours Enigmatic Black. Zmian we wnętrzu w zasadzie nie wprowadzono. Pojawiły się tutaj jedynie nowe listwy dekoracyjne, które można dobierać w zależności od wersji wyposażeniowej.

Dużo małych zmian. MINI prezentuje Clubmana po liftingu

Oferta jednostek napędowych, które znajdziemy pod maską MINI Clubmana, nie uległa zmianie. Gamę niezmiennie otwiera więc wersja ONE, zaś zamyka ją Cooper S.

Tue, 16 Apr 2019 07:18:07 +0000

Volkswagen Teramont X – kolejny SUV Coupe – w Chinach Chiny przyjmą każdą ilość SUV-ów. Tym bardziej jeśli będzie to modny wóz z opadającą linią dachu w stylu coupe. Oto Teramont X - koncept, którego sprzedaż niedługo się rozpocznie.Dokładniej rzecz biorąc, w przyszłym miesiącu. Tak naprawdę samochód raczej nie ma już tajemnic. Model Teramont (w USA znany jako Atlas) to w założeniu „prosty” duży SUV, napędzany wolnossącym silnikiem 3.6 VR6 o mocy 280 KM i momencie obrotowym 360 Nm. Napęd na cztery koła oraz automatyczna skrzynia biegów są w standardzie. A teraz doszło jeszcze drugie nadwozie. Idąc śladem BMW, Mercedesa, Porsche, Audi, a nawet Skody (również „chiński” Kodiaq GT), Volkswagen przedstawił w Szanghaju odmianę X – czyli „coupe”.

Tradycyjnie jest to wciąż SUV, tylko z opadającą linią dachu i mniejszą ilością miejsca nad głową dla pasażerów z tyłu. Jednak w przeciwieństwie do Mercedesa czy BMW, poziom „coupe” w Teramoncie jest tak niewielki, że nie znając bryły oryginału można by uznać, że jest to po prostu zwykły SUV. Jeśli chodzi o stylistykę, to wygląda trochę, jakby zastosowano tył z T-Roca, łącząc go ze światłami z Passata Varianta, a całość postawiono na 21-calowych felgach z polerowanym wykończeniem. W środku nie wiemy co jest, poza tym, że miejsca jest dla pięciu osób w indywidualnych fotelach, a deska rozdzielcza obejmuje m. in. cyfrowe zegary (ekran o przekątnej 10,25 cala) oraz system inforozrywkowy z ekranem 9,2- cala, czyli zapewne wnętrze w bardzo niewielkim stopniu będzie różnić się od tego ze standardowego Teramonta.

Sprzedaż w Chinach rozpocznie się w maju. Na razie nie ogłoszono, czy Teramont X trafi gdziekolwiek indziej – ale przy modzie na tego typu nadwozia, jest to możliwe. Na przykład może trafić do Stanów Zjednoczonych.

Tue, 16 Apr 2019 05:30:54 +0000

Volkswagen SMV Concept – Największy w gamie, tylko dla Chińczyków Na trwających właśnie targach w Szanghaju Volkswagen pokazał sporo nowości - głównie SUV-ów. Niekwestionowanym liderem jest niemal seryjny koncept SMV - jest większy od modelu Atlas/Teramont.Chiny i SUV to w motoryzacji połączenie niemal stereotypowe. Volkswagen na tamtym rynku nie dość, że ma olbrzymią rzeszę klientów, to jeszcze gama SUV-ów w palecie modeli rozszerza się szybciej niż wszechświat. Na trwających właśnie targach w Szanghaju pokazano koncept SMV. Jest większy od modelu Atlas (w Chinach Teramont) – ma 5,1 metra długości. To największy samochód zbudowany na platformie… MQB, czyli tej „kompaktowej” modularnej płycie z poprzecznie umieszczonym silnikiem. Siedmioosobowy SMV napędzany jest „domyślnie” przez dwulitrowe TSI dysponujące 300 KM i 499 Nm. Moc przenoszona jest na wszystkie cztery koła (napęd typu Haldex) przez siedmiobiegową skrzynię automatyczną DSG. Droższa i bardziej zaawansowana wersja ma mieć pod maską 2.5-litrową jednostkę VR6, zapewne z doładowaniem (a więc nie prosty, wolnossący silnik 3.6 V6, znany z Atlasa/Teramonta).

Wnętrza jeszcze nie poznaliśmy, ale powinno zapewniać odpowiednią ilość miejsca dla siedmiu osób, a bryła wskazuje, że i nad głową go nie zabraknie.

Produkcja SMV jest w zasadzie potwierdzona. Choć to tylko prototyp, z zewnątrz wygląda na gotowy – nasze informacje mówią o tym, że na rynku powinien pojawić się w ciągu dwóch lat, przy współpracy ze spółką FAW, z którą Volkswagen wspólnie buduje samochody w Chinach. I nie spodziewajmy się, że ten model pojawi się gdzieś indziej – w zasadzie tylko w USA miałby jakiekolwiek szanse na dobrą sprzedaż. No chyba, że Volkswagen po drodze do gamy dołączy odmianę hybrydową.

Mon, 15 Apr 2019 19:19:34 +0000

Samochody Volvo będą się wzajemnie ostrzegać o niebezpieczeństwach Szwedzki producent coraz intensywniej wprowadza technologie mające poprawić bezpieczeństwo na drodze. Tym razem to system oparty o wymianę danych w chmurze.Co dokładniej zamierzają Szwedzi, już po tym, jak wprowadzą ograniczenia do 180 km/h? Otóż, samochody Volvo, jako pierwsze w świecie będą mogły się w uproszczony sposób ze sobą komunikować. Technologia będzie dostępna, a nawet standardowa dla wszystkich modeli wytwarzanych na platformach SPA i CMA, czyli we wszystkich modelach Volvo od 2015 roku. Od 2020 roku będzie to standardem, ale starsze samochody zostaną również doposażone (zapewne podczas przeglądów) w możliwość „komunikacji”.

Jak to będzie działać? System będzie zbierał wszystkie informacje dotyczące parametrów jazdy. Na początku jednak przesyłać dalej będzie tylko te, które mogą wpływać na bezpieczeństwo. I tak, jeśli nasz samochód się zepsuje, będzie miał wypadek i włączymy światła awaryjne, informacja o tym zostanie przesłana do innych samochodów marki Volvo, aby ostrzec kierowców przed potencjalnym zagrożeniem, które czeka np. za zakrętem, albo w kiepskich warunkach drogowych gdzieś z przodu. Ciekawe, jak to będzie działać w Polsce, gdzie wciąż popularne jest dziękowanie innym kierowcom przy pomocy „awaryjnych”, a nie migania na zmianę kierunkowskazami.

Druga informacja dotyczyć będzie śliskiej drogi. Jeśli nasze Volvo zacznie się gdzieś ślizgać, prześle te dane (anonimowo, teoretycznie) do innych pojazdów, które naniosą te dane na nawigację i będą mogły wyświetlić innym kierowcom komunikat o potencjalnym zagrożeniu na drodze.

Oczywiście, póki co będzie to pomocne (albo i nie) tylko dla wąskiej grupy posiadaczy Volvo – producent zakłada jednak, że takie dane szybko się spopularyzują i więcej firm i samochodów zostanie włączonych w „system wczesnego ostrzegania”. Oby tylko nie połączono tego z jakimiś kolejnymi systemami hamującymi, czy ograniczającymi nasze możliwości, jako kierowcy.

Mon, 15 Apr 2019 14:54:22 +0000

Mercedes prezentuje model GLB. Jest to odpowiedź na potrzeby klientów Kolejny kompaktowy Mercedes? GLB rozszerza ofertę tego producenta o auto, które będzie hitem sprzedaży.Tuż przed targami w Szanghaju Mercedes zaprezentował swojego nowego małego SUV-a – model GLB. Zapewne zastanawiacie się nad sensem tego modelu. Otóż wbrew pozorom jego obecność w gamie tego producenta jest uzasadniona, bowiem GLB stanie się ciekawym łącznikiem pomiędzy GLA a GLC. Choć auto, na które patrzycie jest jeszcze pojazdem studyjnym, to wersja produkcyjna będzie niemal identyczna – możecie wyciąć z tego samochodu offroadowe dodatki i otrzymacie gotowe do sprzedaży auto. Zresztą Mercedes potwierdził, że samochód ten oficjalnie zadebiutuje już latem.

Mercedes GLB wyróżnia się masywniejszą i kanciastą stylistyką. Jest to nawiązanie do większych aut tej marki, takich jak GLE, GLS czy kultowa Klasa G. Duża powierzchnia szyb ma zapewniać świetną widoczność. zaś atrakcyjna stylistyka przyciągnie klientów do salonów. Mercedes GLB mierzy 4634 mm długości i 1890 mm szerokości, zaś rozstaw osi to 2829 mm. Czyni to z niego bardzo duże auto, co zapewne przełoży się na przestronne wnętrze. Kokpit w dużej mierze przypomina ten z Klasy A, B i CLA, aczkolwiek wyróżnia się paroma unikalnymi detalami.

Zaskoczyć Was może fakt, że Mercedes GLB ma trzy rzędy siedzeń. Drugi rząd można przesuwać o 14 cm, co pozwala na wygospodarowanie większej ilości miejsca z tyłu. Niemcy podkreślają, że GLB będzie nieco praktyczniejsze od GLC i wykorzysta cały potencjał kompaktowej platformy. Dzięki swoim wymiarom nie stanie się też konkurentem dla GLA, które zachowa usportowiony charakter i pozostanie konkurentem Audi Q2 i BMW X1.

Mon, 15 Apr 2019 13:14:03 +0000

Ford wyciska więcej mocy z Mustanga EcoBoost. Debiutuje wersja HIGH PERFORMANCE Ford wziął na warsztat bazową wersję Mustanga i tchną w nią więcej mocy. Poznajcie wariant HIGH PERFORMANCE.Pod tą nazwą kryje się oczywiście znana jednostka 2.3 EcoBoost, którą podkręcono do 330 KM (moment obrotowy pozostał jednak na poziomie 475 Nm). Co tu się zmieniło? Przede wszystkim Ford dorzucił nową, nieco większą sprężarkę, wydajniejszy intercooler oraz inaczej zaprogramowany komputer silnika. Dodatkowo nie zabrakło aktywnego wydechu, który wyciska z tej jednostki dużo lepsze brzmienie. W efekcie moc jest dostępna w szerszym zakresie obrotów, co ma poprawiać osiągi i zwiększyć przyjemność z użytkowania tego samochodu. Osiągi poprawi także krótsze przełożenie tylnego dyferencjału. Zapewniło to lepsze przyspieszenie do 60 mil (96 km/h), które zajmie około 4,5 sekundy.

Ford wyciska więcej mocy z Mustanga EcoBoost. Debiutuje wersja HIGH PERFORMANCE

Dla poprawy prowadzenia zastosowano tutaj zawieszenie z wersji GT. Nie zabrakło także grubszych stabilizatorów (32 mm z przodu i 24 mm z tyłu) oraz rozpórki pod maską. Układ hamulcowy również przeniesiono z odmiany GT, co zapewni pełną skuteczność podczas intensywnej jazdy, na przykład na torze.

Wizualne różnice w wersji HIGH PERFORMANCE to przede wszystkim nowe 19-calowe felgi aluminiowe oraz nowy grill z przodu, na którym słynny „kucyk” został przesunięty na bok. Delikatnie przeprojektowano też zderzak – dodatkowy splitter poprawia kierowanie powietrza, zaś boczne wloty kierują je na tarcze hamulcowe celem zapewnienia lepszego chłodzenia. Na tylnej klapie pojawiła się czarna dystyngowana lotka, która odróżnia tę wersję od standardowych wersji.

Ford wyciska więcej mocy z Mustanga EcoBoost. Debiutuje wersja HIGH PERFORMANCE

Niestety, wersja HIGH PERFORMANCE przeznaczone jest jedynie na rynek amerykański i nie zobaczymy jej w Europie.

Mon, 15 Apr 2019 11:59:10 +0000

Volkswagen ID. Roomz. Touareg na prąd? W Europie największym SUV-em Volkswagena jest Touareg. Niebawem może się to jednak zmienić za sprawą modelu I.D. Roomz.Volkswagen szykuje się dopiero do premiery pierwszego modelu z rodziny ID. Nie oznacza to jednak, że w Wolfsburgu prace nad kolejnymi autami z tej gamy są w powijakach. Nic bardziej mylnego – w Szanghaju poznamy zapowiedź dużego elektrycznego SUV-a, który swoimi wymiarami przebije nawet aktualnie topowy model w gamie Volkswagena, czyli Touarega.

Volkswagen ID. Roomz to nic innego jak blisko pięciometrowy SUV (4915 mm długości, 1890 mm szerokości i 1760 mm wysokości), który pomieści pasażerów w trzech rzędach siedzeń. Dzięki zastosowaniu platformy MEB o idealnie płaskiej podłodze wnętrze jest wyjątkowo przestronne i ustawne. Rozstaw osi wynoszący 2965 mm zapewnia dużą ilość miejsca na nogi w każdym z rzędów i pozwala jednocześnie na wygospodarowanie obszernego bagażnika. Ciekawostką jest fakt, że wnętrze wykończono materiałami z odnawialnego pochodzenia. Przykładowo fotele pokrywa tapicerka AppleSkin, a na drzwiach można znaleźć drewniane wstawki, które wykonano ze ścinek z drewnianych parkietów. Czwarty poziom jazdy autonomicznej pozwala też na częściowe obrócenie przednich foteli i łatwiejszy kontakt z pasażerami siedzącymi z tyłu.

Sercem modelu ID. Roomz jest 306-konny silnik elektryczny, który ma zapewnić przyspieszenie do 100 km/h w 6,6 sekundy i prędkość maksymalną wynoszącą 180 km/h. Zasięg na jednym ładowaniu to 450 kilometrów według normy WLTP.

Volkswagen ID. Roomz oficjalnie zaprezentowany zostanie 18 kwietnia. Niemcy zapewniają, że produkcja seryjna tego modelu wystartuje już w 2021 roku.

Mon, 15 Apr 2019 09:03:20 +0000

Audi AI:ME. Kompaktowa i elektryczna przyszłość marki Wielkimi krokami nadchodzi nowe Audi A3. Nie oznacza to jednak, że producent z Ingolstadt nie myśli o kolejnym kompaktowym aucie.Na celowniku jest jednak coś zupełnie innego. Mowa o samochodzie elektrycznym, który wykorzysta cały dobrobyt platformy MEB. Podczas targów w Szanghaju Audi zaprezentuje oficjalnie model AI:ME, który ma być odpowiedzią na „potrzeby ludzi poruszających się po mieście”. Ten mierzący 4,3 metra długości pojazd jest niczym innym jak zaawansowanym technologicznie odpowiednikiem Volkswagena I.D. 

Audi AI:ME wykorzystuje cały dobrobyt platformy MEB. Napęd przekazywany jest tutaj na tylną oś, zaś bateria o pojemności 65 kWh w połączeniu ze 170-konnym silnikiem ma zapewnić należyty zasięg i odpowiednie osiągi. Duży, bo wynoszący aż 2,77 metra rozstaw osi pozwala z kolei na wygospodarowanie bardzo przestronnego wnętrza z całkowicie płaską podłogą. Kolejnym wyróżnikiem tego auta są bardzo cienkie słupki A/B/C, dzięki czemu widoczność z miejsca kierowcy jest wręcz rewelacyjna. Model AI:ME wyróżnia się także bardzo odważną i wręcz futurystyczną stylistyką. Można jednak przyjąć, że jeśli samochód ten trafi do sprzedaży, to z pewnością wiele elementów zostanie tutaj w większym lub mniejszym stopniu zachowanych.

Audi AI:ME. Kompaktowa i elektryczna przyszłość marki

Audi AI:ME w wersji studyjnej zapewnia także czwarty poziom jazdy autonomicznej, co oznacza, że kierowca przez większość czasu jazdy w takim ustawieniu nie musi ingerować w prowadzenie. W futurystycznym kokpicie zachowano jednak kierownicę, choć jest ona tutaj mocno „zamaskowana”. Kokpit wykończono naturalnymi elementami, które pochodzą z odzysku lub są łatwo odnawialne – takie jak bambus czy przetworzone plastiki. Widać, że Audi w tym miejscu chce nieco nawiązać do BMW i3, które od lat z powodzeniem stosuje takie wykończenie wnętrza.

Choć Audi AI:ME jest wciąż autem studyjnym, to jednak możemy być niemal pewni, że w nieodległej przyszłości samochód ten dołączy do oferty tego producenta i zostanie postawiony na równi ze spalinowym Audi A3 kolejnej generacji.

Mon, 15 Apr 2019 08:10:44 +0000

Najdroższy kluczyk samochodowy świata – kosztuje więcej niż Rolls-Royce Granica pomiędzy dobrym smakiem a chorym szaleństwem została tutaj przekroczona. Awain Key stworzyło kluczyki do auta, które są droższe od nowego Rolls-Royce'a.Firma Awain Key z Finlandii to zespół inżynierów, jubilerów i stylistów, który skupił się na tworzeniu luksusowych kluczyków do aut. W ich opinii urządzenie to, podobnie jak zegarek, może być elementem biżuterii. Jednocześnie Awain chce zaoferować odpowiednio bogatym ludziom możliwość wymienienia ich seryjnych „nudnych” kluczyków na coś znacznie bardziej efektownego.

W ofercie tej firmy znajdują się trzy typy kluczyków. Pierwszy z nich, o nazwie Quantum, cenowo startuje z poziomu 49 000 euro (209 230 zł po kursie 4,27 zł za Euro z dnia 15.04.2019). Wykończony jest wysokogatunkową skórą lub drewnem, otoczonym dalej 18 i 24-karatowym złotem i 354 diamentami o łącznej masie 3,45 karata. Droższy model kluczyka – Serenity – kosztuje już minimum 89 000 euro (380 030 zł). Tutaj dodatkowo otrzymamy 1250 diamentów o łącznej masie 20 karatów. Na szczycie oferty stoi z kolei Phantom, który wyceniany jest na… 500 000 euro (2 135 000 zł). Tutaj znalazły się diamenty o łącznej masie wynoszącej blisko 35 karatów.

Kluczyki Awain można zamówić do aut takich marek jak Aston Martin, Bentley, Lamborghini, Maserati, Mercedes, McLaren, Porsche czy Rolls-Royce. Ci, którzy jeżdżą Audi lub BMW niestety obejdą się smakiem, choć i dla nich Awain przygotował specjalną ofertę. Co ciekawe zainteresowanie kluczykami jest spore, choć jak zapewne się domyślacie klienci pochodzą głównie z Bliskiego Wschodu.

Mon, 15 Apr 2019 07:28:30 +0000

Nowe BMW Serii 1 sfotografowane w fabryce [ZDJĘCIA] Tym razem możemy mieć sto procent pewności - tak wygląda nowe BMW Serii 1!Portal Bimmerpost opublikował dwa zdjęcia z fabryki BMW, na których widać nową Serię 1. Jak widać rendery, które opublikowaliśmy kilka dni temu nie były oderwane od rzeczywistości i dobrze odwzorowały nową „jedynkę”.

Nowa Seria 1 to rewolucja dla tego modelu – z układu tylnonapędowego BMW przeszło na przedni napęd. Wszystko ze względu na oszczędności oraz możliwość wygospodarowania większej kabiny. Wszystko to ma sprawić, że Seria 1 będzie godnym konkurentem Mercedesa Klasy A i Audi A3.

Pod maską nowego BMW Serii 1 znajdziemy jednostki o pojemności od 1,5 do dwóch litrów, generujące od 136 do 306 KM. Ofertę zasilą też słabsze warianty, ale o tych póki co jeszcze nic nie wiemy.

Oficjalna premiera tego auta będzie miała miejsce pod koniec maja.

Sun, 14 Apr 2019 09:26:21 +0000

Nowy Mercedes GLS zaprezentowany. Rodzinny wymiar luksusu [ZDJĘCIA] Na kilka dni przed rozpoczęciem targów w Nowym Jorku w sieci pojawiły się zdjęcia nowego Mercedesa GLS.Nowy Mercedes GLS może i nie będzie najpopularniejszym modelem tej marki w Europie, ale w USA pełni bardzo ważną rolę. Amerykanie kochają bowiem wielkie i luksusowe SUV-y, zwłaszcza te, które mieszczą 6-7 osób. Właśnie do takich osób skierowany jest nowy GLS. Model ten ma łączyć nowoczesne rozwiązania z luksusowym wyposażeniem, wszak uznawany jest za odpowiednika Klasy S.

Wizualnie Mercedes GLS jest rozwinięciem stylistyki modelu GLE. Auto zostało zdecydowanie przedłużone, aczkolwiek nie znamy jeszcze szczegółów technicznych tego auta. Masywny front oraz wąskie tylne lampy wyglądają bardzo świeżo i mogą podobać się szerokiemu gronu klientów. Wnętrze również zapożyczono z GLE, aczkolwiek okraszono je większą liczbą ekskluzywnych dodatków. Nie zabraknie tutaj także systemy MBUX oraz innych najnowszych rozwiązań z najwyższej półki Mercedesa.

Do czasu oficjalnej premiery można też spekulować na temat silników. Bazową jednostką będzie z pewnością 3-litrowa rzędowa szóstka, zarówno w wersji benzynowej jak i wysokoprężnej. Poza tym nie powinno tutaj zabraknąć V8-ki, cenionej przez nabywców zza oceanu.

Oficjalna premiera nowego Mercedesa GLS nastąpi podczas targów w Nowym Jorku.

Sun, 14 Apr 2019 07:08:58 +0000

Toyota La Coupe. Przedziwne hybrydowe auto, o którym nikt nie słyszał Kilka dni temu pokazaliśmy Wam rysunki patentowe nowego sportowego auta Toyoty. Jak się okazuje zostało ono zaprezentowane już w październiku ubiegłego roku.I żeby było zabawniej nawet wszechwiedzący Google nie posiada w zasadzie informacji na temat tego samochodu. W sieci pojawiły się jednak zdjęcia, które prezentują gotowy samochód. Teoretycznie jest to pojazd studyjny, choć stopień dopracowania sprawia wrażenie, że auto to niebawem trafi do produkcji. Na zdjęciach na żywo wygląda nieco lepiej niż na rysunkach patentowych, choć proporcje wciąż są zaskakujące i trudne do zdefiniowania.

Toyota La Coupe. Przedziwne hybrydowe auto, o którym nikt nie słyszał

Cały czas nie wiadomo nic na temat napędu w tym aucie. Według opisu osób, które widziały Toyotę La Coupe, w środku znajdziemy dość przyjemne wnętrze, zaś w zestawie zegarów znajdziemy wskaźnik ilości paliwa oraz ekran pokazujący stopień naładowania baterii, co sugeruje, że jest to hybryda.

Trudno powiedzieć, czy samochód ten trafi do produkcji, a jeśli tak, to na jakich rynkach będzie oferowany. Patrząc na specyficzną sylwetkę można jednak przyjąć, że Toyota La Coupe powstała z myślą o rodzimej Japonii, gdzie wszelkie dziwne projekty są ciepło przyjmowane.

Sat, 13 Apr 2019 05:57:23 +0000

Rolls-Royce Dawn po rosyjsku. Aurus testuje model Senat bez dachu Rosyjska myśl techniczna w otwartym wydaniu. Aurus Senat dorobi się wersji bez dachu, zapewne przeznaczonej dla notabli.Zdjęcia zamaskowanego Aurusa Dawna Senata opublikował użytkownik yakunin_077 na Instagramie. Według informacji, które zamieścił w swoim poście, samochód ten przygotowywany jest na majową defiladę, która co rok odbywa się w Moskwie na Placu Czerwonym. Wszystko wskazuje na to, że generałowie i inni ważni politycy będą najprawdopodobniej wożeni tym samochodem.

Ciekawostką jest zastosowana technologia. Rosjanie nie ujawnili, czy silnik jest ich konstrukcją, albo „przebudową” jakiegoś istniejącego układu napędowego, jednak pod maską Senata spoczywa V8-ka połączona z silnikiem elektrycznym (zapewne jakiś rodzaj „miękkiej” hybrydy). Podwójnie doładowana jednostka ma 4,4 litra pojemności (z czymś się Wam kojarzy?) i dysponuje mocą 600 KM. Moc przenoszona jest na wszystkie cztery koła przez dziewięciobiegowy automat.

Premiery tego przedziwnego projektu możemy spodziewać się 9 maja w Moskwie. Okazji nie trzeba zapewne przedstawiać.

Fri, 12 Apr 2019 17:02:34 +0000

Unikalne BMW M1 odnalezione po 25 latach. W 1981 roku pobiło rekord prędkości Choć w tej chwili wygląda jak pojazd po przedziwnym tuningu, to jednak za tymi modyfikacjami kryje się niezwykła historia.Już samo BMW M1 jest unikalnym autem, gdyż na drogi wyjechały tylko 453 egzemplarze w latach 1978-1981. Wiele z nich skończyło swój żywot, zaś wszystkie, które trafiają na sprzedaż osiągają abstrakcyjne ceny. To auto, choć wygląda jak brzydkie kaczątko, może być jednym z najdroższych M1, bowiem stoi za nim unikalna historia. Nie dość, że samochód ten ustanowił unikalny rekord, to jeszcze „zniknął” z radarów kolekcjonerów na 25 lat. Kilka dni temu odnaleziono je w jednym z londyńskich garaży.

M1, które pobiło rekord

Auto, które widzicie na zdjęciach, to egzemplarz z 1979 roku. Fabrykę opuściło w stanie idealnie fabrycznym, aczkolwiek taki stan rzeczy nie utrzymał się zbyt długo. Już dwa lata później, w 1981 roku, samochód ten trafił w ręce kierowcy wyścigowego Haralda Ertla, który to postanowił mocno zmodyfkować swoje auto. Wszystko ze względu na pomysł BP (British Petroleum) na promocję nowego paliwa Autogas. Każdy zainteresuje się jakimś rekordem, a najlepiej, aby chodziło o prędkość. Ertl zabrał się więc za przebudowę auta, którą sfinansowało BP. Przede wszystkim seryjna jednostka S38 została wyposażona w dwie turbosprężarki KKK, dzięki czemu moc wzrosła do 410-420 koni mechanicznych. Całkowicie przeprojektowano też aerodynamikę auta, od nowa projektując tylną część nadwozia. Miało to zapewnić odpowiedni docisk przy wysokiej prędkości.

Według danych BP 17 października 1981 roku Harald Ertl w swoim podrasowanym BMW M1 pobił rekord prędkości – samochód rozpędził do 301,4 km/h. Aktualnie taki wynik nie robi na nikim wrażenia, aczkolwiek w tamtych czasach, jeszcze przed debiutem najszybszych drogowych Ferrari, było to coś szokującego. Niestety, żadne oficjalne informacje nie zachowały się do naszych czasów, aczkolwiek BP posiada galerię zdjęć oklejonego M1, które przygotowano podczas bicia rekordu.

Ostatni raz ten egzemplarz BMW M1 widziany był w 1993 roku. Wtedy też słuch o nim zaginął na 25 lat, jednak kilka dni temu w jednym z garaży we wschodnim Londynie zlokalizowano ten unikalny samochód. Podczas trwających w Essen targów Techno Classica M1 zostanie wystawione na aukcję, którą poprowadzi Coys. Estymowana cena wynosi 250 000 funtów, choć istnieje szansa, że może okazać się jeszcze wyższa. Nabywca będzie miał jednak dużo pracy przy aucie, bowiem jego stan techniczny pozostawia aktualnie sporo do życzenia. Jeśli jednak uda się tchnąć ducha w ten pojazd, to z pewnością będzie to inwestycja warta zachodu, bowiem takiego BMW M1 nie znajdzie się w żadnej innej kolekcji.

Fri, 12 Apr 2019 14:45:26 +0000

Główny inżynier odpowiedzialny za Focusa RS przechodzi do Hyundaia Koreańczycy postanowili zassać wszystkie ważne osobowości w motoryzacji. Tyrone Johnson, odpowiedzialny za Focusa RS, jest teraz odpowiedzialny za centrum testów i rozwoju.Co to oznacza? Albert Biermann, były szef M GMbh, który stworzył dla Hyundaia najważniejsze usportowione modele – i30 N oraz Kię Stinger, jest teraz dyrektorem działu R&D całego koncernu oraz zasiada w jego zarządzie. Jest więc odpowiedzialny za rozwój nowych modeli KIA, Hyundai i Genesis (w tym ostatnim zresztą był już odpowiedzialny za model G70). Johnson będzie teraz odpowiedzialny za testy i rozwój modeli, nie tylko tych z N w nazwie.

Mimo tego, przed Johnsonem spore wyzwanie. W trakcie prac jest model N z centralnie umieszczonym silnikiem (z gamy Theta III), do którego sporo uwagi przywiązują miłośnicy sportowych samochodów i dziennikarzy – konkurencja dla Caymana, Alpine A110 i Alfy 4C w wykonaniu dywizji N może okazać się nadzwyczaj ciekawa.

Ma się też pokazać odmiana sportowa suva GV80 – jego cywilna wersja powinna niedługo zadebiutować, a już mówi się o tym, że pod maskę ma trafić podwójnie doładowane V6 z modelu G70. Ten ostatni może pojawić się również jako coupe.

Życzymy dalszych sukcesów i mamy nadzieję, że Focus RS będzie służył za przykład tego, jak należy samochód zbudować, a nie jak może się psuć.

Fri, 12 Apr 2019 10:09:54 +0000

Mazda3 w sportowej wersji z zielonym światłem. To może być ciekawy hothatch Sportowy duch w Maździe nie umiera. Wszystko wskazuje na to, że nowa 3-ka zyska szybką odmianę.Jak donosi brytyjskie pismo Autocar, władze Mazdy dały zielone światło pomysłowi dotyczącemu szybkiej „trójki”. Model ten mógłby zadebiutować już w 2021 roku, gdyż wykorzysta najprawdopodobniej sprawdzony silnik z większej Mazdy6. Mowa o jednostce 2.5 SkyACTIV-G z turbodoładowaniem, która generuje 250 KM. Moc trafiałaby na cztery koła za pośrednictwem manualnej lub automatycznej skrzyni biegów.

Projekt oficjalnie jeszcze nie wystartował, ale jak podkreśla Kota Beppu, manager projektu Mazdy3, przed pracownikami tej marki jest duże wyzwanie. Chodzi oczywiście o emisję CO2, która w jednostce 2.5 jest bardzo wysoka. Oznaczałoby to, że pojazd ten raczej nie trafi na rynek europejski. Szybciej zobaczymy go w USA, gdzie jednostka ta oferowana jest z powodzeniem w Maździe6. Co więcej, Beppa podkreśla, że w jego oczach Mazda3 nie powinna być bezkompromisowym samochodem. W aucie tym widzi auto „z możliwościami, ale bardziej uniwersalne od Golfa GTI”.

Ostatnie sportowe Mazdy 3 powstały w pierwszej i drugiej generacji tego modelu. Nosiły one przydomek MPS/Mazdaspeed w zależności od rynku i oferowały ponad 230 KM generowanych przez jednostkę 2.3 Turbo. Warto dodać, że pomimo bardzo specyficznego i niekiedy trudnego prowadzenia po dziś są cenionym kąskiem wśród fanów tuningu.

Fri, 12 Apr 2019 07:41:25 +0000

Tak wygląda i brzmi Corvette C8. Data premiery została potwierdzona Podczas oficjalnego pokazu w Nowym Jorku władze General Motors uchyliły rąbka tajemnicy na temat nowej Corvette C8.Corvette C8 to bodaj jeden z najbardziej wyczekiwanych supersamochodów. Określenie to nie jest tutaj na wyrost, gdyż General Motors postanowiło całkowicie zmienić podejście do tego samochodu. Postawiono na konstrukcję z centralnie umiejscowionym silnikiem, która będzie rywalizowała z autami Ferrari, Lamborghini czy McLarena. Amerykanie wciąż nie pochwalili się dokładną listą silników (najprawdopodobniej będą to trzy jednostki o pojemności od 5,5 do 6,2-litra, także z turbodoładowaniem), generujące od około 500 do nawet 1000 koni mechanicznych.

General Motors podczas pokazu zamaskowanego auta w Nowym Jorku zaprezentowało brzmienie jednostki napędowej oraz datę oficjalnej premiery tego samochodu. Ta ma nastąpić 18 lipca 2019, co sugeruje, że tym razem władze koncernu już nie będą decydowały się na kolejne opóźnienie.

Corvette C8 wyróżni też unikalna stylistyka oraz bardzo atrakcyjne wnętrze. Zachowane zostaną tutaj elementy charakterystyczne dla tego auta, aczkolwiek całość ma być dużo bardziej agresywna i unikalna wizualnie. Ciekawie zapowiada się także wnętrze, z charakterystyczną „leżącą” konsolą, która obudowuje

Fri, 12 Apr 2019 07:03:57 +0000

Wizja czy wyciek? Tak najprawdopodobniej wygląda nowe Renault Captur W dobie mistrzów Photoshopa niekiedy ciężko jest ocenić, czy dane auto to zdjęcie czy też grafika. W tym przypadku obstawiamy jednak na "wyciek".W sieci pojawiło się zdjęcie, które najprawdopodobniej przedstawia nowe Renault Captur. Choć źródło pochodzenia jest nieznane, to jednak oceniając wygląd auta i porównując go z zamaskowanymi samochodami można odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z prawdziwą fotografią drugiej generacji małego francuskiego crossovera. Widać tutaj dużo zapożyczeń z Clio, aczkolwiek cała linia jest nieco ostrzejsza i agresywniejsza wizualnie. Renault Captur II generacji wygląda też znacznie dojrzalej od swojego poprzednika, który już nieco zestarzał się wizualnie.

Największą nowością w gamie Renault Captur będzie wersja E-Tech, czyli klasyczna hybryda. Połączy ona wolnossącą jednostkę 1.6 z dwoma elektrycznymi silnikami i baterią o pojemności 1,2 kWh. W Clio, według producenta, ma to zapewnić bardzo niskie zużycie paliwa oraz wyjątkową responsywność na naciśnięcie gazu. Renault twierdzi, że w mieście Clio będzie w stanie jeździć przez 80% czasu w trybie elektrycznym. W Capturze wartość ta powinna pozostać na identycznym poziomie.

Poza tym w nowym Capturze, znajdziemy jednostki 1.0 TCe i 1.3 TCe. Bazowej konstrukcji 1.0 SCe (wolnossącej) raczej tutaj nie znajdziemy, podobnie jak w poprzedniku. Poza tym spodziewać się możemy nowoczesnego i efektownego wnętrza (zbliżonego do tego z Clio) oraz szeregu technologii, które zadebiutowały w Clio piątej generacji.

Thu, 11 Apr 2019 17:00:25 +0000

Kary za przekroczenie norm emisji CO2 w autach przełożą się na wzrost cen pojazdów Największe koncerny motoryzacyjne czeka duży wydatek. Będą one musiały zapłacić ogromne kary za przekroczenie norm emisji CO2. Co to znaczy dla klientów marek?Producenci biją na alarm – normy emisji CO2, które narzuciła Unia Europejska, przy aktualnym rozwoju techniki są naprawdę trudne do zrealizowania. Co gorsza z roku na rok wymagania stają się coraz bardziej restrykcyjne, a technologia wciąż w żółwim tempie próbuje nadążyć za pomysłami regulatorów. Prowadzi do do wyjątkowych sytuacji, o których jeszcze kilka lat temu nikomu by się nie śniło. Przykładowo Daimler i BMW siadają do jednego stołu, zaś kolejne koncerny rozważają bliską współpracę lub nawet fuzje. W efekcie coraz trudniej jest powiedzieć o danym produkcie przypinając mu narodową łatkę, gdyż pod nadwoziem mieszają się technologie dostarczone przez najróżniejsze firmy. I nie mam tu na myśli poddostawców, a takie marki jak właśnie Daimler i sojusz Renault-Nissan czy Suzuki i Toyotę, które coraz chętniej podają sobie dłonie i wymieniają się najróżniejszymi rozwiązaniami.

Kary za przekroczenie norm emisji CO2 są bardzo wysokie. Do końca 2018 pierwszy dodatkowy gram „kosztował” pięć euro, drugi już piętnaście, zaś trzeci dwadzieścia pięć. Granicą jest 95 gram na każdy przejechany kilometr – taka stawka obowiązuje od początku tego roku za każdy gram przekroczonej emisji. W efekcie nawet stosunkowo zwykłe auta są daleko poza tą linią, co oczywiście wpływa na wysoki rachunek wystawiany przez Unię Europejską. Volkswagen jako koncern być może będzie musiał zapłacić około 9 miliardów euro. PSA – 5,5 miliarda. Nawet Toyota, która cały czas promuje się przedziwną kampanią Stop Smog, Go Hybrid (która z naukowego punktu widzenia jest ślepą uliczką) musi wyłożyć 550 milionów euro. Zresztą tutaj doskonale widać, że nawet hybrydowa technologia nie jest w stanie stuprocentowo spełnić oczekiwań regulatorów. Patrząc na średnią emisję dla całej gamy modelowej, Toyota wcale nie jest tak dużo lepsza od innych producentów. Gdzie jest więc ta cała ekologia?

Auta spalinowe będą droższe, elektryczne potanieją

Prosta matematyka pozwala też wyliczyć, że wszystkie te kary w przełożeniu na sprzedaż aut owocują kwotą 2 500 euro na samochód. Oczywiście producenci nie będą chcieli tego przyznać wprost, ale z pewnością te pieniądze będą stopniowo przenoszone na nabywców samochodów. Auta spalinowe zaczną więc drożeć, co zresztą zapowiada się od dawna. Z drugiej strony pojazdy elektryczne dzięki upowszechnieniu oraz rozwojowi infrastruktury powinny tanieć. To teoretycznie powinno zachęcić ludzi do przesiadki na auta na prąd. Taki ruch ucieszy Unię Europejską, choć jest to złudna radość. Cały czas wyraźnie pomija się problem produkcji baterii. I nie chodzi tutaj o pochodzenie i pozyskiwanie metali ziem rzadkich, gdyż topowe marki wyraźnie podkreślają swoją dokładność przy weryfikowaniu działań poddostawców, a o szkodliwość produkcji akumulatorów. Utylizacja tych urządzeń także będzie ogromnym wyzwaniem, nie tylko dla nas, ale i dla środowiska. Można więc powiedzieć, że próbujemy rozwiązać jeden problem, wpędzając się niejako w kolejny, być może jeszcze większy.

Szaro prezentuje się też przyszłość samej motoryzacji. Nie chodzi tutaj o auta elektryczne – te mogą być ciekawe i z technicznego punktu widzenia mają w sobie coś fascynującego, co pasjonatów nowoczesnych rozwiązań z pewnością intryguje i porusza. Globalizacja sprawia jednak, że całkowicie zanika zróżnicowanie pomiędzy autami. Coraz trudniej jest napisać więcej niż trzy zdania o prowadzeniu i charakterze pojazdu, gdyż niczym kombinacja klawiszy „Control + C” może być ona stosowana u wielu producentów. Miejsce wrażeń zastępują za to technologie, które zaczynają grać pierwsze skrzypce i przejmują władzę nad całym samochodem. Czasy romantyków kochających ryk silników i zapach paliwa powoli przechodzą do historii.

Thu, 11 Apr 2019 16:15:55 +0000

Volvo XC90 po liftingu wycenione w Polsce. Ofertę otwiera nowa jednostka B5 Delikatnie odświeżone z zewnątrz, ale za to z całkowicie nowym silnikiem pod maską. Volvo XC90 po liftingu niebawem pojawi się w salonach.Zmiany wizualne w Volvo XC90 są bardzo delikatne. Nieco zmodyfikowany grill oraz drobne poprawki w zestawieniach kolorystycznych to tak naprawdę wszystko, co poprawiono w tym aucie. Poza tym we wnętrzu zastosowano nową konfigurację foteli 2+2+2, dzięki której komfort podróżowania ma być jeszcze wyższy. Najważniejsze jest jednak to, co zadziało się pod maską – tutaj bowiem zagościła nowa linia jednostek napędowych. Silniki oznaczone literą B to kombinacja jednostki spalinowej, którą połączono z układem KERS. W przypadku wersji B5 jest to 235 konny diesel, który został spięty z 14-konnym elektrycznym „dopalaczem”. Moc przenoszona jest na cztery koła za pośrednictwem 8-biegowej skrzyni biegów. Warto dodać, że wersja B5 będzie otwierała ofertę tego modelu.

Ile trzeba zapłacić za nowe Volvo XC90? Najtańszy wariant to wysokoprężna odmiana B5 AWD Momentum w konfiguracji 5-osobowej, która została wyceniona na 283 700 zł. Podstawowa benzyna T5 (250 KM) w wariancie 5-osobowym wyceniona została na 304 000 zł w wersji Momentum. Za najtańszą wersję R-Design zapłacimy odpowiednio 315 430 zł za diesla B5 i 335 730 zł za benzynę T5. Odmiana Inscription kosztuje minimum 313 450 zł (B5) i 332 900 zł (T5).

Dealerzy Volvo przyjmują już zamówienia na model po liftingu.

Thu, 11 Apr 2019 14:19:31 +0000

Sportowe wersje Peugeota 308 do ostrzału. Emitują zbyt dużo CO2 Peugeot 308 GT i GTI zniknie z rynku jeszcze w tym roku. Powód jest Wam doskonale znany.Tak, zgadliście – znowu wszystko rozbija się o emisję CO2. Do 2021 roku średnia emisja CO2 dla całej gamy aut ma wynosić nie więcej niż 95 g/km. Przekroczenie tej granicy jest bardzo kosztowne – od tego roku to 95 euro od każdego zarejestrowanego samochodu. W efekcie czołowych producentów czekają naprawdę ogromne kary, a najwięcej, obok Volkswagena, zapłaci właśnie PSA.

Francuski koncern rozpoczyna więc proces wycofywania samochodów, które windują średnią. Jest to przede wszystkim Peugeot 308 GT i GTI. W przypadku tego pierwszego auta emisja CO2 wynosi 133 gram na kilometr, zaś w GTI 144 gram na kilometr. Według francuskiego pisma L’Argus z wersją GT pożegnamy się już pod koniec czerwca, zaś GTI przetrwa do końca roku. Jest tutaj jednak pewien haczyk – wersja GT pozostanie w ofercie. Odmiana ta oferowana jest również z dieslem, który spełnia normy.

Dochodzimy więc do paradoksalnej sytuacji, w której tępione tak bardzo przez regulatorów diesle okazują się być czystsze i efektywniejsze od benzynowych samochodów. Kierunek rozwoju motoryzacji skierowany na auta elektryczne jest pewnym typem, aczkolwiek wszystko wskazuje na to, że diesle mogą wytrzymać w tej walce dłużej od silników benzynowych.

Aktualizacja: Peugeot Polska oficjalnie potwierdził, że 308 GT z benzynowym silnikiem znika z oferty, zaś 308 GTI wycofane zostanie na dwa miesiące celem wprowadzenia nowej jednostki PureTech 263 KM, która będzie emitowała znacznie mniej CO2.

Thu, 11 Apr 2019 13:36:25 +0000

Diesel dla Europy, benzyna dla USA. Debiutują nowe Audi S6 i S7 Szybkie wersje Audi S6 i S7 wjeżdżają na rynek. Zainteresowanych może czekać jednak zimny prysznic.Prezentacja Audi S6 i S7 była wstrzymywana przez zamieszanie wokół normy WLTP. Jak widać jednak producent z Ingolstadt nie wyszedł z tej walki z tarczą, gdyż europejska wersja tego samochodu oferowana będzie wyłącznie z dieslem. Pod maską znajdzie się jednostka 3.0 TDI V6, którą podkręcono do 350 KM i 700 Nm momentu obrotowego. Silnik połączony będzie z instalacją 48V i układem tak zwanej „miękkiej hybrydy”, co ma pozwolić na obniżenie zużycia paliwa. Osiągi? Audi S6 Limousine rozpędzi się do 100 km/h w 5 sekund, zaś S6 Avant i S7 potrzebuje na to o 0,1 sekundy więcej.

Kiedy w Europie nabywcy tego auta będą delektowali się soczystym warkotem diesla, w USA oferowane będzie Audi S6 i S7 z jednostką benzynową. Będzie to znany silnik 2.9 V6 w wariancie 450-konnym, znanym z Audi RS4. Moment obrotowy jest tutaj nieco niższy niż w dieslu i wynosi 600 Nm, co i tak jest bardzo dobrą wartością. Osiągami Niemcy jeszcze się nie pochwalili, ale mogą być one porównywalne z tymi z diesla.

Zmiany wizualne? Przede wszystkim zmodyfikowano zderzaki. Agresywniejsza stylistyka tych elementów wyróżnia modele S6 i S7 na tle wersji S-Line. Audi S7 zyskało jeszcze nieco dynamiczniejszą linię tych elementów, co odróżnia je od bardziej eleganckiego S6. Zmiany we wnętrzu ograniczyły się do zastosowania znanych już sportowych foteli oraz sportowej kierownicy. Standardowe wyposażenie ma być bardzo bogate – znajdziemy tutaj komplet systemów bezpieczeństwa, infotainment MMI z trzema wyświetlaczami, z czego jeden jest zegarami oraz podgrzewane czy wentylowane fotele.

Audi nie przedstawiło także szczegółowych zmian w układzie jezdnym, ale spodziewać się można obecności aktywnego układu kierowniczego o krótszym przełożeniu, sztywniejszego zawieszenia oraz nieco inaczej zestrojonego napędu quattro. Ma to pozwolić na lepsze wykorzystanie potencjału auta, zarówno na krętych drogach jak i na autostradach.

Thu, 11 Apr 2019 12:43:12 +0000

Polski cennik BMW serii 7 po zmianach – nowa „siódemka” od 420 200 zł [CENNIK] BMW podało ceny dla całej gamy odświeżonej serii 7. "Największe nerki świata" zaczynają się od 420 200 zł za odmianę 730d.Odświeżone BMW serii 7 właśnie debiutuje w polskich salonach. Samochód, poza kontrowersyjnym przodem, zyskał sporo nowości – od odświeżonego wnętrza, po mocno zmodyfikowaną gamę jednostek napędowych. Klienci topowej limuzyny z Monachium mogą wybrać jeden z siedmiu silników – trzech benzynowych, trzech diesli oraz hybrydy. Diesle są najmniejszym zaskoczeniem. Wszystkie mają trzy litry pojemności i sześć cylindrów. Bazowy 730d ma 265 KM i napęd na tylną oś. To przy okazji jedyna wersja, którą można zamówić w każdej konfiguracji – krótką, długą, i z napędem na obie osie xDrive. Ceny wahają się od 420 200 zł do 467 200 zł. Następny w kolejności jest 740d, dysponujący w standardzie napędem na cztery koła i 320 KM. Na szczycie jest jednostka 750d, która pojawiła się np. w M550d, albo X5 M50d – ma cztery turbosprężarki i 400 KM. Na nią z portfela trzeba wyjąć minimalnie 526 700 zł.

Silniki benzynowe to R6, V8 i topowe V12 – to ostatnie to nieco osłabiona wersja M760Li – ma „tylko” 585 KM, za to kosztuje 803 000 zł. To ostatni moment, żeby kupić „dwunastkę” w BMW – mają zniknąć w 2023 roku. Jeśli nad królewską kategorię przedkładacie osiągi – weźcie 750i – tutaj V8-ka ma 4,4 litra pojemności i 530 KM, ale 100 km/h robi w niecałe 4 sekundy. Bazowa jednostka benzynowa to 740i – 340-konny silnik w krótkiej odmianie, z napędem na tylną oś dostępny jest od 449 000 zł.

Ciekawa jest hybryda 745e – to druga generacja benzynowo-elektrycznego Plug Ina, tym razem jednak nie połączona z dwulitrowym silnikiem, jak w naszym teście, tylko nowa, trzylitrowa jednostka, która wspólnie z silnikiem elektrycznym generuje 394 KM i pozwala na przyspieszenie do 100 km/h w 5,1 sekundy. Hybrydowa „siódemka” kosztuje w zależności od wersji między 479 900 zł a 526 900 zł (745Le xDrive).

standardwersja Lstandard xDrivewersja L xDrive
BMW 740i3.0 R6 340 KM449 000 zł479 000 zł-496 000 zł
BMW 750i4.4 V8 530 KM--529 000 zł559 000 zł
BMW M760Li6.6 V12 585 KM---803 000 zł
BMW 730d3.0 R6d 265 KM420 200 zł450 200 zł437 200 zł467 200 zł
BMW 740d3.0 R6d 320 KM--473 500 zł503 500 zł
BMW 750d3.0 R6d 400 KM--526 700 zł556 700 zł
BMW 745e3.0R6 + el. 394 KM479 900 zł509 900 zł-526 900 zł
Thu, 11 Apr 2019 08:55:00 +0000

TEST: Hyundai i30 Fastback N wciąż jest łobuzem, ale teraz ma jeszcze plecak I ten plecak zupełnie nie krępuje mu ruchów. Hyundai i30 Fastback w wykonaniu działu "N" jest równie dobry co hatchback, choć samochody minimalnie się różnią.Na co łobuzowi plecak? O ile nie ma niecnych zamiarów, nie wiadomo – poza tym, że może zabrać jakieś „graty”. Za to nieco krępuje ruchy. Podobnie jest z dużymi sportowymi samochodami. „Hot kombi”, albo (ekhem) SUV-y generalnie cierpią na to, że są zbyt duże ciężkie, żeby dało się wygenerować jakąś frajdę z jazdy (choć są tu wyjątki). W przypadku hothatchy problem jest nieco mniejszy, ale wciąż zasada „więcej samochodu, mniej radości” zdaje się mieć jakieś przełożenie na rzeczywistość. I wtedy pojawia się Hyundai z i30 N w odmianie Fastback. Wydłużony tył kończący się spoilerem w stylu wyścigowych „duck tail”, zmieniony tylny zderzak z dwiema końcówkami wydechu, duże felgi – wszystko to powoduje, że „e-N-ka” wygląda naprawdę dobrze. Ale jest dłuższa o 12 cm i cięższa o 80 kilogramów, więc zachowanie samochodu musiało się zmienić.

Hyundai i30 Fastback N | fot. Dominik Kopyciński

Najwyższa forma

To nie jest prawda, choć zawieszenie zestrojono nieco inaczej. Ale już kilka ruchów kierownicą podczas powolnej jazdy w trybie „Normal” obiecuje dużo. Kierownica nie chodzi lekko i ma bardzo dobre (choć mogłoby być jeszcze troszkę krótsze) przełożenie. Samochód jest wyraźnie sztywny, ale jednocześnie nie pozbawia nas wypełnień w uzębieniu. Nawet progi zwalniające, przy zachowaniu rozsądku w „prędkości najazdowej” okazują się być całkiem akceptowalnie pokonywane. W trasie przeszkadzać może jedynie duża czułość układu kierowniczego i sztywność zawieszenia przy dużych prędkościach, na krótkich nierównościach – nie spodziewajcie się, że na betonowej autostradzie będziecie mogli prowadzić „na leniucha”, jedną ręką przytrzymując tylko kierownicę. Plecy nie będą Was bolały, ale ręce – mogą.

Jednak clou wersji „N” pojawia się po wciśnięciu przycisku na kierownicy – w trybach „N” i „N Custom” pozwalającym na totalną indywidualizację parametrów podwozia i układu napędowego. Samochód dostaje wtedy inne życie. Staje się niesamowicie sztywny, układ kierowniczy traci nieco wspomagania, aktywuje się też tryb sportowy elektronicznie sterowanej szpery. Poza tym silnik zupełnie inaczej reaguje na gaz, pojawia się opcja redukcji z automatycznym międzygazem, a układ wydechowy otwiera się. Mimo nieco bardziej rodzinnego charakteru, Fastback N jest równie głośny co hatchback – i równie pięknie potrafi strzelać przy zmianach obciążenia pod prawą stopą.

Hyundai i30 Fastback N | fot. Dominik Kopyciński

I wciąż jest diabelnie fajną „zabawką”, która zakręty połyka bez najmniejszych oporów. Pirelli P Zero są standardem w linii N Performance i to całkiem niezły wybór. Jak na hothatcha, koreańska propozycja nie należy do najlżejszych i choć czuć masę auta, to zupełnie nie przeszkadza. Fastback jest też minimalnie bardziej miękki niż krótsza odmiana, co spodowodane jest innym rozkładem mas. Jak dla mnie, jest to niemal niewyczuwalna różnica, która za to skutkuje nieco większą stabilnością przy zakrętach pokonywanych z gazem w podłodze. Hatchback potrafił szybko przejść do sporej nadsterowności po ujęciu gazu, tutaj uślizg osi następuje później, choć z drugiej strony, podsterowność jest również bardziej wyczuwalna. Ale jak się chce, to można bez problemu wygenerować solidny poślizg. Tyle tylko, że mówimy o jeździe naprawdę dynamicznej, bo i30-ka wgryza się w drogę w taki sposób, jakby była to dla niej najwspanialsza zabawa na świecie. Zresztą, jako kierowca, potwierdzam, że ostra jazda Hyundaiem jest fascynująca. Redukcje chirurgicznie precyzyjną skrzynią z bardzo krótkim skokiem drążka, z podbiciem obrotów, wciśnięcie gazu do oporu, głośny wydech i idealnie skrojony pod zakręty układ kierowniczy, który prowadzi bardzo sztywny samochód przez łuk powodują, że wbrew pozorom normalności, trudno jest powstrzymać się przed ostrzejszą jazdą. Propozycja z Dalekiego Wschodu wciąż jest łobuzem na kręte drogi, tory, albo po prostu do czerpania niesamowitej przyjemności z jazdy po mieście. Fakt, nie jest mistrzem sprintu do 100 km/h. Dwulitrowa jednostka z doładowaniem ma 275 KM i (z funkcją Overboost) 373 Nm momentu obrotowego, ale do 100 km/h przyspiesza w 6,1 sekundy – Audi A6 z trzylitrowym dieslem w sprincie będzie szybsze. I co z tego. Tak naprawdę wielką frajdę sprawia elastyczność. Silnik bardzo lubi wysokie obroty, a świetna skrzynia biegów zachęca do pracy lewarkiem. Świetna to nie eufemizm – mało jest tak dobrych manualnych przekładni, w których zmiany biegów i współpraca ze sprzęgłem przebiegają tak idealnie. Dlatego jak się zorientujecie, że na autostradzie robicie redukcje na „trójkę”, a między zegarami zapalają się kolejne lampki wskazujące moment zmiany biegu na wyższy – to w tym samochodzie norma. To jego normalne zachowanie, a Wam trudno będzie się od tego powstrzymać. Jest głośny, szybki, precyzyjny – coraz mniej jest takich samochodów. Wielu producentów postawiło na ekstremalną wydajność, ale bez emocji. A, choć akurat Azjatów bym o to nie podejrzewał,  Koreańczykom udało się połączyć jedno z drugim, jak za dawnych czasów. Jeśli będziecie potrzebowali nieco przystopować, to mocniejsza odmiana N Performance ma też większe hamulce – i bardzo skuteczne.

Hyundai i30 Fastback N | fot. Dominik Kopyciński

Szara codzienność

Jak wspomniałem wcześniej, i30 Fastback N nadaje się na co dzień. Trudno jest tak jeździć, ale się da. Wtedy docenicie wydłużone ostatnie przełożenie – dzięki temu samochód jest nieco cichszy w trasie (co nie znaczy że bardzo cichy). Okaże się też, że świetnie trzymające na boki fotele sprawdzają się również podczas dłuższych podróży – są naprawdę rewelacyjnie zrobione. Znów trochę „w starym stylu”, bo nie jest to klasyczne ostatnio Recaro, tylko normalny, elektrycznie sterowany fotel z ogrzewaniem, pamięcią i osobno ustawianym zagłówkiem, a jednocześnie świetnym siedziskiem, dobrym oparciem i bardzo zmyślnie zrobionymi boczkami utrzymującymi ciało. Siadając w nich zajmujemy naprawdę dobrą pozycję za perforowaną kierownicą i prostymi, czytelnymi ale całkiem stylowymi zegarami. Tradycyjnie dla nowych modeli marki, ergonomia mimo zmiany wersji, jest na bardzo wysokim poziomie – trudno się pogubić w ustawieniach i30, nawet jeśli doszedł nam ekran z ustawieniami indywidualnego trybu. Jest coś nie tak? Przy codziennym użytkowaniu przez osobę niezbyt wysoką, może irytować brak regulacji podłokietnika – jest trochę za bardzo z tyłu. Jeśli jeździmy z pasażerami, będą narzekać na opadający dach i brak nawiewów. Za to sama kanapa jest całkiem akceptowalna, jeśli chodzi o komfort. Dodatkowe centymetry nadwozia to nie tylko stylistyka, ale i bagażnik – Fastback ma 450 litrów przestrzeni za fotelami i to mimo dojazdowego koła zapasowego. Bagażnik jest głęboki i ustawny, podobnie jak w „cywilnej” wersji. Jedyna różnica to ograniczona możliwość wykorzystania pełnej pojemności (1 351 litrów). Co z tego, że kanapa jest składana, skoro między nadkolami idzie solidna i dobrze spełniająca swoją rolę rozpórka. Wybaczam.

Hyundai i30 Fastback N | fot. Dominik Kopyciński

Czyżby ten samochód nie miał wad ? Ma ich bardzo niewiele. Przeszkadzać może to, że Hyundai nie jest w stanie zapamiętać ostatnio wybranego trybu jazdy – choć to akurat cecha wielu modeli samochodów sportowych. Kolejna sprawa to „rozjazd” między naszymi chęciami do jazdy, a tym co oferuje nam… bak paliwa. O ile przy płynnej i spokojnej jeździe i30 N w odmianie Fastback wcale nie jest paliwożerne, to zaledwie kilka ruchów pedałem gazu i spalanie wzrasta drastycznie. Przy odrobinie szaleństwa w mieście można zejść do nieco ponad 10 l/100 km, ale równie dobrze wyniki mogą być dwukrotnie wyższe. Jeśli będziemy jechać tak, jak Hyundai „chce” to średnie zużycie paliwa będzie wynosić 15-16 l/100 km. Jeśli „zepniemy się” i będziemy korzystać z tempomatu na trasie, to w zależności od prędkości będziemy mieli wyniki od niecałych 7 do nieco ponad 10 l/100 km. A przy 50 litrach zbiornika paliwa, nie będzie nam dane długo się „bawić”.

zużycie paliwaHyundai i30 Fastback N
przy 100 km/h:6,8 l/100 km
przy 120 km/h:8,5 l/100 km
przy 140 km/h:10,5 l/100 km
w mieście:11,8 l/100 km

Przy tym wszystkim Hyundai żąda za swój samochód 153 700 zł w testowanej specyfikacji i 151 400 zł jeśli odpuścimy sobie lakier. W wyposażeniu jest wszystko, co jest potrzebne do szczęścia – od nawigacji (przyzwoicie działa) po światła LED, ogrzewaną kierownicę, dobre audio, tempomat i kamerę cofania. Nie ma wielu asystentów, aktywnych wspomagaczy i tym podobnych, ale nie są to elementy niezbędne w hothatchu. Czy wspomniana wyżej cena jest w związku z tym wysoka? Dopłata do krótszej odmiany wynosi 3 000 zł – więc nie jest źle. Konkurencja… no właśnie, jaka konkurencja? Jak dla mnie w tym momencie i30 N można zestawić z Hondą Civic Type R oraz Megane R.S. z manualną skrzynią biegów. Honda jest szybsza i droższa (jeśli ma być podobnie wyposażona) o ok. 10 000 zł. Megane w 300-konnej odmianie R.S. Trophy jest wyraźnie tańsze, nawet zestawione z i30 N w wersji hatchback. Jednak mimo tego uważam, że te 150 tysięcy nie jest wygórowaną ceną za to, co oferują Koreańczycy.

Zalety:
  • genialna skrzynia biegów
  • świetne zawieszenie
  • elastyczny silnik
  • elektroniczna szpera daje dużo możliwości
  • precyzyjny układ kierowniczy
  • dobre brzmienie układu wydechowego
  • przyzwoity wóz na co dzień
  • niesamowite emocje z jazdy

Wady:
  • spalanie potrafi być zabójcze
  • ma drobne braki, które mogą irytować
  • Megane R.S. Trophy jest tańsze

Podsumowanie

Moim zdaniem, jeden z najlepszych, jeśli nie najlepszy samochód w swojej klasie. Nawet w odmianie Fastback. Zadziorny, głośny (i ładnie brzmiący), piekielnie precyzyjny, z dużym zapasem mocy, świetnym zawieszeniem i układem jezdnym oraz rewelacyjną skrzynią biegów. Do tego względnie przyjazny i nie męczący na co dzień. Można było pewnie wsadzić mu automat (ma zresztą się pojawić w tym roku), może nawet 44 – byłby wtedy „bardziej idealny” – ale czy tak emocjonujący? Nie wiem. Wiem, że Koreańczycy po świetnym i30 N zrobili równie dobrego Fastbacka.

Thu, 11 Apr 2019 08:03:27 +0000

Nadchodzący sportowy model Toyoty wyciekł na zdjęciach patentowych Toyota wyrażała chęci powrotu do budowy auta z centralnie umiejscowionym silnikiem. Czyżby czas tego modelu właśnie nadszedł?Portal Carscoops opublikował zdjęcia pochodzące z urzędu patentowego, na których widoczne jest nowe sportowe auto Toyoty. Interesującym elementem jest linia boczna auta, z wyraźnie wyciągniętą tylną częścią nadwozia. Przesunięcie kabiny w stronę przedniej osi sugeruje centralne umiejscowienie silnika, aczkolwiek długość auta budzi nasze zaskoczenie – czyżby pojazd ten miał mieścić cztery osoby?

Interesująca jest także linia nadwozia, która zupełnie nie koreluje z żadnym z aktualnych aut. Być może ten japoński producent chce nieco wyróżnić swoje nadchodzące auto, lub też będzie celował nim w specyficzny rynek, taki jak chociażby rodzima Japonia. W opinii zagranicznych portali może to być też elektryczne auto, aczkolwiek my nie stawialibyśmy na taką opcję.

Zastanawia nas natomiast „dopracowanie” wizualne auta. Oczywiście zdjęcia patentowe nie zdradzają wszystkich detali, ale można odnieść wrażenie, że jest to produkcyjne wcielenie auta, a nie pojazd studyjny, który dopiero za jakiś czas ujrzy światło dzienne. Być może nasze domysły zostaną rozwiane podczas nadchodzących targów w Nowym Jorku lub w Szanghaju – Toyota zapowiada mocną reprezentację na tych wydarzeniach, co mogłoby sugerować prezentację takiego pojazdu.

Wed, 10 Apr 2019 17:07:08 +0000

Fiat 126p dołączył do carsharingu Panek Panek szaleje z ciekawymi autami w swoim carsharingu. Do Poloneza Caro dołącza Fiat 126p.

Przez niektórych kochany, przez innych znienawidzony – Maluch budzi skrajne emocje, ale bezapelacyjnie jest ważnym autem dla historii polskiej motoryzacji. Teraz każdy będzie mógł go skosztować, bowiem model ten trafi do carsharingu Panek. Cena wynajmu to 0,79 zł za minutę i 0,79 zł za kilometr liczone łącznie. Samochód posiada 4 stopniową skrzynię biegów, bezwładnościowe pasy bezpieczeństwa, manualne ssanie, możliwość regulacji oparcia siedzenia kierowcy, nagłośnienie audio, 1-stopniowy nawiew i radio kasetowe. Bagażnik znajduje się z przodu.

– Ten samochód to nie tylko kolejna, po Polonezie, legenda polskiej motoryzacji w naszej flocie. To prawdziwe wyzwanie dla użytkowników. Żeby uruchomić Malucha należy najpierw manualnie włączyć ssanie, a dopiero potem uruchomić silnik. Zapewne wielu, szczególnie młodszych użytkowników naszej usługi, nie wie czym jest w samochodzie ssanie, szczególnie manualne, dlatego przed uruchomieniem silnika zalecamy zapoznać się z umieszczoną na stronie www i w samochodzie instrukcją – informuje Leszek Leśniak, Dyrektor Rozwoju usługi PANEK CarSharing.

To jednak nie koniec niespodzianek – Panek szykuje się do wprowadzenia kolejnego klasycznego auta do carsharingu – ma nim być Fiat 125p.

Wed, 10 Apr 2019 12:00:14 +0000

Ford Fiesta ST Performance. Wyciskanie soku z pomarańczy Zwiększenie mocy? Lepszą drogą jest dopracowanie właściwości jezdnych. Ford przygotował ciekawą limitowaną wersję Fiesty ST.Trzydrzwiowe nadwozie? Jest. Efektowny pomarańczowy lakier? Obecny. Poprawione właściwości jezdne? Jak najbardziej. Ford wziął na warsztat nową Fiestę ST i zapewnił jej kurację, po której zapewnia jeszcze lepsze właściwości jezdne. Największą nowością jest zastosowanie gwintowanego zawieszenia Ford Performance Blue. Auto obniżono o 15 mm z przodu i 10 mm z tyłu, a nabywca ma łącznie 28 ustawień typu bump/damping. Całą konstrukcję na nowo strojono na Nurburgringu, co ma zapewnić najlepsze właściwości jezdne podczas stricte sportowej jazdy. Zmiany nie dotknęły za to silnika – jest to wciąż jednostka 1.5 EcoBoost o mocy 200 KM.

Kolejną nowością jest zastosowanie lekkich, 18-calowych felg o 10-ramiennym wzorze. Ich masa jest niższa o 7 kilogramów, co pozwoliło na zredukowanie masy nieresorowanej. Poza tym limitowana wersja bazuje na topowej odmianie ST3, co oznacza obecność szpery Quaife, funkcji Launch Control, „shift-light” oraz topowego wyposażenia – klimatyzacji automatycznej czy audio B&O Play.

Jedyna wada? Wersja ta będzie oferowana wyłącznie w Wielkiej Brytanii w liczbie 600 egzemplarzy. Cena ma być o 3 000 funtów wyższa niż standardowej odmiany.

Wed, 10 Apr 2019 10:33:34 +0000

Bentley zapowiada nowego Flying Spura – pod maską V6, V8 albo W12 Bentley zapowiada nową generację modelu Flying Spur. Mniejsza limuzyna brytyjskiej marki pojawi się na rynku jeszcze w tym roku.Na początek otrzymaliśmy zarys sylwetki oraz mikrofilmik ukazujący odświeżone skrzydlate B wysuwające się nad atrapą silnika.

Nowy Bentley Flying Spur będzie bazował na platformie MSB, tej samej, z której korzysta Continental GT oraz Porsche Panamera, jednak ma być czymś więcej niż tylko czterodrzwiową odmianą Continentala. Wg przedstawicieli marki, ma mieć swoją stylistykę i detale, wyróżniające go z portfolio.

Co ciekawe, samochód dostępny będzie w trzech wersjach silnikowych. Podstawową odmianą będzie zapewne ta środkowa – czyli 4.0 V8 biturbo, takie samo jak w Continentalu. Poza tym będzie tradycyjnie dostępne sześciolitrowe W12 z doładowaniem, prawdopodobnie także we wzmocnionej wersji w Flying Spurze Speed. Najciekawsze jednak będzie V6. Na razie nie wiadomo, czy w ogóle trafi do Europy, czy będzie dostępne tylko na rynkach, gdzie podatek od pojemności jest bardzo wysoki, np. w Chinach. Ale będzie to hybryda typu Plug In – o pojemności 2,9 litra, a więc będzie to silnik z Porsche Panamery E-Hybrid.

Wnętrze jeszcze nie zostało pokazane, ale jest duża szansa, że wykorzysta motywy, albo zostanie niemal całkowicie przeniesione z wersji coupe.

Bentley Flying Spur ma konkurować głównie z Rolls-Royce’m Ghost oraz Mercedesem-Maybachem klasy S – przy założeniach, które już wiemy, może być ważnym samochodem w segmencie.

Kiedy premiera? Nie wiemy, ale z okazji 100-lecia marki w lipcu planowana jest uroczystość, która byłaby dobrym pretekstem do pokazania premiery.

Wed, 10 Apr 2019 09:42:57 +0000

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala – więcej niż Octavia Nie nazywajcie tego auta następcą Rapida. Nowa Skoda Scala otwiera kolejny rozdział w historii kompaktowych aut tej marki.Nie ukrywajmy – Skoda Rapid teoretycznie miała być „budżetowo-praktyczną” opcją, a w praktyce okazała się być dość drogim i przeciętnie wykonanym autem, do tego wykorzystującym starsze rozwiązania z grupy Volkswagena. Gdy jej czas dobiegł końca, w Czechach ktoś zadał bardzo ważne pytanie – co dalej? Pójście tą samą ścieżką byłoby błędną decyzją, zaś zmiana kierunku mogłaby zagrozić innym samochodom tej marki. Ubicie kury znoszącej złote jajka to oczywiście skrajna głupota, dlatego też Skoda postawiła więc na nową gradację modeli, dzięki której klienci szukający samochodu kompaktowego mają teraz znacznie większy wybór.

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala - więcej niż Octavia

Skoda Scala – gdzie się plasuje?

Odpowiedź na to pytanie wymaga szybkiego porównania aktualnej jeszcze Octavii i Scali. Nowy samochód z Mlada Boleslav swoimi nieco podgonił starszą siostrę. Skoda Scala mierzy 4362 mm długości i ma rozstaw osi wynoszący 2649 mm. Octavia mierzy aż 4689 mm długości, ale rozstaw osi wynosi tutaj już tylko 2680 mm, tak więc różnica pomiędzy tymi autami nie jest tak drastyczna. Szerokość Scali również podgoniła kompaktową Skodę, z wymiarami 1793 mm w porównaniu do 1814 mm Octavii.

To ma być właśnie klucz do sukcesu Scali – samochód ten wchodzi już w segment aut kompaktowych, lecz lokuje się w jego dolnym obrębie. Pozostawia to dużo miejsca dla nowej Octavii, która ma być nie tylko znacznie nowocześniejsza i atrakcyjniejsza stylistycznie, ale przede wszystkim minimalnie większa. Zachowana zostanie więc odpowiednia gradacja modeli, a klienci będą mieli większy wybór wedle swojego własnego uznania.

Trzeba też dodać, że nowa Skoda Scala jakościowo przebija obecną Octavię. W dolnej części deski rozdzielczej plastiki są bardzo podobne, aczkolwiek górne partie konsoli oraz szczytowe elementy boczków przednich drzwi wykończono miękkim tworzywem o ciekawej fakturze. Oczywiście fragmenty drzwi z przodu czy też wykończenie tylnych „furtek” są z twardych materiałów, ale wciąż wypadają one lepiej niż te w nieco starszych, acz oferowanych jeszcze modelach. Nie ma tutaj jednak śladu po przytłaczającej wręcz „twardości” Rapida oraz smutnych ciemnych kolorach jego wnętrza.

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala - więcej niż Octavia

Wróćmy jednak na chwilę do stylistyki Skody Scali, gdyż styliści postawili tutaj na ciekawą koncepcję. Punktem wyjścia dla nich była bryła Rapida Spaceback, którą oczywiście znacząco zmodyfikowali. Dzięki wspomnianemu wcześniej szerszemu nadwoziu czy większemu rozstawowi osi auto nabrało lepszych proporcji, a agresywnie stylizowany przód czy nowa koncepcja tylnych świateł sprawiają, że Scala może się podobać. Osobiście jestem fanem kierunku, który Skoda będzie wdrażała w nowych autach. Chodzi o przedłużone przeszklenie szyby na klapie bagażnika oraz duży napis Skoda, który zastąpił klasyczny logotyp w tej części nadwozia. W zależności od wersji w nadkolach znajdą się 15, 16, 17 lub 18-calowe koła. Testowe auto postawiono na „siedemnastkach”, które moim zdaniem są optymalnym wyborem i dobrym kompromisem pomiędzy wyglądem a komfortem.

We wnętrzu Skody Scali również znajdziemy całkowicie nową koncepcję kokpitu. Nie jest to nic odkrywczego, ale wnosi odrobinę świeżości do tego samochodu. Przede wszystkim optycznie odchudzono konsolę centralną, stawiając na zamontowany na jej szczycie ekran systemu multimedialnego. Nowe rozwiązania oferowane przez tę markę zostały opracowane specjalnie dla tego modelu, a w przyszłości zagoszczą między innymi w Octavii. Do nich jednak wrócę za chwilę, gdyż trzeba skupić się na najważniejszym, czyli komforcie i przestronności. Podczas jazd testowych do dyspozycji dostałem wersję Style z silnikiem 1.0 TSI o mocy 115 KM. Według polskich przedstawicieli Skody ta odmiana będzie jedną z chętniej wybieranych w naszym kraju, choć palmę pierwszeństwa uzyska raczej linia wyposażeniowa stojąca półkę niżej.

W wersji Style znajdziemy między innymi bardzo wygodne przednie fotele, mające dość długie siedziska oraz dobrze wyprofilowane oparcie. Bardzo dobrze sprawdzają się one podczas spokojnej jazdy, zaś jedynym defektem jest przeciętne trzymanie boczne, nie będące jednak problematyczną kwestią w takim aucie. Największą ciekawostką i zaskoczeniem dla mnie jest jednak ilość miejsca na tylnej kanapie. Jak zapewne wiecie w Skodzie problemem był fakt, że kanapy często były dość krótkie. Zarzut ten tyczy się zarówno Octavii jak i większego Superba. Tutaj problem ten rozwiązano, dodając kilka brakujących centymetrów. Jednocześnie Skodzie udało się wygospodarować wręcz niewiarygodną przestrzeń na nogi. Mając 184 cm wzrostu bez problemu usiadłem „za sobą”, mając wciąż bardzo dużo miejsca pomiędzy kolanami a tylną częścią fotela. Kanapa jest też wygodna i wszystko wskazuje na to, że będzie bardzo dobrym miejscem do pokonywania długich podróży. Skoda chwali się również bagażnikiem, który mieści od 467 do 1410 litrów. Faktycznie jest on bardzo przestronny i ustawny, tak więc przewiezienie dwóch a nawet trzech dużych walizek i kilku innych rzeczy nie będzie stanowiło żadnego problemu.

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala - więcej niż Octavia

Oczywiście Czesi stawiają na swoją koncepcję Simply Clever, co oznacza, że w kufrze znajdziemy dużo haczyków, schowków oraz systemów montażowych, które ułatwiają przewiezienie mniejszych rzeczy. W Scali nie zabrakło też bardzo przydatnej parasolki oraz skrobaczki do szyb, która ukryta jest pod klapką wlewu paliwa.

Skoda Scala – nowe technologie

Skoda bardzo hojnie obdarowała Scalę nowymi rozwiązaniami ze swojej kolekcji. Przykładowo w tym aucie standardowo otrzymamy światła przednie i tyle wykonane w technologii LED (z dynamicznymi kierunkowskazami z tyłu). Za dopłatą otrzymujemy z kolei rozwiązanie FULL LED, które obecne było w testowanym aucie. Niestety, ze względu na jazdy w ciągu dnia nie było szans na sprawdzenie ich skuteczności. W zależności od wersji Skoda Scala będzie oferowała jeden z trzech systemów multimedialnych – Swing z 6,5-calowym ekranem, Bolero z 8-calowym ekranem i Amundsen z 9,2-calowym ekranem. Każdy system oferuje łączność z aplikacją na smartfonie oraz funkcje z zakresu bezpieczeństwa, takie jak eCall (wzywanie pomocy) czy kontakt z serwisem. Topowy Amundsen (widoczny na zdjęciach i obecny w testowanym aucie) posiada z kolei połączenie z siecią za pomocą wbudowanej karty eSIM. Dzięki temu m.in ruch analizowany jest na bazie aktualnych danych, co pozwala na lepsze wytyczenie trasy przez nawigację. Kierowca może też skorzystać z zakładek online, gdzie dostępna jest pogoda, lista stacji benzynowych czy parkingi (ze wskazaniem wolnych miejsc przy dostępności takiej funkcji). Sprawnie działa także sterowanie głosowe – wciąż wymaga wymawiania pełnych komend, ale są one szybko wyłapywane przez system. Warto dodać, że internet można „rozsiać” po aucie dzięki hotspotowi WI-FI, a wszystkie systemy posiadają funkcję Smartlink i Mirror Link, co pozwala na podpięcie systemu CarPlay czy Android Auto.

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala - więcej niż Octavia

Skoda poszła także w ślad za Volkswagenem i postawiła na gniazda USB-C (w Scali są 4). Jeśli więc nie posiadacie takich kabli, to warto się w nie zaopatrzyć, bowiem wszystkie nowe auta tej marki będą posiadały jedynie takie końcówki. W topowej wersji Style nie zabrakło też indukcyjnej ładowarki, która znajduje się w kieszeni przed lewarkiem skrzyni biegów.

Skoda Scala posiada także wiele systemów bezpieczeństwa oraz udogodnień z tej kategorii. Na pokładzie znajduje się 9 poduszek powietrznych, a mocowania ISOFIX znajdziemy z przodu i z tyłu. Wśród elektronicznych asystentów warto wymienić układ Side Assist, który jest rozwinięciem układu Blind Spot Detect. Dzięki nowym radarom zasięg tego układu zdecydowanie zwiększono, dzięki czemu kierowca wcześniej jest informowany o aucie w martwej strefie. Nie zabrakło tutaj także układu Front Assist z funkcją wykrywania pieszych. Jest to funkcja autonomicznego hamowania w sytuacji awaryjnej, w tym np. przy wtargnięciu pieszego na drogę. W każdej wersji znajdzie się także układ Lane Assist, utrzymujący samochód na obranym pasie ruchu. Poza tym zagościł tutaj także system Park Assist (automatyczne parkowanie), Rear Traffic Alert (ostrzeganie o ruchu poprzecznym z tyłu) czy aktywny tempomat z radarem, działający do 210 km/h).

Skoda Scala – MQB A0 i trzy silniki

To, co odróżnia Skodę Scalę od Octavii to płyta podłogowa. W przeciwieństwie do większej siostry zastosowano tutaj platformę MQB A0 a nie „pełne” MQB. Scala dzieli więc podzespoły z Volkswagenem Polo czy Seatem Ibizą, jednak na ich tle jest oczywiście znacznie „rozciągnięta”. Tylne zawieszenie opiera się z kolei na sprawdzonej i prostej belce skrętnej, co nie jest akurat wadą. Jak dobrze wiemy rozwiązanie to z powodzeniem stosowane jest przez wielu producentów, także w klasie aut kompaktowych. Skoda Scala prowadzi się bardzo pewnie i zachowuje stabilność nawet podczas szybko pokonywanych zakrętów, także z nagłym ujęciem gazu. Kręte chorwackie drogi położone w okolicach Splitu pozwoliły mi także docenić dobrze dopasowany układ kierowniczy – nie jest on nijak angażujący, ale przekazuje odpowiednią porcję informacji z przednich kół. Zawieszenie dobrze wybiera nierówności i nie „dobija” na większych poprzecznych uskokach. Dopiero podczas dłuższego testu będziemy mieli jednak możliwość dokładnej weryfikacji właściwości jezdnych tego auta.

PIERWSZY TEST: Nowa Skoda Scala - więcej niż Octavia

W Skodzie Scali pojawiło się także aktywne zawieszenie w najnowszym wydaniu. Muszę przyznać, że różnica pomiędzy trybem Comfort/Normal a Sport jest wyraźnie wyczuwalna, choć nie wiem, czy ostatnie ustawienie ma rację bytu w tym aucie. „Normal” to dobry kompromis pomiędzy sztywnością a komfortem, zaś jedyną rzeczą, którą chętnie dobieram z trybu Sport jest nieco mniejsza siła wspomagania kierownicy. Na szczęście niezmiennie obecny jest tryb Indywidualny.

Pod maską testowanego auta znalazła się bazowa jednostka napędowa, przynajmniej na polskim rynku. Jest to silnik 1.0 TSI (trzy cylindry), generujący 115 KM, spięty z 6-biegową manualną skrzynią biegów. Tandem ten dobrze radzi sobie z dość lekką Scalą, ale na sportowe wrażenia z jazdy nie ma co liczyć. Dynamika jest jednak w pełni zadowalająca, zaś przy odrobinie starań zużycie paliwa może być naprawdę niskie. Bardzo dobrze wypada też wyciszenie kabiny pasażerskiej. W mojej opinii jest ono nawet lepsze niż w Octavii. Nie pojawia się tutaj charakterystyczny szum, który w większej Skodzie dociera z okolic lusterek powyżej 140 km/h. Silnik słyszalny jest tylko na wysokich obrotach, zaś hałas opływającego powietrza w ogóle nie doskwiera. jest to też zasługa niskiego oporu powietrza, który wynosi tylko 0,28 według współczynnika Cd.

Czy warto?

Moim zdaniem Skoda Scala stanowi dobre wejście w dolną półkę segmentu kompaktowego. Pomimo mniejszych wymiarów oferuje przestronne wnętrze oraz duży bagażnik, zaś oferta wyposażeniowa jest tak bogata, że nawet Ci bardziej wymagający znajdą coś dla siebie.

SILNIK/WERSJAACTIVEAMBITIONSTYLE
1.0 TSI 95 KM MAN5---
1.0 TSI 115 KM MAN 666 500 zł71 650 zł78 650 zł
1.0 TSI 115 KM DSG7---
1.5 TSI 150 KM MAN6---
1.5 TSI 150 KM DSG7-84 250 zł91 250 zł
1.6 TDI 115 KM MAN6-83 150 zł90 150 zł
1.6 TDI 115 KM DSG7-89 250 zł96 250 zł

Myślę, że dobrym krokiem jest też ograniczenie liczby jednostek napędowych. Dwie konstrukcje benzynowe (w naszym kraju oferowane będą wyłącznie wersje 1.0 TSI 115 KM i 1.5 TSI 150 KM) oraz jeden diesel zaspokoją potrzeby klientów, którzy szukają dokładnie takiego auta – prostego, przyjemnego wizalnie, oferującego naprawdę wiele. Wiele osób porusza też temat dość wysokiej ceny. Owszem, nie jest ona niska, ale Rapid nie jest tutaj punktem odniesienia – staje się nim właśnie Octavia. Można być też pewnym (co niektórych może zmartwić), że nowa generacja Octavii podrożeje, ale zapewne będzie oferowała więcej systemów i rozwiązań z wyższej półki.

Wed, 10 Apr 2019 06:48:00 +0000

Nowy Hyundai Sonata nie trafi do Europy Efektowy wizualnie i bardzo nowoczesny. Niestety, pomimo wielu zalet, nowy Hyundai Sonata nie trafi do Europy.Pomimo wcześniejszych sugestii dotyczących premiery Hyundaia Sonaty w Europie, producent ten oficjalnie poinformował, że model ten nie zagości na Starym Kontynencie. Wieści te potwierdził także Maciej Pertyński, polski juror w konkursie World Car Of The Year. Decyzja Hyundaia podyktowana jest malejącą popularnością segmentu D w Europie oraz rosnącą popularnością aut typu SUV. Zdecydowana większość klientów preferuje podwyższone samochody, a nieco odstająca od całej gamy limuzyna, zwłaszcza bez wariantu kombi, nie wpasowuje się w linię rozwoju marki. Sonata będzie więc oferowana w wielu miejscach na świecie, ale niestety, pomimo naszych oczekiwań, na Stary Kontynent nie dotrze.

Hyundai skupi się więc na crossoverach oraz właśnie SUV-ach. Udowadnia to model Venue, który zadebiutuje podczas nadchodzących targów w Nowym Jorku. Będzie to pojazd z segmentu B, który swoimi wymiarami odpowiadać będzie Kii Stonic.

Wszystko wskazuje też na to, że pomimo wcześniejszych testów, żaden następca Hyundaia i40 nie będzie dostępny w Europie. Trudno też powiedzieć, czy Hyundai wprowadzi markę Genesis na Stary Kontynent – póki co na celowniku jest USA, gdzie sprzedaż tych samochodów zaczyna szybko rosnąć.

Tue, 09 Apr 2019 16:12:25 +0000

Pierwszy szkic nowej Toyoty Highlander pokazany. Premiera w Nowym Jorku Toyota zaprezentowała właśnie pierwszy szkic nowego Higlandera. SUV ma mieć premierę 17 kwietnia podczas targów w Nowym Jorku.To, co Toyota pokazała, jest czymś w rodzaju wizji w trójwymiarze, która jako tako może pokazać kształt nowego modelu. Najlepiej jednak widać go z boku. Na tym szkicu widzimy, że Higlander może przejąć stylistykę, która pierwszy raz pojawiła się w RAV4. Oczywiście, ten SUV jest wyraźnie większy, ze sporymi przetłoczeniami błotników, ale przednie lampy zachodzące na boki oraz tył sugerują, że Higlander może sporo czerpać z mniejszego „brata”. Na zdjęciach szpiegowskich było też widać, że samochód dostanie podobną atrapę chłodnicy jak „RAV-ka”, ale sam w sobie mocno urośnie.

Nie ma żadnych informacji, co do zastosowanych technologii, czy zmian w generacji. Możemy być jednak pewni, że samochód będzie lżejszy oraz wydajniejszy. Zapewne wśród jednostek napędowych znajdą się te same silniki, co np. w Camry. 2.5-litrowa benzyna o mocy ok. 200 KM, hybryda 2.5, dysponująca 223 KM, a także V6 o pojemności 3,5 litra (ok. 300 KM). O ile ten ostatni silnik będzie raczej tylko w Stanach Zjednoczonych, to pierwsze dwa możemy pod koniec roku zobaczyć w salonach. Highlander ma bowiem zadebiutować w Europie – i na 100% jednym z silników będzie jednostka hybrydowa.

Więcej szczegółów poznamy 17 kwietnia, po premierze.

Tue, 09 Apr 2019 12:35:19 +0000

TEST: Z gniazdka ładowana, spalinami wspomagana. Kia Niro Plug-In Hybrid Możesz mieć hybrydę lub hybrydę ładowaną z gniazdka. Możesz też kupić wersję, którą naładujesz wyłącznie z gniazdka. Kia daje wybór i to największa zaleta modelu Niro.Dla każdego znajdzie się więc coś dobrego. Od razu przyznam, że bardzo lubię ten samochód. Jest praktyczny, przestronny, wygląda całkiem nieźle, a w wersji z napędem hybrydowym zużycie paliwa bardzo cieszy. Co prawda nie jest ono tak niskie jak na przykład w hybrydach Toyoty, ale wyniki serwowane przez Niro i tak przebijają na głowę zwykłe spalinowe auta. Ciekawostką jest fakt, że samochód ten można kupić w trzech wersjach. Poza wspomnianą klasyczną hybrydą jest też odmiana w pełni elektryczna, która właśnie wkracza na rynek, oraz testowana przeze mnie hybryda typu plug-in. Jak sprawdza się taka wersja w codziennej eksploatacji?

Test niestandardowy

Muszę przyznać, że Kia Niro Plug-In Hybrid nie miała ze mną lekko, bowiem sprawdziłem ją nie tylko w mieście, ale i podczas dość długiej podróży. A tutaj jak wiemy wady napędu PHEV pojawiają się najszybciej. Zacznijmy jednak od podstaw, czyli od samego samochodu. Wizualnie wersja ta niczym nie różni się od klasycznej hybrydy w topowym wydaniu. Jedynym wyróżnikiem jest klapka skrywająca gniazdo do ładowania, którą ulokowano na lewym przednim błotniku. Poza tym uwagę zwracają małe, 16-calowe felgi, mające na celu zmniejszenie oporów powietrza. Obuto je oczywiście w opony o niskich oporach toczenia, tak więc jest to zestaw iście ekologiczny.

Ekologia nie wyklucza za jednak bogatego wyposażenia, wszak coś musi podjadać prąd z baterii. W prezentowanym aucie (wersja XL) pojawiła się skórzana tapicerka, elektrycznie sterowane okno dachowe i dodatkowy pakiet systemów bezpieczeństwa, z funkcją powiadamiania służb po wypadku. W standardzie otrzymujemy z kolei światła LED z przodu i z tyłu, 7-calowy ekran komputera pokładowego w zestawie zegarów, klimatyzację automatyczną, wentylowane i podgrzewane fotele czy grzaną kierownicę.

Jedną z największych zalet Niro jest przestrzeń. Choć auto z zewnątrz ma dość kompaktowe wymiary, to w środku zdecydowanie tego nie czuć. Ilość miejsca z przodu i z tyłu jest więcej niż zadowalająca i pozwala na komfortowe podróżowanie czterem rosłym osobom. Kufer, który mieści 421 litrów według danych technicznych, jest ustawny i w zupełności wystarczy do przewiezienia dwóch większych walizek lub innych bagaży. Awaryjnie można złożyć kanapę i powiększyć przestrzeń do 1425 litrów, co jak na hybrydę plug-in jest świetnym wynikiem.

Doskonale przemyślano bowiem kwestię ulokowania baterii. Nie ogranicza ona nijak przestrzeni bagażowej bądź dla pasażerów, gdyż zamontowano ją częściowo w miejscu koła zapasowego, a częściowo pod autem. W efekcie Niro zachowuje praktyczność wersji hybrydowej, czego na przykład nie można powiedzieć o Toyocie Prius Plug-In.

Zacznijmy od typowo miejskiej eksploatacji, gdzie najważniejszy jest zasięg „na prądzie”. Ten element zawodzi w wielu hybrydach plug-in, zwłaszcza przy niższych temperaturach. Z deklarowanych 30-50 kilometrów najczęściej zostaje raptem połowa dystansu. W Kii Niro ciężko jest jednak dokładnie to zweryfikować, gdyż system hybrydowy niekiedy automatycznie załącza silnik na kilka-kilkanaście sekund, aby podładować lub wesprzeć zasilanie elektryczne. W efekcie osiągnięcie „zerowego” zużycia jest bardzo ciężkie, ale Niro Plug-In Hybrid w takim lekko mieszanym trybie realnie pokonuje do 45 kilometrów – a przynajmniej tyle udało mi się przejechać.

W trybie hybrydowym auto zdecydowanie chętniej wykorzystuje silnik spalinowy, choć mając pełną baterię stara się ograniczać jego użycie do najpotrzebniejszych momentów. Zresztą kierowca ma do wyboru tylko dwa ustawienia – hybrydowy i elektryczny. Zdecydowanie brakuje tutaj funkcji doładowywania baterii, na przykład podczas jazdy, ale o tym za chwilę.

Jak zatem wygląda miejskie zużycie paliwa? Przy naprawdę delikatnej i przemyślanej jeździe z pełną baterią wyniki rzędu 1,6-2,8 litra nie są żadnym wyzwaniem. Nawet dynamiczna i mało sensowna jazda pozwala na uzyskanie wartości niższych niż pięć litrów, co jest zadowalającym wynikiem.

Rozładowana bateria – niemały problem

Schody zaczynają się w momencie, w którym ilość prądu w baterii spada w zasadzie do zera. Wtedy cały elektryczny czar pryska z auta, a Kia staje się dość paliwożernym „spalinowcem”. Tutaj właśnie kłania się tryb ładowania, którego na dłuższą metę bardzo brakuje. Niro Plug-in w trakcie jazdy wspiera się silnikiem elektrycznym, aby poprawić dynamikę. Na papierze samochód ten, podobnie jak standardowa hybryda, oferuje 141 KM. W praktyce jednak dynamika przy pełnej baterii jest tutaj zdecydowanie lepsza, co ułatwia wyprzedzanie i dynamiczne przyspieszanie.

Niro Plug-In nie przepada za długimi podróżami. Gdy z baterii uleci cały prąd auto staje się nie tylko zdecydowanie wolniejsze, ale też i bardziej paliwożerne. Najlepszym przykładem jest pomiar zużycia paliwa przy 140 km/h. Przy naładowanej baterii Niro konsumuje 6,4 litra na sto kilometrów, zaś przy rozładowanej już 7,9 litra na sto kilometrów. To samo tyczy się jazdy miejskiej – przy naładowanej baterii wspomniany wcześniej wynik 1,6-2,8 litra jest łatwy do osiągnięcia, zaś przy „pustej” wzrasta do 4-5 litrów.

Idealne auto do miasta?

Kia Niro Plug-In Hybrid najlepiej sprawdza się więc podczas miejskiej eksploatacji, gdy mamy możliwość ładowania auta w domu i w miejscu pracy. Wówczas jeden zbiornik paliwa może wystarczyć nawet na miesiąc, patrząc na bardzo ograniczone zużycie paliwa. Zadowalająca dynamika jak i przestronne wnętrze pozwalają z kolei na komfortowe przewożenie ludzi i większych bagaży. Moim zdaniem w tym aucie jest doskonały potencjał na taksówkę, właśnie ze względu na wspomniane walory.

Niestety, ze względu na specyfikę polskiego rynku, Niro Plug-In Hybrid nie jest najbardziej kuszącym wyborem. Dlaczego? Oczywiście ze względu na specyficzne ulgi oraz problemy z ładowaniem. Wersja elektryczna, e-Niro, oferuje duży zasięg, a jej cena jest naprawdę dobra jak na pełnoprawne elektryczne auto. Klasyczne hybrydowe Niro z kolei oferuje niewiele gorsze zużycie paliwa, a jednocześnie nie wprowadza problemu z ładowaniem. Wersja Plug-In Hybrid trafi więc w gusta osób, które faktycznie mają możliwość ciągłego ładowania baterii i korzystania z potencjału zainstalowanej mocniejszej jednostki elektrycznej.

Zalety:
  • duża ilość miejsca we wnętrzu
  • niskie zużycie paliwa przy naładowanej baterii
  • przestronny bagażnik
  • rozsądna cena
Wady:
  • dynamika, która zdecydowanie pogarsza się przy rozładowanej baterii
  • ograniczony zasięg przy niskich temperaturach
  • mało korzystne ulgi w Polsce

Podsumowanie

Kia Niro to jedna z najlepszych hybryd na rynku. Przestronna, komfortowa i nie wnosząca wielu wad aut na prąd. Mamy tutaj pełnoprawny bagażnik i dużo miejsca na tylnej kanapie. A klienci mogą dowolnie wybrać jedną z trzech wersji, co ułatwia dopasowanie auta do własnych potrzeb.

Tue, 09 Apr 2019 07:32:22 +0000

Hyundai ujawnia nowy model Venue. Premiera w Nowym Jorku Mały miejski crossover od Hyundaia niebawem ujrzy światło dzienne. Hyundai zaprezentował pierwsze szkice modelu Venue.Hyundai poszerza ofertę swoich crossoverów. Niebawem gama tego producenta zostanie poszerzona o miejskiego „SUV-a”, który będzie odpowiednikiem Kii Stonic. Samochód ten, podobnie jak model bliźniaczej marki, bazować będzie na platformie modelu i20. Oznacza to obecność napędu wyłącznie na przednią oś, aczkolwiek spodziewać się można nieco zwiększonego prześwitu.

Stylistycznie Hyundai Venue będzie rozwinięciem koncepcji stylistycznych znanych z innych modeli tej marki, w tym z Kony. Nie zabraknie tutaj podzielonych na dwie części lamp z przodu czy charakterystycznie ukształtowanego grilla. Model Venue wyróżni się nieco agresywniejszym stylizowaniem, które połączone z charakterystycznymi „kwadratowymi” elementami.

Wnętrze również będzie nawiązywało do większych modeli. Nie zabraknie tutaj wyeksponowanego ekrany systemu multimedialnego czy efektownych wstawek kolorystycznych. Hyundai Venue ma być znacznie nowocześniejszy od aktualnego i20, zwłaszcza pod kątem zastosowanych technologii.

Oficjalna premiera nowego Hyundaia Venue będzie miała miejsce 17 kwietnia.

Tue, 09 Apr 2019 07:09:13 +0000

Mercedes-AMG CLA 35, czyli kolejny szybki sedan z Affalterbach Oferuje ponad 300 koni mechanicznych i napęd na cztery koła. Wszystko to opakowane w efektowne nadwozie - poznajcie Mercedesa-AMG CLA 35.Dwa tygodnie temu poznaliśmy Mercedesa-AMG A 35. Tym razem producent ze Stuttgartu zafundował nam kolejną wariację na temat tego zestawu napędowego, tym razem w wydaniu modelu CLA. Od razu można więc potwierdzić kwestie techniczne – pod maską drzemie dwulitrowy silnik, który generuje 302 KM i 400 Nm momentu obrotowego. W efekcie przyspieszenie do 100 km/h zajmuje 4,9 sekundy (tak jak w A 35 Sedan), a prędkość maksymalna na 250 km/h. W CLA 35 zastosowano także zawieszenie AMG Ride Control Suspension, wykonane z aluminium, posiadające dedykowaną geometrię. Ma to pozwolić na wyciągnięcie jeszcze większych możliwości z tego samochodu. Mercedes zapewnia, że CLA 35 ma jeszcze lepiej skręcać i zapewniać więcej sportowych wrażeń. Za bezpieczne hamowanie odpowiadają tarcze 350 mm z przodu i 330 mm z tyłu.

Mercedes-AMG CLA 35 zyskał podobne zmiany wizualne co A 35 i inne wersje oznakowane trzema literami AMG. Usportowione zderzaki o agresywnej stylistyce, dyfuzor w tylnym zderzaku oraz efektowna lotka na klapie bagażnika wyróżnia ten samochód na tle standardowych wersji. We wnętrzu znajdziemy z kolei efektowne ambientowe podświetlenie, dekory Piano Black, listwy ozdobne AMG czy sportowe fotele z tapicerką MB-Tex. Opcjonalnie można wybrać kubełkowe siedzenia Performance, znane z topowych aut z Affalterbach.

Oficjalna premiera Mercedesa-AMG CLA 35 nastąpi podczas targów w Nowym Jorku.

Tue, 09 Apr 2019 03:14:22 +0000

Volkswagen Transporter 6.1 po liftingu zaprezentowany. Wyróżnia się nowoczesnymi technologiami Podczas targów Bauma w Monachium Volkswagen oficjalnie zaprezentował najnowsze wcielenie praktycznego Transportera.Ten niemiecki samochód dostawczy od lat jest jednym z najpopularniejszych przedstawicieli w swoim segmencie. Volkswagen Transporter, wzorem zaprezentowanego wcześniej Mutivana, zyskał odświeżoną stylistykę zewnętrzną, nowe wnętrze oraz szereg usprawnień z zakresu zastosowanych technologii. Front wyróżnia się teraz masywniejszym grillem oraz światłami, które lekko zachodzą na błotniki. Z tyłu również pojawiły się delikatnie zmodyfikowane lampy. Najwięcej zmian wprowadzono w środku, gdzie w nową deskę rozdzielczą wkomponowano nowoczesny system multimedialny (w topowych wariantach ze zintegrowaną kartą eSIM, zapewniającą dostęp do usług online). Poza tym w standardowym wyposażeniu zagościło gniazdo 230V oraz dodatkowe schowki pod ławką lub fotelem pasażera (w zależności od konfiguracji modelu).

W przestrzeni bagażowej stworzono dodatkowe miejsce umożliwiające jej przedłużenie ze standardowych 2450 mm do 2800 mm w krótkim modelu i z 2900 do 3300 mm w długim. Jest to popularne wykorzystanie przestrzeni pod fotelem kierowcy – w grodzi jest specjalne „okno”, które po otwarciu zwiększa ilość miejsca na pace.

Nowy Volkswagen Transporter niezmiennie oferowany będzie w wielu konfiguracjach, od niezabudowanego podwozia, przez dokę aż po najróżniejsze wersje standardowego „dostawczaka”, w tym z ze specjalistycznymi zabudowami. Co więcej, dzięki zmianom w konstrukcji auta, w tym przejściu z hydraulicznego na elektromechaniczne wspomaganie kierownicy, Transporter zyskał szereg systemów bezpieczeństwa. W aucie tym znajdziemy takie elementy jak Lane Assist, Park Assist, Side Protection (ochrona przed uderzeniem w bok), system ostrzegający przed ruchem poprzecznym przy opuszczaniu miejsca parkingowego czy dynamiczne wskazywanie ograniczeń połączone z nawigacją. W standardzie pojawi się z kolei system Cross-Wind Detection (wspomaga stabilność przy silnych podmuchach wiatru), autonomiczny system hamowania po kolizji czy układ wspomagający ruszanie pod górę.

Poprawiono też wyposażenie z zakresu komfortu – soczewkowe światła H7 stały się standardem, podobnie jak system multimedialny Composition Audio z systemem Bluetooth. Kabina oświetlona jest diodami LED, zaś elektrycznie sterowane szyby i lusterka (z podgrzewaniem), również nie wymagają dopłaty.

Volkswagen Transporter 6.1 po liftingu zaprezentowany. Wyróżnia się nowoczesnymi technologiami

Pod maską nowego Volkswagena Transportera znajdziemy cztery wersje jednostki 2.0 TDI – od 90 KM, przez 110, 150 aż po 199 KM. Wszystkie wersje łączone będą standardowo z 6-biegową manualną przekładnią, zaś opcją będzie skrzynia DSG. Do wersji 150 i 199-konnej można dołożyć także napęd 4MOTION. Nowością w gamie Transportera będzie elektryczna wersja e-Transporter, która powstaje przy współpracy z ABT. Oferuje ona 112 KM, a dzięki baterii o pojemności 77,6 kWh zasięg ma wynosić do 400 kilometrów według normy NEDC, czyli realnie nieco powyżej 300 km.

Mon, 08 Apr 2019 15:49:02 +0000

Tak może wyglądać nowe przednionapędowe BMW Serii 1 [AKTUALIZACJA] Do premiery pozostał jeszcze ponad miesiąc, jednak już teraz w sieci pojawiły się pierwsze zdjęcia nowego BMW Serii 1.Bułgarska strona Dizzyriders pozyskała zdjęcia od anonimowego pracownika BMW. Widzimy na nich rendery nowej Seriu 1, będącej ogromną zmianą dla tego modelu. Przede wszystkim producent z Monachium zrezygnuje z tylnego napędu na rzecz przedniego. Nowe BMW Serii 1 będzie korzystało z platformy znanej już z X1 i X2, wspólnej także z autami MINI.

Tak wygląda nowe przednionapędowe BMW Serii 1 [ZDJĘCIA]

Pod maską nowego BMW Serii 1 znajdziemy jednostki znane z MINI. Ofertę otworzy wersja z jednostką 1.5 (3 cylindry), zaś na szczycie stanie odmiana M135i, korzystająca z 306-konnego silnika 2.0 R4. Napęd przenoszony będzie na przednią oś lub wszystkie cztery koła za pośrednictwem manualnej bądź 8-biegowej automatycznej dwusprzęgłowej skrzyni.

Oficjalna premiera nowego BMW Serii 1 będzie miała miejsce 27 maja.

*[aktualizacja] Jak się okazuje prezentowane zdjęcia to bardzo dobrze zrobione rendery na bazie BMW X2. Obstawiamy jednak, że finalna forma Serii 1 będzie do nich mocno zbliżona

Mon, 08 Apr 2019 11:30:29 +0000

1000 koni mechanicznych i technologia z F1. Aston Martin ujawnia specyfikację modelu RB-003 Aston Martin wchodzi do najwyższej ligi hipersamochodów. Do modelu Valkyrie dołączy RB-003, będący kolejną inżynieryjną perłą.Aston Martin wkracza na nieznane sobie grunty. Pamiętacie model Vulcan, który stworzono z myślą o torach wyścigowych? To była jedynie rozgrzewka. Brytyjski producent idzie o krok, a może nawet dwa kroki dalej, przygotowując trzy bardzo ciekawe supersamochody. O Valkyrie już słyszeliście – wolnossący silnik stworzony na potrzeby tego auta przez Coswortha to prawdziwe dzieło sztuki, zarówno technologicznie jak i pod kątem brzmienia. Prace nad Valkyrie są bardzo zaawansowane, tak więc część inżynierów została przeniesiona do nowego projektu o nazwie RB-003.

Aston Martin RB-003 ma wykorzystywać potencjał nowych rozwiązań tej marki, które połączone zostaną z doświadczeniem pozyskanym w Formule 1. Sercem tego modelu będzie nowa doładowana jednostka V6, która wspierana będzie systemem KERS. Łączna moc ma wynosić 1000 koni mechanicznych, ale wbrew pozorom nie będzie przenoszona wyłącznie na tylną oś. Jednostka elektryczna ma znaleźć się na przedniej osi, co stworzy napęd e-AWD. Moc na koła trafi za pośrednictwem 8-biegowej skrzyni biegów, która również technologicznie będzie spokrewniona z konstrukcją z bolidu F1. Samochód ten będzie bazował na bardzo wytrzymałym monokoku z włókna węglowego, dzięki czemu masa ma nie przekroczyć założonych 1350 kilogramów. Zapewni to także rewelacyjne osiągi, z przyspieszeniem do 100 km/h w granicach niskich dwóch sekund i prędkości maksymalnej wynoszącej około 350 km/h.

1000 koni mechanicznych i technologia z F1. Aston Martin ujawnia specyfikację modelu RB-003

Z modelu Valkyrie Aston Martin RB-003 zyska aktywne zawieszenie, które na bieżąco będzie analizowało nawierzchnię, po której się porusza pojazd. RB-003 będzie oferowane w wersji z kierownicą po prawej i lewej stronie, a łącznie powstanie dokładnie 500 sztuk. W rozwój auta zaangażowano stałych i wiernych klientów marki, którzy wykazali chęci zakupu takiego auta. Są oni stale informowani o postępach prac i po części doglądają projektu. Według wstępnych informacji cena za ten samochód ma wynosić ok. 900 000 funtów, czyli ponad 5 milionów złotych.

Vanquish, czyli mniejszy brat RB-003

Wraz z modelem RB-003 Aston Martin rozwija także nowego Vanquisha, który będzie pierwszym masowo produkowanym supersamochodem tej marki z centralnie umiejscowionym silnikiem. Tym samym Brytyjczycy szykują się do walki z McLarenem, Ferrari i Lamborghini. Vanquish ma oferować około 700 koni mechanicznych i częściowo będzie spokrewniony z RB-003. Tutaj jednak nie znajdziemy pełnego monokoku z włókna węglowego, a jedynie „wannę”, która obudowana będzie panelami z aluminium, co ograniczy koszty produkcji. Vanquish ma być także znacznie bardziej cywilizowanym autem, aczkolwiek wciąż zapewniającym rewelacyjne właściwości jezdne.

Kiedy poznamy nowe Astony? RB-003 wyjedzie na drogi w 2021 roku, zaś Vanquish być może już w 2020.

Mon, 08 Apr 2019 08:37:00 +0000

FCA sprzedaje lekko używane Alfy Romeo 8C w wersji Coupe i Spider Unikalne auto z rąk takiego właściciela to łakomy kąsek dla kolekcjonerów.FCA Heritage wystawiło na sprzedaż dwa egzemplarze Alfy Romeo 8C – Coupe i Spider. Obydwa należą do koncernu i były elementem kolekcji Heritage, zbierającej wszystkie najważniejsze i najciekawsze auta tego koncernu. Obydwie Alfy Romeo 8C mają bardzo niski przebieg, a przed sprzedażą przeszły proces lekkiego odnowienia mechanicznego i wizualnego, dzięki czemu prezentują się jak fabrycznie nowe auta.

Alfa Romeo 8C produkowana była w latach 2007-2010 na bazie Maserati GranTurismo. Pod maską tego auta instalowano wolnossący silnik 4.7 V8, który generował 450 KM. Dzięki układowi Transaxle (silnik z przodu, skrzynia z tyłu) rozkład masy w tym samochodzie był idealny, co zapewniało fenomenalne właściwości jezdne. Alfa Romeo (a w zasadzie Maserati w Modenie) wyprodukowały 500 sztuk wersji Coupe i 500 Spiderów.

Ceny aut z kolekcji FCA nie są znane, jednak nie można liczyć na niskie kwoty. Wartość tego modelu cały czas idzie w górę, a kolekcjonerzy są skorzy wykładać znacznie wyższe sumy na ten samochód. Średnie ceny zadbanych egzemplarzy wahają się w granicach od 1 000 000 do nawet 2 000 000 zł za najlepiej utrzymane auta. Można więc śmiało przyjąć, że FCA wyceni swoje auta raczej w okolicach górnej wartości.

Mon, 08 Apr 2019 06:49:45 +0000

ABT wzięło na warsztat Audi Q7. Jest szersze i znacznie mocniejsze ABT Sportsline ostatnimi czasy wręcz sypie nowościami. Tym razem firma ta przygotowała pakiet dla Audi Q7.I choć samochód ten ma już kilka lat, a lifting zbliża się wielkimi krokami, to ABT zdecydowało się jednak na zaoferowanie bardzo wyrazistego pakietu, który znacząco zmienia wygląd auta. Najwięcej modyfikacji wprowadzono w nadwoziu. Przede wszystkim zostało ono poszerzone, a zderzaki zyskały znacznie agresywniejszy wygląd. Nad tylną szybą zagościła duża lotka, zaś w nadkola wciśnięto 22-calowe felgi aluminiowe.

Decydując się na pakiet ABT Sportsline do Audi Q7 można wybrać także szereg elementów z włókna węglowego. Na liście opcji dostępny jest grill i dokładki zderzaków z tego materiału, progi boczne oraz elementy tylnego dyfuzora. Oczywiście włóknem węglowym można też w zasadzie wyłożyć kokpit – materiał ten pojawia się wówczas na wszystkich listwach ozdobnych, na tunelu środkowym i lewarku automatycznej skrzyni biegów.

ABT przygotowało również drobne modyfikacje dla silnika noszącego oznaczenie 50 TDI, czyli jednostki 3.0 TDI oferującej 286 KM. Dzięki nowemu ECU udało się uzyskać 325 KM i 680 Nm momentu obrotowego. Jeszcze więcej mocy da się wycisnąć z jednostki 3.0 TFSI (55 TFSI), która po zabiegach ABT generuje 410 KM i 520 Nm momentu.

Mon, 08 Apr 2019 05:59:38 +0000

TEST: Sprawdzamy możliwości Mercedesa-AMG A 35 i GT 63 S na Torze Poznań Tor Poznań i Mercedesy z rodziny AMG to idealne połączenie. Tym razem na torze sprawdziliśmy nowości tej marki - model A 35 i GT 63 S.Pięć prawych zakrętów, trzy lewe. Długa prosta, ostre hamowanie przed zakrętami. Tor Poznań, choć już nieco trącający myszką, wciąż stanowi jedno z najlepszych miejsc do ścigania się i testowania sportowych aut w Polsce. Tym razem powróciliśmy tam z Mercedesem, który zaprezentował nowości z gamy AMG, czyli model A 35 i GT 63 S. Można śmiało powiedzieć, że te auta to alfa i omega z oferty producenta z Affalterbach. Mercedes-AMG A 35 oferuje nieco ponad 300 KM. GT 63 S blisko 640 KM. Łączy je sportowy charakter, ale jeszcze więcej dzieli. Jak sprawdziły się na torze?

TEST: Sprawdzamy możliwości Mercedesa-AMG A 35 i GT 63 S na Torze Poznań

Zacznijmy od podstaw

Mercedes-AMG A 35 to nowa koncepcja w gamie Mercedesa. Producent ten postanowił rozszerzyć gamę sportowych odmian Klasy A, dorzucając do oferty tańszą i prostszą wersję. Samochód ten został oczywiście dopracowany przez specjalistów z Affalterbach, ale więcej łączy go z modelem A 250, niż z nadchodzącą wersją A 45 czy A 45 S. Przy 302 koniach mechanicznych pod maską A 35 staje się atrakcyjną alternatywą dla Audi S3 czy Volkswagena Golfa R. Tylko jak sprawdza się w akcji?

Zacznijmy od podstaw. Model A 35, choć jest najsłabszym AMG, wizualnie tego nie zdradza. Sportowe zderzaki, efektowny dyfuzor z tyłu, lotka nad tylną szybą, masywne końcówki wydechu czy opcjonalne fotele Performance sprawiają, że w aucie tym nie poczujemy się skromnie. Front wyróżnia się z kolei standardowym grillem – charakterystyczna atrapa o nazwie Panamericana zarezerwowana została dla mocniejszego brata. Wnętrze pozostało tutaj takie samo jak w Klasie A, co akurat można uznać za atut, gdyż materiały wykończeniowe oraz cała stylistyka jest przyjemna dla oka.

Wsiadam za kierownicę i wciskam przycisk startera. Silnik zaczyna delikatnie buczeć, ale silnik jest daleki od uznawanego za rasowy. Ze względu na nowe normy uruchamianie w trybie głośnym wymaga przytrzymania prawej łopatki przy odpalaniu silnika. Cóż, ekologia dopada nawet takie samochody. W przeciwieństwie do poprzedniej Klasy A AMG, A 35 zachowało wybierak skrzyni biegów za kierownicą. Wystarczy więc lekki ruch prawą ręką, aby auto zaczęło się delikatnie toczyć.

TEST: Sprawdzamy możliwości Mercedesa-AMG A 35 i GT 63 S na Torze Poznań

Wyjeżdżamy na końcówkę prostej startowej i łamiemy się w kultową babę-jagę. To bardzo szybki, ale i bardzo podchwytliwy zakręt. Dopiero na nim nabieramy prędkości i dynamicznie zbliżamy się w stronę lewego zakrętu Pod Dębami. Pierwsze wrażenia? Przede wszystkim można odnieść wrażenie, że A 35 jest… wolne. Moim punktem odniesienia jest tutaj model A 45 i CLA 45, którymi również miałem okazję jeździć na kilku torach. 302 konie mechaniczne sprawnie rozpędzają kompaktowego Mercedesa (osiągi są porównywalne z Golfem R), ale nie robią efektu „wow”. Ten za to serwowany jest przez układ jezdny, który w stosunku do A 45 jest ogromnym postępem. Układ kierowniczy pracuje z należytym oporem i jest bardzo precyzyjny, co ułatwia wyczucie auta podczas szybkiej jazdy. Najwięcej pracy włożono jednak w zestrojenie napędu 4MATIC, który nie tylko zapewnia fantastyczną trakcję, ale także bardzo mocno niweluje podsterowność. Ta pojawia się dopiero w momencie, w którym zdecydowanie przesadzimy z mocą w zakręcie. Można też odnieść wrażenie, że A 35 jest znacznie zwinniejsze i bardziej angażujące w prowadzeniu – a tego w A 45 bardzo brakowało. Mocniejsze dohamowania nie wyprowadzają auta z równowagi, a sztywne zawieszenie skutecznie niweluje nurkowanie. Szybkie przerzucanie masy także nie doprowadza do jakiejkolwiek nadsterowności czy podsterowności.

Warto dodać, że w nadchodzących modelach A 45 i A 45 S znajdziemy zupełnie inny napęd na cztery koła, który nosić będzie nazwę 4MATIC+. Podobnie jak w Fordzie Focusie RS zyska on Drift Mode, który ma pozwalać na efektowne zamiatanie tylną osią. Do tego 383 i 416 KM sprawi, że model ten z pewnością zaskoczy swoimi osiągami, a być może także pobije większość konkurentów.

TEST: Sprawdzamy możliwości Mercedesa-AMG A 35 i GT 63 S na Torze Poznań

Mercedes-AMG GT 63 S, czyli mastodont

Na drugim krańcu ligi AMG stoi nowy członek rodziny GT, czyli model GT 63 S. Muszę przyznać, że choć wizualnie model ten bardzo mi się podoba, to na dłuższą metę nie mogłem znaleźć dla niego sensownego wytłumaczenia. W końcu w ofercie jest też kapitalny Mercedes E 63 S, który zrobił na nas ogromne wrażenie po blisko 2000 kilometrów spędzonych za jego kierownicą. Przedstawiciele Mercedesa argumentowali, że choć GT 63 S i Klasa E 63 S są ze sobą częściowo spokrewnione, to jednak dzieli je przepaść. I nie mylili się. Pierwsze podejście do tego auta zaliczyłem na próbie zręcznościowej, gdzie do pokonania był bardzo szybki slalom, oraz szykany. To w tym miejscu czuć największą różnicę. Pomijając już wyższą moc, GT 63 S ma przede wszystkim zupełnie inaczej zestrojone zawieszenie oraz wyposażone jest w tylną skrętną oś, która w zależności od prędkości skręca tylne koła w kierunku przednich (do 80 km/h) lub w przeciwnym. Wszystko to sprawia, że zwinność tego auta jest wręcz niewiarygodna, choć czuć, że ogromna masa (ponad dwie tony) próbuje pokonać sztuczki inżynierów z Affalterbach. Co więcej, osiągi są wręcz porażające. Mocne wciśnięcie pedału gazu wgniata w fotel z niewiarygodną siłą i nie pozwala się od niego oderwać.

Kolejnym etapem była jazda po pełnej nitce Toru Poznań – najpierw za kierownicą GT 63 S, następnie zaś w E 63 S. Każdy zakręt i każda prosta pokazują, jak bardzo różnią się od siebie te samochody, ale jednocześnie wzajemnie nie pożerają. Przede wszystkim GT 63 S jest maszyną bardzo precyzyjną i wręcz do bólu skuteczną. W E 63 S pojawia się więcej elementu walki z samochodem, wymagającej od kierowcy większego skupienia oraz większych umiejętności. Jestem tym wręcz zaskoczony, ale pomimo imponującego charakteru nowego auta z rodziny GT, osobiście wybrałbym starszą Klasę E – być może właśnie ze względu na tę surowość w prowadzeniu, która ma w sobie coś uzależniającego.

Mercedes-AMG GT 63 S doskonałe wrażenie robi także za sprawą unikalnego wnętrza. Choć górna część jest tutaj niemal taka sama jak w Klasie E, o tyle szeroki i masywny tunel środkowy z całkowicie nową konsolą powoduje, że w tym aucie czujemy się zupełnie inaczej. Nowe cyfrowe przełączniki na tunelu i na kierownicy pozwalają na łatwiejsze i szybsze wybieranie poszczególnych ustawień, zarówno napędu jak i ESP czy układu wydechowego.

AMG Driving Academy – szkoła, do której chcesz wracać

Testy nowych modeli Mercedesa po raz kolejny zorganizowano w ramach AMG Driving Academy. Pod okiem niezwykle doświadczonych instruktorów mieliśmy możliwość sprawdzenia nowych aut tej marki, ale także ponownego doszlifowania naszych umięjętności. Pomiędzy modułami, gdzie rolę główną grał Mercedes-AMG A 35 i GT 63 S uczyliśmy się między innymi utrzymywania kontrolowanego poślizgu w modelach E 63 S i C 63 S. Poza tym nie zabrakło tutaj tzw. team-buildingu, czyli zawodów grupowych, które mają uczyć współpracy w zespole.

Deserem po dniu zmagań było kilka kółek po dużej nitce Toru Poznań za kierownicą genialnego Mercedesa-AMG GT R. Dwa lata temu zasiadając po raz pierwszy za kierownicą tego auta trafiłem na ulewny deszcz, który sprawił, że tempo przejazdu było – delikatnie mówiąc – emeryckie. Tym razem dzięki pięknej pogodzie instruktorzy podczas jazdy w konwencji Lead&Follow pozwolili nam na odrobinę więcej szaleństwa i wyciśnięcie z GT R-a niemal całego potencjału.

AMG Driving Academy odbywa się regularnie na kilku znanych obiektach, takich jak Tor Kielce czy Silesia Ring w Polsce, a za granicą na Autodromie Brno lub Salzburgringu. Wydarzenie na Torze Poznań było także inauguracją nowego sezonu, który wedle Michała Maksymiuka, AMG Brand Managera zapowiada się niezwykle ciekawie, bowiem szeregi tej szkoły zasiliły właśnie nowe auta, w tym czterodrzwiowi przedstawiciele rodziny GT czy bazowe A 35.

Sat, 06 Apr 2019 17:39:36 +0000

Toyota C-HR w efektownej limitowanej wersji. Stworzona została z JBL Neon Lime - tak nazywa się nowa limitowana wersja Toyoty C-HR. A wyróżnia ją głównie... lakier.Przynajmniej z zewnątrz, gdyż poza ostrym i efektownym odcieniem Neon Lime nic się tutaj nie zmieniło. Sercem tego modelu jest też niezmiennie 122-konna hybryda, która zapewnia akceptowalne, ale mało porywające osiągi. We wnętrzu, przynajmniej wizualnie, również nie znajdziecie żadnych nowości – pomijając sportowe fotele przednie obszyte skórą i alcantarą. Tak naprawdę „gwoździem programu” jest tutaj zaprojektowane od podstaw nagłośnienie dostarczone przez firmę JBL.

Zostało ono zupełnie inaczej zestrojone, dzięki czemu ma oferować wyższą jakość dźwięku. Z autem oferowany jest zestaw 360 JBL Music Experience Pack, w skład którego wchodzą głośniki, słuchawki oraz 6-miesięczna subskrypcja Deezera. Brzmi kusząco?

Dodajmy też, że powstanie zaledwie 2000 sztuk tego auta. Cena będzie raczej wysoka – można celować w nieco wyższą kwotę niż za aktualnie najbogatszego C-HR’a. Cennik poznamy jednak dopiero w połowie miesiąca – wtedy też dealerzy zaczną przyjmować zamówienia.

Sat, 06 Apr 2019 07:40:30 +0000

Brytyjski sposób na bezpieczeństwo. Szyba oraz lusterko wstecznie nie mogą być „obwieszane” Na szybie masz kilka przyssawek, a na lusterku wieszasz przykładowo odświeżacz powietrza? W Wielkiej Brytanii możesz za to zarobić mandat.Brytyjczycy podjęli walkę z ograniczoną widocznością przez przednią szybę. Wielu kierowców chętnie montuje na niej najróżniejsze przyssawki na telefony i nawigację, często w miejscach ograniczających widoczność. Zapewne wielokrotnie zdarzyło Wam się jechać z taksówkarzem, który niemal przed oczami założony miał sporych rozmiarów tablet ze zleceniami. Na wyspach słusznie zauważono, że takie „dodatki” mogą powodować duże zagrożenie. Z tego powodu wraz z nowelizacją przepisów dodano zapis, który zabrania montowania na szybie i lusterku przedmiotów, które w znaczny sposób mogą ograniczyć widoczność kierowcy.

Oczywiście jest to kwestia umowna i dużo tutaj zależy od podejścia kierowcy lub opinii policjanta. Wszystko wskazuje jednak na to, że Brytyjczycy będą musieli oduczyć się wieszania telefonów i nawigacji na szybie, zwłaszcza w centralnym położeniu. Co więcej, mandat może zostać wlepiony za takie rzeczy jak wielkie „pluszowe” kostki, płyty CD czy odświeżacze powietrza zawieszone na lusterku. Standardowy mandat wynosi 100 funtów i 3 punkty karne, jednak w najgorszym przypadku może zostać podniesiony do 1000 funtów.

I choć jest to radykalne rozwiązanie, to jednak trudno się z nim nie zgodzić. Wielu kierowców traktuje przednią szybę jako wieszak na telefony czy tablety. Odpowiedni montaż smartfona nie stanowi problemu i władze raczej nie będą walczyć z takim rozwiązaniem, ale już mocowanie nierzadko dużych tabletów jest głupotą i świadomym ograniczaniem widoczności. Co więcej, wiele osób traktuje te urządzenia jako mobilne odtwarzacze filmów, z których korzystają w trakcie jazdy. Czy brytyjskie przepisy powinny więc wejść także w życie w Polsce? Moim zdaniem jak najbardziej, choć oczywiście w sprecyzowanej formie, tak aby podjąć walkę z faktycznym zagrożeniem.

Fri, 05 Apr 2019 11:41:22 +0000

Znak czasów – Ford zarejestrował nazwę Mustang Mach-E oraz nowy logotyp Ford Mustang Mach-E - taka nazwa została oficjalnie zarejestrowana w urzędzie patentowym w USA oraz w odpowiedniku tej instytucji w Unii Europejskiej.Ford szykuje się do elektryfikacji swojej gamy. Dotyczy to także kultowego Mustanga, który również nie oprze się temu trendowi. Producent z błękitnym owalem w logo obiecuje jednak, że podchodzi do tego tematu we właściwy sposób. Przede wszystkim hybrydowy Mustang będzie oferowany w kilku wariantach – od podstawowej hybrydy aż po wspierane elektrycznymi silnikami V8. Poza tym spodziewać się można stricte elektrycznej wersji, choć ta znanym nam Mustangiem nie będzie.

Zawiłe? Ford zapowiedział, że Mustang Mach-E może być crossoverem, który będzie mocno inspirowany tym sportowym autem. Na tę chwilę trudno jednak powiedzieć coś więcej na temat tego auta, bowiem producent nie chce ujawnić więcej szczegółów. Podczas ostatniej premiery nowych hybrydowych modeli w Amsterdamie zdradzono jednak garść szczegółów. Amerykanie celują w efektowne wizualnie czterodrzwiowe auto, które ma zaoferować do 600 kilometrów zasięgu. Wnętrze ma być bardzo nowoczesne, lecz jednocześnie zachowa bryłę charakterystyczną dla tego sportowego modelu Forda.

Elektryczny kuzyn Mustanga ma być też najnowocześniejszym autem w gamie tego producenta. Zapowiadane jest tutaj zastosowanie systemu autonomicznej jazdy oraz szeregu elektronicznych asystentów. Nie zabraknie także nowoczesnego wnętrza z dużym dotykowym ekranem.

Wraz z zastrzeżeniem nazwy, Ford zgłosił także w urzędzie nowy logotyp dla Mustanga. Niezmiennie przypomina on konia w galopie, ale dorzucono tym razem dodatkowe żebrowanie pociągnięte w poprzek całego symbolu.

Premiera tych modeli nastąpi nie wcześniej niż w 2021 roku.

Fri, 05 Apr 2019 11:10:44 +0000

Zasięg Audi E-Tron quattro jest daleki od zapowiadanego. Właściciele mocno niezadowoleni Miał być hit, miała być rewolucja, a będzie duży zawód. Coraz większa liczba właścicieli nowego Audi E-Tron quattro narzeka na zasięg tego samochodu.Pierwsze egzemplarze Audi E-Tron trafiły już do nabywców w Europie. Producent z Ingolstadt przygotowuje się też do startu sprzedaży tego samochodu w USA. Okazuje się jednak, że życie E-Trona może być znacznie trudniejsze niż pierwotnie zakładano. Dlaczego? Przy premierze obiecywano, że zasięg tego samochodu będzie wynosił od 400 do 450 kilometrów, przynajmniej według normy WLTP. Tymczasem okazuje się, że samochody te z trudem pokonują do 350 kilometrów przy normalnej eksploatacji. To o blisko 30% mniej niż dane deklarowane przez producenta. Co więcej, w USA opublikowano zasięg wyliczony według normy EPA. Tutaj wartość jest jeszcze gorsza, gdyż wynosi 324 kilometry.

Zasięg Audi E-Tron quattro jest daleki od zapowiadanego. Właściciele mocno niezadowoleni

To znacznie mniej niż większość konkurentów. Oczywiście na czele pozostaje Tesla Model X z zasięgiem do 475 kilometrów, ale też nagradzany Jaguar I-Pace oferuje możliwość pokonania większej liczby kilometrów (ponad 370 kilometrów). Co więcej, nawet takie auta jak Kia e-Niro, Hyundai Kona Electric czy Nissan Leaf Plus mogą przejechać więcej kilometrów na jednym ładowaniu. Jedyną zaletą Audi E-Tron jest możliwość bardzo szybkiego ładowania z najmocniejszych stacji na rynku. Tych jednak jest raptem kilka-kilkanaście na świecie na tę chwilę, co nie stanowi argumentu zachęcającego do wyboru auta z Ingolstadt.

Nie nazywalibyśmy tego jeszcze wielką porażką producenta, ale raczej bardzo dużą wpadką. Po tylu latach poświęconych na rozwój takiego projektu, E-Tron quattro powinno być bardzo dopracowanym i konkurencyjnym samochodem. Wszystko wskazuje jednak na to, że Audi postawiło na efekciarskie rozwiązania pokoju cyfrowych lusterek, nie skupiając się na najważniejszych aspektach.

Fri, 05 Apr 2019 07:07:12 +0000

Dodge Durango i Charger również w polskiej ofercie – mamy ceny [CENNIK] Mało Wam samochodów z USA? KWA dokłada jeszcze Durango i Chargera. SUV kosztuje od 276 000zł, sedan od 252 000 zł.W polskiej ofercie pojawiają się jeszcze dwa modele Dodge’a: Charger i Durango.

Ten pierwszy dostępny będzie w czterech liniach wyposażenia, powiązanych z trzema silnikami i dwoma rodzajami napędu. Co ciekawe, najtańsze jest 370-konne V8 w odmianie R/T – kosztuje od 252 000 zł. Dla zwolenników mniejszych silników jest albo SXT AWD z jednostką 3.6, dysponującą 292 KM za 271 000 zł, albo wersja tylnonapędowa, z 300-konną odmianą silnika V6 (255 000 zł). Dla miłośników dużej mocy jest również Hellcat – ma 707 KM i kosztuje 444 000 zł. Do tego bogate wyposażenie, długa lista opcji, czternaście lakierów do wyboru (w tym takiej jak Plum Crazy, czy jaskrawoniebieski B5 Blue) i otrzymujemy naprawdę ciekawą propozycję w klasie

3,6 V6 RWD 8AT3,6 V6 AWD 8AT5,7 V8 RWD 8AT6,2 V8 Hellcat RWD 8AT
GT255 000 zł---
SXT-271 000 zł--
R/T--252 000 zł-
R/T Daytona--266 000 zł-
Hellcat---444 000 zł

A może coś rodzinnego? No to bierzemy olbrzymie Durango.  SUV dostępny jest od 276 000 zł, a klienci mogą skonfigurować go z jednym z dwóch silników do wyboru. Każdy z nich ma swoją, dedykowaną wersję wyposażeniową. Podstawowa odmiana ma V8 o mocy 370 KM i stały napęd na cztery koła (5,7 Hemi, z ośmiobiegowym „automatem”). Droższa to SRT – podobnie jak w znanym nam Grand Cherokee pod maską jest 6,4 V8 o mocy 475 KM. Wersja R/T dostępna jest w standardzie jako siedmiomiejscowa, SRT ma sześć miejsc. Poza tym wyposażenie jest bogate, a lista opcja bardzo długa – zarówno ta pozwalająca na personalizację wyglądu, jak i wyposażenia (np. 19-głośnikowy system harman/kardon wyceniony na 8 000 zł, zamiast standardowego 506-watowego systemu Alpine o 9 głośnikach).

5,7 V8 AWD 8AT6,4 V8 AWD 8AT
R/T276 000 zł-
SRT-412 000 zł
Thu, 04 Apr 2019 14:40:20 +0000

Volvo XC60 i V60 Polestar trafią do oferty w tym roku W tym roku zobaczymy modele XC60 oraz V60 po kuracji w firmie Polestar. Podobnie jak S60, będą to modele hybrydowe.Może nie przesadzajmy jednak z tymi modyfikacjami. Polestar jest już wydzieloną marką i pracuje nad swoimi modelami (1, 2, a niedługo może poznamy numer 3 o którym mówi się, że będzie kabrioletem), a Volvo otrzymają tylko pakiet wzmacniający.

Będzie on oparty o jednostki T8 Twin Engine, czyli hybrydę plug-in o mocy 408 KM, która już seryjnie w obu modelach pozwala na przyspieszenie do 100 km/h poniżej 5 sekund. Pakiet Polestar dokłada do tego 15 KM i 33 Nm.

Poza tym w samochodach zmieni się nieco na zewnątrz – pojawią się dedykowane felgi, ciemne, chromowane końcówki wydechu i czarna atrapa silnika. Wewnątrz pojawią się akcenty w kolorze węgla drzewnego oraz złote pasy bezpieczeństwa. – podobnie jak w S60 Polestar.

Samochody trafią do sprzedaży latem, ale nie wiadomo, jaki będzie koszt modyfikacji. Na szczęście, o ile S60 Polestar był limitowany do 20 sztuk, to kombi SUV powinny pojawić się w o wiele bardziej przystępnej liczbie egzemplarzy. No i również w sprzedaży, a nie tylko w subskrypcji Care by Volvo.

Thu, 04 Apr 2019 10:48:20 +0000

Lexus pokaże w Szanghaju… minivana? Wszystko wskazuje na to, że na targach w Chinach Lexus pokaże minivana. Choć na razie widać tylko zarys przodu, pomyłka jest mało prawdopodobna.A dokładniej rzecz biorąc, to chyba nawet nie będzie minivan, a „full size”. Choć na teaserze widać tylko atrapę oraz typowe dla Lexusa przednie lampy LED, jestem przekonany, jaki samochód jest bazą dla Lexusa. To Toyota Vellfire/Alphard. To duży, przednionapędowy (opcjonalnie AWD) van dostępny w Azji. Napędzany jest m. in. 3,5-litrowym V6, a więc silnikiem jak najbardziej odpowiednim dla Lexusa. Do tego już w odmianie Toyoty można było go skonfigurować dość luksusowo.

Japończycy już dawno wspominali o tym, że pracują nad czymś, co może okazać się vanem. Po co? Bo mogą. Poza tym w Azji tego typu samochody sprzedają się bardzo dobrze. Zarówno w Chinach, jak i na Tajwanie, w Korei Południowej a także w Japonii luksusowa „salonka” pełni często rolę reprezentacyjnej limuzyny. Dlatego tamtejszy rynek przyjmie z dużą radością Lexusa, o którym mówi się, że będzie nazywał się LM. Dostępny ma być w odmianie LM 350 (silnik jak wyżej – 3,5 V6) oraz LM 300h, z dwuipółlitrową, czterocylindrową jednostką połączoną z silnikiem elektrycznym i przekładnią CVT. Czy się tak stanie? Zobaczymy już za kilka tygodni, podczas premiery.

Thu, 04 Apr 2019 09:25:24 +0000

TEST: Jest bardzo dobra, ale nie widzę w niej sensu. CUPRA Ateca Czego oczekujemy od samochodu usportowionego? Osiągów, prowadzenia, ale przede wszystkim emocji oraz tego poczucia, że jedziemy czymś więcej niż zwykłym samochodem. Nawet, jeśli mówimy o SUV-ie.Można się zastanawiać nad samą definicją i sensem sportowego SUV-a. Ale w sumie nawet w nazwie segmentu jest „Sport”. Są samochody, które mimo nadwagi i podniesionego nadwozia budzą emocje. BMW z serią M (X5/X6, nawet modele z serii M40i), Mercedesy AMG (od małego GLA po potężne G), genialna Alfa Romeo Stelvio, w której nie czuć niemal, jakim samochodem jedziemy, czy np. Jeepy z serii SRT, albo chociażby Nissan Juke Nismo RS z manualną skrzynią biegów. Jedne prowadzą się lepiej, inne gorzej, ale wszystkie mają w sobie „to coś” co powoduje, że fajnie jest się czymś takim poruszać.

Do tego grona dołącza Volkswagen, który rękami SEAT-a wprowadził silnik z Golfa R do crossovera. Czy powiedziałem SEAT-a? Przecież to Cupra – nowa submarka hiszpańskiej firmy, która przejęła sportowe modele z Martorell. Jako pierwsza Cupra na rynku pojawiła się właśnie Ateca, czyli kompaktowy SUV, do którego przeszczepiono trochę „bebechów” z Golfa R/Leona Cupra, aby uczynić z rodzinnego crossovera hothatcha. Albo może hotsuva?

Wydajność

Pierwszym czynnikiem są osiągi. A Cupra Ateca nie ma się czego wstydzić. Do kompaktowego SUV-a zapakowano dwulitrowe TSI dysponujące 300 KM i 400 Nm w szerokim zakresie obrotów. Moc przenoszona jest na wszystkie cztery koła przez siedmiobiegowe DSG. To bardzo wydajna konfiguracja, która dzięki zoptymalizowaniu procedury startowej, jak to ma miejsce w samochodach koncernu, pozwala na naprawdę szybkie przyspieszanie od zera do 100 km/h. 5,2 sekundy to bardzo dobry wynik, a wieści z internetu mówią, że samochód potrafi być szybszy. Później również Cupra „daje radę”. Innymi słowy, wóz jest szybki, nawet bardzo. Przyspieszanie na autostradzie, dynamiczna jazda – im bardziej ciśniemy pedał gazu, tym lepiej radzi sobie silnik oraz skrzynia biegów, która w takich sytuacjach staje się bardzo szybka i bardzo precyzyjna. Prędkość maksymalna wynosi (wierzymy na słowo) 247 km/h, co jak na, mimo wszystko SUV-a, nie jest złym wynikiem. Innymi słowy – lekcje odrobione – samochód zarówno na papierze, jak i w rzeczywistości radzi sobie wyśmienicie. Również wyprzedzanie, kiedy trzeba zredukować i szybko nabrać prędkości, jest proste – Ateca zachowuje się jak hothatch i bardzo późno traci „siłę ciągu”.

Prowadzenie

Kolejny mocny punkt Cupry, choć ograniczony nieco przez dwie rzeczy, z czego jedna niezależna od samochodu. Po prostu samochód otrzymaliśmy na zimowych oponach, a tempearatury w trakcie testu raczej nie spadały poniżej 7 – 10 stopni. Mimo tego Ateca radzi sobie świetnie. Bardzo długo pozostaje neutralna. Na tyle długo, że można się zastanawiać, czy nie wypadnie się z fotela zanim coś stanie się z samochodem (rada? Dopłata do foteli kubełkowych, bo te są bardzo wygodne i nieźle trzymają w zakrętach, ale nie idealnie). Długie łuki i szybsze nawroty, Ateca jak na SUV-a pokonuje bardzo dobrze. Wyraźnie czuć, że brakuje jej niższej masy i to zawieszonej znacznie bliżej podwozia, ale w większości przypadków wychodzi z prób obronną ręką. Napęd 4Drive również dokłada do tego swoją „cegiełkę” stabilizując tył auta, które chciałoby lekko wyjechać przodem. Haldex ostatniej generacji, po odpięciu ESP potrafi nawet nieco zarzucić tyłem samochodu, jeśli wbijemy gaz w podłogę w połowie zakrętu. Choć to akurat może być kwestia wspomnianych wyżej zimowych opon. Druga sprawa, to układ kierowniczy. Owszem, ma, w trybie Cupra, odpowiednią „twardość” i przełożenie, ale sprawia wrażenie „grania na konsoli” – czyli ma bardzo niewielkie przełożenie na informacje z drogi. Red. Kopyciński narzekał na to w Golfie R Variant. Ja przy testach modelu przedliftingowego nie miałem aż takiego złego wrażenia, natomiast kręcenie niewielką kierownicą w Atece… zupełnie nie sprawia przyjemności.

Wyrzeczenia i emocje

No właśnie, niewiele jest samochodów, których sportowy charakter nie wymagałby jakichś wyrzeczeń. A to twarde zawieszenie, a to walka z samochodem, a to niewygoda, albo wysokie spalanie. Z niektórymi da się żyć, niektóre są zupełnie niepotrzebne, ale budzą jakieś emocje. W Cuprze wszystkie są. Tylko emocji mało, a jak już to negatywne. Przede wszystkim – właśnie sam brak emocji. Owszem, jeździ bardzo szybko i pewnie się prowadzi, ale nie powoduje zupełnie „drżenia rąk”, ani przemożnej chęci zejścia ze swojego piętra i przejechania się w nieznane. No, to ostatnie może dlatego, że pewnie „nieznane” okaże się stacją benzynową. Bak hiszpańskiego „hotsuva” mieści 50 litrów, a średnie spalanie testowe wynosi około 13 l/100 km. W mieście sięga 20, jak się postaramy, a w trasie… to zależy. O ile jadąc ok. 100 km/h otrzymamy akceptowalne niecałe 8 l/100km, to wyjazd na autostradę podbije wyniki sporo powyżej 10 l/100 km – przy 140 średnio wychodzi okolice „dwunastki”. To tylko 0,5 l/100 km mniej niż… Alfa Romeo Stelvio Q, która ma V6-kę, stałe 44, 510 KM i 200 kg masy więcej. W Cuprze dodatkowo każde przyspieszanie otwiera dodatkowy wir w baku – zmniejszenie płynności jazdy winduje spalanie w kosmos. A cały czas mówimy o benzynie 98-oktanowej, bo właśnie taka jest optymalna dla dwulitrowego TSI.

zużycie paliwa:Cupra Ateca TSI
przy 100 km/h:7,6 l/100 km
przy 120 km/h:9,8 l/100 km
przy 140 km/h:12,0 l/100 km
w mieście:14,7 l/100 km

Modele z dopiskiem Cupra, zwłaszcza starsze, słynęły z twardego jak skała zawieszenia. Ateca ma fabrycznie adaptacyjny układ tłumienia nierówności DCC. Jak zwykle, nie odczuwam wielkich różnic pomiędzy trybami – aż do bardzo wysokich prędkości, gdzie faktycznie na najsztywniejszym ustawieniu wyraźnie można wyczuć najlżejsze nierówności asfaltu. Przy ustawieniu „normalnym” Atecą jeździ się niewiele mniej komfortowo niż wersją z logiem SEAT na atrapie. Jest dość sztywno, ale plomb nie pogubicie, a można nawet zapomnieć, że podróżuje się usportowionym samochodem. Odczujecie to natomiast „w uszach” – Ateca nie jest bardzo głośna, za to wzbogacany komputerowo dźwięk to po prostu głośniejsze buczenie. Nic spektakularnego, co powodowałoby wstawanie włosów na rękach, albo brak myśli o tym, że „w sumie to w trasie mógłby być cichszy”.

To co, nie ma pozytywów? Ależ są – znajdują się za miedzianymopomarańczowymi, dziewiętnastocalowymi felgami. Ten wzór kół wymusza bowiem dokupienie wyczynowego układu hamulcowego Brembo, za 11 352 zł (+ koszt felg). Ale działają świetnie. Cztery wentylowane tarcze z czterotłoczkowymi zaciskami z przodu zatrzymują samochód na bardzo krótkim dystansie, a precyzja ich działania jest naprawdę duża. Nie wiem czy aż tyle, ale zastanowiłbym się nad tą dopłatą.

Nudy?

Nie zapominajmy, że Cupra Ateca wciąż jest jednak rodzinnym SUV-em. I z tego zadania wywiązuje się bardzo przyzwoicie. Miejsca zarówno z przodu, jak i z tyłu jest odpowiednia ilość, komfort foteli w trasie jest bardzo duży, a tylna kanapa również nie powoduje, że pasażerowie będą wymagać nadprogramowych postojów. W przypadku naszego samochodu, zawsze można ich zająć, otwierając roletę panoramicznego dachu, powinno wystarczyć. Tym bardziej „skomputeryzowanym” pomogą dwa gniazda USB dla tylnego rzędu a o odpowiedni klimat zadbają nawiewy.

Z przodu – „pełna opcja” – od podgrzewanych siedzeń, przez rozbudowany system multimedialny wsparty przez przyzwoite audio beats (9 głośników, subwoofer, 300W), a skończywszy na tapicerce z alcantary (standard) i cyfrowych zegarach (również bez dopłaty). Za tymi ostatnimi nie przepadam w samochodach z koncernu VAG, ale w Cuprze żadna z form (są cztery do wyboru) mi nie przeszkadzała. Są czytelne, nie męczą wzroku i przekazują w prosty sposób sporo informacji. Nie jest to może niezbędny do życia gadżet, ale w sumie całkiem fajny.

Generalnie, nie mam zastrzeżeń do wnętrza Cupry. Nawet twardsze iż w Volkswagenie plastiki aż tak bardzo w „usportowionym” wnętrzu nie przeszkadzają. Na boczkach drzwi jest sporo alcantary, są też wstawki udające włókno węglowe, kierownica pokryta perforowaną skórą z pomarańczowymi przeszyciami, a wszystko to jest solidnie poskładane i nie trzeszczy na nierównościach. Tak, Ateca to sensowny średniak w klasie.

Nienajgorszy jest też bagażnik – 485 litrów z możliwością powiększenia do 1 900 to dobry wynik – i uczciwy. Wynik powyżej 500 litrów jest możliwy tylko w przypadku napędu na przednią oś i braku zarówno subwoofera, jak i koła zapasowego.

Jak już wspomniałem, Cupra nie wymaga wielu wyrzeczeń podczas codziennego użytkowania. Samochód ma nawet tryb Offroad oraz drzwi „bez progów”, jak na SUV-a przystało. Jeździ się nim całkiem nieźle, jeśli tylko przyzwyczaić się do dźwięku, zużycia paliwa oraz pracy DSG, które jak wspomniałem wcześniej, lepiej sprawdza się przy prawej stopie przyspawanej do pedału gazu. Ostrzejsze ustawienia nie wpływają za dobrze na płynność pracy przy niskich prędkościach. Za to jak już wyjedziemy z korka, jedzie się płynnie, stabilnie i przyjemnie. Miłośnicy „wspomagaczy” mają tutaj wszystko co trzeba – aktywny tempomat, asystenta parkowania, martwego pola, aktywne utrzymywanie toru jazdy oraz komplet czujników parkowania wraz z kamerami 360 stopni. Czyli, całkiem normalny, bogato wyposażony SUV, tylko ciekawiej wyglądający, z poczwórnymi końcówkami układu wydechowego, logiem Cupra z przodu, ładnymi felgami i nieco agresywniejszymi zderzakami. To akurat trzeba przyznać – zmiany w Cuprze pasują do Ateki i nawet w szarym kolorze samochód wygląda po prostu dobrze.

Cennik

No tanio to wcale nie jest. Choć tak naprawdę Cupra Ateca na ten moment nie ma konkurencji. Niedługo powinny pojawić się samochody z koncernu w postaci T-Roca R i Tiguana R, ale póki co nie ma na rynku pełnoprawnego „sportowego” kompaktowego SUV-a, który nie byłby ometkowany „premium”. Biorąc pod uwagę bogate wyposażenie oraz listę opcji, a także ceny zwykłych samochodów tej klasie, to minimalne 191 900 chyba nie powinno dziwić. Chyba, bo mimo wszystko to sporo – a po doposażeniu robi się naprawdę dużo – 221 687 zł.

No i na ten moment zupełnie nie rozumiem wydzielenia Cupry z marki SEAT. Tak naprawdę, to spokojnie mógłby być SEAT Ateca Cupra, i nikt by nie miał żadnych pretensji. Różnic pewnie by nie było, poza logiem tu i ówdzie. Czekam na osobne modele lub chociaż takie, które będą bardziej odróżniać modele obu firm.

Zalety:
  • bardzo dobre osiągi
  • pewne prowadzenie
  • wygodne fotele
  • praktyczne wnętrze
  • w zasadzie nie ma konkurencji

Wady:
  • wysokie zużycie paliwa
  • mało naturalny układ kierowniczy
  • sztuczny dźwięk silnika
  • mało emocji
  • nie wiem, czemu akurat Ateca została pierwszą samodzielną Cuprą.

Podsumowanie

Bardzo dobry, bardzo szybki, bardzo dobrze się prowadzący samochód, który zupełnie mnie nie kupił. Do tego pali zdecydowanie za dużo, nie jest tani, a przede wszystkim nie zapewnia odpowiednich emocji. Nawet jeśli połączenie SUV-a i emocji nie gra ze sobą, to marka Cupra powinna właśnie być tą, która tworzy samochody generujące coś więcej niż dobre „cyferki” przy praktycznym wnętrzu.

Thu, 04 Apr 2019 08:10:00 +0000

Dodge Challenger oficjalnie w Polsce. Ceny od 195 000 zł [CENNIK] Mustang ma poważnego, choć droższego, konkurenta. Dodge Challenger trafił do oficjalnej polskiej dystrybucji i to w wielu wersjach silnikowych.Ta sama firma, która sprowadza do Polski Rama, o czym pisaliśmy wczoraj, oferuje też samochody Dodge, w tym kultowego Challengera.

Muscle Car Dodge’a dostępny będzie normalnie, jak każdy inny samochód, do konfiguracji. Dla klientów dostępne będzie jedenaście wersji samochodu, w tym cztery silnikowe.Najbardziej podstawową odmianą będzie SXT za 195 000 zł. Pod maską znajdziemy 3.6 V6 o mocy 305 KM, napędzające tylną oś przez skrzynię automatyczną. Analogiczny Mustang 2.3 Ecoboost jest tańszy – z „automatem” kosztuje 182 110 zł. Ale w Mustangu możemy wybrać oprócz tego 5.0 V8, tymczasem Dodge oferuje jeszcze trzy „ośmiocylindrówki”. No i V6 z 44 – odmiana GT kosztuje 244 000 zł.

Porządne brzmienie silnika zaczyna się od odmiany R/T – 257 000 zł pozwoli na wejście w posiadanie 357-konnego Challengera z silnikiem 5,7 Hemi. Mało? No to wybieramy Challengera Scat Pack – ma 6,4 o mocy 475 KM i kosztuje 298 000 zł. No i „truskawka na torcie”, piekielny kociak ze stajni Dodge’a – Challenger Hellcat. 6,2-litrowe V8 Hemi doładowane jest kompresorem i dysponuje nieco abstrakcyjne w tej klasie 717 KM przenoszone na tylną oś. Za cenę przeciętnie wyposażonego BMW M3, czyli 431 000 zł.

Każda wersja silnikowa dostępna będzie w co najmniej dwóch odmianach wyposażenia, a Scat Pack i Hellcat dodatkowo w dopiero co debiutującej poszerzonej specyfikacji Widebody. Oprócz tego klienci będą mogli wybrać jeden z czternastu kolorów nadwozia i coś z długiej listy opcji obejmujących zarówno wyposażenie, jak i dodatki stylistyczne (naklejki, detale, spoilery, dokładki, felgi).

Dystrybucją również zajmuje się KWA, a w Polsce na razie Challengera będzie można kupić w salonach Edmark Auto w Warszawie, Auto Wache pod Poznaniem, Ganinex w Pszczynie i Auto-Mobil w Wejherowie.

Pełen cennik poniżej:

3,6 V6 8AT RWD3,6 V6 8AT AWD5,7 V8 8AT RWD6,4 V8 8AT RWD6,2 V8 Hellcat 8AT RWD
SXT195 000 zł----
SXT Plus211 000 zł----
GT-244 000 zł---
GT Plus-249 000 zł---
R/T--257 000 zł--
R/T Shaker--274 000 zł--
Scat Pack---298 000 zł-
Scat Pack T/A---312 000 zł-
Scat Pack Widebody---336 000 zł-
Hellcat----431 000 zł
Hellcat Widebody----474 000 zł
Thu, 04 Apr 2019 06:47:05 +0000

Ram 1500 oficjalnie wyceniony w Polsce – ile za pickupa z USA [CENNIK] Oficjalny dystrybutor marki Ram podał ceny modelu 1500 w Polsce - kultowy pickup dostępny jest od 300 120 zł brutto.Dystrybutor marki Ram rozpoczął działalność od ostatnich targów w Poznaniu. Tam było stoisko marki i tam można było dowiedzieć się, gdzie będzie można zakupić amerykańskiego pickupa. Póki co działają cztery salony Rama w naszym kraju – Edmark Auto w Warszawie, Auto Wache pod Poznaniem, Ganinex z Pszczyny i Auto-Mobil w Wejherowie. Do tych mają dołączyć jeszcze dwa. Salony są oficjalnym importerem powiązanym z siecią dealerską KWA, skąd trafiają samochody do Polski. Oprócz Ramów można w nich kupić także Dodge.

Ram 1500 to jedyny model marki oferowany w Polsce – głównie ze względu na dopuszczalną masę całkowitą nieprzekraczającą 3,5 tony. Oferowany będzie z silnikiem V8 Hemi. 5,7-litrowa jednostka benzynowa dysponuje 395 KM i 556 Nm przenosząca moc na obie osie poprzez ośmiobiegową skrzynię automatyczną.

Samochód dostępny będzie w dwóch rozmiarach oraz pięciu wersjach wyposażenia. Klienci mogą zdecydować się albo na wariant z przedłużaną kabiną Quad Cab, albo długą – czterodrzwiową Crew Cab. Krótsza dostępna jest tylko w słabszych wersjach wyposażenia Bighorn i Laramie, a dłuższa w każdej – czyli również Rebel, Longhorn i topowej Limited. Wersje Laramie i Rebel mają identyczną cenę, gdyż pozycjonowane są na tym samym poziomie. Rebel nacechowana jest terenowo – ma podniesione zawieszenie z amortyzatorami Billstein oraz dołączany napęd na przednią oś. Laramie ma bardziej szosowy i ekskluzywny charakter. Wśród wyposażenia opcjonalnego Rama 1500 znajdziemy system bezkluczykowy, zdalnie sterowaną tylną klapę, przednie światła LED, bezprzewodową ładowarkę do telefonu, zawieszenie pneumatyczne czy audio harman/kardon.

Dodatkowo dystrybutor oferuje samochody z instalacją gazową Prins – jej koszt to dodatkowe 13 600 zł netto. Wszystkie samochody oferowane są z gwarancją 3-letnią z limitem 100 000 km.

Znane nam ceny poniżej:

Quad CabCrew Cab
Bighorn300 120 zł319 800 zł
Rebel-345 630 zł
Laramie322 260 zł345 630 zł
Longhorn-381 300 zł
Limited-415 740 zł
Wed, 03 Apr 2019 15:51:25 +0000

Grand Tourer McLarena zrzuca nieco kamuflażu. Poznamy go w maju Zapowiedziany w Genewie nowy model McLarena już podczas testów. Samochód ma być luksusowym GT, czyli czymś zupełnie nowym w portfolio marki.W końcu widzimy zamaskowany, nienazwany jeszcze model w kamuflażu, ale już pozwalający poznać kształty i część detali nadchodzącego samochodu.

McLaren zachowa proporcje charakterystyczne dla marki, ale złagodzono część detali. Tył ciągnie się długo za końcem drzwi, kryjąc centralnie umieszczony silnik. Jego pokrywa zapewne będzie szklana i będzie przechodzić w zintegrowany spoiler. Z przodu mamy nieco inaczej zarysowane, delikatniejsze światła i bardziej „standardowy” zderzak. Z daleka już widać, że ten samochód ma świetnie wyglądać i równie dobrze czuć się podczas dłuższych tras. To ma być w końcu dwumiejscowe GT. Napędzane oczywiście podwójnie doładowanym V8, do którego wloty powietrza widać za drzwiami. Z tyłu z kolei uwagę przyciągają wąskie paski świateł LED oraz dwie koncówki układu wydechowego rozmieszczone u dołu zderzaka po jego bokach.

Z materiałów producenta wynika, że ma to być „najbardziej użyteczny” samochód z centralnie umieszczonym silnikiem na rynku. Oczywiście ma też być superluksusowy i wykończony najlepszymi materiałami. Zapowiadane jest także, że będzie dzielił „część DNA” z modelem Speedtail. Obecnie samochód przechodzi testy – zdjęcia powstały podczas pokonywania 1 600-kilometrowej trasy z centrum rozwojowego McLarena pod Barceloną do Wielkiej Brytanii, do Woking. Test został przeprowadzony przy udziale kierowcy, pasażera i z pełnym bagażnikiem, bo właśnie tak ma być wykorzystywany nowy model.

Czekamy na więcej szczegółów oraz zdjęć – wygląda na to, że faktycznie McLaren radzi sobie nadzwyczaj dobrze, a nowy model będzie prawdziwą perełką w gronie ekskluzywnych GT.

Wed, 03 Apr 2019 13:43:03 +0000

Koncepcyjny wirtualny kokpit Hyundaia – ekranów dotykowych nigdy za dużo? Hyundai pokazał wizję nowego kokpitu w swoich samochodam. Poza cyfrowymi zegarami i nowym ekranem na środku, dołożyli dwa dotykowe - na kierownicy.Nowy koncept wnętrza bazujący na istniejącym i30 ma pokazać, jak mogą i będą się zmieniać kokpity w związku z rozbudowywaniem funkcjonalności samochodu.

System opiera się o cztery nowe ekrany. Z czego dwa umieszczono na kierownicy. Zastępują one klasyczne przyciski i są w pełni konfigurowalne – możemy sobie dowolnie ustawić, co chcemy mieć „pod kciukiem” – od głośności po skróty klawiszowe. Przyciski-ekrany są haptyczne dla wygodniejszego korzystania. Ale tak naprawdę poza możliwością konfiguracji i dziwnym wyglądem, nie wiem czym się różnią od przycisków dotykowych dostępnych np. w nowych Mercedesach.

Oprócz tego i30 z wirtualnym kokpitem ma nowe cyfrowe wskaźniki na ekranie „wielowarstwowym” – dokładniej są to dwa ekrany umieszczone jeden za drugim (jeden 6mm głębiej) co pozwala na uzyskanie (wg producenta) realistycznych, trójwymiarowych grafik. To z kolei ma pozwalać na lepsze informowanie kierowcy o ważnych rzeczach – jak na przykład ograniczeniach prędkości.

Poprawiono także ekran systemu inforozrywkowego – też stał się haptyczny i dostał nowe oprogramowanie powiązane z tym na kierownicy i zegarach, co ma poprawić ogólny odbiór korzystania z technologii w samochodzie.

Na razie nie ma pewności, czy ekrany zagoszczą na stałe w nowych modelach Hyundaia – przede wszystkim trzeba będzie wziąć pod uwagę, jak bardzo rozpraszają kierowcę. Teoretycznie poziom „rozpraszania” jest niższy niż limity określone przez np. amerykańskie organizacje AAM i NHTSA, ale realnie wygląda to na zdecydowanie zbyt duże skomplikowanie wnętrza i pożegnanie się z taką zwykłą ergonomią. Może i będzie można system skonfigurować „pod siebie”, ale wciąż będzie to dużo bodźców, które są niekonieczne w trakcie jazdy.

Wed, 03 Apr 2019 09:24:21 +0000

Nowy Ford Puma potwierdzony. Zadebiutuje w czerwcu Ford EcoSport został potraktowany jako model przejściowy - jego następca jest już w zasadzie gotowy.Ford sypie nowościami z rękawa. Wczoraj poznaliśmy nie tylko nową Kugę, ale i Explorera w wersji Europejskiej. Poza tym zaprezentowano hybrydowe wersje popularnych modeli, od Fiesty, przez Focusa, aż po Transita.

To jednak nie koniec gorących wieści z Forda. Już w czerwcu poznamy kolejny model tej marki – Pumę. Nie, nie będzie to sportowe auto. Niestety rynek na takie samochody w zasadzie przestał istnieć, a nabywcy chcą małe SUV-y i crossovery. Takim autem będzie też Puma. To nic innego jak Podniesiona i nieco rozbudowana Fiesta. Model ten zastąpi EcoSporta, który w swoim zamyśle był samochodem przejściowym, choć przez pewien czas oba modele będą oferowane równolegle.

Więcej oficjalnych informacji poznamy w czerwcu, a samochód do sprzedaży trafi pod koniec roku z fabryki Forda w Craiova w Rumunii. W ofercie Pumy nie zabraknie jednostek benzynowych 1.0 i 1.5 EcoBoost oraz diesla 1.5 EcoBlue. Pojawi się też „miękka hybryda” połączona z silnikiem 1.0 Ecoboost – dysponująca 155 KM. Ford deklaruje, że Puma będzie miała „pomysłowe i bardzo praktyczne rozwiązanie tylnej przestrzeni ładunkowej” – co ma zapewnić najlepszą w klasie przestrzeń w bagażniku – 456 litrów.

Wed, 03 Apr 2019 06:22:01 +0000

Odważnie – 450-konny Ford Explorer PHEV trafi do Europy. Na dzisiejszej konferencji Ford ogłosił naprawdę ciekawą nowinę - Ford Explorer trafi do Europy. Ale tylko w wariancie hybrydowym.To ciekawa wiadomość, bo rynek olbrzymich, ponadpięciometrowych SUV-ów na Starym Kontynencie nie należy do największych. A Ford zaryzykował i wkrótce zobaczymy Explorera na naszych drogach. Na dodatek wyłącznie w odmianie hybrydowej, co z jednej strony jest logiczne w Europie. Z drugiej strony – Explorer PHEV dysponuje wartościami, które wcale nie wyglądają na „ekologiczne”.

Sercem systemu jest trzylitrowe V6 z doładowaniem, które dysponuje 350 KM. Do tego mamy silnik elektryczny, który dokłada do tego 100 KM. W sumie moc systemowa to 450 KM, a moment obrotowy wynosi 840 Nm, i jest przenoszony na wszystkie cztery koła przez dziesięciobiegowy automat (ten sam co w Mustangu po liftingu). Prąd dostarczany jest z litowo-jonowej baterii o pojemności 13,1 kWh i powinno go wystarczyć na pokonanie 40 km bez ładowania. To możliwe jest albo z gniazdka, albo tradycyjnie z energii odzyskiwanej podczas hamowania. Średnie spalanie Ford deklaruje na poziomie 3,4 l/100 km, a emisję CO2 na poziomie 78 g/km (przy w pełni naładowanej baterii i w trybie jazdy automatycznie dobierającej źródło zasilania).

Explorer PHEV dysponuje systemem Advanced Intelligent AWD z nową skrzynią rozdzielczą oraz możliwością płynnego rozdzielania momentu obrotowego między obie osie (czyli standard przy stałym napędzie 44). Kierowca może wybrać jeden z ośmiu trybów pracy systemu: Normal, Sport, Trail, Slippery, Tow/Haul, Eco, Deep Snow i Sand.

Oczywiście, na pokładzie znalazło się mnóstwo elektroniki wspomagającej kierowcę, z aktywnym tempomatem, asystentem hamowania na wtecznym i systemem rozpoznawania pieszych i rowerzystów na czele. Wóz będzie dostępny dla klientów w dwóch odmianach – ST-Line oraz Platinum. W tej ostatniej standardowy jest system multimedialny z 10,1-calowym ekranem oraz 12,3 calowymi (przekątna) cyfrowymi zegarami, przekazującymi wszystkie najważniejsze informacje. Odmiana ST-Line również otrzyma wirtualne wskaźniki, ale standardowo „rozrywką” będziemy sterować na mniejszej, 8-calowej odmianie systemu SYNC. Za to będzie, jak zwykle w Fordzie, dużo bardziej sportowa z wyglądu, zarówno wewnątrz, jak i na zewnątrz. Wśród wyposażzenia standardowego znajdziemy audio B&O Play (800W), ogrzewane i wentylowane fotele z elektryczną regulacją, podgrzewaną kanapę drugiego rzędu, kierownicę oraz ładowarkę indukcyjną. Platinum będzie miała nieco bardziej dystyngowaną stylizację (m. in. drewniane aplikacje w środku) oraz mocniejsze audio (1000 W).

Oczywiście, niezależnie od wybranej wersji, otrzymamy potężnego SUV-a z trzema rzędami siedzeń. Dwa metry szerokości, dwa wysokości, pięć długości – tego się często w europejskich salonach nie widuje. Bagażnik przy złożonych dwóch tylnych rzędach ma sięgać 2 274 litrów, a oprócz tego w schowkach w kabinie ma mieścić się niemal tyle co w Seicento – 123 litry.

Ceny samochodu zostaną ujawnione wraz z dokładną datą premiery na europejskim rynku.

Tue, 02 Apr 2019 16:49:31 +0000

Nowy Ford Kuga – Bliżej Focusa [DANE TECHNICZNE, ZDJĘCIA] Zgodnie z zapowiedzią Ford podczas prezentacji w Amsterdamie pokazał nową Kugę. Kompaktowy SUV wyraźnie czerpie inspiracje z kompaktowego Focusa.Kompaktowe SUV-y to ważny segment u każdego producenta. Stanowią coraz większy odsetek sprzedaży zastępując jednocześnie kombi klasy średniej, jak i kompaktowe kombi. Dlatego właśnie Kuga jest dla Forda ważna. Zwłaszcza, że to pierwszy „światowy” model, który będzie wyposażony w napęd hybrydowy typu Plug-in. A nawet dwa.

Pierwszy to standardowa „hybryda” o pojemności 2.5 litra, pracująca w cyklu Atkinsona, dysponująca 201 KM. Przekładania CVT  przenosi moc standardowo na przednią oś, ale opcjonalnie będzie można zamówić wersję AWD (nie wiadomo jednak, czy ta jednostka dotyczy amerykańskiego Escape, czy również europejskiej Kugi). Co do „plugina” – wiadomo, że również będzie miał 2.5 litra pojemności i wspierany będzie przez silnik elektryczny oraz baterię o pojemności 14,4 kWh. Łączna moc będzie sięgać 225 KM, a zasięg na samej baterii ma wynosić ponad 50 KM.

Standardowo jednak samochód będzie napędzany silnikiem Ecoboost o pojemności 1.5 litra. Dostępna będzie odmiana o mocy 120 KM, a także 150 KM. Być może pojawi się też z rynku amerykańskiego wersja 187 KM. Wszystkie silniki Ecoboost dostępne będą z ręczną skrzynią biegów, albo ośmiobiegowym „automatem” w odmianach przednionapędowej oraz 44. Pojawią się również diesle 1.5 i 2.0 EcoBlue o mocach 120 i 190 KM, a także odmiana z „miękką hybrydą”. Ten ostatni silnik będzie jednostką dwulitrową o mocy 150 KM.

Kuga/Escape będzie też lżejsza o ok. 91 kg (200 funtów). Mimo tego samochód będzie dłuższy o 44 mm i miał większy o 20 mm rozstaw osi. Obniżono także zawieszenie – tak naprawdę nie wiadomo po co, w SUV-ie, ale zapewne będzie prowadził się lepiej, bliżej „osobówki” (cała Kuga będzie niższa o 2 cm). Nowy Ford ma mieć też więcej przestrzeni w środku w obu rzędach siedzeń. Modele z silnikiem spalinowym będą miały możliwość przesuwania fragmentów kanapy, dzięki czemu pojemność bagażnika ma wynosić maksymalnie 1 062 litry przy pięciu miejscach. Hybrydy będą pozbawione tej opcji ze względu na baterie.

Oczywiście, nowy model to nowe technologie. Poza bazową odmianą, wszystkie wersje Forda będą miały ośmiocalowy ekran systemu multimedialnego SYNC3, pojawią się także całkowicie cyfrowe zegary (ekran 12,3″ przekątnej). Kierowca będzie miał do dyspozycji kilka trybów jazdy oraz opcjonalny ekran HUD. W opcji będą też pełne światła LED oraz rozbudowana obsługa przy pomocy aplikacji FordPass.

Jeśli chodzi o design, widać wyraźne inspiracje Focusem, zwłaszcza z przodu oraz w linii bocznej. Także deska rozdzielcza jest typowa dla nowych Fordów, z cofniętą konsolą pod samą szybę oraz pokrętłem – selektorem zmiany biegów.

Samochód w wersji benzynowej powinien pojawić się u dealerów jeszcze w tym roku, a hybrydy na początku 2020.

artykuł będzie aktualizowany

Tue, 02 Apr 2019 15:02:35 +0000

Toyota Proace City – nowy dostawczak to „czwarty bliźniak”? Samochód dostawczy klasy kompaktowej - to nowy model Toyoty, który już niedługo zostanie zaprezentowany pod nazwą Proace City. Co się za nim kryje?Na razie wiemy niewiele, żeby nie powiedzieć, że nic nie wiemy. Poza tym, że Toyota Proace City będzie kolejnym samochodem powstałym przy współpracy koncernu PSA. Od dłuższego czasu Toyota buduje swoje samochody dostawcze w oparciu o modele francuskiego koncernu. Obecnie na rynku są Toyoty Proace i Proace Verso, będące „klonem” Citroena Jumpy/Spacetourera i Peugeota Experta/Travellera.

Dlatego niczym dziwnym nie będzie, jak Proace City okaże się „czworaczkiem” z rodziny, która obejmuje Citroena Berlingo, Peugeota Partnera/Riftera oraz Opla Combo. Myślę, że i jednostki napędowe w postaci diesli 1.5 powinny znaleźć się w „japońskim” kombivanie.

Więcej szczegółów powinniśmy poznać pod koniec miesiąca, na targach Commercial Vehicle Show w Birmingham, gdzie samochód zostanie ujawniony.

Tue, 02 Apr 2019 08:42:15 +0000

Tak wygląda nadchodząca Alfa Romeo GTV Podczas wewnętrznego spotkania dotyczącego nadchodzącej Alfy Romeo GTV jeden z pracowników fortunnie dla nas sfotografował slajd z prezentacji.I dzięki temu wiemy, że Alfa Romeo nie tylko pracuje nad tym samochodem, ale także ma już koncepcję nadwozia. A to będzie zupełnie inne niż pierwszy projekt pokazywany rok temu podczas konferencji FCA. Co prawda na zdjęciu widzimy tylko tylną część nadwozia, ale ona najbardziej różni się od pierwszego projektu, będącego w zasadzie zmodyfikowaną Giulią. Wyróżnikiem GTV będzie dłuższa tylna część dachu, nawiązująca nieco do modelu lat 80-tych. Dzięki temu samochód ten pomieści także czterech pasażerów, co było jednym z głównych założeń producenta.

Wąskie ledowe światła i masywne błotniki to z kolei nawiązanie do kierunku, który przedstawiono wraz ze studyjną Alfą Romeo Tonale – widać, że Włosi będą forsowali zmiany w stylistyce nowych modeli marki z Mediolanu.

Do premiery nowej Alfy Romeo GTV jest jeszcze daleko – poznamy ją dopiero w 2021 roku.

Tue, 02 Apr 2019 07:30:19 +0000

TEST: Dobry, ale bardzo drogi. SEAT Tarraco 2.0 EcoTSI 190 KM Xcellence A więc Tarraco jest bliźniakiem Skody Kodiaq i Volkswagena Tiguana Allspace. Z tym drugim łączy go najwięcej, bo auta te mają identyczną linię boczną. Paradoksalnie to SEAT zjeżdża z linii w Wolfsburgu.Każdy Volkswagen Tiguan Allspace musi zrobić sobie małą wycieczkę z Meksyku do Europy, gdyż właśnie tam produkują ten model. Oczywiście przy aktualnych standardach w fabrykach nie ma różnic w jakości wykonania. Przynajmniej w Volkswagenie, bo w przypadku Seatów nie jest już tak kolorowo. To, że Tarraco wylądowało w Wolfsburgu jest akurat dużym atutem tego samochodu. A poza tym w tym modelu znajdziemy kilka dodatkowych zalet, co okazało się być niemałą niespodzianką. Nie oznacza to jednak, że jest ideałem, bowiem nie brakuje tutaj również dużych wad.

Taki sam, ale…

Pierwsze spojrzenie na Seata Tarraco od razu zdradza, że samochód ten nie dostał tak dużej dozy indywidualizacji jak Kodiaq. Przede wszystkim cała linia boczna jest tutaj dokładnie taka sama jak w Tiguanie Allspace. Czy to problem? Moim zdaniem nie, choć faktycznie można odnieść wrażenie, że front i tył są tutaj z troszkę innej bajki. Przy okazji Tarraco jest zwiastunem zmian w projektowaniu SEAT-ów. Teraz taki przód oraz tylna część nadwozia będą wyróżnikiem każdego nowego modelu. Zresztą dobrze pokazała to Cupra Formentor, będąca po części zapowiedzią nowego Leona.

Seat Tarraco może się podobać, zwłaszcza w prezentowanej konfiguracji na 20-calowych kołach aluminiowych. Nie jest to jednak najpraktyczniejsza konfiguracja do SUV-a – w mojej opinii dużo lepszym wyborem są tutaj mniejsze 19-ki lub nawet 18-ki. Efektowny wygląd nie jest jednak warty zabawy w slalom pomiędzy dziurami.

Wyróżnikiem Seata Tarraco są także cyfrowe zegary, które bazują na rozwiązaniu Active Info Display drugiej generacji. Posiadają one trzy widoki, przy czym w każdym możemy niemal dowolnie konfigurować prezentowane dane. Powiew świeżości zwyczajności znajdziemy także we wnętrzu. Tutaj także pojawiła się nowa koncepcja wnętrza, choć niestety nie jest ona zbytnio odkrywcza. Hiszpańska marka postawiła na wyeksponowany wyświetlacz system multimedialnego (o przekątnej 8 cali), nieco niżej położone nawiewy, klasyczny panel klimatyzacji oraz przełączniki na tunelu środkowym. Ten element zresztą także jest wspólny z Volkswagenem Tiguanem. Cała bryła deski rozdzielczej nie jest jest może niczym oryginalnym, ale przynajmniej cieszy dobrą ergonomią oraz wyjątkowo dopracowanym montażem. Materiały z przodu są całkiem niezłe – deska wykończona została miękkim plastikiem, podobnie jak boczki przednich drzwi. Niestety z tyłu, podobnie jak u braci z Niemiec i Czech, znajdziemy połacie twardego plastiku. Miłym dodatkiem we wnętrzu jest ciekawa tapicerka, łącząca melanżową tkaninę oraz imitację alcantary w atrakcyjnym zestawieniu kolorystycznym. Same fotele są dość wygodne. Ustępują oczywiście ErgoComfortom z Volkswagena, ale cieszą dobrze wyprofilowanym oparciem i przyzwoitym zakresem regulacji. Szkoda tylko, że zapomniano o nieco dłuższych siedziskach, co dla wyższych osób może być irytujące.

Znajoma praktyczność

Zaglądając do tylnej części nadwozia nie znajdziemy niczego co nas zaskoczy. System foteli został tutaj przeniesiony z Kodiaqa i Tiguana, a ilość miejsca na nogi jest identyczna jak u starszych braci. Podróżowanie na tylnych siedzeniach (trzy niezależne fotele) jest dość wygodne, choć zamocowano je dość nisko. Trzeci rząd można potraktować jako stricte awaryjne rozwiązanie, gdyż miejsca jest tam bardzo mało. Imponuje za to bagażnik, który mieści ponad 700 litrów w podstawowej konfiguracji, zaś po złożeniu dwóch rzędów siedzeń zyskamy ponad 2 000 litrów przestrzeni.

Pasażerowie jeżdżący z tyłu mają także do dyspozycji własne nawiewy oraz regulator temperatury. Trzystrefowa klimatyzacja jest bardzo wydajna i dobrze chłodzi lub ogrzewa ogromną przestrzeń za przednimi fotelami.

Jeździ znacznie lepiej

Przyznam, że wsiadając do nowego Seata Tarraco nie miałem żadnych wybitnych oczekiwań co do tego samochodu. Znając możliwości Tiguana i Kodiaqa spodziewałem się, że Tarraco oferuje dokładnie to samo. Otóż jest to błąd. Różnice nie są drastyczne, ale dla niektórych będą znaczące i mogą wpłynąć na wybór tego auta. Chodzi tutaj przede wszystkim o układ kierowniczy, który ma zdecydowanie krótsze przełożenie niż w przypadku czeskiego i niemieckiego kuzyna. Koła znacznie szybciej reagują na ruchy kierownicą, dzięki czemu jazda po zakrętach nie wymaga uporczywego kręcenia. Aktywne zawieszenie w testowanym egzemplarzu w zależności od ustawienia zapewnia wysoki komfort podróżowania (nawet na 20-calowych kołach) lub wręcz pontonowy charakter w komfortowym ustawieniu.

Pod maską testowanego egzemplarza pojawiła się jednostka 2.0 EcoTSI o mocy 190 KM. Jest to wersja zaktualizowana do wymagań WLTP, co nieco czuć w osiągach. Choć przybyło tutaj 10 KM (względem starszej wersji tej konstrukcji, znanej np. z Kodiaqa), to jednak osiągi subiektywnie zdają się być gorsze. Na papierze przyspieszenie do 100 km/h zajmuje raptem 8 sekund, zaś prędkość maksymalna to 211 km/h. W przeniesieniu tej mocy na drogę pomaga napęd 4DRIVE, czyli sprawdzony i dobrze działający Haldex V generacji. Zastosowano tutaj także 7-biegową przekładnię DSG, która działa sprawnie, choć jak na klasyczną dwusprzęgłówkę przystało, lubi od czasu do czasu nieco szarpnąć.

Seat Tarraco zaskakuje natomiast dość wysokim zużyciem paliwa. Po kilku pomiarach okazuje się być ono nieco wyższe niż w testowanym przeze mnie Kodiaqu z silnikiem 2.0 TSI 180 KM. Przy każdej prędkości konsumpcja paliwa jest średnio o litr wyższa. Czy to efekt zastosowania filtra GPF oraz innych modyfikacji w silniku? Trudno powiedzieć. Patrząc jednak na apetyt tego auta odnoszę wrażenie, że dużo lepszą propozycją byłby tutaj po prostu mocny diesel, który i tak dużo bardziej pasuje do charakteru auta.

Zużycie paliwa:Seat Tarraco 2.0 EcoTSI 190 KM DSG7
przy 100 km/h:7,5 l/100 km
przy 120 km/h:9,4 l/100 km
przy 140 km/h:10,6 l/100 km
w mieście:11,2 l/100 km

Jest drogo

140 000 zł – tyle wydamy na samą wersję Xcellence w przypadku Seata Tarraco. Pod maską znajdzie się jednak bazowa jednostka 1.5 TSI o mocy 150 KM. Za prezentowaną wersję z napędem na cztery koła i automatem trzeba już zapłacić 164 700 zł. Lakier metalizowany Orix White i 20-calowe koła Supreme to kolejne 7 000 zł dorzucone do ceny samochodu – a jeszcze nawet nie przeszliśmy do listy opcji. Tutaj dodajemy system multimedialny z nawigacją, zawieszenie adaptacyjne, trzeci rząd siedzień, audio Beats (jak zwykle grające „potężnym basem”), radio DAB, indukcyjne ładowanie, szklany dach i… dochodzimy do wartości 195 389 zł. To zdecydowanie więcej niż w przypadku porównywalnego Kodiaqa a nawet Tiguana Allspace. I co gorsza naprawdę ciężko jest uzasadnić tę cenę. Owszem, jest to duże i praktyczne auto z bogatym wyposażeniem, ale miejscami przeciętne plastiki oraz paliwożerny silnik raczej nie zachęcają do wyboru takiego wariantu. Wybierając najmocniejszego diesla i dokładając te same elementy wyposażenia, cena dobije do poziomu 210 000 zł!

Zalety:
  • dobre prowadzenie
  • przyjemna dla oka stylistyka
  • przestronne wnętrze
  • dobre spasowanie elementów wnętrza
  • ogromny bagażnik
Wady:
  • bardzo wysokie zużycie paliwa
  • bardzo wysoka cena

Podsumowanie

Jeśli chcesz, żeby Twój rodzinny SUV dawał namiastkę „sportowego” prowadzenia, to wybierz Seata. Przygotuj się jednak na wyczyszczenie portfela oraz wysokie zużycie paliwa – niestety te aspekty są dużym minusem tego auta.

Tue, 02 Apr 2019 07:20:06 +0000

Fake news – coraz większy problem także w świecie motoryzacji Z okazji pierwszego kwietnia pozwoliliśmy sobie na odrobinę frywolności z wymyślonymi przez nas informacjami. Tylko czy faktycznie były one całkowicie nierealne?Z pełną świadomością postawiliśmy na tematy, które teoretycznie mogły by mieć miejsce. Audi RS6 z silnikiem TDI? Patrząc na promowanie diesli w modelach z rodziny S (tak jak ostatnimi czasy S5) nie jest to całkowicie niemożliwe. Toyota rezygnuje z hybryd? Tutaj akurat możemy być pewni, że japońska marka nie wycofa się ze swojego sztandarowego rozwiązania. Powiedzmy jednak, że koncern ten zostanie przyparty do muru przez Unię Europejską, która postawi na pełną elektryfikację. Wówczas zarówno Toyota jak i Lexus będą zmuszone do całkowitej zmiany koncepcji biznesowej, gdyż wycofanie się z Europy zdecydowanie nie wchodzi w grę. Ferrari w wersji Sedan? Tutaj nawiązaliśmy do najróżiejszych koncpecji sprzed lat oraz do tzw. projektów coachbuildingowych, gdzie bogaci nabywcy zamawiali takie nadwozia. Poza tym Ferrari idzie w kierunku nieznanych sobie segmentów. Wystarczy pomyśleć, że już niebawem poznamy model Purosangue, który będzie pierwszym SUV-em tej marki. Jednocześnie auta z Maranello zyskują wersje hybrydowe oraz coraz mniejsze turbodoładowane jednostki. Akurat powrót V6 nas nie martwi, tym bardziej, że jednostki z taką liczbą cylindrów już lata temu były stosowane w autach z wierzgającym koniem na masce.

Fake news dociera także do świata motoryzacji. I choć staramy się dokładnie weryfikować każdą publikację, aby zapewnić Wam możliwie najlepsze jakościowo treści, to jednak i nam zdarza się popełnić błąd i zaprezentować coś, co nie jest prawdą. Nie jest to jednak kwestia naszej niedokładności, a masowego wprowadzania w błąd. Często dokładnie te same teksty pojawiają się na czołowych portalach, takich jak topgear.com, motor1.com, evo.co.uk czy na wielu innych, będących naszym źródłem informacji.

Mam nadzieję, że nasze pierwszokwietniowe teksty sprawiły Wam choć trochę śmiechu. Jak widać po reakcjach niektórych czytelników ich wiarygodność była duża, gdyż dostaliśmy kilkanaście maili, w których pytacie nas, czy faktycznie te rzeczy mają miejsce. Możemy Was zapewnić, że poza pierwszym kwietnia na naszej stronie nie znajdziecie niepotwierdzonych lub całkowicie wyssanych z palca informacji – dla nas jakość jest niezmiennie najważniejsza.

Mon, 01 Apr 2019 18:33:14 +0000

W pełni elektryczne Volvo XC40 zostanie zaprezentowane w tym roku Volvo ogłosiło w weekend, że już w tym roku pokaże w pełni elektryczną wersję modelu XC40. W salonach pojawi się na początku przyszłego roku.Niestety, tak naprawdę wiemy tylko tyle, że samochód będzie i to w tym roku. Żadne szczegóły techniczne nie zostały ujawnione.

Będzie to jednak ważny model dla Volvo, które chce w ciągu najbliższych 6 lat mieć połowę sprzedaży należącą do samochodów elektrycznych.

XC4o z nowym, elektrycznym silnikiem będzie pierwszym Volvem napędzanym wyłącznie z baterii i drugim modelem z grupy marki – pierwszym jest Polestar 2, który również wyjedzie na drogi w 2020 roku. Jednak raczej są niewielkie szanse, żeby dzieliły napęd w 100% – XC40 otrzyma raczej słabszą jednostkę, acz o podobnie dużym zasięgu, mogącym sięgnąć 500 km. Oba zresztą oparte są na tej samej platformie CMA. Ta posłuży jeszcze trzeciej marce – Lynk&Co. – Wszystkie trzy modele chińskiej marki są oparte o właśnie to podwozie.

W najbliższym czasie do gamy XC40 powinny za to dołączyć dwie jednostki hybrydowe typu plug-in. T4 Twin Engine i T5 Twin Engine. Pierwszy zapewne opierać się będzie na trzycylindrowym 1.5 Turbo, drugi wykorzystywać będzie dwulitrowy silnik o czterech cylindrach.

CEO Volvo, Hakan Samuelsson, oczekuje, że 25% sprzedaży modeli Volvo powinno w najbliższym czasie być hybrydowe. Póki co ten wskaźnik w liniach modelowych, które posiadają taki napęd, wynosi między 10 a 15%.

Mon, 01 Apr 2019 08:55:48 +0000

Ferrari idzie za ciosem. Już wkrótce premiera czterodrzwiowego modelu [1.04] Słyszeliśmy o tym, że Ferrari ma wypuścić coś na kształt SUV-a, ale zabrania nazywać go w ten sposób. Ale wygląda na to, że to nie jedyny "nieortodoksyjny" model, który pojawi się w gamie.Ponieważ część redakcji jest teraz we Włoszech, przyjrzeliśmy się nieco plotkom, które docierają do nas z półwyspu apenińskiego. A wygląda na to, że ostatnie śmiałe zapowiedzi Lamborghini, które zamierza dobić do poziomu sprzedaży marki z Maranello, spowodowały, że wierzgający koń nieco spiął się ze strachu. Czym można by podnieść sprzedaż? Może po prostu bardzo szybką limuzyną? Kiedyś był już taki pomysł, w postaci konceptu Ferrari Pinin. Były też modele 456 Venice, zbudowane dla sułtana Brunei.

Informacje, które mamy wskazują na to, że samochód powinien pojawić się na rynku już w przyszłym roku. Czterodrzwiowy model ma czerpać stylistką zarówno z nowego Ferrari F8 Tributo, jak i wykorzystać elementy stylistyki 812 Superfast. To wskazuje, że jeśli chodzi o bryłę, będziemy mieli do czynienia z czymś w stylu włoskiej wersji Astona Rapide – czyli przedłużonego coupe. Z modelu Superfast ma pochodzić również silnik: 6,5-litrowe V12 o mocy 800 KM, choć nie wyklucza się też słabszej wersji, połączonej z V8 biturbo, albo z hybrydą – ten rodzaj napędu czeka na swoją premierę z Maranello. Ze względu na obniżenie kosztów oraz tempo prac nad modelem, zdecydowano się znacznie zmodyfikować płytę podłogową z Maserati Quattroporte, jako jedynego modelu, który jest w stanie zapewnić odpowiednią ilość miejsca w dwóch rzędach oraz ma architekturę pozwalającą na zabudowanie w nim mocnych silników. Pierwsze zamaskowane egzemplarze ponoć już jeżdżą. Premiera modelu seryjnego, lub konceptu bliskiego produkcji seryjnej, spodziewana jest na Genewę 2020.

Mon, 01 Apr 2019 07:20:43 +0000

Toyota wycofuje się z hybryd. Twierdzą, że była to ślepa uliczka [1.04] A jednak. Po latach forsowania idei hybryd Toyota wyciąga białą flagę i przyznaje, że takie auta zupełnie się nie sprawdziły.Japońska marka była absolutnym pionierem w temacie hybryd. Pierwszy Prius wywołał ogromne zamieszanie na rynku, zaś kolejne modele wykorzystujące połączenie silnika benzynowego pracującego w cyklu Atkinsona i małej jednostki elektrycznej, z jeszcze mniejszą baterią. Celem takiego duetu było stworzenie oszczędnej konstrukcji, która sprawdzałaby się w codziennej eksploatacji. I tak też było. Niestety, Toyota w pewnym momencie skupiła się wyłącznie na rozwijaniu swojego systemu, całkowicie pomijając inne warianty napędowe. Jak widać była to zła decyzja, gdyż po ponad dwudziestu latach Japończycy wycofują się z produkcji aut hybrydowych.

Jak podkreśla Akio Toyoda, prezydent koncernu, hybrydy po prostu już się nie sprawdzają. „Wszyscy chcą jeździć autami elektrycznymi lub hybrydami plug-in, a my dajemy im w zasadzie nic innego jak nieco sprawniejszy samochód spalinowy. Nie tędy droga, to był nasz błąd”. Co ciekawe decyzję tę podjęto już po wprowadzeniu nowej generacji jednostek napędowych do modeli Corolla czy RAV4. Te będą jeszcze produkowane, choć zapewne wraz z liftingiem tych modeli ustąpią miejsca nowym konstrukcjom elektrycznym.

Toyota jednak nie wygasza całkowicie swojego systemu Hybrid Synergy Drive. Trafi on do Suzuki – na mocy współpracy Suzuki zyska pełne prawa do korzystania i rozwoju technologii hybrydowej, która do tej pory była stosowana w Toyocie. Na tę chwilę jednak nie wiemy jakie są dalsze plany producenta – póki co pewny jest jedynie debiut odpowiednika Corolli i RAV4.

Wycofanie wersji hybrydowych tyczy się także Lexusa. Tutaj również niebawem zabraknie tych odmian, które zastąpione zostaną odmianami elektrycznymi.

Mon, 01 Apr 2019 04:05:38 +0000

TEST: Był dobry, jest jeszcze lepszy. Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM EDC Intens Renault Kadjar było po prostu dobre. A teraz naprawdę jest jeszcze lepsze, głównie dzięki poprawieniu najbardziej irytujących elementów.Muszę przyznać, że bardzo lubię ten model Renault. Nigdy jednak nie potrafiłem tego rozsądnie uzasadnić. Może japońskie geny są tutaj winowajcą? Choć z zewnątrz Kadjar wygląda jak każdy inny model tej francuskiej marki, o tyle w środku zdradzał swoje dalekowschodnie korzenie. Teraz dość skutecznie to zamaskowano, ale i tak czuć dużo różnić względem modeli takich jak Megane czy Talisman.

Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM EDC Intens | fot. Maciej Kuchno

Rewolucja byłaby strzałem w stopę

Stylistyka Kadjara została ciepło przyjęta przez klientów tej marki. Ba, w ogóle design nowych Renault cały czas robi doskonałe wrażenie i jakoś specjalnie nie chce się starzeć. Najlepszym przykładem jest tutaj nowe Clio, które wizualnie bardzo przypomina swojego poprzednika. W przypadku Kadjara po liftingu zmiany ograniczyły się do delikatnej poprawy niektórych elementów. Zmieniono nieco zderzaki i listwy boczne, zastosowano tutaj nowocześniejsze przednie światła (z ledowymi kierunkowskazami), oraz odświeżono gamę lakierów i felg aluminiowych. W efekcie SUV Renault wygląda „tak samo, ale nieco lepiej”. Popularne wśród nabywców połączenie lakieru Flamme z częściowo czarnymi felgami wygląda efektownie i może spodobać się szerokiemu gronu klientów.

Najlepszym elementem jest jednak wnętrze. Tutaj największą nowością jest panel klimatyzacji, który wreszcie pasuje do całego kokpitu. Dotychczas stosowano rozwiązanie zapożyczone z Qashqaia, które gryzło się z formą deski rozdzielczej. Tym razem postawiono na efektowne pokrętła, będące zmodyfikowaną wersją tych z Dustera. Są estetyczne, wygodne w obsłudze i poprawiają wygląd prostego wnętrza Kadjara. Poza tym zagościły tutaj nowe, naprawdę doskonałe fotele. Posiadają one szeroki zakres regulacji, mają bardzo dobrze wyprofilowane oparcie, dzięki czemu plecy są dobrze podparte, a dzięki regulowanej długości podudzia stały się wygodniejsze dla wysokich osób. W trasie są absolutnym majstersztykiem.

Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM EDC Intens | fot. Maciej Kuchno

W środku zmieniła się także jeszcze jedna rzecz – spasowanie elementów. Gdy blisko dwa lata temu spędziłem tydzień i blisko 2000 kilometrów z Kadjarem w wersji Night&Day, oddając go miałem absolutnie dość wszelkich skrzeczących elementów, które wręcz atakowały z każdej strony. Było ich wiele – od uchwytów drzwi aż po konsolę środkową. Teraz wszelkie „świerszcze” odeszły w niepamięć i naprawdę niewiele elementów wydaje jakiekolwiek niepożądane dźwięki.

Nowy silnik, nowa skrzynia, nowa jakość jazdy

Przy okazji liftingu Renault wymieniło całą gamę silnikową w Kadjarze. Jednostkę 1.2 oraz 1.6 TCe zastąpiła nowa konstrukcja 1.3 TCe, która powstała przy współpracy z Daimlerem. W testowanym egzemplarzu pojawił się najsłabszy, 140-konny wariant tego silnika. Spięto go z 7-biegową przekładnią EDC, co także jest nowością – dotychczas jedyną opcją był bezstopniowy automat. Duet ten to doskonały zestaw dla naprawdę szerokiego grona nabywców. Przede wszystkim jednostka 1.3 ma bardzo przyjazną charakterystykę – 240 Nm wchodzi do gry już od 1600 obrotów na minutę, co dobrze wykorzystuje skrzynia, utrzymując auto w optymalnym zakresie pracy silnika. Reakcja na mocniejsze wciśnięcie gazu jest bardzo szybka, a EDC, które do tej pory potrafiło zaskoczyć niepewną i niezrozumiałą pracą, wreszcie spełnia oczekiwania kierowcy. Przyspieszenie do 100 kilometrów na godzinie w wariancie 140-konnym zajmuje 9,6 sekundy, zaś prędkość maksymalna to 203 km/h. Warto zwrócić uwagę na fakt, że ta odmiana stała się bazową jednostką benzynową, zastępując nieco dychawiczny i paliwożerny silnik 1.2 TCe.

W trakcie jazdy nowy silnik nie hałasuje przesadnio, o ile nie zaczniemy wkręcać go na wyższe obroty – wtedy staje się wyjątkowo głośny, co zresztą zauważyliśmy także w Mercedesie Klasy A, korzystającym z tej jednostki. Zużycie paliwa w 140-konnym Kadjarze jest akceptowalne. W mieście, w zależności od ruchu i dynamiki jazdy, konsumpcja paliwa wynosi od 8,2 do 10,2 litra na sto kilometrów. W trasie jest jednak znacznie lepiej – przy 100 km/h Kadjar zadowala się niecałymi 6 litrami bezołowiowej 95, zaś przy autostradowych 140 km/h jest to 8,3 litra.

Zużycie paliwa:Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM EDC Intens
przy 100 km/h:5,6 l/100 km
przy 120 km/h:6,8 l/100 km
przy 140 km/h:8,3 l/100 km
w mieście:9,2 l/100 km

W układzie jezdnym Kadjara nie zaszły w zasadzie żadne zmiany. Samochód ten nie jest twardy jak deska, ale też nie wychyla się w zakrętach i nie doprowadza do choroby morskiej. Układ kierowniczy pracuje bardzo lekko co mocno odcina nas od kontaktu z przednimi kołami, ale jednocześnie jest doceniane przez płeć piękną, chwalącą sobie lekkość manewrowania. SUV Renault cieszy także przyzwoitą zwrotnością. Manewrowanie ułatwiają duże lusterka oraz opcjonalna kamera cofania.

Poprawki technologiczne

W SUV-ie Renault zagościł odświeżony system R-Link 2. W przeciwieństwie do wielu innych modeli tej marki, Kadjar posiada mały, 7-calowy ekran dotykowy. Z reguły wole większe rozwiązania, ale w przypadku Kadjara „mały” system jest strzałem w dziesiątkę. Obsługa nie wymusza wertowania instrukcji, zaś dodanie integracji z Apple CarPlay ułatwia sparowanie ze smartfonem. Poza tym we wnętrzu znajdziemy szereg gniazd USB oraz 12V. Poprawione światła Full LED Pure Vision oferują nieco jaśniejszy snop światła i lepiej doświetlają pobocze, co docenimy zwłaszcza podczas jazdy po zmroku. Dodatkowo w ramach pakietu „Techno Premium” otrzymujemy tutaj system wspomagania nagłego hamowania, system monitorowania martwego pola, Easy Park Assist z czujnikami z przodu, tyłu i po bokach oraz kamerę cofania. Zestaw tych asystentów kosztuje 3 500 zł, więc warto go dołożyć do tego auta. Kolejne 1 600 zł dobrze jest dorzucić na podgrzewane fotele, spryskiwacze lamp oraz podgrzewaną przednią szybę – wszystko to oferowane jest razem w ramach pakietu zimowego.

Renault Kadjar 1.3 TCe 140 KM EDC Intens | fot. Maciej Kuchno

Dobra cena!

Największym atutem Kadjara jest jego cena. Prezentowana wersja Intens, z bogatym wyposażeniem standardowym, startuje z poziomu 93 900 zł za opisywaną jednostkę, lecz połączoną z manualną skrzynią biegów. Wersja z automatem EDC wyceniana jest na 100 900 zł. Po dołożeniu wszystkich dodatków wspomnianych pakietów, czerwonego lakieru metalizowanego oraz oświetlenia Pure LED, otrzymujemy cenę finalną wynoszącą 112 400 zł. Czyni to z Kadjara bardzo kuszącą i atrakcyjną ofertę, gdyż jest to jedno z tańszych aut z tego segmentu na rynku.

Renault Kadjar oferuje dwa lata gwarancji mechanicznej i 12 lat perforacyjnej. Przeglądy odbywają się co 2 lata lub 30 000 kilometrów, ale niezmiennie zachęcamy do skrócenia tego dystansu o połowę – dla świętego spokoju i pewności o sprawność silnika.

Zalety:
  • poprawiona stylistyka
  • lepiej wykonane wnętrze
  • bogatsze wyposażenie
  • doskonałe fotele przednie
  • atrakcyjna cena
  • rozsądne zużycie paliwa
Wady:
  • bardzo lekko pracujący układ kierowniczy
  • hałasująca na wysokich obrotach jednostka napędowa

Podsumowanie

Nie jest drogi, ma dobre wyposażenie, lepsze spasowanie i bardzo ciekawy silnik. Renault Kadjar po liftingu to naprawdę udane auto, które warto uwzględnić przy zakupie auta – zwłaszcza, gdy na liście opcji mamy Qashqaia. Jednostka TCe 140 KM jest w zupełności wystarczająca i moim zdaniem nie warto dopłacać do mocniejszej 160-ki. Zaoszczędzone pieniądze lepiej jest zainwestować w bogatsze wyposażenie.

Sun, 31 Mar 2019 09:54:49 +0000

I runda Classicauto Cup już 13-14 kwietnia na Torze Modlin W weekend 13-14 kwietnia Tor Modlin stanie się polem bitwy pierwszej tegorocznej rundy Classicauto Cup.W zeszłym roku runda w Modlinie cieszyła się największą popularnością, gromadząc na starcie ponad 100 samochodów. Wszystko ze względu na świetną lokalizację oraz ciekawą trasę, która eksponuje umiejętności technicznej jazdy. Tym razem Modlin otworzy tegoroczną rywalizację, która będzie kontynuowana aż do października.

W sobotę 13 kwietnia na Torze Modlin odbędą się 3 godzinne treningi dla chętnych. W niedzielę 14 kwietnia zostaną rozegrane zawody. Trasa o długości ponad 4 kilometry będzie przejeżdżana 8 razy: 2 przejazdy zapoznawcze i 6 z pomiarem czasu. Zgłoszenia już ruszyły, a wysokość wpisowego jest następująca:

  •  350 zł w przypadku opłacenia wpisowego do końca marca
  • 400 zł w przypadku opłacenia wpisowego do 8 kwietnia
  • 450zł w przypadku opłacenia wpisowego po 8 kwietnia lub na miejscu

Classicauto Cup stało się największym pucharem dla właścicieli aut klasycznych. Nie posiadając klasyka także można w nim wziąć udział – jedna z grup dopuszcza udział ciekawych i mocnych wariantów nowszych aut, co także podkręca rywalizację i przyciąga dziesiątki osób.

W sezonie 2019 organizator przygotował aż siedem dodatkowych pucharów kwalifikacyjnych:

  • Puchar Pań Shiny Garage
  • Puchar Legend Kronika Rajdów
  • Puchar Krajów Demokracji Ludowej 125pe®
  • Puchar Volvo Car Poland
  • Puchar BMW Classic
  • Puchar Rotary MAZDA Gołembiewscy
  • Puchar ForzaItalia.pl

Przygotowano również specjalną, 50% zniżkę na udział w zawodach dla najstarszych samochodów, których sprzedaż rozpoczęła się przed 1975 rokiem, większości pojazdów z Krajów Demokracji Ludowej, a także uczestników Pucharu Legend KronikaRajdow.pl dedykowanego byłym lub obecnym licencjonowanym zawodnikom w klasycznych samochodach.

Link do zapisów: http://classicautocup.pl/tor-modlin
Link do FB: https://www.facebook.com/ClassicautoCup/
Link do wydarzenia na FB: https://www.facebook.com/events/397838797678537/

Sat, 30 Mar 2019 17:54:26 +0000

Ostatni moment na kupno. Ford kończy produkcję modelu C-Max i Grand C-Max Zmierzch minivanów? Chyba tak. Do tego restrukturyzacja i maksymalizacja zysków dla udziałowców. To właśnie składa się na koniec produkcji C-Maxa i Grand C-Maxa. W końcu czerwca z taśm fabryki w Saarlouis zjadą ostatnie egzemplarze modelu C-Max i Grand C-max. Kompaktowy minivan Forda tym samym zakończy żywot bez bezpośredniego następcy. Fabryka w Alzacji przechodzi, tak jak cały koncern, dość gwałtowną i ciekawą restrukturyzację – wycinanie linii modelowych, zmianę profilu oraz spore redukcje etatów – Niemcy/Amerykanie w sumie w dwóch fabrykach Forda (Saarlouis i Kolonii) zamierzają zlikwidować ok. 5 000 miejsc pracy. Do tego zamknięte zostaną fabryki w Rosji (trzy zakłady) oraz fabryka automatycznych skrzyń biegów w Bordeaux we Francji. Wszystko w celu zredukowania kosztów i szeroko pojętej tzw. zyskowności, która ma zostać uzyskana przez przebudowanie profilu linii modelowych.

Nakłada się na to oczywiście moda. Choć minivany to słuszny kierunek samochodów rodzinnych, w którym trudno jest wymyślić cokolwiek lepszego, zaliczają znaczny spadek popularności na rzecz nadwozi typu SUV czy crossover. Tak jakby podniesione nadwozie i trochę plastików mogły zastąpić pojedyncze fotele z tyłu, płaskie podłogi i praktyczne wnętrza. To właśnie ten czynnik spowodował „śmierć” właśnie tych modeli, zwłaszcza, że i tak zbliżały się do końca cyklu życiowego i trzeba by było opracowywać następców. Sam Ford będzie budował teraz więcej SUV-ów – już we wtorek dowiemy się jakich, kiedy zadebiutuje nowa Kuga oraz model plasowany poniżej niej.

Sat, 30 Mar 2019 17:06:17 +0000

Od Skody do Rolls-Royce’a – Jozef Kaban zostaje szefem designu luksusowej brytyjskiej marki 46-letni Słowak, odpowiedzialny m. in. za całą aktualną linię stylistyczną Skody (Octavia III, Kodia, Superb) od 2017 roku pracuje w BMW. Teraz stanie na czele designerów Rolls-Royce'a.Od 2017 roku, kiedy Kaban przeszedł do BMW, był tam szefem designu. Teraz, od pierwszego kwietnia, zastąpi go Domagoj Dukec, do tej pory odpowiedzialny za BMW i i BMW M. Tymczasem Kaban przechodzi do Rolls-Royce’a, gdzie będzie musiał zmierzyć się z nowoczesna wizją konserwatywnej stylistyki.

Josef Kaban jest utytułowanym designerem, który od ponad 25 lat pracuje w branży. W wieku 20 lat dołączył do projektantów grupy VW. I choć znamy go jako głównego stylistę Skody, gdzie stworzył całkowicie nową, „kanciastą”  linię stylistyczną marki, to ma na swoim koncie również takie modele jak VW Lupo, Seata Arosę, a także… Bugatti Veyrona. To własnie Kaban odpowiedzialny był za projekt zewnętrzny Bugatti. Między Bugatti, a Skodą, był jeszcze epizod szefowania działowi projektu nadwozi w Audi.

Torsten Müller-Ötvös, CEO brytyjskiej marki nie może się nachwalić Kabana: „Jest wyjątkowo utalentowanym projektantem o wielkich osiągnięciach i wysokich kwalifikacjach. To świadectwo sukcesu naszej marki, że jesteśmy w stanie przyciągnąć tak wielkie talenty designu”.

Adrian van Hooydonk, główny projektant grupy BMW dodaje, że „Zespół projektantów Rolls-Royce’a projektuje niesamowite samochody i przedmioty luksusowe”. Jest też przekonany, że Kaban zapewni zespołowi świetne wejście w przyszłość.

Sat, 30 Mar 2019 12:15:52 +0000

Performmaster podkręca czterodrzwiowego Mercedesa-AMG GT 63 S do 740 KM Niemiecki tuner zajmujący się modyfikacjami Mercedesów-AMG z okazji swoich 31 urodzin zaprezentował specjalny pakiet dedykowany modelowi AMG-GT 63 S.Modyfikacje skupiają się na zmianach w sterowaniu parametrami pracy silnika, poprawkach w aerodynamice oraz zawieszeniu. Czterolitrowe, podwójnie doładowane V8, generujące maksymalnie 639 KM i 900 Nm, wzmocniono do 740 KM i 1030 Nm, co oczywiście pozwoliło na poprawienie fabrycznych osiągów. Samochód osiąga teraz pierwszą setkę w zaledwie 2,9 sekundy (o 0,3 s szybciej niż seria). Prędkość maksymalna pozostała na tym samym pułapie i wciąż wynosi 315 km/h.

Ciekawie prezentuje się ręcznie wykonany pakiet aerodynamiczny z włókna węglowego obejmujący przedni splitter, tylne skrzydło (pasujące do fabrycznych mocowań) oraz dyfuzor, który może być wykończony lśniącą czernią lub pozostać w kolorze nadwozia. Warto zainteresować się wspomnianym obniżonym zawieszeniem, które z pewnością poprawia prowadzenie i pozwala na regulację prześwitu.

Wnętrze zdobi dyskretna karbonowa plakietka, przypominająca o limitowanej serii. Zgodnie z liczbą umieszczoną na konsoli centralnej, powstanie jedynie 31 sztuk zmodyfikowanego GT 63 S.

Sat, 30 Mar 2019 11:35:03 +0000

Poznań Motor Show 2019 pod znakiem premier i zmian [GALERIA ZDJĘĆ] Ruszył Poznań Motor Show, czyli największe i najbardziej prestiżowe targi motoryzacyjne w Polsce. Stolica Wielkopolski znowu zamieniła się w miejsce, w które przybywają fani motoryzacji. W halach Międzynarodowych Targów Poznańskich znowu zagościły setki samochodów – zarówno tych znanych jak i dopiero co zaprezentowanych w Genewie. Nie zabrakło także pojazdów studyjnych, rozbudzających naszą wyobraźnię na temat pojazdów przyszłości.

Gwiazd było w tym roku wiele, ale tylko jedna marka ma je w logo. Mercedes zaprezentował takie auta jak GLE 53 AMG, CLA Shooting Brake, GLC po liftingu czy EQ C. Pojawiła się też gama aut z rodziny AMG oraz elektryczne nowości, w tym ciekawy e-Vito. Mitsubishi pochwaliło się z kolei odnowionym ASX-em i kolejnym wcieleniem modelu L200. Stanowisko koncernu FCA zahipnotyzowało pasjonatów włoskiej motoryzacji studyjną Alfą Romeo Tonale oraz zeszłorocznym bolidem F1 – te auta były bardzo chętnie fotografowane. KIA z kolei postawiła na elektromobilność oraz dwa czołowe auta – Proceeda i Stingera, którym towarzyszyły równie piękne kobiety. Koncern Jaguar Land Rover wystawił nowego Evoque’a, I-Pace’a oraz genialnego Jaguara F-Pace SVR.

Jedną z hal zawsze okupuje koncern Volkswagena. Tutaj także było wiele nowości – od Skody Kamiq i Scala, przez limitowaną wersję Cupry Ateki, Passata po liftingu i studyjne auta – I.D Crozz oraz I.D Buzz Cargo. Audi również wystawiło garść pojazdów studyjnych, w tym genialne PB18, które ma trafić do seryjnej produkcji. Nic jednak nie pobiło Porsche, które przyciągnęło tłumy dzięki modelowi 935 Moby Dick, zarówno w klasycznym jak i nowoczesnym wydaniu.

Dużo uwagi przykuła Mazda 3 w nadwoziu sedan. Była to premiera tego modelu na rynku polskim – do salonów trafi on w czerwcu. Unikalna linia i wyjątkowo zgrabny tył sprawiają, że samochód ten jest bardzo proporcjonalny, a dzięki niemałym wymiarom może przyciągnąć klientów Mazdy 6, nie potrzebujących jednak aż tak dużego pojazdu. Dużo nowości zagościło także na stanowisku BMW, gdzie pojawiła się Seria 7 po liftingu i Seria 8 Convertible. Poza tym nie zabrakło X3 i X4 w wydaniu M, a także elektrycznych aut tej marki. Ciekawostką stało się stanowisko dystrybutora marki RAM – auta tej marki będą oficjalnie oferowane w Polsce.

Tegoroczna edycja targów poznańskich pokazuje także, że coraz większa liczba producentów rezygnuje z takiego formatu. Zabrakło tutaj między innymi całego koncernu PSA, Renault, Volvo czy Forda. Widać, że trend ten się rozwija, co może postawić pod znakiem zapytania przyszłość takich imprez.

GALERIA ZDJĘĆ

Thu, 28 Mar 2019 20:14:16 +0000

TEST: Hyundai Elantra po faceliftingu okazuje się mieć zaskakująco dużo plusów Hyundai Elantra po faceliftingu na pewno nie każdemu kierowcy przypadnie do gustu. Ale to świetny samochód, będący "codzienną" odtrutką na nowoczesną motoryzację. Albo dobry pomysł na taksówkę.W dzisiejszej motoryzacji niewiele jest popularnych samochodów hołdujących klasycznym sposobom budowy. Downsizing, ciągle rosnące normy oraz potrzeba zwiększania wydajności jednostek napędowych sprawiają, że co prawda wiele „zwykłych” samochodów jeździ co najmniej dobrze, za to płaci za to skomplikowaniem silników i konstrukcji i potencjalnie większa awaryjnością. I na to wszystko Hyundai oferuje Elantrę, teraz w wersji po faceliftingu. Oprócz Koreańczyków podobną drogą idzie jeszcze Toyota, oferując Corollę sedan z silnikiem 1.6. Zresztą, taki sam silnik jest w Hyundaiu. Ma 128 KM, nie ma systemu Start-stop i zasilany jest przez wtrysk wielopunktowy (a więc potencjalnie przyjaźniejszy miłośnikom instalacji gazowych). Czym jeszcze może przekonać nowa Elantra?

Wszystko co trzeba

Może na przykład… kosztami zakupu i eksploatacji? Choć testowany egzemplarz wyceniony jest wg konfiguratora na 92 300 zł, to mamy do czynienia z drugą od góry wersją wyposażenia Style. Dodatkowo do końca roku mamy 5 000 zł rabatu, więc cena spada do 87 300 zł. W tej cenie otrzymujemy samochód „z lakierem” oraz wyposażeniem, które jest wystarczające dla niemal każdego. Na liście standardowego wyposażenia znajdują się i ogrzewane siedzenia, i kierownica. Klimatyzacja jest dwustrefowa, automatyczna, a drzwi otwierają się przy pomocy systemu bezkluczykowego. Samochód stoi na felgach o średnicy 17″, a drogę oświetlają (całkiem sensownie) pełne światła LED. Są też czujniki parkowania z przodu i z tyłu oraz kamera cofania. System multimedialny gra dobrze. Nie ma nawigacji, za to ma obsługę interfejsów Android Auto i Apple CarPlay, więc na siedmiocalowym ekranie można sobie i tak wyświetlić mapę.

Wspomnianą wyżej Corollę otrzymamy za 87 400 zł w odmianie Comfort. Nie licząc dopłaty za lakier, produkt Toyoty będzie wymagał dokupienia pakietów Style (5 500 zł) i Tech (5 500 zł), aby zbliżyć się do Elantry wyposażeniem. Z opłatą za lakier daje to 101 900 zł, a wciąż nie będzie np. dostępu bezkluczykowego (wymaga dokupienia kolejnego pakietu, z nawigacją).

A propos pakietów – możliwości konfiguracji to pięta achillesowa Hyundaia. Choć odmiana Style ma wszystko co trzeba, to można by chcieć na przykład regulację podparcia lędźwiowego, albo ładowarkę indukcyjną, albo system monitorowania martwego pola. To wszystko jest na liście „opcji” Elantry – ale wymaga kupienia wersji Premium. W niej będą i te rzeczy, ale także wentylowane fotele, skórzana tapicerka, siedzenie kierowcy z pamięcią i elektryczną regulacją i ogrzewanie zewnętrznych miejsc tylnej kanapy. I tu pewien absurd – dopłata do naszego samochodu to 17 500 zł. A wszystko przez skrzynię automatyczną. Topowa odmiana Premium dostępna jest tylko z sześciobiegowym automatem.

Koszty eksploatacji to jednak nie tylko cena. To również m. in. gwarancja oraz zużycie paliwa. Ta pierwsza, tradycyjnie dla Hyundaia, wynosi 5 lat bez limitu kilometrów (jeśli samochód ma być taksówką, gwarancja „spada” do 3 lat lub 100 tys. km), a to drugie…

No cóż. Wymagające częstych redukcji 1.6 w sporym sedanie nie brzmi jak przepis na oszczędny samochód. A niesłusznie. Prosta koreańska produkcja zachowuje się jakby zaklęto w niej wszystkie duchy downsizingu. Oczywiście, nie ma Start-stopu, więc w mieście i w korkach potrafi swoje „wypić”, ale wystarczy odrobina płynnej jazdy i wskazania spadają drastycznie. Jak drastycznie? Średnio po mieście udało nam się osiągnąć wyniki ok. 8-9 l/100 km, przy czym minimalne zarejestrowane (wieczór, spokojne „turlanie się”) to 6,5 l/100 km. Podobnie rzecz ma się w trasie – nawet na autostradzie przy 140 km/h Elantra zadowala się spalaniem w okolicach 7 litrów na 100 kilometrów, a przy spokojniejszej jeździe zobaczymy wyniki poniżej pięciu litrów (serio). Średnie w całym teście wyniosło 7 l/100 km.

zużycie paliwaHyundai Elantra 1.6 MPI
przy 100 km/h:4,9 l/100 km
przy 120 km/h:5,5 l/100 km
przy 140 km/h:7,1 l/100 km
w mieście:8,9 l/100 km

Jest ok

A co oferuje silnik poza bardzo niskim zużyciem paliwa? Mniej więcej to, czego się po nim spodziewamy. Pracuje dość ładnie, równo i co najważniejsze, w „codziennym” zakresie prędkości dość cicho (na jałowym biegu niemal bezwibracyjnie i bezgłośnie). Nawet na autostradzie, gdzie wyciszenie jest przeciętne, bardziej przebijają się szumy od podwozia i od słupków, niż hałas silnika. Poza tym, ma 128 KM i 155 Nm, a musi napędzić ok. 1 300 kg sedana (zakładając, że w środku jest tylko kierowca, a bak pełen). 100 km/h osiąga w bardzo przyzwoite 10,1 sekundy. To zresztą czuć. W zakresie prędkości miejskich i „okołomiejskich” radzi sobie dobrze. Czterocylindrowa jednostka jest dość elastyczna, dzięki czemu aby sprawnie się poruszać, można wykorzystać cały dostępny zakres obrotów. Wiadomo, jeśli chcemy wykrzesać z Elantry pełnię mocy, potrzebne będą redukcje i trzymanie silnika „wyżej”. Wtedy jest też wyraźnie głośniej (od ok. 4 000 obr/min.) i mniej przyjemnie. A niestety, jeśli będziemy chcieli pojechać dynamiczniej w trasie, czasem będzie to konieczne. Dwa ostatnie biegi co prawda na pierwszy rzut oka nie sprawiają wrażenia zupełnych nadbiegów, zrobionych tylko w celu zmniejszenia zużycia paliwa, ale jeśli na którymś z nich wciśniecie pedał gazu do oporu, zorientujecie się, że coś jest nie tak. Niewielki moment obrotowy wymusi redukcję, bo Elantra inaczej przyspiesza bardzo niechętnie. Oczywiście, bez najmniejszego problemu samochodem da się jeździć z prędkościami okołoautostradowymi – nie czuć, żeby silnik się męczył, ale i tak najprzyjemniej jeździ się do ok. 130 km/h. Mimo wybitnie autostradowych przełożeń ostatnich biegów, sześciobiegowa ręczna skrzynia zbiera dobre opinie. Pracuje lekko, ale dość precyzyjnie, a niższe biegi są na tyle dobrze zestopniowane, że Hyundaiem jeździ się po prostu przyjemnie. Nie jest to w żadnym wypadku mistrzostwo świata w konstruowaniu przekładni, ale taki bezpieczny, dobry standard.

Podobnie jest zresztą z układem jezdnym i zawieszeniem. Elantra na pewno przypadnie do gustu osobom ceniącym komfort jazdy względem pewności prowadzenia. Kompaktowy sedan nieźle wybiera nierówności (mimo niskoprofilowych opon), starając się skutecznie izolować kierowcę i pasażerów od niedostatków nawierzchni. Nie ma przy tym tendencji do bujania całym samochodem, ani na zakrętach, ani przy gwałtownych zmianach dynamiki jazdy. Hyundaiowi daleko do miękkości Citroena, ale samochodem jeździ się, w kategoriach komfortu, bardzo neutralnie. I dobrze, bo taki jest jego charakter. Nie oczekiwałem po nim sportowego charakteru i emocji z prowadzenia. Choć te akurat… bywają.

O ile na szybkich, „autostradowych” łukach koreańskie auto zachowuje się dość pewnie i nawet kierowca nie wypada zbytnio z foteli, to przy szybkich zmianach kierunków robi się mniej pewne. Czucie samochodu jest wystarczające, ale przód nieco odjeżdża. Oczywiście, 95% kierowców przez 95% czasu może tego nie odczuć, jednak w warunkach zmniejszonej przyczepności, albo przy awaryjnych manewrach Elantra zdradza swój zupełnie niesportowy charakter. Podobnie jak czucie układu hamulcowego. O ile sama wydajność czterech tarcz nie wydaje się niska, to precyzja dozowania siły mogłaby być lepsza. Tutaj jest tak, że samochód posłusznie zwalnia do pewnego momentu, a potem trzeba „docisnąć” pedał hamulca, aby utrzymać siłę hamowania.

Za to nieźle, tradycyjnie dla nowych modeli marki, wypada układ kierowniczy. Nie jest już zbyt lekko wspomagany i jest wystarczająco precyzyjny, żeby czuć się dobrze za kierownicą. Także w mieście samochodem manewruje się dobrze, zwłaszcza że i „pomoc” jest – wspomniana wcześniej kamera oraz czujniki z przodu i z tyłu, a także spore lusterka.

Bardzo dobrze

Te ostatnie to zresztą chyba element „dużego planu” pod tytułem „ergonomia obsługi”. Nie będzie to pierwszy chwalony przeze mnie Hyundai, który jest do bólu nudny, jeśli chodzi o znajdowanie funkcji wewnątrz. Wystarczy niewielkie zapoznanie, żeby w koreańskim aucie móc niemalże z zamkniętymi oczami znajdować poszczególne opcje. Nawet ekran dotykowy działa bardzo szybko i jest wystarczająco blisko, żeby móc z niego korzystać bez zbytniego odrywania oczu od drogi. Mógłby być umieszczony minimalnie wyżej, ale za to udało się nie korzystać z „doklejonego tabletu”  tylko zabudować system inforozrywkowy w desce rozdzielczej, a przy okazji nie podnosząc jej góry na tyle, żeby ograniczała widoczność.

Jeśli chodzi o sam design, to jest tu prosto, czytelnie, nieco nudno ale nie za bardzo jest się do czego przyczepić. W naszym egzemplarzu wnętrze jest szare (do wyboru jeszcze czarne i beżowe) co poprawia jego odbiór. Oczywiście, srebrne wstawki są plastikowe, a nie aluminiowe, ale nawet się nie spodziewałem w samochodzie tej klasy czego innego. Za to nie wyglądają tandetnie. W ogóle materiały, choć nie wszędzie są miękkie, sprawiają bardzo dobre wrażenie. Mimo łączenia wielu różnych faktur i elementów, spasowane są bardzo solidnie, a przy tym nie wyglądają tandetnie. Najsłabsze wrażenie robi chyba górna część drzwi, przy oknie. Za to poniżej znajdziemy spory kawałek materiału wyściełający boczek.

W wersji Style standardem jest tapicerka materiałowa, również mogąca przypaść do gustu. Podobnie jak i same fotele. Faktem jest, że ja osobiście wolałbym mieć regulację lędźwiową i musiałem dłużej pokombinować, żeby znaleźć wygodną pozycję, ale się udało. Tradycyjnie, można by zastosować nieco dłuższe siedziska, ale raczej nie powinno to być problemem dla większości kierowców. Fotel za to jest wygodny, nieźle trzyma na zakrętach i dobrze podpiera plecy w okolicach łopatek. Co ciekawe, problem krótkiego siedziska nie występuje na kanapie. Ta jest długa i choć trochę się w nią „wpada” to jest bardzo wygodnie. Ma też swoje nawiewy. No i sporo przestrzeni na nogi. Nawet jeśli z przodu usiądzie ktoś wysoki, to tylne miejsca nie tracą swojej użyteczności – 2,7 metra rozstawu osi zostało dobrze wykorzystane zarówno tu, jak i z przodu, gdzie również nie brakuje miejsca. Tego z kolei nie ma za dużo nad głową. Tylna kanapa jest dla tych, którzy mają długie nogi, ale krótszy tułów – opadająca linia dachu skutecznie zmniejsza przestronność.

No i bagażnik. Za szeroką, otwieraną z wnętrza (lub z kluczyka) klapą znajdziemy dość uczciwe 458 litrów na bagaże i to bez wykorzystania miejsca pod podłogą – tam spoczywa standardowa dojazdówka. Miejsce można powiększyć dzięki dzielonej, składanej kanapie. Odblokować ją można z bagażnika, co ułatwia wykorzystanie pełnej przestrzeni. No, prawie pełnej bo niestety Koreańczycy postanowili zrobić klapę z zawiasami mocno wnikającymi do wnętrza. To wyraźny minus w tym „pełnym plusów” Hyundaiu.

Zalety:
  • niskie zużycie paliwa
  • wysoka ergonomia
  • komfort jazdy
  • przestronne wnętrze
  • solidne materiały wykończeniowe
  • bogate wyposażenie

Wady:
  • słabe możliwości konfiguracji
  • �nieprecyzyjne hamulce
  • mało miejsca nad głową na tylnej kanapie
  • wnikające do wnętrza bagażnika zawiasy

Podsumowanie

Określenie „nuda” nie brzmi dobrze. Tylko w przypadku Elantry to przyjemna, bezpieczna nuda, oznaczająca, że samochód nikogo nie porwie emocjami, które budzi, natomiast jest na tyle dopracowany, żeby nikomu nie przeszkadzać podczas codziennej jazdy. Ma wystarczająco dynamiczny, bardzo oszczędny silnik, komfortowe zawieszenie i bogato wyposażone wnętrze poskładane z solidnych materiałów. Zabrakło „wykończeń” takich jak zwiększona możliwość personalizacji, nieco poprawiony układ hamulcowy i bagażnik bez wnikających zawiasów. Jeśli nie zwracacie na to uwagi i potrzebujecie po prostu solidnego samochodu – Elantra będzie dla Was.

Thu, 28 Mar 2019 14:42:51 +0000

Nowy Ford Kuga zapowiedziany przed wtorkowym debiutem – Co o nim wiemy? Już 1 kwietnia powinniśmy zobaczyć nowego Forda Kuga. Trzecią generację kompaktowego SUV-a zapowiadają filmowo-zdjęciowe zajawki.Co wiemy o nowej Kudze? Kompaktowy SUV podobnie jak w poprzedniej generacji, będzie bliźniaczy z amerykańskim modelem Escape. Zdjęcia szpiegowskie sugerują, że samochód będzie nawiązywał stylistyką do najnowszego Focusa. Widać to zresztą na teaserach, które Ford ujawnił – przednie lampy LED są identyczne lub bardzo podobne jak w niemieckim kompakcie. Na zdjęciach widać też okrągły selektor zmiany biegów, typowy dla nowych Fordów. To niemal pewne, że „za nim” kryje się ośmiobiegowa, klasyczna skrzynia automatyczna. Reszta wnętrza również nie będzie odróżniać się stylistyką od pozostałych modeli gamy. Proste zegary, wystający ekran z systemem multimedialnym SYNC3 i nieco cofnięta konsola środkowa to coś, czego należy się spodziewać.

Jeśli chodzi o technologie – silniki również zostaną żywcem przejęte z nowego Focusa, a więc benzyny 1.5 EcoBoost oraz diesle 1.5 i 2.0 EcoBlue. Potwierdzoną nowością będzie hybryda Plug-in. Taką przyłapano podczas testów w USA, ale dziwne by było, jakby europejska Kuga nie otrzymała elektrycznego wsparcia.

W kwietniu Ford zaprezentuje jeszcze jednego, nienazwanego do tej pory crossovera, który będzie pozycjonowany pomiędzy Kugą, a Ecosportem.

Filmik w tym linku, na stronie Ford Romania na facebooku.

Thu, 28 Mar 2019 11:13:49 +0000

BMW serii 3 wycenione od 156 200 zł [CENNIK] BMW podało cennik dla najnowszej serii 3. Generacja znana jako G20 zaczyna się od 156 200 zł za model 320i.To bez wątpienia jedna z najważniejszych premier dla BMW w ostatnim czasie. Seria 3 ma stanąć do walki z odświeżoną klasą C i Audi A4, które również niedługo przejdzie lifting. Całkowicie nowe BMW ma znów być „wzorem” w segmencie klasy średniej premium.

Na początek BMW na polski rynek przygotowało tylko jednostki 2.0 – dwie benzyny oraz jednego diesla. Silniki benzynowe to 184-konny silnik w 320i, którego ceny zaczynają się od 156 200 zł. 178 400 zł kosztuje odmiana 330i, dysponująca 258 KM i tylnym napędem. Oba samochody benzynowe dostępne będą wyłącznie z przekładnią automatyczną.

Chętni na silnik wysokoprężny nie mają dużego wyboru. W salonach na start pojawi się 320d, czyli „dwulitrówka” o mocy 190 KM. Cennik rozpoczyna się od 161 500 zł za samochód z ręczną skrzynią biegów. To jedyna opcja na „manual” w serii 3, jak na razie. Poza tym mamy wersję z ośmiobiegową przekładnią automatyczną (od 171 124 zł), a także z napędem na cztery koła. 320d xDrive kosztuje minimum 179 300 zł. Podane ceny dotyczą wersji standard. Dostępne są jeszcze linie Advantage, Luxury Line, Sport Line oraz M Sport. Lista wyposażenia jest jak zwykle bardzo długa, więc ceny można spokojnie podnieść o kilkadziesiąt tysięcy złotych.

StandardAdvantageSport LineLuxury LineM Sport
320i (2.0 184KM, AT)156 200 zł161 700 zł171 800 zł178 100 zł183 200 zł
330i (2.0 258 KM, AT)178 400 zł183 900 zł192 300 zł198 700 zł206 295 zł
320d (2.0 190 KM, MT)161 500 zł167 000 zł175 400 zł181 800 zł188 500 zł
320d (2.0 190 KM, AT)171 124 zł176 624zł185 024 zł191 424 zł199 019 zł
320d (2.0 190 KM, AT) xDrive179 300 zł184 800 zł193 200 zł199 600 zł207 195 zł
Thu, 28 Mar 2019 10:03:39 +0000

Hyundai Sonata będzie sprzedawany globalnie – ujawniono silniki Po premierze nowej Sonaty zastanawialiśmy się, czy samochód trafi np. na europejski rynek. Teraz wiadomo, że samochód będzie sprzedawany globalnie.Koreańczycy ujawnili dodatkowe informacje dotyczące nowej Sonaty. Przede wszystkim, podano wersje silnikowe, które będą dostępne w sprzedaży poza Koreą Południową. Tam klienci będą mogli wybrać albo dwulitrową hybrydę o mocy 146 KM albo również silnik 2.0, ale bez elektrycznego wspomagania, dysponujący mocą 160 KM.

„Klienci globalni” dostaną wolnossący silnik o pojemności 2.5 litra z serii Smartstream, który legitymuje się mocą 193 KM i momentem obrotowym 245 Nm. Drugą jednostką będzie motor T-GDI, w znanej już odmianie 1.6. Tutaj kierowca będzie miał „pod nogą” 182 KM i 264 Nm. Oba silniki będą standardowo występować z ośmiobiegową skrzynią automatyczną. Nie wiadomo jednak, który trafi na które rynki. W Europie zobaczymy zapewne głównie jednostkę doładowaną. Możliwe też, że pojawią się silniki diesla.

Poza nowymi silnikami Hyundai przekazał dodatkowe informacje co do wyposażenia samochodu. M. in. o funkcji Digital Key, wykorzystującej technologię NFC. Dzięki temu samochód będzie można co najmniej otworzyć przy pomocy dedytkowanej aplikacji na smartfona. Poza tym nowa Sonata ma mieć pakiet asystentów jazdy, który złoży się na jazdę autonomiczną poziomu 2 (będzie więc m.in. zdalne parkowanie, asystent martwego pola, aktywny system utrzymywania pasa ruchu i system kamer 360 stopni).

W nowej Sonacie sporo uwagi poświęcono wnętrzu. Znajdziemy tam 12,3-calowy ekran zegarów oraz drugi, na środku deski rozdzielczej (średnica 10,3″) obsługujący multimedia. Na pokładzie znajdzie się także 12 głośników systemu Bose Premium Sound.

Debiutująca Sonata ma również lepiej się prowadzić, dzięki wykorzystaniu nowej płyty podłogowej trzeciej generacji.

Czekamy na informacje dotyczące potencjalnego debiutu samochodu w Europie.

Wed, 27 Mar 2019 12:49:04 +0000

Lamborghini nie potrafi znaleźć uzasadnienia dla zachowania manualnej skrzyni biegów Ale o co chodzi? Oficjalnie? O koszty. Włoska manufaktura twierdzi, że budowanie wersji z ręczną skrzynią biegów jest zupełnie nieopłacalne.A jednak w koncernie takie pomysły „działają” – Porsche ma 911 GT3 z ręczną skrzynią biegów, a klienci ustawiają się w kolejce po tą odmianę.

W przypadku Lamborghini pewnie byłoby podobnie. Ale dyrekcja ogłosiła, że badała taką możliwość i nic nie wymyślili – czyli nawet w limitowanych odmianach dostępne będą tylko zautomatyzowane przekładnie. Na czym polega więc problem? Otóż, po prostu nie ma w koncernie odpowiednich skrzyń biegów, które mogłyby dać radę samochodom z Sant’Agata Bolognese. A ich zaprojektowanie byłoby koszmarnie drogie. Przykładowo, jeśli Aventador zaprezentowany by został w limitowanej edycji z ręczną skrzynią, zostałby wyceniony pewnie ok. 25 tys. USD drożej niż standardowy. Seria miałaby ok. 200 sztuk, czyli Lamborghini zarobiłoby ok. 5 milionów Euro na tym. Tymczasem zbudowanie odpowiedniej skrzyni byłoby o wiele droższe.

W przypadku Huracana, zapewne byłoby prościej – zarówno Gallardo, jak i pierwsze R8 były dostępne ze skrzyniami ręcznymi, a więc i do „małego” Lamborghini przekładnia wymagałaby zapewne tylko solidnych przeróbek, wciąż jednak sporo tańszych niż budowa od zera. Tyle tylko, że „to było dawno i nieprawda” – nie jest już produkowana, więc znów wymagałoby to kompletnie nowego projektu.

Jak w takim razie udaje się to Porsche? No cóż, w Zuffenhausen wciąż się ścigają – ręczna skrzynia z 911 GT3 wywodzi się z ręcznych skrzyń używanych w samochodach wyścigowych, a więc cała inżynieria oraz narzędzia cały czas są „w ruchu” i „na miejscu”. Na dodatek, ponad połowa kupców tego modelu wybiera manualną przekładnię, więc koszty rozkładają się dużo lepiej niż „limitowane” skrzynie w Lamborghini.

Może więc wśród następców pojawi się ręczna skrzynia? Być może, ale osobiście w to bardzo wątpię. Niestety.

Wed, 27 Mar 2019 10:15:50 +0000

2020 Hyundai Venue – crossoverów nigdy dość? Kto powiedział, że ilość crossoverów w marce jest ograniczona? Hyundai ma Konę, Tucsona, Santa Fe. Zaraz wchodzi Pallisade, a i20 ma wersję Active. Teraz dojdzie Venue.Nowy crossover Hyundaia zadebiutuje w przyszłym miesiącu, 17 kwietnia, podczas targów w Nowym Jorku, choć jest więcej niż duża szansa, że zobaczymy go również w Europie. Będzie to najmniejszy samochód tej klasy w gamie marki, pozycjonowany poniżej modelu Kona.

Jeśli chodzi o mityczny „target”, to Hyundai celuję w grupę docelową młodych ludzi, którzy lubią miło spędzać czas. Do tego też ma nawiązywać nazwa „Venue”, odrębna od dotychczasowej nomenklatury koreańskich SUV-ów, które swoje nazwy czerpały z nazw miejsc.

Na razie Koreańczycy pokazali jedynie jedno zdjęcie, z logiem marki oraz nazwą modelu umieszczonymi centralnie na klapie. Jedyne co widać, to raczej to, że szyba nie będzie tak mocno pochylona jak w modelu Kona. Plotki i zamaskowane samochody widziane na ulicach sugerują, że design będzie raczej „pudełkowaty”. Niektórzy mówią, że będzie rozwinięciem konceptu Carlino, zaprezentowanego w Indiach.

Hyundai informuje, że Venue ma być „pełen technologii”, co w praktycznie zapewne oznacza wszystkie funkcjonalności znane z większych modeli, w tym ośmiocalowy ekran systemu inforozrywkowego z obowiązkową obsługą Apple CarPlay i Android Auto.

Wiadomo, że silniki będą zależne od rynku, ale pod maską powinny pojawić się jednostki 1.0 T-GDI, 1.4, a także 1.4 CRDi.

Wed, 27 Mar 2019 09:10:15 +0000

Ford Fiesta i Focus EcoBoost zyskają „miękkie hybrydy” od 2020 roku Ford pomalutku wprowadza "elektryfikację" do gamy - Fiesta i Focus z benzynowymi silnikami mają otrzymać "oszukane" hybrydy, czyli systemy oparte na instalacji 48V.Europejski oddział Forda potwierdził zastsoowanie 48-voltowych „miękkich hybryd” w modelach Fiesta i Focus, jako początku nowej linii częściowo, a potem całkowicie elektrycznych modeli marki. Samochodu na rynku powinny pojawić się w przyszłym roku, a zadaniem nowych jednostek będzie poprawa zużycia paliwa oraz dynamiki silników EcoBoost (akurat to pierwsze przywitamy z dużą radością, bo choć lubimy te jednostki Forda, to palą sporo).

Zarówno Fiesta, jak i Focus otrzymają standardowo silnik elektryczny BISG (Belt-driven Integrated Starter/Generator) zamiast klasycznego alternatora. Jego zadaniem będzie odzyskiwanie energii podczas hamowania i swobodnej jazdy i magazynowanie jej w litowo-jonowej, dodatkowo chłodzonej, baterii o nieokreślonej pojemności. Samochód nie będzie w stanie poruszać się wyłącznie na prądzie – ten będzie wykorzystany do uruchamiania silnika, ruszania z miejsca oraz wspomagania jednostki 1.0 (na razie jest mowa wyłącznie o tym silniku). Dodatkowy moment obrotowy zawsze się przyda, zwłaszcza przy niższych prędkościach obrotowych. „Miękka hybryda” ma też eliminować turbo-dziurę i pozwalać na pełne i efektywne wykorzystanie mocy w samochodzie. Ma być na tyle dobrze, że 1.0 EcoBoost dostanie większą turbosprężarkę – ale parametrów nowych silników jeszcze nie podano. Możemy jednak się spodziewać, że wsparcie „elektryka” i większe turbo może poskutkować wprowadzeniem silnika np. 1.0 150 KM.

Jedyne co wiemy, to… zużycie paliwa. Fiesta EcoBoost Hybrid powinna średnio palić 4,9 l/100 km i emitować 112 g/km dwutlenku węgla. Focus ma być jeszcze oszczędniejszy – 4,7 l/100 km i 106 g/km CO2.

To jednak nie wszystkie samochody, które otrzymają instalację 48V. Poza Fiestą i Focusem system ma trafić do mniejszych Transitów, w tym modelu Custom (zarówno Transita jak i Tourneo).

Wed, 27 Mar 2019 08:01:12 +0000

Bardzo szybka limuzyna. Mercedes-AMG A 35 Sedan oficjalnie zaprezentowany Ponad 300 koni mechanicznych ubranych w eleganckie nadwozie - Mercedes zaprezentował model A 35 w wersji sedan. Mercedes-AMG A 35 Sedan uzupełnia ofertę tego modelu. Tym samym klienci po raz pierwszy będą mieli do wyboru Klasę A w aż czterech wariantach AMG – A 35, A 35 Sedan, A 45 i A 45 S. Na premierę tych ostatnich jeszcze chwilę poczekamy, ale już teraz wiemy, że oferowane będą wyłącznie jako hatchbacki, zaś 302-konny wariant A 35 Sedan będzie najmocniejszą odmianą tej wersji nadwoziowej. Stylistyczne zmiany są tutaj tożsame z tymi z hatchbacka. Mamy więc znacznie agresywniej stylizowane zderzaki, cztery masywne końcówki wydechu czy nowe felgi aluminiowe skrywające wydajny układ hamulcowy. Poza tym gama lakierów zostanie poszerzona o odcienie Denim Blue oraz charakterystyczną żółć.

Wnętrze Mercedesa-AMG A 35 Sedan także niczym nie różni się od hatchbacka. Nabywcy standardowo otrzymają sportowe fotele, zaś za dopłatą oferowane będą kubełkowe siedzenia Performance. W modelu tym oczywiście znajdziemy system MBUX, efektowne ambientowe odświetlenie czy też dwa duże wyświetlacze odpowiedzialne za zegary i multimedia.

Sercem najszybszej wersji Klasy A Sedan jest dwulitrowa doładowana jednostka benzynowa, która generuje 302 KM. Moc trafia na cztery koła za pośrednictwem 7-biegowej dwusprzęgłowej przekładni. W zależności od sytuacji napęd jest w stanie przekazać moc pomiędzy przednią a tylną osią w rozkładzie 50:50. Przyspieszenie do setki ma tutaj zajmować ok. 4,9 sekundy.

Model ten ucieszy zwłaszcza klientów w USA. Wersja hatchback nie jest tam oferowana, jednak sedan A 35 zagości w salonach. Jeśli marzycie o takiej wersji nadwoziowej w mocniejszym wariancie A 45 lub A 45 S, to mamy dla Was złe wieści. Topowe wersje oferowane będą wyłącznie w Mercedesie CLA, który będzie też odpowiednio droższy.

Tue, 26 Mar 2019 23:29:40 +0000

PIERWSZY TEST: Mów o mnie Mini-Velar. Nowy Range Rover Evoque Wygląda jak Velar, jeździ jak dojrzały duży SUV i zaskakuje bogatym wyposażeniem. Nowy Range Rover Evoque jest gotowy na podbicie serc klientów.Tak, Range Rover Evoque podbija głównie serca. Jak podkreślają przedstawiciele Land Rovera model ten wybierany jest głównie ze względu na walory estetyczne i rzadko staje się głównym samochodem w domu. Zwykle Evoque stanowi dodatek – jest autem miejskim czy pojazdem dla żony lub dzieci. Nie oznacza to jednak, że brytyjski producent postanowił pójść najkrótszą i najprostszą drogą. Jednocześnie też przed Land Roverem stało ogromne wyzwanie – nie zepsuć auta, które odniosło sukces. I powiem Wam, że to zadanie wykonali na piątkę z plusem.

Good job!

Przede wszystkim nabywcy Range Rovera Evoque pokochali jego stylistykę. Jednocześnie zakochali się oni także w Velarze, często kupując większego brata jako główne auto. Nic więc dziwnego, że zarówno w tabelkach w Excelu jak i na deskach kreślarskich stylistów równanie było proste – stary Evoque + Velar = sukces. Nie oznacza to jednak zmian w stylistyce. Charakterystyczną bryłę z bardzo krótkim tylnym zwisem ubrano w skurczone nadwozie Velara. Identycznie rozwiązano wiele elementów – od formy przednich świateł, przez ozdobne elementy na masce i na łączeniu drzwi z błotnikiem czy chociażby tylne wąskie lampy połączone czarną blendą. Evoque dostał także wysuwane klamki, dzięki którym w czasie jazdy oraz przy zamkniętym pojeździe uzyskujemy idealnie gładką, niczym nie zmąconą linię.

Furtką do wielu zmian w modelu Evoque było zastosowanie nowej płyty podłogowej, która oferuje większą wszechstronność oraz umożliwia zastosowanie wielu nowoczesnych technologii. Przede wszystkim zwiększono znacząco rozstaw osi (do 2681 mm), co pozwoliło na wygospodarowanie większej ilości miejsca w kabinie. Jednocześnie jednak nie zwiększono wymiarów auta (4371 mm), a skrócono zwisy. Wszystko ze względu na sposób użytkowania tego modelu – właściciele poprzedniego Evoque’a podkreślają, że dla ich samochodów naturalnym habitatem jest miasto. Kompaktowe wymiary tego auta pozwalają na łatwiejsze znalezienie miejsca postojowego, zaś wyższa pozycja za kierownicą jest doceniana zarówno przez kobiety (chętnie wybierające ten samochód) jak i przez mężczyzn.

2019 Range Rover Evoque | fot. Maciej Kuchno

Nowa platforma pozwoliła też na dokonanie czegoś, co zdaje się być niemożliwym dla wielu producentów. Pomimo zachowania niemal identycznych wymiarów, Range Rover Evoque drugiej generacji ma większy zbiornik paliwa, większy bagażnik, oferuje więcej miejsca na nogi pasażerów z tyłu i jednocześnie pomieścił system „miękkiej hybrydy”. Jest to między innymi zasługa zastosowania wzmacnianej stali zamiast aluminium. Wiadomo – ten drugi materiał jest znacznie lżejszy, ale zabiera więcej miejsca ze względu na wymagania konstrukcyjne samochód z niego wykonanych.

Cyfrowa twierdza

Wnętrze nowego Range Rovera Evoque także jest kalką z modelu Velar. I akurat to nic złego, bowiem większy brat tego auta oferuje naprawdę atrakcyjne i przyjemne wnętrze. Tutaj zastosowano te same sprawdzone rozwiązania, czyli system Touch Pro Duo z dwoma ekranami – górnym odpowiedzialnym za multimedia i nawigację oraz dolnym, który dowodzi klimatyzacją, ustawieniami pojazdu oraz konfiguracją foteli, cyfrowe zegary czy też „niewidzialne” przyciski na kierownicy. Całość ubrano w przyjemne materiały wykończeniowe. Do niektórych plastików przyczepią się nieco malkontenci, twierdząc że są zbyt twarde. Mnie ucieszyło za to wzorowe spasowanie – ani jeden element nie trzeszczał zarówno pod naciskiem jak i podczas jazdy.

2019 Range Rover Evoque | fot. Maciej Kuchno

Nowością jest natomiast cyfrowe lusterko wsteczne. Rozwiązanie to wykonano w sposób zbliżony do tego z Toyoty RAV4. W „płetwie rekina” na dachu ulokowano bardzo dobrą jakościową kamerę. Po przesunięciu przełącznika w dolnej części lusterka (w standardowych zwierciadłach odpowiadającego za „przyciemnienie” szkła) uruchomimy obraz z tejże kamery, który wyświetlany jest na całym lusterku. Ma on bardzo wysoką rozdzielczość, a wysokość spoglądania kamery oraz jasność możemy regulować wedle uznania. Początkowo sam myślałem, że jest to zbędny dodatek, aczkolwiek na dłuższą metę widzę w tym rozwiązaniu bardzo dużo sensu. Przede wszystkim poprawia ono widoczność po zmroku, co może przydać się podczas manewrowania w ciemnym miejscu. Po drugie – zwiększa widoczność do tyłu, co sprawdzi się zarówno podczas codziennej eksploatacji, jak i podczas manewru wyprzedzania. Szeroki kąt pozwala bowiem na łatwiejsze zauważenie auta w martwej strefie. Oczywiście zestaw standardowych kamer 360 stopni jest zupełnie niezależnym systemem – w tym przypadku obraz wyświetlany jest na centralnym monitorze.

W nowym Range Roverze Evoque można także pochwalić fotele z przodu. Są bardzo wygodne i zapowiadają się na idealnych kompanów podczas długich wypraw. Nieco gorzej wygląda kwestia tylnej kanapy. Miejsca jest tutaj o dziwo więcej niż np. w Jaguarze E-Pace. Siedzisko jest jednak bardzo głębokie, a otwór drzwiowy mały, co wymaga odrobiny akrobatyki przy wsiadaniu i wysiadaniu z tego auta. Bagażnik z kolei mieści od 472 do 591 litrów – jest ustawny, a pogłębiana podłoga pozwala na wrzucenie większej ilości bagażu.

Jeździ jak Range Rover

Czyli z klasą i dostojnością. Inżynierowie tej marki wykonali kawał rewelacyjnej roboty, bowiem podróżowanie drugim wcieleniem Range Rovera Evoque to czysta przyjemność. Układ kierowniczy ma świetnie zestrojone wspomaganie – wymusza włożenia odrobinę większej siły w prowadzenie, jednak nie na tyle dużej, by męczyła nawet drobniejsze osoby. Cały czas doskonale czuć pracę kół, ale wciąż jest to stopień, który nie wprowadza w stan jakiejkolwiek irytacji. Zawieszenie także bardzo sprawnie wybiera nierówności, nawet na 21-calowych kołach, które znalazły się w testowanym aucie. W dynamiczniej pokonywanych zakrętach nadwozie nie przechyla się, zaś w pogotowiu zawsze pozostaje tryb dynamiczny, który nieco usztywnia całe auto.

Pod maską testowanego auta znalazł się sprawdzony, 180-konny diesel 2.0 z rodzinny Ingenium. Spięto go z 9-biegową przekładnią automatyczną oraz napędem na cztery koła. Na papierze osiągi są zadowalające – 9,3 sekundy do setki i prędkość maksymalna przekraczająca 200 km/h zadowolą wiele osób. Niestety, Evoque cierpi na jedną bardzo drażniącą przypadłość. Jest nią nadwaga. Auto gotowe do jazdy waży ponad 1900 kilogramów, co jest jednym z najwyższych wyników w tym segmencie. I to niestety czuć. Dynamika jest dobra, ale od 180 koni mechanicznych i 430 Nm można wymagać czegoś więcej. Waga ta przekłada się też na dość wysokie zużycie paliwa, z którym walczyć próbuje system miękkiej hybrydy (korzystający z instalacji 48V), wyłączając silnik np. przy dojeździe do świateł lub przy odpuszczeniu gazu podczas jazdy autostradowej.

Range Rover jest też jedynym producentem, który okiełznał 9-biegową przekładnię dostarczaną przez firmę Aisin. Oprogramowanie działa tutaj doskonale, odpowiednio reagując na „kickdown” oraz przeciągając bieg np. podczas wyprzedzania, tak aby wykorzystać potencjał obrotowy jednostki napędowej.

Evoque poradzi sobie także w terenie

Tego akurat nie miałem okazji sprawdzić, głównie ze względu na obawy o stan felg po offroadowej zabawie. Land Rover zapewnia, że samochód ten dzięki prześwitowi wynoszącemu 212 mm poradzi sobie nawet z odrobinę trudniejszym terenem. Kąt natarcia i zejścia wynosi tutaj odpowiednio 22,2 i 30,6 stopnia, zaś kąt rampowy to 20,7 stopnia. Evoque może też brodzić w wodzie o głębokości do 600 mm, co zresztą w efektowny sposób wskazuje na wyświetlaczu systemu multimedialnego, badając głębokość przeprawy za pomocą czujników sonarowych. Napęd na cztery koła ma także sprawnie działać w piachu, błocie i na śniegu. Jest to zasługa zastosowania uproszczonej wersji układu Terrain Response, stosowanego m.in. w Land Roverze Discovery Sport.

Od 155 900 zł

Taka kwota otwiera cennik tego modelu. Nie jest ona niska, ale dla potencjalnych nabywców nie stanowi to problemu. Ci bowiem decydują się głównie na bogato wyposażone wersje – wszak Evoque staje się dodatkiem do ich garażu, pełniącym rolę auta miejskiego. Dla przykładu egzemplarz ze zdjęć to wersja First Edition, która wyposażona jest we wszystkie oferowane dodatki – od lamp LED Matrix, przez wysokogatunkową skórę, aż po kompletny zestaw elektronicznych asystentów. Wykończono ją efektownym lakierem Nolita Grey, który z szarości wpada w przyjemny błękitny odcień, a wszystko to kontrastuje z miedziano-złotymi wstawkami w nadwoziu. Tak wyposażone i wyglądające auto ze 180-konnym dieslem wyceniono na 297 850 zł. 

Tue, 26 Mar 2019 16:18:48 +0000

A gdyby tak… BMW Serii 8 jako auto z centralnie umiejscowionym silnikiem BMW wciąż kusi nas zapowiedziami o supersamochodzie, aczkolwiek wciąż nie możemy doczekać się gotowego auta. Na szczęście są graficy i ich wyobraźnia.Rain Prisk przygotował dwie wizualizacje supersamochodów BMW. I o ile pierwsza bazuje na aktualnej Serii 8, o tyle druga jest znacznie ciekawsza, gdyż stanowi interpretację klasycznej „ósemki”. Model E31 z centralnie umiejscowionym silnikiem? Przy tej linii byłby to strzał w dziesiątkę. Takie auto z pewnością zyskałoby status kultowego, głównie ze względu na swój unikalny charakter oraz niezwykłą sylwetkę. Niestety, stworzone wówczas BMW M8 nie dostało zielonego światła i nigdy nie wyjechało na drogi w postaci seryjnej.

Na szczęście nowa generacja Serii 8, choć nie tak spektakularna jak poprzednik, również oferowana będzie w wariancie M8, także w wydaniu Competition. Sercem tego auta będzie jednostka 4.4 V8, która generować będzie 600 KM w standardowym wydaniu oraz 625 KM w wersji Competition. Napęd zostanie tutaj przeniesiony z modelu M5, co oznacza możliwość załączenia napędu wyłącznie na tylną oś. Standardowo trafiać będzie na wszystkie cztery koła.

Co sądzicie o koncepcji Raina Priska?

Tue, 26 Mar 2019 12:39:18 +0000

Porsche rozpoczyna walkę ze spekulacją cenami limitowanych wersji 911 Porsche ma dość nieuczciwych zagrań klientów. Nowe limitowane wersje Porsche 911 992 mogą więc trafiać do nabywców w zupełnie inny sposób.Wolny rynek rządzi się oczywiście swoimi własnymi prawami, ale niekiedy działania klientów są szkodliwe dla producenta. Na ten fakt uwagę zwróciło Porsche, które jest mocno zmartwione spekulacją cenami limitowanych wersji. Na przykład 911 R osiągnęło zawrotne ceny w ekspresowym tempie, gdyż pierwsi nabywcy w zasadzie kupili te samochody w ciemno, po czym zaczęli je sprzedawać bez przebiegu za jeszcze większe kwoty. To samo tyczy się 911 GT2 RS czy GT3 RS.

Szef Porsche – Olivier Blume – ogłosił, że nowa generacja Porsche 911 zyska wiele wariantów z rodziny GT. Prace nad nimi już trwają, a pierwsze auta poznamy w nieodległej przyszłości. Dodał też, że marka rozważa wprowadzenie specjalnych systemów zakupu, dzięki którym manipulacja cenami nie będzie tak prosta. Chodzi o system, który wprowadził między innymi Ford przy modelu GT. Nabywcy takich aut będą podpisywali klauzule, według których możliwość sprzedaży pojawi się dopiero po jakimś czasie. Drugą opcją jest wynajem długoterminowy, po którego zakończeniu to właściciele będą mogli dopiero szukać kupca na ich auto.

Wiele osób stwierdzi, że jest to wolna wolna klientów i jeśli mają oni ochotę zarabiać na swoich samochodach, to nikt nie powinien im tego zabraniać. Problem polega na tym, że takie limitowane serie często kupowane są także przez handlarzy dobrami luksusowymi. W efekcie Ci, którzy nieco zaspali, a zasobność ich portfela pozwala na zainwestowanie w taki pojazd, zmuszeni są do poszukiwania droższego auta lub rezygnacji z zakupu.

Póki co plany Porsche w tej kwestii są jeszcze rozważaniami. Pewne jest natomiast to, że w tym roku z pewnością poznamy nowe i bardzo ciekawe warianty modelu 911. Nowości dołączą także do gamy innych aut, takich jak np. Cayenne Coupe czy 718 Cayman. W przypadku tego pierwszego modelu potwierdzona została wersja Turbo S e-hybrid, która będzie korzystała z tej samej jednostki co Panamera. Cayman zyska z kolei nowe wcielenie odmiany GT4, które zachowa najprawdopodobniej wolnossący silnik i manualną przekładnię.

Tue, 26 Mar 2019 10:50:07 +0000


Kubki na prezent na różne okazje Kubek Footo na każdą okazję dobry pomysły na niebanalne i niepowtarzalne prezenty. Z własnym zdjęciem, rysunkiem lub dedykacją. Duży wybór gotowej grafiki i tekstów. 

Katalog

Dzieci.GdzieSzukac.pl

Dzieci katalog tematyczny stron dla dzieci, mlodzieży i ich rodziców.

Katalog

Edukacja.GdzieSzukac.pl

Edukacja i nauka katalog, strony edukacyjne i o tematyce edukacyjnej.

Katalog

Facet.GdzieSzukac.pl

Facet katalog. Męski świat, strony dla meżczyzn.

Katalog

Firmy.GdzieSzukac.pl

Katalog firm oraz ofert wg branż. Promuje polskie firmy i produkty w Polsce.

Katalog

Gry.GdzieSzukac.pl

Gry Online, darmowe gry, akcji, przygodowe, sportowe, multiplayery.

Katalog

Hobby.GdzieSzukac.pl

Katalog Hobby i Majsterkowanie. Ciekawe strony dla hobbystów, pasjonatów.

Katalog

Kobieta.GdzieSzukac.pl

Katalog dla kobiet. Wiele ciekawych stron WWW związane z życiem kobiety.

Katalog

Radio.GdzieSzukac.pl

Katalog Stron Radio w Internecie, radia internetowe, polskie i zagraniczne.

Katalog

Rozrywka.GdzieSzukac.pl

Katalog rozrywka i humor. Kluby, puby, imprezy, multimedia, film, video...

Katalog

Sklepy.GdzieSzukac.pl

Sklepy, e-handel, zakupy internetowe. Katalog sklepów intertowych.

Katalog

Programy.GdzieSzukac.pl

Katalog stron z adresami bezpłatnych, płatnych programów komputerowych.

Katalog

Turystyka.GdzieSzukac.pl

Katalog Stron WWW oferty turystyczne, nad morzem, w górach.

Katalog

Zdrowie.GdzieSzukac.pl

Zdrowie i Uroda - Katalog stron internetowych o zdrowiu, urodzie.

Katalog

Biznes.GdzieSzukac.pl

Baza Firm. Katalog branżowy firm. Biznes, finanse, firmy, usługi, produkty.

Katalog

Wczasy.GdzieSzukac.pl

Baza Firm. Katalog ofert turystycznych. Hotele, pensjonaty, kwatery, agroturystyka...

Katalog

Medycyna.GdzieSzukac.pl

Baza firm medycznych, gabinetów lekarskich, gabinetów odnowy biologicznej...


|Kontakt|


Strone odwiedzono 3492384 razy

Osób online: 1


Od 23.05.2010 ilość wizyt robotów na stronie:
Google: 3203 | MSN: 143 | Yahoo: 1017 | Szukacz: 0 | NetSprint: 0 | Onet: 0