autoGALERIA.pl

Testy aut, nowości ze świata motoryzacji, zdjęcia, tapety, wywiady i felietony.

Ile dopłacamy za modę? Porównujemy SUV-y i crossovery z tradycyjnymi wersjami nadwozia Czy kupując crossovera dostajemy od samochodu coś więcej? A może mniej? I ile musimy zapłacić za obecną modę? Porównujemy 15 par samochodów z czterech segmentów.Nie ma wątpliwości, że SUV-y i crossovery to jeden z najpopularniejszych gatunków na rynku w obecnych czasach i „wypychają” z niego klasyczne wersje nadwoziowe. Ale czy „udawanie terenówki” ma jakieś zalety? Myślę, że zwolenników i przeciwników jest mniej więcej po równo. Ci pierwsi zwracają uwagę na pozycję za kierownicą (więcej się widzi, choć jak SUV-ów jest połowa na ulicach, to widzi się tyle samo), wygodniejsze wsiadanie, więcej miejsca (głównie nad głową) i wyższy prześwit. Przeciwnicy uważają, że to zbyt wysoka cena za gorsze prowadzenie, często mniejszy bagażnik i wyższe spalanie. Którzy mają rację? Pewnie wszyscy. Ale wiadomo, że wysoki wykreowany popyt winduje też ceny. Dlatego spróbujemy odpowiedzieć na pytanie, ile trzeba dopłacić do posiadania „modnego crossovera”. Zebraliśmy  15 par samochodów, które zrównamy wersjami wyposażenia i odmianami silnikowymi. Dzięki temu powinniśmy uzyskać wiedzę na temat tego, ile wynosi „podatek od mody”. Co ciekawe, znalazły się w tym aż trzy pary Renault. Ten producent ma najwięcej, plus minus, bezpośrednich odpowiedników.

Samochody miejskie

Dacia Logan MCV – Dacia Duster

Zaczynamy od propozycji mocno budżetowej, od Dacii. Do porównania postawiliśmy Logana MCV, jako najbliższego Dusterowi przedstawiciela samochodów osobowych marki. Na dodatek Logan charakteryzuje się dość dużym, jak na osobówkę prześwitem. Z kolei Duster jest nawet w Dacii „topowym” modelem, nie tylko jeśli chodzi o sprzedaż. Ma też inne silniki i bogatsze wyposażenie. Najbliższe w porównaniu są odmiany 1.5 dci 95 KM (jedyny powtarzający się w obu modelach). Logana bierzemy w wersji Laureate, a Dustera w jedynej dostępnej – Essential (czyli bazowej). SUV to wydatek 56 900 zł wg cennika. Kombi kosztuje 53 700 zł, więc teoretycznie różnica wynosi zaledwie 3 200 zł. Posiadające znacznie większy bagażnik kombi przekonuje „lepszym” wyglądem (zderzaki i klamki w kolorze nadwozia), klimatyzacją oraz elektrycznie sterowanymi lusterkami, ale nie ma na przykład poduszek kurtynowych (nie ma ich nawet w opcji). Dustera oczywiście można doposażyć w „brakujące elementy”.  Światła przeciwmgłowe i klimatyzacja (lusterka wciąż będą ręcznie sterowane) podnoszą o 2 800 zł. Dodatkowo Duster może przekonać (o dziwo) lepszym prowadzeniem, nieco większym prześwitem i wygodniejszymi fotelami.

Jeśli chodzi o wersje benzynowe – możemy porównać Logana MCV TCe 90 (Laureate – 45 900 zł) z Dusterem SCe 115 (Essential – 47 900 zł, sporo bogatszy Comfort – 53 600 zł). Tutaj więc różnica waha się od 2 000 zł do 7 700 zł, przy czym Comfort będzie miał już w standardzie elektrycznie sterowane szyby tylne, ogrzewane lusterka, kierownicę pokrytą skórą, tempomat i „autoklimę” w opcji.

KIA Rio – KIA Stonic

Koreański producent nawet nie ukrywa, że Stonic jest modelem tylko nieznacznie różnym od Rio. Stonic ma wyższy prześwit, jest minimalnie szerszy i ma standardowo cztery hamulce tarczowe w każdej wersji. Do tego mają podobną paletę silników. W Rio jest bazowe 1.2, ale brakuje diesli. Łatwo jest jednak zestawić dwie odmiany benzynowe – 1.4 o mocy 100 KM oraz 1.0 T-GDI. Stonica bierzemy w bazowej wersji M. Ceny kształtują się następująco: 61 990 zł za 1.4 oraz 65 990 zł za odmianę 1.0 T-GDI. Mniejsze Rio jest dostępne w dużo tańszej odmianie M, ale porównywalna wyposażeniem jest wersja L. 100-konne 1.4 kosztuje 58 990 zł, a jednostka turbo – 62 990 zł. Różnica wynosi 3 000 zł. A co z wyposażeniem? Rio będzie bogatsze o automatyczną klimatyzację i podłokietnik z ładowarką USB. Stonic będzie miał „siedemnastki” zamiast felg 15″. Czyli wyraźna przewaga dla modelu Rio. Bogatszy Stonic (L) będzie miał co prawda wszystko jak w Rio L, a do tego czujniki cofania z kamerą, tylne szyby sterowane elektryczne i półskórzaną tapicerkę, ale cena wzrośnie o kolejne 6 000 zł.

Renault Clio – Renault Captur

Tak naprawdę to czekamy na nowe Clio i wtedy zobaczymy, jak będzie kształtować się cennik. Póki co jednak zestawiamy popularną odmianę Limited z silnikiem TCe 90 – w obu przypadkach. Clio kosztuje w tej odmianie 54 500 zł, a Captur 64 900 zł. Duża różnica – 10 000 zł. Za tą „dychę” Captur daje bąbelkowy kształt, nie zahacza przednim zderzakiem o krawężniki, ma przesuwną kanapę, kartę Hands Free, tylne szyby elektryczne i… to by było na tyle. Dwie ostatnie rzeczy można za 1 500 zł dokupić do Clio, a więc różnica w cenie wyniesie faktycznie 8 500 zł. A, Captur ma większy bagażnik (377 zamiast 300 litrów) i gorsze osiągi (100 km/h sekundę wolniej niż Clio).

Volkswagen Polo – Volkswagen T-Cross

U Volkswagena możemy porównać trzy odmiany napędu. Zawsze będzie to silnik 1.0 TSI, jednak „zgodność” mamy przy odmianie 95 KM z 5-biegowym manualem oraz 115 KM z ręczną skrzynią (6 biegów) lub automatem. Do porównania weźmiemy słabszy silnik w odmianie Comfortline. Zestawimy go z T-Crossem Life. Polo kosztuje 59 490 zł, a crossover wyceniony jest na 73 890 zł. Różnica 14 400 zł jest „kosmiczna” jak na ten segment. Co w zamian? Przesuwna kanapa i oparcie pasażera z przodu, podwójna podłoga bagażnika, relingi – to cechy praktyczne crossovera w Wolfsburga. Polo ma za to system wykrywający zmęczenie kierowcy. Poza tym wyposażenie jest niemal identyczne, a choć ceny dodatków się różnią, to „w obie strony”. T-Cross może mieć bogatsze wyposażenie. Na papierze jest nieco wolniejszy (11,5 s do 100 km/h, gdy Polo potrzebuje 10,8 sekundy), za to dysponuje większym bagażnikiem (455 l, a hatchback ma 351 litrów) i minimalnie (naprawdę minimalnie) większym wnętrzem.

Samochody kompaktowe

Hyundai i30 kombi – Hyundai Tucson

Koreański kompakt czy koreański SUV? Tucson jest bardzo popularnym modelem na polskim i europejskim rynku. Jest trochę „nijaki” ale bardzo poprawny o ile wybierze się dobrą wersję silnikową. Ale może da się to załatwić lepiej, przy pomocy i30 Wagon? Weźmy na przykład diesle 1.6, z ręczną skrzynią i przednim napędem. Choć Tucson ma większą moc (136, a nie 115 KM), osiągi są podobne. Zużycie paliwa wypada na korzyść „niskiego” modelu. A jak się ma kwestia cen i wyposażenia? Tucson w wersji Comfort kosztuje 118 400 zł, i30 Wagon – 93 800 zł, czyli potężne 24 600 zł różnicy. Do tego i30 jest lepiej wyposażone. Ma więcej wsparcia w dziedzinie bezpieczeństwa, w tym np. inteligentne światła drogowe, a także czujniki parkowania z przodu i z tyłu (Tucson tylko z tyłu). Kompaktowe kombi ma też radio z 8-calowym ekranem dotykowym i kamerą cofania. W Tucsonie, aby mieć to wyposażenie, trzeba dołożyć jeszcze 3 700 zł, co podnosi różnicę do 28 300 zł.

Opel Astra Sports Tourer – Opel Grandland X

Grandland X to w ogóle nawet wygląda, jakby mógł być nieco podniesioną Astrą, ale hatchback. Jeśli chodzi o bagażnik, przegra z „niską” siostrą. Nie kusi też dużo wyższym prześwitem – ale łatwiejszym wsiadaniem i inną pozycją za kierownicą już owszem. Ma też inną paletę silników, podobnie jak płytę podłogową odziedziczoną z koncernu PSA. I choć ostatnio chwaliłem skrzynię automatyczną, do porównania weźmiemy tańsze wersje, ale z silnikami diesla. Astrę reprezentuje odmiana Elite z dieslem 1.6 Turbo D o mocy 136 KM. Taki samochód kosztuje 94 800 zł. Grandland X będzie w odmianie 1.5 Turbo D o mocy 130 KM, również z wyposażeniem Elite – wyceniony bez promocji na 123 200 zł. To 28 400 zł różnicy. W zamian otrzymujemy nowszy i rozbudowany o nawigację system IntelliLink 5.0 (zamiast 4.0) i fotele z szerszą regulacją. Doposażenie Astry o te elementy podniesie jej cenę o 6 050 zł, czyli różnica wciąż będzie wynosić ponad 20 tys. zł. Na plus kombi przemawiają także osiągi (9,6 s do 100 km/h, przy 10,9 Grandlanda X), ale zużycie paliwa już niekoniecznie – silnik 1.5 jest naprawdę bardzo oszczędny.

Renault Megane Grandtour – Renault Kadjar

Megane, czy Kadjar? SUV ma większy prześwit, wsiada się wygodniej, poradzi sobie z krawężnikami. Ale ma mniejszy rozstaw osi i mniejszy bagażnik. Jeśli potrzebujemy samochodu głównie na ulice i na trasy, to chyba lepiej wybrać Megane Grandtour (jest szybsze i lżejsze). Sprawdzamy. Do porównania bierzemy wersje Intens z silnikiem 1.3 TCe o mocy 140 KM. Kombi 83 200 zł, SUV wymaga 93 900 zł, a więc  10 700 zł różnicy. I choć lista opcji w Megane jest dłuższa, to Kadjar Intens ma już czujniki parkowania z przodu i z tyłu (Megane tylko z tyłu), elektryczny hamulec postojowy (jak ktoś lubi), dodatkowe gniazda USB w tylnej części kabiny, ale także system R-Link 2 z nawigacją i siedmiocalowym ekranem. Megane wzbogacone o tę opcję będzie droższe o 2 500 zł (pakiet Multimedia 7″).

Toyota Corolla kombi – Toyota RAV4

Zdziwieni? Corolla TS ma w końcu zastępować również Avensisa kombi. Dlatego zestawiamy ją z popularną „ravką”. Bierzemy „na warsztat” hybrydy – w Corolli 2.0 Dynamic Force o mocy 180 KM, w RAV4 jednostkę 2.5 o mocy 218 KM. Oba mają skrzynie CVT i przedni napęd. Corolla przyspiesza do 100 km/h w 8,1 sekundy, SUV potrzebuje 0,3 s więcej. Bagażniki w obu samochodach są teoretycznie identyczne (580 i 581 l), wielkość samochodu też – Corolla jest tylko 6 cm węższa, co może przełożyć się na ilość miejsca w środku. Do porównania bierzemy „polecane” w cenniku odmiany Comfort. Kompaktowe kombi jest wycenione na 110 900 zł, a crossover na 138 900 zł. Wyposażenie wyrównujemy pakietami Style i Tech, co podnosi cenę do 121 900 zł. Różnica wynosi więc sporo – 17 tys. zł. Przy czym Corolla dysponuje np. Inteligentnym systemem automatycznego parkowania. Rav4 może przekonywać jedynie wycieraczkami z czujnikiem deszczu, no i ewentualnie praktycznością nadwozia.

Volkswagen Golf – Volkswagen T-Roc

Choć T-Roc powstał na skróconej płycie Golfa, to jest bardzo podobny pod względem wymiarów do hatchbacka z Wolfsburga. Ma minimalnie większy bagażnik, ale wyraźnie gorsze materiały wykończeniowe. Za to niemal równie bogatą paletę silników. Wybierzemy „optymalną” jednostkę benzynową – 1.5 TSI o mocy 150 KM, z ręczną skrzynią biegów. Bierzemy do porównania wersję Comfortline w Golfie i Advance w T-Rocu. Ten ostatni będzie droższy o 3 290 zł – 92 000 zł kosztuje Golf, a T-Roc 95 290 zł. Wyposażenie jest dość podobne, ale na korzyść T-Roca, który ma np. asystenta pasa ruchu, aktywny system ochrony pasażerów Pre Crash, czy dodatkowe gniazda USB. Ma też bogatszą listę opcji.

Samochody klasy średniej

Audi A4 Avant – Audi Q5

Zajmijmy się samochodami premium przez chwilę. A4 Avant „w Quattro”, czy Q5? Oba oczywiście z silnikiem diesla. Akurat Q5 nie daje zbyt dużego wyboru, więc zestawmy odmiany o mocy 190 KM. SUV dostępny jest od 198 900 zł. A4 Avant jest tańsze – o 2 700 zł. Za to jest wyraźnie szybsze (o 0,5 sekundy do 100 km/h) i zapewne oszczędniejsze. Ma za to teoretycznie trochę mniejszy bagażnik. I trochę słabsze wyposażenie. W A4 w standardzie brakuje tempomatu, czujników parkowania z przodu, czy bardziej rozbudowanych lamp ksenonowych. Za 1 620 zł można kupić Pakiet Comfort, który część braków wyrówna (czujniki, tempomat, podłokietnik) i dołoży jeszcze dostęp komfortowy. Wtedy różnice w cenie spadną do 1 080 zł.

BMW 3 Touring – BMW X3

Tutaj porównamy znów niemal identyczne wersje jak w Audi. A więc napęd na cztery koła oraz „podstawowy” diesel o mocy 190 KM, skrzynia automatyczna. 320d już powoli „schodzi” z rynku, ale wciąż można ją konfigurować. Cennik rozpoczyna się od 186 700 zł. Dużo świeższa, nieco większa w środku „X-trójka” to wydatek minimum 202 300 zł. Czy 15 600 zł więcej. Kwotę tę możemy zredukować o 3 089 zł, po dodaniu brakujących w „trójce” czujników parkowania. Uzupełnienie felg do tego samego rozmiaru (17 -> 18 cali) będzie wymagało już głębszej pracy w konfiguratorze, bo w serii 3 będzie to skutkowało dodaniem któregoś z pakietów wyposażenia.

Renault Talisman Grandtour – Renault Koleos

Zdziwieni? Ja zupełnie – spora część klientów myśląca nad SUV-em może przekonać się do kombi. I to mimo tego, że samochody nieco się różnią pod względem technicznym. Koleos korzysta z jednostki 2.0 o mocy 177 KM i ze skrzynią bezstopniową. Bierzemy pod uwagę napęd na przednią oś. Talisman stawia na inne rozwiązania – moc 160 KM (z 2.0 dci) przenoszona jest przez skrzynię dwusprzęgłową EDC, za to w prowadzeniu pomaga świetny system 4Control. Na papierze oba samochody jeżdżą podobnie (Koleos minimalnie szybszy), są też podobne wielkościowo w środku. Do testu „podstawiamy” topowe odmiany Initiale Paris. Za kombi zapłacimy 162 500 zł, SUV to wydatek… 151 900 zł, a więc 9 400 zł mniej. I to jest kwota za wspomniany system 4Control i nieco mniej irytującą skrzynię biegów. A, no i ekran HUD, którego w SUV-ie nijak nie otrzymamy. Za to za 8 000 zł możemy poprawić wyposażenie Koleosa o napęd na cztery koła.

Skoda Superb kombi – Skoda Kodiaq

Popularna wśród Polaków marka wystawia przeciwko sobie Superba i Kodiaqa. Oba modele wystawiamy jako „ośki z dieslem” – przednionapędowe modele ze 150-konnym TDI i skrzynią DSG. Do porównania weźmiemy wersje Style. I mamy tu po raz pierwszy ciekawostkę. Superb jest… droższy. Nie uwzględniając promocji kosztuje 143 200 zł. Kodiaq – 141 550 zł. Czyli 1 650 zł na korzyść SUV-a. Faktem jest, że nie będzie miał tyle miejsca na nogi co kombi, będzie też wolniejszy, mniej oszczędny i nieco gorzej wykończony (twarde plastiki z tyłu). Za to w obu bagażniki są wielkie, a w Kodiaqu można zapakować więcej „po dach”. A co z wyposażeniem? SUV ma „dziewiętnastki” i światła diodowe (Superb ma biksenon póki co – zobaczymy po liftingu za kilka miesięcy) oraz trójstrefową klimatyzację. Superb ma z kolei elektrycznie sterowane fotele kierowcy i pasażera, a także ogrzewaną tylną kanapę. Ma też słynne parasole w drzwiach. Za to nie ma adaptacyjnego tempomatu, który jest w standardzie Kodiaqa. Wyrównanie cen (koła 18″ do Superba) spowoduje spadek różnicy do 150 zł – w dalszym ciągu na korzyść SUV-a, choć do niego nie dostaniemy parasoli.

Samochody klasy średniej wyższej

Mercedes E – Mercedes GLE

Świeżutkie GLE i trochę starsza klasa E kombi z nowymi silnikami. Ponieważ porównujemy jak najbardziej zbliżone wersje, to SUV-y reprezentować będzie warte bazowo 340 000 zł GLE 400d, a klasę E – model E400d 4MATIC kombi, wyceniony na 325 700 zł. Różnica wynosi więc 14 300 zł. Oba modele mają ten sam, bardzo skuteczny, wydajny i dynamiczny silnik 3.0 o mocy 330 – 340 KM. Klasa E ma ten mocniejszy – jest też wyraźnie szybsza. Co więc oferuje GLE? Poza elementami wynikającymi z bycia SUV-em, w standardzie znajdziemy na przykład zawieszenie pneumatyczne. Z racji wieku, GLE będzie miało też standardowo nowy system MBUX oraz duży ekran zamiast klasycznych zegarów. Jest też bazowo lepiej wykończone, w więcej skórzanych i aluminiowych wstawek, podczas gdy w klasie E trzeba to wszystko dokupić. Różnica w cenie mocno się kurczy, a ze względu na zupełnie indywidualne konfiguracje, może przechylać się na stronę kombi.

Volvo V90 – Volvo XC90

Oba świetne, z wspaniałymi wnętrzami, przestronne i komfortowe. I oba z dwulitrowymi silnikami. Skupmy się na „optimum” dla obu modeli. Zarówno V90, jak i XC90 występują w tej samej wersji D5, z dieslem o mocy 235 KM oraz z napędem na cztery koła. Kombi w odmianie Momentum wyceniono na 246 700 zł, SUV-a na 278 700, czyli 32 tys. zł więcej. W przypadku Inscription różnica wynosi 35 tys. zł. Skupmy się jednak na niższej odmianie. Wyposażenie jest niemal identyczne – XC90 jest bogatsze o elektrycznie sterowaną klapę bagażnika. Klienci Volvo bardziej niż w innych markach mogą jeszcze zastanawiać się nad wybraniem V90 Cross Country. Tutaj cena wynosi 254 700 zł, więc różnica do „dużego” Volvo spada do 24 000 zł. Osiągi w XC90 są słabsze, oczywiście – 100 km/h „robi” w 7,8 sekundy, podczas gdy kombi i CC odpowiednio w 7,2 i 7,5 sekundy. Za to bagażnik w SUV-ie jest o 170 litrów większy.

Fri, 15 Feb 2019 22:30:36 +0000

Nowy Ford Edge dostępny w Polsce [CENNIK] Odświeżona stylistyka, nowe silniki oraz wzbogacone wyposażenie - do polskich salonów wjechał nowy Ford Edge.Ford Edge, pomimo szeregu zalet, nie jest hitem sprzedaży. Jest to o tyle dziwne, że w dobrej cenie oferuje wyposażenie w zasadzie z segmentu premium. Model ten wyróżnia się także świetnym prowadzeniem oraz bardzo dobrym wykończeniem. Teraz w salonach dostępna jest nowa wersja tego auta. Zyskała ona wiele zmian stylistycznych, począwszy od całkowicie nowego frontu aż po wyraźnie przestylizowany tył.

Oferta nowego Forda Edge składa się z czterech wersji wyposażeniowych i dwóch silników. Bazową jednostką jest diesel 2.0 EcoBlue o mocy 190 KM, zaś półkę wyżej stoi jego 240-konna wersja z podwójnym doładowaniem. Cennik nowego Forda Edge otwiera kwota 172 000 zł za wersję Trend ze słabszym dieslem i manualną skrzynią biegów.

SILNIK/WERSJATrendTitaniumST-LineVignale
2.0 ECOBLUE 190 KM MAN6 AWD172 000 zł185 600 zł--
2.0 ECOBLUE TWIN-TURBO 240 KM 8AT AWD-205 650 zł222 850 zł228 150 zł

Dealerzy przyjmują już zamówienia na Forda Edge po liftingu. Pierwsze samochody dotarły też do salonów i są dostępne do jazd próbnych.

Fri, 15 Feb 2019 16:54:00 +0000

Peugeot pracuje nad nowym pickupem. Tak wygląda [ZDJĘCIA] Pickup od Peugeota? Marka ta oferowała takie wersje swoich modeli w minionych latach, zaś aktualnie nie których rynkach sprzedaje pełnoprawnego przedstawiciela tego segmentu.Wszystko wskazuje jednak na to, że Peugeot postanowił stworzyć coś znacznie nowocześniejszego niż model Pickup, który jest tak naprawdę autem marki Dongfeng ze zmienionym znaczkiem (Peugeot Pickup oferowany jest wyłącznie w Afryce). Samochód ten nawiązuje do stylistyki osobowych aut tej marki. Charakterystyczny grill oraz ciemne przednie lampy pozwalają na zachowanie spójności z takimi autami jak 3008, 5008 czy 508. Podobnie wygląda kwestia wnętrza, które również zyskało wiele elementów przypominających znane nam „lwy”. Nie zabraknie tutaj koncepcji i-Cockpit, delikatnie skierowanej ku kierowcy deski rozdzielczej, dużego ekranu systemu multimedialnego czy „lotniczych” przycisków.

Nie wiele wiadomo na temat samej konstrukcji tego samochodu. Zdjęcia, które wyciekły do sieci, wykonano w Chinach, co pozwala przypuszczać, że jest to kolejny efekt działań spółki joint-venture z Dongfeng. Oznacza to też, że model ten na pewno nie pojawi się w europejskiej ofercie tej marki. Trzeba jednak przyznać, że pickup Peugeota mógłby być ciekawym uzupełnienim oferty aut użytkowych. Paradoksalnie coraz większa liczba producentów stawia na takie nadwozie, a popularność tego segmentu zaczyna zauważalnie wzrastać na Starym Kontynencie.

Fri, 15 Feb 2019 14:44:13 +0000

Pierwszy niezależny model CUPRY coraz bliżej. Wiemy jak wygląda Kilka miesięcy temu CUPRA została wydzielona z Seata i stała się osobną marką. Niebawem powinniśmy poznać pierwszy niezależny model tego producenta.[AKTUALIZACJA 15.02.2019] CUPRA pochwaliła się pierwszym zwiastunem swojego niezależnego modelu. Ma to być póki co wersja koncepcyjna, ale wszystko wskazuje na to, że produkcyjny wariant będzie niemal identyczny. Co więcej, bryła tylnej części auta ujawnionej w zapowiedzi idealnie pasuje do zdjęcia, które pojawiło się w sieci kilka miesięcy temu. Możemy więc spodziewać się, że dokładnie tak będzie wyglądał ten samochód.

Wszystko wskazuje natomiast na to, iż właśnie na niego patrzymy – w sieci pojawiły się zdjęcia, które prezentują domniemany pojazd. Zdjęcie ma pochodzić z maila, który był rozsyłany wśród wąskiego grona pracowników koncernu Volkswagena.

Pierwszy model CUPRY niepowiązany z innymi produkcyjnymi Seatami ma być SUV-em. Moda na te samochody nie ustaje, tak więc wedle tego producenta będzie to dobry punkt zaczepienia. Konstrukcja najprawdopodobniej bazować będzie na platformie MQB, zaś pod maską znajdzie się jednostka 2.0 TSI w jednym z najmocniejszych wariantów, dodatkowo wspierana silnikiem elektrycznym. Możliwa jest również obecność jednostki 2.5 TFSI, aczkolwiek na nią byśmy jednak nie liczyli.

Wizualnie projekt CUPRY wykorzystuje wiele elementów, które zapowiedziano w zwiastunie modelu Tarraco. Mowa o formie Grilla oraz kształcie świateł. Agresywnie stylizowany zderzak oraz wyraziste przetłoczenia również pasują do zapowiedzi stylistyów CUPRY, którzy podkreślali, iż modele tej marki będą bazowały na pomysłach z Seata, aczkolwiek okraszą je większą dawką emocji.

Premiera tego modelu nastąpi nie wcześniej niż pod koniec przyszłego roku – oczywiście o  ile patrzymy na faktyczne auto marki CUPRA.

Fri, 15 Feb 2019 12:15:33 +0000

Land Rover uśmierca kolejny model. Discovery SVX nie wyjedzie na drogi Pod koniec 2018 roku w salonach miał pojawić się Land Rover Discovery SVX. Wersja ta jednak nigdy nie wyjedzie na drogi.Oczywiście ma to związek z fatalnymi wynikami finansowymi koncernu Jaguar Land Rover. Cięcia są coraz większe – od masowych zwolnień aż po rezygnację z niektórych modeli (np. Range Rovera SV Coupe). Teraz do listy samochodów, które dostały czerwoną kartę dołącza Land Rover Discovery SVX.

SVX miał być bardzo ciekawą propozycją dla osób, które oczekują mocnego V8 pod maską i doskonałych zdolności terenowych. 518 KM i 625 Nm momentu obrotowego to wartości, które ucieszyłyby szereg klientów marki. Niestety, nabywcy Discovery będą musieli zadowolić się maksymalnie silnikami V6.

Land Rover podkreśla, że nie uśmierca pomysłu na wersję SVX – ta jednak nie pojawi się w Discovery. Obstawiać można, że brytyjski producent celuje w nowego Defendera, który zapewne zyska taką odmianę. Poza tym póki co na tapecie jest nowy Evoque, czyli maszyna do generowania pieniędzy dla tego producenta – to z nim wiązane są największe nadzieje.

Fri, 15 Feb 2019 11:27:55 +0000

Lamborghini Urus jako pickup? Czemu nie! Żyjemy w takich pięknych czasach, że większość premier z targów poznajemy przed targami, a ich liczba z roku na rok i tak drastycznie spada. Na szczęście są graficy, którzy mają kreatywne pomysły.I tak oto czas spędzony na dywagowaniu na temat nowości Fiata, Forda, Volvo bądź Skody można zamienić na podziwianie Urusa w wersji pickup. Rain Prisk, czyli grafik specjalizujący się w wyjątkowo odważnych koncepcjach, zaprezentował swoją wizję sportowego pickupa. I wiecie co? To ma sens!

Dlaczego? Po pierwsze – czy pamiętacie o modelu LM002? Z jednej strony była to potężna terenówka, ale z drugiej forma tylnej części nadwozia oraz wydzielona przestrzeń bagażowa przypominała nieco pickupa. Lamborghini mogłoby więc śmiało powiedzieć, że nawiązuje do swoich korzeni i tworzy nowoczesną interpretację tego kultowego już modelu. Po drugie – Urus Pickup byłby bez wątpienia genialnym pickupem, oczywiście w kwestii osiągów i prowadzenia. Z odpowiednim zawieszeniem mógłby z kolei śmiało ścigać się po wydmach z Fordem F-150 Raptor.

Grafika, którą przygotował Rain Prisk, została stworzona na bazie zdjęcia Jeepa Gladiatora. Oczywiście Lamborghini nie planuje zbudowania takiego auta. A szkoda, bo może to byłby przepis na sukces? Klienci z Bliskiego Wschodu z pewnością byliby zainteresowani.

Fri, 15 Feb 2019 10:53:22 +0000

Biały kruk na sprzedaż. Mazda MX-5 NB Coupe Type S do wzięcia w Hong Kongu Być może nie wiecie, ale Mazda produkowała MX-5 w wersji Coupe. Teraz jeden z egzemplarzy takiej odmiany jest na sprzedaż.Mazda MX-5 Coupe to prawdziwy biały kruk. Łącznie powstało 179 egzemplarzy, z czego wszystkie przeznaczone były na japoński rynek. Stały dach nie powstał metodą chałupniczą – został świetnie wkomponowany w bryłę auta, w we wnętrzu wykończono go dopasowanymi plastikami. Oznacza to, że Mazda musiała się nieco napracować przy takim projekcie.

63 auta z tych 179 określane były jako Type S. Wyróżniała je obecność silnika 1.8 podkręconego do 158 koni mechanicznych, sportowego zawieszenia oraz tylnego dyferencjału typu TorSen. Sprzedawany egzemplarz ma zaledwie 48 000 km przebiegu i wygląda jak absolutnie nowy, co dodaje mu sporo wartości.

Mazda MX-5 Coupe jest o 10 kg cięższa od otwartej wersji, ale za to znacznie sztywniejsza. Model ten coraz chętniej poszukują kolekcjonerzy, widząc w nim szansę na spory zarobek w przyszłości. Japoński producent w przypadku modelu NB (drugiej generacji MX-5) drugi raz podszedł do tematu wersji coupe – takowa powstała też jako prototyp w wydaniu NA.

Fri, 15 Feb 2019 07:23:53 +0000

Autonomiczny samochód Apple pokonuje niecałe 2 km bez ingerencji kierowcy Być może Apple powinno pozostać przy projektowaniu komputerów i telefonów?Bloomberg przygotował raport dotyczący sprawności autonomicznych systemów opracowywanych przez różnych producentów. Wnioski płynące z tego dokumentu są wręcz fascynujące – okazuje się bowiem, że niektóre z tych aut nie są w stanie pokonać więcej niż 2-3 kilometrów bez ingerencji kierowcy.

Pojazd z systemem przygotowanym przez Apple wymusza reakcję ze strony kierowcy średnio co niecałe dwa kilometry. Nieco lepiej wypada tutaj Mercedes – według dokumentacji kalifornijskich władz (dopuszczają one testowanie takich pojazdów, ale też wymuszają raportowanie wszelkich błędów) pokonuje do 2,5 kilometra bez wsparcia kierowcy. Auta Nissana co ciekawe przejeżdżają nawet 339 kilometrów bez ingerencji osoby siedzącej za kierownicą.

Czy są więc firmy, które biją rekordy? Oczywiście. Na przykład auta firmy Cruise Automation są w stanie przejechać 8400 km bez żadnej ingerencji kierowcy, zaś na szczycie stoi Waymo, którego samochody przejechały 17 730 km bez żadnej reakcji ze strony „nadzorującego”.

Apple podkreśla, że nad projektem pracuje utalentowany zespół i wszelkie problemy zostaną rozwiązanie. Oby, gdyż aktualnie wygląda to bardzo słabo. Najlepiej niech producenci skupią się na półautonomicznych tempomatach, zaś prowadzenie pojazdów pozostawią kierowcom. My wciąż nie ufamy samodzielnie jeżdżącym samochodom.

Fri, 15 Feb 2019 07:08:54 +0000

Najszybszy SUV na świecie. Debiutuje Bentley Bentayga Speed Sorry, Lamborghini. Bentley przejmuje pałeczkę w kategorii "najszybszy fabryczny SUV na świecie".Brytyjska firma zaprezentowała swoje najnowsze dziecko – model Bentayga Speed, będący topowym wariantem tego SUV-a. Sercem tego auta jest 6-litrowa jednostka W12, która generuje 626 KM i skromne 900 Nm momentu obrotowego. Pozwala to na rozpędzenie tego auta do 100 km/h w 3,9 sekundy oraz rozwinięcie prędkości wynoszącej 305 km/h. To o niecały kilometr na godzinę więcej niż w Lamborghini Urusie. Różnica jest subtelna, acz dla Bentleya wystarczyła, aby ogłosić Bentaygę Speed najszybszym SUV-em na rynku.

Po czym rozpoznamy Bentleya Bentaygę Speed? Producent zastosował tutaj przyciemnione klosze lamp oraz czarny grill. Wyróżnikiem są też 22-calowe felgi aluminiowe, lakierowane dokładki progów, większy spoiler oraz oczywiście emblematy „Speed”. We wnętrzu postawiono na ciemne kolory przełamane brązowo-rudymi wstawkami – włókno węglowe, czarna skóra i alcantara to bazowa konfiguracja dla tego auta. Oczywiście klient może dowolnie indywidualizować wnętrze i jeśli zażyczy sobie różowej tapicerki połączonej z „panterką”, to otrzyma różową tapicerkę z „panterką”, oczywiście za stosowną opłatą.

Zmiany zaszły także w układzie jezdnym. Zmodyfikowany tryb Sport dostosowano do możliwości blisko 630-konnej jednostki napędowej. Działanie ośmiobiegowej automatycznej przekładni zostało zoptymalizowane, dzięki czemu ma ona sobie lepiej radzić z osiągami auta. Zawieszenie także przeszło zmiany – Bentley Dynamic Ride Suspension zyskało sztywniejsze nastawy, zaś dzięki 48-woltowej instalacji elektrycznej jest ono dostosować się do stylu jazdy kierowcy i prędkości w czasie rzeczywistym, bez żadnego opóźnienia. Bentley dorzucił też głośniejszy wydech, dzięki czemu jednostka W12 zdecydowanie wyraźniej daje o sobie znać.

Oficjalna premiera Bentleya Bentaygi Speed zaplanowana jest na 5 marca – wtedy też rozpoczynają się targi w Genewie.

Thu, 14 Feb 2019 16:08:44 +0000

Tak wygląda wnętrze nowego Land Rovera Defendera. Jest zaskakująco nowoczesne Jeśli myśleliście, że nowy Land Rover Defender będzie spartański, to byliście w błędzie. W sieci pojawiło się pierwsze zdjęcie kokpitu nowego wcielenia tego kultowego auta.Najnowsze wcielenie Defendera będzie ogromnym przełomem. Brytyjczycy chcą połączyć tutaj rewelacyjne zdolności terenowe, niekwestionowaną użyteczność oraz odrobinę komfortu – coś, co poprzedniemu wcieleniu było całkowicie obce. Oficjalna premiera tego auta planowana jest dopiero na drugą połowę bieżącego roku, jednak już teraz w sieci pojawiło się pierwsze zdjęcie kokpitu Defendera. I jest on sporym zaskoczeniem.

Land Rover połączył tutaj proste linie z garścią nowoczesnych rozwiązań. We wnętrzu znajdziemy między innymi cyfrowe zegary oraz kierownicę z dotykowymi panelami (naszym zdaniem jest to akurat bezsensowne w takim aucie). Nie zabrakło także systemu InControl Touch Pro, oczywiście w wersji z pojedynczym wyświetlaczem. Na delikatnie wysuniętym panelu deski ulokowano panel klimatyzacji oraz lewarek automatycznej skrzyni biegów.

Nowy Land Rover Defender będzie czerpał z doświadczenia tej marki. Pod maską znajdą się jednostki z rodziny Ingenium, oczywiście stosownie wzmocnione i zabezpieczone przez trudnymi warunkami, w których przyjdzie im pracować. Brytyjczycy obiecują, że nowe wcielenie tego kultowego modelu będzie godnym następcą poprzednika oraz mocnym rywalem dla takich aut jak chociażby Jeep Wrangler.

Thu, 14 Feb 2019 14:53:47 +0000

Hybrydowe Mondeo w Polsce od 143 300 zł. Jest też cennik modelu po faceliftingu Ford ujawnił ceny odświeżonego Mondeo na 2019 rok. Przy okazji poznaliśmy też cenę odmiany hybrydowej. Cenniki startują od 109 320 zł za wersję 1.5 Ecoboost Trend.Odświeżone Mondeo dostępne będzie w pięciu wersjach silnikowych. Dla tych, którzy chcą korzystać z silnika diesla, producent przewidział trzy wersje silnika 2.0. Ecoblue będzie dysponować mocą 120, 150 lub 190 KM. Najsłabszy dostępny będzie tylko ze skrzynią ręczną o sześciu przełożeniach. Mocniejsze wersje dostępne będą z ośmiobiegowym „automatem” (150 KM w opcji, 190 KM wyłącznie). Na naszym rynku topowa jednostka będzie mogła mieć napęd na cztery koła (wcześniej zapowiadano, że wszystkie diesle będzie można zamówić jako AWD). Ci, którzy chcą kupić Mondeo z silnikiem benzynowym, skazani będą na silnik 1.5 Ecoboost o mocy 165 KM, dostępny ze skrzynią ręczną lub automatyczną (sześciobiegowa). Pojawi się też silnik hybrydowy o pojemności 2 litrów, który generuje 187 KM. Niewielka bateria nie spowoduje, że będzie można długo jeździć „na prądzie” – raczej będzie to wspomaganie podobne do tego, jak działają Toyoty i Lexusy.

Nowe Mondeo dostępne będzie z nieco zaktualizowanym wyposażeniem, obejmującym m. in. adaptacyjny tempomat ze zdolnością do zatrzymywania się i ponownego ruszania, będzie też dostępny system rozpoznawania znakwów drogowych. Bardziej zróżnicowany zostanie design poszczególnych odmian wyposażenia. A tych będzie pięć: podstawowa Trend (od 109 320 zł), następnie Edition (od 120 770 zł), Titanium (od 124 300 zł), ST-Line X (od 139 500 zł) oraz topowa Vignale (od 169 360zł), wyróżniająca się innymi wykończeniami i bogatym wyposażeniem. Ta ostatnia będzie też dostępna wyłącznie z topowym dieslem lub silnikiem hybrydowym. Nowe Mondeo pojawi się w trzech wersjach nadwoziowych, jako sedan, kombi oraz liftback. Mondeo hybrid będzie można zamówić w wersji Titanium lub Vignale, jako sedan lub kombi, w cenach 143 300 zł lub 147 300 zł (Vignale 165 570 zł lub 169 570 zł).

Pełne cenniki, podzielone na wersje nadwoziowe, poniżej:

Mondeo 4dTrendEditionTitaniumST-Line XVignale
1.5 Ecoboost 165 KM M6109 320 zł-124 300 zł--
1.5 Ecoboost 165 KM A6--133 300 zł--
2.0 EcoBlue 120 KM M6115 320 zł----
2.0 EcoBlue 150 KM M6119 320 zł-134 510 zł--
2.0 EcoBlue 150 KM A8128 820 zł-144 010 zł--
2.0 EcoBlue 190 KM A8--152 010 zł-169 360 zł
2.0 EcoBlue 190 KM A8 AWD--161 010 zł-178 360 zł
2.0 Hybrid 187 KM CVT--143 300 zł-165 570 zł
Mondeo 5dTrendEditionTitaniumST-Line XVignale
1.5 Ecoboost 165 KM M6109 320 zł120 770 zł124 300 zł139 500 zł-
1.5 Ecoboost 165 KM A6118 320 zł129 770 zł133 300 zł148 500 zł-
2.0 EcoBlue 120 KM M6115 320 zł126 770 zł---
2.0 EcoBlue 150 KM M6119 320 zł130 770 zł134 510 zł149 710 zł-
2.0 EcoBlue 150 KM A8128 820 zł140 270 zł144 010 zł159 210 zł-
2.0 EcoBlue 190 KM A8-148 270 zł152 010 zł167 210 zł169 360 zł
2.0 EcoBlue 190 KM A8 AWD--161 010 zł176 210 zł178 360 zł
2.0 Hybrid 187 KM CVT-----
Mondeo kombiTrendEditionTitaniumST-Line XVignale
1.5 Ecoboost 165 KM M6113 320 zł124 770 zł128 300 zł143 500 zł-
1.5 Ecoboost 165 KM A6122 320 zł133 770 zł137 300 zł152 500 zł-
2.0 EcoBlue 120 KM M6119 320 zł130 770 zł---
2.0 EcoBlue 150 KM M6123 320 zł134 770 zł138 510 zł153 710 zł-
2.0 EcoBlue 150 KM A8132 820 zł144 270 zł148 010 zł163 210 zł-
2.0 EcoBlue 190 KM A8-152 270 zł156 010 zł171 210 zł173 360 zł
2.0 EcoBlue 190 KM A8 AWD--165 010 zł180 210 zł182 360 zł
2.0 Hybrid 187 KM CVT--147 300 zł-169 570 zł

Thu, 14 Feb 2019 14:14:22 +0000

Papua-Nowa Gwinea „zgubiła” blisko 300 aut po szczycie APEC Blisko 300 samochodów wykorzystywanych do obsługi szczytu APEC zaginęło po jego zakończeniu.Szczyt APEC (Wspólnoty gospodarczej Azji i Pacyfiku) odbył się w tym roku w Papui-Nowej Gwinei. Aby obsłużyć wszystkich gości władze tego kraju ściągnęły blisko 300 samochodów. Wiele z nich to luksusowe auta – na liście znalazło się 40 Maserati, Bentleye, Toyoty Land Cruiser, Mazdy i Mitsubishi Pajero.

Jak auta zaginęły? Otóż kierowcy nie zwrócili ich po zakończeniu szczytu, a słuch o wielu osobach zaginął. Dziewięć pojazdów uznano już za skradzonoe, zaś kilka sztuk wróciło po poszukiwaniach – wszystkie jednak z bardzo poważnymi uszkodzeniami.

Władze Papui-Nowej Gwinei są pod ogromnym ostrzałem ze strony mediów i społeczeństwa. Po wybuchu epidemii Polio zastanawiano się, po co ściąga się tyle drogich aut. Teraz problemem jest zaginięcie większości z 284 pojazdów.

Thu, 14 Feb 2019 13:55:10 +0000

Audi Q4 E-Tron zadebiutuje w Genewie. Na produkcję trochę poczekamy Jedną z gwiazd stanowiska Audi w Genewie będzie model Q4 E-Tron, czyli usportowiona wizualnie i elektryczna wersja znanego już Q3.Audi szykuje ofensywę modelową. Niebawem poznamy kolejne modele, w tym szereg aut elektrycznych należących zarówno do rodziny E-Tron, jak i w pełni zelektryfikowanych standardowych modeli. Jednym z nich będzie właśnie Q4 E-Tron. W Genewie poznamy niestety wersję studyjną, a nie produkcyjną. Dlaczego? Audi planuje rozpocząć produkcję tego auta dopiero w 2021 roku, pałeczkę pierwszeństwa przekazując innym autom, w tym właśnie niezależnej rodzinie E-Tron.

Model Q4 E-Tron będzie mocno powiązany z Q3. Wymusi to pewne ograniczenia w konstrukcji auta, zaś sama bryła będzie również mocno przypominała Q3. Co więcej, samochody te w dużej mierze dzielić będą wnętrze. Szkice jeszcze tego nie pokazują, ale w zasadzie wszystkie elementy będą tutaj przeniesione na zasadzie „kopiuj-wklej”.

Premiera Audi Q4 E-Tron Concept będzie miała miejsce 5 marca.

Thu, 14 Feb 2019 07:15:11 +0000

Jak zweryfikować ubezpieczenie OC po stłuczce w sytuacji, gdy sprawca nie wozi dokumentów? Od kilku miesięcy w Polsce nie ma obowiązku wożenia dokumentów samochodu oraz poświadczenia opłaconej polisy OC. Co mamy więc zrobić w sytuacji stłuczki, gdy szczegółowe informacje potrzebne są do oświadczenia?Od października nie musimy wozić przy sobie dokumentów samochodu, w tym wydruku poświadczającego opłacenie polisy OC. Jest to bardzo wygodne rozwiązanie, ułatwiające np. wymienianie się samochodem w ciągu dnia (gdy dwie osoby mają komplety kluczy do auta). Pozostawianie dokumentacji w pojeździe było o tyle ryzykowne, że w przypadku kradzieży mogliśmy narazić się na ogromne problemy ze strony ubezpieczyciela i policji.

Brak obowiązku posiadania przy sobie dokumentów samochodu tworzy jednak inny problem – co zrobić w przypadku stłuczki, gdy do wypełnienia oświadczenia potrzebne są nam dane z polisy?

„Na wypadek”, czyli aplikacja UFG

Najprostszym rozwiązaniem w dobie smartfonów jest zainstalowanie aplikacji „Na wypadek”, stworzonej przez Ubezpieczeniowy Fundusz Gwarancyjny. Większość osób codzienne korzysta z nowoczesnych telefonów, a takie rozwiązanie ułatwia przygotowanie pełnej dokumentacji. Aplikacja „Na wypadek” jest darmowa i można ją pobrać na telefony z systemem iOS jak i Android.

Aplikacja „Na wypadek”

Jak to działa? Po utworzeniu hasła do aplikacji zyskujemy dostęp do ekranu głównego, gdzie zobaczymy szereg różnych opcji. „Na wypadek” pozwala na stworzenie szczegółowej dokumentacji zdarzenia, przeprowadzając nas przez 14 szczegółowo opisanych etapów. Każdy krok zawiera szczegółowe informacje dotyczące działań, które powinien podjąć kierowca. W odpowiednich miejscach są też kafelki pozwalające na bezpośrednie połączenie z odpowiednimi służbami lub z pomocą drogą. Bardzo ciekawym dodatkiem jest możliwość załączenia nie tylko zdjęć czy fotografii notatki ze zdarzenia (lub zanotowanie jej w aplikacji), ale także nagrania głosowego, które zostaje zapisane w całym zgłoszeniu. W kryzysowej sytuacji jest to o tyle wygodne, że przyspieszy proces wypełnienia wszystkich dokumentów. Osoby roztrzepane lub zdenerwowane mogą też łatwiej zapanować nad wszystkimi etapami zanotowania zgłoszenia

Aplikacja przekazuje też wiele ważnych informacji. Na przykład mało osób wie, że w przypadku braku OC po stronie sprawcy, sprawę można zgłosić do dowolnie wybranego ubezpieczyciela – zgodnie z przepisami ma on wówczas obowiązek podjęcia się działania i rozliczenia szkody, co gwarantuje właśnie UFG.

No dobrze, ale jak zweryfikować samo OC?

Jest to bardzo proste. W menu głównym aplikacji znajduje się opcja „Sprawdź polisę OC pojazdu”. Podając tam numer rejestracyjny lub VIN pojazdu otrzymamy najważniejsze informacje, czyli gdzie samochód jest ubezpieczony, jaki jest numer polisy oraz oczywiście czy obowiązuje ona w dniu weryfikacji.

Warto dodać, że taką samą możliwość oferuje strona UFG. Podając wymagane dane otrzymamy szczegółową informację wraz z plikiem PDF do pobrania, gdzie wyszczególnione są interesujące nas elementy.

Dodatkowe funkcje aplikacji „Na wypadek”

Aplikacja „Na wypadek” oferuje także inne udogodnienia. Możemy w niej wpisywać terminy obowiązywania ubezpieczeń, dzięki czemu za pomocą powiadomień zostaniemy poinformowani z odpowiednim wyprzedzeniem o konieczności ponownego wykupienia polisy. To samo tyczy się badań technicznych – docenią to zwłaszcza Ci, którzy mają w domu lub w firmie kilka samochodów.

Aplikację „Na wypadek” można także połączyć z brelokami Bluetooth do wyszukiwania kluczy. Jest to bardziej ciekawostka niż faktycznie przydatna rzecz, ale zainteresowanych z pewnością nie braknie.

Nie mam smartfona, nie chcę instalować aplikacji

W przypadku braku chęci do instalowania aplikacji rozwiązanie jest bardzo proste – wystarczy wejść na stronę UFG. Posiada ona również wersję mobilną, z której to podobnie jak z aplikacji czy komputera można sprawdzić numer polisy. Sprawa komplikuje się jednak przy braku smartfona. UFG nie zapewnia bowiem możliwości telefonicznej weryfikacji ubezpieczenia OC. Wówczas najlepszym rozwiązaniem jest poproszenie świadka o weryfikację na stronie lub wezwanie Policji – na pewno wydłuży to cały proces, ale zapewni też spokojny sen poszkodowanemu.

Jak ułatwić sobie życie?

Brak obowiązku wożenia dokumentów jest z pewnością dużym udogodnieniem dla wielu osób. Aby nie mieć problemów z aplikacjami lub innymi metodami weryfikacji, wystarczy przygotować ksero dowodu i polisy, które można wozić w aucie na czarną godzinę. Warto trzymać je w schowku, razem z wydrukiem kilku kopii pustego oświadczenia i długopisem. Stłuczka lub wypadek może nas zaskoczyć w każdej chwili, a taki „podręczny przybornik” będzie ułatwieniem w trudnej sytuacji.

Pamiętajcie – brak obowiązku wożenia dokumentów auta i druku polisy OC nie zwalnia nas z obowiązku posiadania przy sobie dowodu osobistego i prawa jazdy.

Kiedy wzywać Policję?

Są pewne sytuacje, w których warto pomyśleć o wezwaniu służb mundurowych. Często taką konieczność wymuszają firmy leasingowe lub pracodawcy w przypadku aut służbowych – zależy im bowiem na policyjnej notatce ze zdarzenia. Pod numer 997 lub 112 warto zadzwonić także w sytuacji, gdy sprawcą wypadku był obcokrajowiec – ułatwi to późniejsze uzyskanie odszkodowania. Policję wzywamy również przy zdarzeniach, w których ktoś ucierpiał. W przypadku mocniejszych uderzeń warto też wezwać Pogotowie. Dlaczego? Czasami nawet z pozoru niegroźne najechanie na tył auta może skończyć się poważnymi obrażeniami szyi lub nawet uszkodzeniami kręgów.

Wed, 13 Feb 2019 16:10:12 +0000

Honda zaprezentowała wnętrze modelu Urban EV. Będzie bardzo ciekawe Minimalistyczna stylistyka? Tego nie można spodziewać się po Hondzie. Model Urban EV będzie jednak sporym zaskoczeniem.Najważniejszą premierą Hondy w Genewie będzie model Urban EV. To pierwszy w pełni elektryczny mały pojazd tej marki. Ma on wyróżniać się atrakcyjną stylistyką, nawiązującą do starych modeli tej marki, oraz niezwykłą przydatnością w mieście. Japończycy, wzorem innych marek, postanowili pokazać najpierw wnętrze.

I to jakie!

Takiego kokpitu po Hondzie nikt się nie spodziewał. Ogromny wyświetlacz ciągnie się przez całą szerokość auta, zaś fizyczne przyciski zostały zredukowane do absolutnego minimum. Całość okraszona zostanie ciekawymi dekorami oraz atrakcyjną kolorystyką. To duża zmiana dla tej marki – dotychczas do czynienia mieliśmy z dość fikuśnymi kształtami i irytującym w obsłudze systemem multimedialnym.

Więcej szczegółów na temat Hondy Urban EV poznamy 5 marca.

Wed, 13 Feb 2019 12:36:34 +0000

Downsizing? Nie tutaj – Ford prezentuje jednostkę 7,3 „Godzilla” Kolejna "litrówka" europejskim aucie? Spokojnie, tymczasem w USA Ford prezentuje silnik 7,3. Tak, będzie on stosowany w kilku modelach.Jednostka ta powstała w jednym określonym celu – ma napędzać największe pickupy tego producenta, czyli modele F-250 i F-350. Ford nie pochwalił się jeszcze szczegółowymi danymi technicznymi, ale jeśli silnik zyskuję nazwę Godzilla, to można być pewnym, że będzie oferował naprawdę dużo mocy i jeszcze więcej momentu obrotowego. Zresztą jest to tak klasyczna do bólu konstrukcja, że każdy pasjonat motoryzacji zaślini się na jej widok. Żeliwny blok? Jest. Wielopunktowy wtrysk paliwa? Jest. Przy okazji pojawiły się też zmienne fazy rozrządu i elektrycznie sterowana przepustnica, czyli „odrobina” nowoczesności.

A teraz najlepsze – Ford podkreśla, że nie ma przeciwskazań, aby silnik ten wcisnąć do Mustanga lub modelu F-150 Raptor. Komory spokojnie pomieszczą tę dużą jednostkę, co powinno ucieszyć fanów klasycznej amerykańskiej motoryzacji. Jak jednak dodaje Mike Levin, rzecznik prasowy Ford USA, szanse są na to nikłe, głównie ze względu na regulacje dotyczące norm emisji spalin (tak, w USA też takie mają). Niewykluczone jest jednak, że jednostka ta stanie się nowym faworytem tunerów, którzy dorzucając kompresor lub sprężarki wycisną z niej ponad 1000 koni mechanicznych. Być może Ford zdecyduje się też na sprzedaż tego silnika w podobnej formie, jak Dodge genialnego Hellephanta? Kto wie. Mocno trzymamy za to kciuki.

Wed, 13 Feb 2019 10:46:20 +0000

Sześć cylindrów w rzędzie w Range Roverze. Oto model Sport HST Sześć cylindrów w rzędzie, miękka hybryda, duża moc? Takie rzeczy znajdziemy teraz w Range Roverze.Brytyjska firma zaprezentowała nową wersję modelu Sport, oznaczoną literami HST. Co kryje się pod tą nazwą? Jest to całkowicie nowa jednostka napędowa, którą połączono z układem tak zwanej „miękkiej hybrydy”. Silnik o objętości skokowej wynoszącej 3 litry ma sześć cylindrów ułożonych w rzędzie (to nowość i odwrót od stosowanej wcześniej konstrukcji w układzie V6) i generuje 395 koni mechanicznych. W nowej jednostce zastosowano sprężarkę twin-scroll oraz elektryczną turbinę, która może rozpędzić się nawet do 120 000 obrotów na minutę. Jest ona zasilana z elektrycznego silnika, a jej zadanie to eliminacja jakiegokolwiek opóźnienia na klasycznej turbosprężarce (tzw. turbo-lagu/turbodziury). W silniku 3.0 R6 zastosowano także układ CVVL (Continuous Variable Valve Lift), regulujący na bieżąco za pośrednictwem danych z komputera wysokość, na jaką otwierają się zawory – dzięki temu silnik jest znacznie bardziej ekonomiczny. Nowa jednostka jest też znacznie bardziej ekologiczna – emisja CO2 spadła o 12% względem starego V6, zaś emisja wszelkich cząsteczek stałych aż o 75%.

Jaguar podkreśla też, że nowy silnik wyróżnia się zdecydowanie wyższą kulturą pracy – jest zdecydowanie lepiej wyważony, a dzięki rozwiązaniom z rodziny Ingenium wyróżnia się naprawdę niskim zużyciem paliwa. Spora w tym także zasługa systemu miękkiej hybrydy, bazującej na instalacji elektrycznej 48V – pozwala to na wyłączenie silnika w trakcie jazdy przy zachowaniu pracy wszystkich podzespołów. Producent obiecuje, że średnie zużycie w cyklu mieszanym wynosić będzie 9,3 litra, zaś emisja CO2 to 213 gram na kilometr.

Range Rover nie pochwalił się jeszcze kompletnymi danymi technicznymi oraz polskimi cenami tego modelu. W Wielkiej Brytanii trzeba za niego zapłacić 81 250 funtów.

Wed, 13 Feb 2019 10:05:59 +0000

Debiutują BMW X3 i X4 M – 96 km/h zrobią w maksymalnie w 4,1 sekundy BMW pokazało topowe odmiany X3 i X4. Warianty M i M Competition będą naprawdę mocnymi propozycjami w segmencie.Jak zwykle można się zastanawiać nad sensem sportowych SUV-ów, ale nie można przejść obok nich obojętnie. No i przecież skoro się sprzedają, to coś musi być na rzeczy.

W przypadku nowych BMW „na rzeczy” jest nie tylko zbudowane od zera przez dział M zawieszenie (również adaptacyjne w opcji), ze zmienionymi wahaczami, grubszymi rozpórkami oraz dodatkowymi wzmocnieniami, które mają za zadanie nie tylko utwardzić prowadzenie, ale również wzmocnić i usztywnić całą konstrukcję. Zmieniły się także mocowania tylnej osi tak, aby zwiększyć odporność samochodu na siły na niego działające podczas szybkiej jazdy.

A będzie szybka, bo pod maską znalazł się nowy silnik 3.0. Sześciocylindrówka ma dwie turbosprężarki i dysponuje mocą 479 KM oraz momentem 598 Nm. Ośmiobiegowa przekładnia zestrojona przez M Gmbh przenosi moc na wszystkie cztery koła (z dużą preferencją tylnej osi) poprzez aktywny dyferencjał. Efekt? 60 mph (96 km/h) pojawia się na prędkościomierzu po zaledwie 4,1 sekundy, a prędkość maksymalna wynosi (z ogranicznikiem) 280 km/h. Mało? Zawsze można zamówić odmianę Competition. Silnik jest tutaj wzmocniony do 510 KM, przy zachowaniu tego samego momentu obrotowego. Osiągi są minimalnie lepsze – „sześćdziesiątka” w milach pojawia się po równych 4 sekundach, a z pakietem M Driver prędkość maksymalna wynosi 284 km/h.

Aby to „ogarnąć” oba samochody wyposażone są w układ kierowniczy M Servotronic ze zmiennym przełożeniem oraz nowy układ hamulcowy z tarczami o średnicy 395 mm z przodu i 370 mm z tyłu.

Z zewnątrz X3 M i X4 M poznamy po czarnym grillu i bardziej agresywnie wystylizowanym przodzie (w stosunku np. do M40i). Z tyłu znajdziemy dyfuzor i cztery końcówki układu wydechowego (aktywnego). Dodatkowo w opcji pojawi się pakiet M Carbon, obejmujący m. in. lusterka i dyfuzor wykończone włóknem węglowym.

W środku BMW proponuje sportowe fotele pokryte skórą Vernasca, wykończenia w aluminium, sportową kierownicę oraz dedykowany lewarek wyboru biegów. samochód standardowo (w USA) będzie wyposażony w adaptacyjne światła LED, nawigację oraz audio Harman/Kardon oraz szereg asystentów pomagających w jeździe.

Czekamy na pierwsze ceny i możliwość sprawdzenia tych samochodów. Papierowe osiągi są minimalnie słabsze niż w Alfie Stelvio Q, więc jesteśmy ciekawi czy BMW nadrobi technologicznymi „poprawiaczami”.

Wed, 13 Feb 2019 09:18:16 +0000

Jetta wydzielona z Volkswagena jako osobna marka. Ma mieć budżetowy charakter Volkswagen stawia na budżetową markę - w Chinach debiutuje Jetta, tym razem jako niezależny "producent".Rynek chiński rządzi się swoimi prawami. Chińczycy mają wygórowane wymagania, ale też są bardzo zdywersyfikowaną grupą osób. Z jednej strony nie brakuje stosunkowo zamożnych klientów, wybierających topowe i dobrze wyposażone modele. Z drugiej z kolei zapotrzebowanie na budżetowe pojazdy wciąż jest stosunkowo duże. Aby ułatwić podział modeli w marce, Volkswagen zdecydował się na wydzielenie Jetty jako osobnej submarki, która skupi się na budżetowych modelach.

Oferta Jetty będzie się składała z trzech modeli – Jetty VA3, Jetty VS5 i Jetty VS7. Jetta VA3 to aktualnie oferowana na tym roku Jetta (nie mająca nic wspólnego z amerykańskim modelem). VS5 i VS7 to z kolei odpowiedniki Seata Ateca i Tarraco. Auta Jetta zyskają własne logo i będą budowane w fabryce joint-venture FAW-Volkswagen.

Jedynym problemem marki Jetta będzie wizerunek. Volkswagen chcę skierować ją do młodych Chińczyków, poszukujących pierwszego „poważnego” samochodu. W Państwie Środka Jetta jest jednak postrzegana jako auto użytkowe, głównie wykorzystywane przez taksówkarzy. Niemcy będą mieli więc dużo pracy w tej kwestii. Oficjalny debiut Jetty planowany jest na kwiecień – premiera nastąpi podczas targów w Szanghaju.

Tue, 12 Feb 2019 22:10:52 +0000

54 km w 27 lat. Unikalny Dodge Viper trafił na sprzedaż W 1992 roku kupujesz Vipera. Każdy normalny nabywca zapewne cieszyłby się kilometrami pokonywanymi tym potworem z jednostką V10. Są jednak wyjątki.Na przykład takie jak ten egzemplarz. Właściciel tego auto prosto z salonu udał się do swojego klimatyzowanego garażu, gdzie zamknął Vipera na kolejne 27 lat. Nie myślcie sobie jednak, że auto „gniło” i było zaniedbane – nic bardziej mylnego. Pojazd regularnie przetaczano i odpalano, lakier był regularnie czyszczony i konserwowany, zaś przed sprzedają w silniku wymieniono płyny. W efekcie po 27 latach postoju ten Dodge Viper wygląda jak nówka sztuka, a do tego wciąż stoi na fabrycznych oponach.

Pierwsza seria Vipera staje coraz bardziej pożądana przez kolekcjonerów. Charakterystyczne nadwozie, ośmiolitrowa jednostka V10 generująca 406 KM i 630 Nm, manualna skrzynia biegów i absolutny brak elektroniki sprawiają, że nie jest to samochód dla mięczaków. Tym bardziej, że osiągi nawet dzisiaj robią wrażenie. Przyspieszenie do 96 km/h zajmuje 4,2 sekundy, zaś prędkość maksymalna to ponad 250 km/h. Wszystko to przeżywa się oczywiście w morzu plastiku – jak na amerykańskie auto przystało.

Ile kosztuje taka przyjemność? Otóż zadziwiająco mało. Za „nowego” Vipera trzeba zapłacić niecałe 100 000 dolarów. To wciąż wysoka kwota jak na ten model, ale mówimy o fabrycznie nowym aucie, którego wartość może wzrosnąć w ekspresowym tempie.

Tue, 12 Feb 2019 21:29:02 +0000

Skoda Vision iV, czyli efektowna zapowiedź elektryfikacji czeskiej marki Nie tylko Volkswagen skorzysta na platformie MEB. Czesi już szykują swoje pierwsze elektryczne auto, które wykorzysta nową technologię koncernu.Podczas targów w Genewie, obok nowego Kamiqa, jedną z gwiazd stanowiska Skody będzie model Vision iV. Samochód ten to zapowiedź pierwszego elektrycznego samochodu tej marki, który w formie produkcyjnej zadebiutuje już w 2020 roku. Vision iV to efektowny wizualnie crossover, który łączy elementy znane z aut tej marki z nowymi pomysłami, które będą wyróżnikiem samochodów elektrycznych z Mlada Boleslav. Skoda oficjalnie nie potwierdziła, że dokładnie ten model trafi do produkcji, ale patrząc na ostatni trend dotyczący prezentacji pojazdów studyjnych można przyjąć, że jest to bezpośredni zwiastun nowego auta.

Skoda Vision iV bazować będzie na platformie MEB, czyli nowoczesnej konstrukcji od postaw tworzonej z myślą o samochodach elektrycznych. Jest to konstrukcja tylnonapędowa z możliwością zainstalowania dodatkowego silnika na przedniej osi. Skoda Vision iV w swoim produkcyjnym wcieleniu będzie jednym z dziesięciu elektrycznych bądź zelektryfikowanych aut tej marki, które poznamy do 2022 roku. Skoda przeznaczy na ten cel aż 2 miliardy euro.

Czym wyróżnia się ten model? Studyjna Skoda zyskała bardzo ciekawą linię dachu, wąskie przednie lampy oraz agresywnie stylizowane elementy nadwozia. W ten sposób auta na prąd mają odróżniać się od spalinowych modeli. Pierwsze zdjęcia gotowego auta poznamy dopiero 5 marca, podczas rozpoczęcia targów w Genewie.

Tue, 12 Feb 2019 16:53:45 +0000

Stodoła pełna klasycznych BMW. Wiele z nich to prawie nieużywane auta Garaży i stodoły zastawione ciekawymi samochodami to intrygujący temat. Tym razem w USA odnaleziono szopę pełną klasycznych BMW - i to nie byle jakich.I to nie byle jakich – na przestrzeni kilkudziesięciu metrów kwadratowych zebrano aż blisko 16 samochodów w różnym stanie zachowania – od stosunkowo dobrze zakonserwowanych, aż po „trupy”, które nie nadają się do remontu. Przekrój modeli jest intrygujący – znalazły się tutaj takie klasyki jak BMW E3 czy E23, Seria 3 E21 oraz Seria 5 E28.

Według opinii osób, które odnalazły kolekcję, niektóre auta były ewidentnie bardziej zadbane od innych – ktoś regularnie ich doglądał. Kolejną ciekawostką jest fakt, że pojedyncze sztuki wyróżniają się bardzo niskim przebiegiem. Dalszy los tej kolekcji nie jest znany – właściciela stodoły oraz samochodów nie ustalono. Jeśli jednak niektóre auta uda się stamtąd wyciągnąć, to będą z pewnością łakomym kąskiem dla kolekcjonerów, poszukujących modeli BMW z lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych.

GALERIA ZDJĘĆ

Tue, 12 Feb 2019 16:08:20 +0000

Nie tego się spodziewałem. Test BMW M850i xDrive Połączenie dwóch skrajności? To brzmi jak syzyfowa praca, która i tak nie osiągnie oczekiwane celu. BMW jednak podjęło się takiego zadania. Efekty są jednak bardzo specyficzne.Wyobraźcie sobie następującą sytuację  – wybieracie się do restauracji prowadzonej przez jednego z najbardziej cenionych na świecie szefów kuchni. Z menu wybieracie interesującą Was pozycję i w oczekiwaniu na upragnione danie wizualizujecie to, co może zostać przyniesione na talerzu. Danie jednak okazuje się być połączeniem dwóch skrajności, czyli wysublimowanej kuchni fusion i wręcz domowego gulaszu, który może i jest pyszny, ale nie prezentuje się tak, jakbyście się tego spodziewali po takim lokalu. Summa summarum jesteście zadowoleni z wizyty, choć pozostawiła ona u Was mieszane uczucia. Z jednej strony wszystko było wspaniale, z drugiej jednak zdaje się to być czymś, czego nie chcielibyście otrzymać za naprawdę duże pieniądze.

Przełóżmy to teraz na język motoryzacyjny. BMW decyduje się, aby uśmiercić Serię 6 (pozostawiając jedynie model 6 GT, czyli dawną 5 GT) i reaktywować Serię 8. Przynajmniej w kwestii nomenklatury, gdyż w kategorii wymiarów auto pozostaje bardzo zbliżone do „szóstki”. Całość jest przy okazji uzbrajana w najnowsze rozwiązania i wszelkie osiągnięcia działu R&D (czyli szeroko pojętego rozwoju), a na koniec opakowywana w efektowne pudełko. Sukces?

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

Wizualnie? Jak najbardziej

BMW ma swoje lepsze i gorsze czasy. Kultowe i ponadczasowe modele przeplatane były kontrowersyjnymi projektami, takimi jak Seria 5 E60 i Seria 7 E65/E66. I choć osobiście jestem wielkim fanem tego, co Chris Bangle zrobił dla BMW, to jednak wiele osób nie podziela niestety mojego zdania. Potem jednak, pod egidą Adriena Van Hooydonka, bawarska marka poszła może nie w złym, ale dość „nudnym” kierunku. I tak oto po kilku latach bardzo sterylnych, ale mało porywających projektów, otrzymaliśmy małe arcydzieło. Piękne i dynamiczne coupe, które z daleka rzuca się w oczy i zwraca uwagę innych kierowców oraz przechodniów. Jak sięgam pamięcią ostatnim takim „headturnerem” była właśnie Seria 5 E60, która z wdzięcznością się zestarzała i po dziś dzień wygląda świeżo. i8 świadomie pomijam, gdyż jest to zupełnie inna kategoria samochodu.

Przede wszystkim chwała temu, kto usiadł z ołówkiem nad kartką papieru i nakreślił lekką, dynamiczną linię. Z niczym tutaj nie przesadzono – charakterystyczne dla BMW nerki mają odpowiednie wymiary, wąskie światła dyskretnie zachodzą na błotniki, sylwetka zyskała odpowiednie przetłoczenia, a tył zwieńczony jest zgrabną pupą, której nie powstydziłaby się żadna supermodelka. No, okej – może powstydziłaby się dziwnie podniesionych czarnych elementów w dolnej partii zderzaka, które trochę psują wygląd auta. Ale to tak naprawdę szczegół, dodatkowo bardzo subtelnie podkreślony. I nawet sportowa stylistyka narzucona przez obecność litery M w nazwie nie psuje całego wizerunku tego auta, a wręcz uwypukla jego zadziorność. Zresztą wystarczy spojrzeć na ilość włókna węglowego kryjącą się w nadwoziu. Elementy zderzaka przedniego i tylnego, lusterka i lotka na klapie bagażnika, a nawet dach (opcjonalny, dopłata wynosi nieco ponad 15 000 zł) wykonano z tego lekkiego materiału. Cała konstrukcja Serii 8 również nie należy do ciężkich. Zastosowano tutaj technologię CFRP (Carbon Fibre Reinforced Plastic), zaś auto bazuje na architekturze CLAR, którą dzieli z innymi nowymi modelami, od Serii 3 aż po X7.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

W kierunku E31, czyli specyficzne wnętrze

Kiedy pierwszy raz zobaczyłem zdjęcia wnętrza nowej Serii 8, od razu skojarzyło mi się z poprzednią „ósemką”, czyli modelem E31. Jak się okazało nie byłem w błędzie, gdyż zajmując miejsce za kierownicą wciąż można zauważyć inspirację teoretycznym poprzednikiem tego modelu. Charakterystyczna masywna deska rozdzielcza jest delikatnie skierowana w stronę kierowcy, aczkolwiek jeh „prostokątna” forma zdecydowanie wyróżnia się na tle pozostałych modeli tej marki. Czy to dobrze? Na pewno dodaje to Serii 8 więcej indywidualnego charakteru. Szkoda, tylko, że cała reszta zdaje się być pozbawiona polotu i zupełnie nie urzeka. Do tej pory lubię wnętrze poprzednika, czyli Serii 6. Choć ulepione było z tych samych klocków co Seria 5 i 7, to jednak odrobina finezji w postaci ciekawego połączenia deski z tunelem środkowym sprawiała, że całość nabierała pewnego wyrafinowania. Poza tym w środku wciąż można było poczuć klimat klasycznego BMW. A tutaj?

Siadając za kierownicą Serii 8 można poczuć się niczym w cyfrowej twierdzy. Przede wszystkim trzeba przyzwyczaić się do bardzo specyficznych cyfrowych zegarów, które stają się standardem we wszystkich modelach. BMW postanowiło opracować nowy wzór, który całkowicie odetnie się od klasyki. I moim zdaniem to nie wyszło. Bardzo. Czytelność prędkościomierza i obrotomierza pozostawia nieco do życzenia. Wciśnięcia na środek mapa również nie jest przejrzysta, a komputer pokładowy wyświetlający się po prawej stronie zestawu zegarów przekazuje informacje w bardzo specyficzny sposób. Ach, i po trzech dniach poddałem się w kwestii poszukiwania komputera podróży. Jak się później okazało, jest on teraz ukryty wyłącznie na ekranie centralnym. Drugą rzeczą, którą zarzuciłbym tym zegarom, jest ich przeciętna forma wizualna. Grafika wygląda płasko i sztucznie. Nie widzę w niej za grosz bawarskiego klimatu, za to przypomina mi wskazania z serii Need For Speed, gdzie obok zegarów była wyświetlana mapka z planem miasta. Czy można było zrobić to lepiej? Moim zdaniem tak – zachowując przynajmniej klasyczny dla BMW wzór obrotomierza i prędkościomierza w jednym z ustawień wyświetlacza.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

iDrive 7.0 – jak ogarniesz, to pokochasz

Drugą nowością jest całkowicie nowe wcielenie systemu iDrive. BMW konsekwentnie rozwija swój system multimedialny od 2002 roku. Kto miał do czynienia z pierwszymi wersjami ten wie, jak bardzo zagmatwana i skomplikowana była obsługa wielu udogodnień. Z czasem wszystko jednak stawało się dużo prostsze, a w najnowszych modelach było wręcz intuicyjne. Z Serią 8 przyszła jednak rewolucja. iDrive 7.0 to całkowicie nowa koncepcja, która wykorzystuje to co najlepsze w poprzednim wcieleniu, ale uzupełnia to wieloma nowymi funkcjami. Przede wszystkim postawiono na nowy ekran główny, gdzie wszystkie podstawowe elementy ulokowano po lewej stronie, zaś kafelki możemy dowolnie konfigurować. Ułatwia to szybki dostęp do najważniejszych elementów oraz pozwala na podgląd interesujących nas informacji, np. z nawigacji, mediów czy danych online, takich jak pogoda. Pozostałe elementy zostały rozsądnie rozmieszczone w odpowiednich zakładkach i ich odnalezienie nie jest czasochłonne.

Tym, czym pozytywnie zaskoczyło mnie BMW, jest wprowadzenie bezprzewodowej łączności Apple CarPlay. System multimedialny łączy się za pomocą WIFI i Bluetootha z telefonem i w ten sposób przekazuje wszystkie dane. Jednocześnie mają w urządzeniu mobilnym możliwość ładowania indukcyjnego nie musimy przejmować się jakimikolwiek kablami.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

Na deser coś dla geeków, czyli obsługa systemu NFC. Wgrywając dedykowaną aplikację BMW możemy zamienić nasz telefon w klucz do samochodu – z jego poziomu nie tylko otworzymy auto, ale także je uruchomimy. Wystarczy położyć telefon na wspomnianej wcześniej indukcyjnej ładowarce, aby odpowiedni sygnał został przekazany do elektroniki pokładowej, umożliwiając tym samym odpalenie silnika. BMW twierdzi, że technologia NFC ułatwi użyczanie pojazdu rodzinie lub bliskim. Ja osobiście zawsze jestem dość sceptycznie nastawiony do przesadnie nowoczesnych rozwiązań, ale domyślam się, że wiele osób je pokocha.

Dobrze, ale wróćmy do wnętrza…

… i zacznijmy od atutów Serii 8. Przede wszystkim jest to fotel. Zapewnia on szeroki zakres regulacji i jest bardzo komfortowy (uwierzcie mi, pokonałem tym autem ponad 1000 kilometrów i w ogóle nie byłem zmęczony), nawet pomimo dość sportowego kształtu i dobrego trzymania bocznego. Boczki można dodatkowo zaciskać, tak więc jeśli planujemy dynamiczniejszą jazdę, to warto z tego skorzystać. Ergonomia również nie pozostawia niczego do życzenia. Sterowanie klimatyzacją jest banalne, choć cały czas nie mogę pogodzić się z paskudnym wręcz wyświetlaczem klimatyzacji, który ulokowano pomiędzy centralnymi nawiewami. Wygląda on niczym wyciągnięty z Toyoty, która jeszcze do niedawna kochała wszelkie kwarcowe wyświetlacze. Dlaczego na to narzekam? Otóż w BMW X5, gdzie zastosowano identyczne rozwiązanie, między nawiewami wprowadzono mały cyfrowy wyświetlacz, który nie tylko lepiej wygląda, ale przede wszystkim bardziej pasuje do luksusowego charakteru wnętrza.

O materiałach wykończeniowych powiem krótko – są świetne. Spasowano je należycie, wszystkie miejsca z którymi mamy stały kontakt pokryto miękkimi tworzywami lub skórą, a całość nie wydaje jakichkolwiek irytujących dźwięków. Warto zwrócić uwagę na fakt, że zarówno podłokietnik na tunelu środkowym jak i na drzwiach jest podgrzewany razem z fotelem – to świetny dodatek w zimowych warunkach. Nie rozumiem tylko fenomenu „kryształowej” formy lewarka skrzyni biegów i pokrętła iDrive. Jest to na szczęście opcja (wyceniana na niecałe 2 000 zł), moim zdaniem niespecjalnie warta uwagi. Nie powiem, żeby wyglądało to jakoś efektownie, a wręcz przeciwnie – przypomina mi klasyczne czeskie kryształy z okresu PRL-u. Być może bez tych załamań i ostrych krawędzi wyglądałoby to znacznie lepiej.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

Problematyczny jest za to temat tylnej kanapy. W Serii 6 Coupe miejsca było tam bardzo mało, ale nawet dorosła osoba mogła przejechać na tych miejscach krótką trasę. W Serii 8 jest to już niemożliwe. Przestrzeń za przednimi fotelami można traktować jako dodatkowy schowek lub powiększenie bagażnika, gdyż żadna dorosła istota nie zmieści się tam zarówno na wysokość jak i „na długość”, gdyż miejsca na nogi zwyczajnie nie ma. Przyznam szczerze, że już nawet w BMW i8 jest wygodniej na tylnej kozetce. Dlaczego mnie to martwi? Teoretycznie BMW z Serią 8 chce aspirować nieco wyżej i po części rywalizować między innymi z Mercedesem Klasy S Coupe – wszak jest to największe coupe w ofercie tego bawarskiego producenta. Powiem więcej – nawet w Porsche 911 tylne siedzenia oferują więcej komfortu na krótkim dystansie. Do zalet można natomiast zaliczyć ogromny bagażnik. 420 litrów pojemności z możliwością powiększenia poprzez złożenie tylnej kanapy to wynik, którego próżno szukać w porównywalnych samochodach.

Kierowca, czyli dodatek

Nie będę ukrywać – bardzo lubię BMW. Bardzo lubię to, że samochody tej marki różnią się od Audi czy Mercedesa. Mają więcej sportowego charakteru i dają kierowcy sporo radości przy zachowaniu luksusowego charakteru. A może miały? Pierwszy raz lekkie obawy poczułem za kierownicą aktualnej Serii 5. Wersja 540i zaskoczyła mnie wyjątkowo komfortowym klimatem, zupełnie nie przypominającym nic, co wcześniej oferowała ta marka. Nie czułem, żeby było to złe, ale jednocześnie brakowało mi tego pierwiastka, który zawsze urzekał mnie w samochodach z Monachium. Oznaczało to też, że BMW obrało nową ścieżkę, którą będzie konsekwentnie wprowadzało w nowych modelach. I nie byłem w błędzie.

Dane techniczne, przynajmniej na papierze, zahipnotyzują wiele osób. Jednostka 4.4 V8, 530 KM i 750 Nm momentu obrotowego. Wszystko to przekazywane na cztery koła za pośrednictwem 8-biegowej skrzynia automatycznej. Do tego dodajmy aktywny układ kierowniczy ze zmiennym przełożeniem, aktywne zawieszenie i tylną skrętną oś. Przepis na doskonałe GT? No właśnie.

Rozbierzmy to wszystko na części pierwsze. Zacznę od silnika, bo on zrobił na mnie największe wrażenie. Jednostka N63B44TU3 została mocno dopracowana względem poprzednika i nie powinna borykać się z jego bolączkami. Poza tym ma absolutnie fantastyczną charakterystykę pracy. Moc budowana jest już od 1 200 obrotów na minutę, a pełny moment obrotowy wkracza do akcji przy 1 800 obr/min i może być wykorzystywany aż do 4 600 obrotów na minutę. Przekraczając tę granicę auto dalej ciągnie bez większych ograniczeń i przy 5 500 obrotów oferuje pełne 530 KM. Zachowano tutaj świetny balans pomiędzy sportowym charakterem a liniową charakterystyką, co idealnie komponuje się z klimatem gamy M Performance, będącej pomostem pomiędzy klasycznymi wersjami a pełnoprawnymi „M-kami”. Przyspieszenie do setki zajmuje zaledwie 3,7 sekundy, zaś prędkość maksymalna została ograniczona elektronicznie do 250 km/h. Myślę, że bez kagańca osiągnięcie trójki z przodu na prędkościomierzu nie byłoby żadnym problemem. Zresztą ułatwia to świetnie zgrana 8-biegowa automatyczna skrzynia biegów, która ma świetnie dobrane przełożenia i doskonale radzi sobie z przekazaniem na koła całego potencjału tego auta. Ach, dodajmy do tego przyjemne brzmienie jednostki V8, które w każdym trybie (poza Sport) jest bardzo naturalne. Dopiero po wybraniu sportowego ustawienia do gry wchodzą głośniki, które delikatnie (acz niepotrzebnie) wzmacniają dźwięk. W tym ustawieniu pojawią się też strzały z wydechu – nie są one jednak tak efektowne jak w Mercedesach z jednostką V8.

Kontrastem do osiągów jest zużycie paliwa. Mając ponad pół tysiąca koni mechanicznych pod prawą stopą godzisz się na to, że na stację będziesz zaglądać dość często. Błąd – nie w tym aucie. W mieście zużycie można spokojnie zamknąć w 15 litrach na sto kilometrów, zaś na autostradzie, jadąc regulaminowe 140 km/h, ledwo przekroczycie dziesięć litrów. Na drogach krajowych, gdzie momentami dało się nieco przyspieszyć, ale tempo przez większą część podróży było bardzo spokojne, uzyskałem średnią na poziomie 9,1 litra.

Zużycie paliwa:BMW M850i xDrive
przy 100 km/h:7,5 l/100 km
przy 120 km/h:8,6 l/100 km
przy 140 km/h:10,2 l/100 km
w mieście:15,2 l/100 km

Tak jak już wspominałem za kierownicą tego auta pokonałem ponad 1 000 kilometrów. I to nie byle jakich, gdyż w przeciągu dwóch dni zaliczyłem skrajnie różne warunki pogodowe – od lekkiego mrozu, ale idealnie suchej jezdni w słoneczny dzień, przez potężną śnieżycę, która całkowicie zasypała drogi wojewódzkie a nawet krajowe, aż po skąpane deszczem autostrady. Pozwoliło mi to nie tylko dobrze poznać zachowanie tego auta, ale przede wszystkim wyrobić sobie o nim mocną opinię. A ta nieco przeczy powszechnym zachwytom.

Droga, którą jechałem, na pewnym odcinku zamienia się w kombinację przyjemnych szybkich zakrętów na dużych przewyższeniach, co jest dobrym sprawdzianem dla możliwości auta. Wiadomo, w zimowych warunkach pewnym ograniczeniem są opony oraz warunki pogodowe, ale aura tego dnia była więcej niż sprzyjająca. Jest to droga, którą pokonywałem tysiąckrotnie, wieloma autami. Co mnie zaskoczyło? Tam, gdzie zakręt pokonywałem z prędkością X, w BMW M850i mogłem jechać z prędkością X+20 lub nawet 30 km/h. Problem polega jednak na tym, że do końca nie wiem, dlaczego było to możliwe. Układ kierowniczy, choć bardzo precyzyjny, zdaje się być sztuczny w odczuciach, wręcz naszpikowany serwowanymi przez komputer informacjami zwrotnymi. Tylna skrętna oś zwiększa przyczepność i skuteczność auta, ale także daje bardzo syntetyczne odczucia. Cały czas mamy pełne poczucie bezpieczeństwa, doskonale wiedząc gdzie kończą się możliwości tego samochodu, ale wszystko to jest tak bardzo elektroniczne i nienaturalne, że trudno jest się zrozumieć i „zgrać” z tym autem. Najbardziej wyczuwalne staje się to podczas wykonywania bardzo szybkich manewrów – tutaj pojawia się specyficzny dysonans pomiędzy ruchem kierownicą a zachowaniem tylnej osi, jakby reagowała ona z małym, acz zauważalnym opóźnieniem.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

Jeszcze ciekawiej robi się w momencie, w którym postanowimy przygasić lub odciąć ESP (w BMW pod nazwą DSC). M850i pozwala na bardzo efektowne poślizgi – tylna oś przez większość czasu dostaje większą część momentu, a nisko położony pełny moment obrotowy pozwala na łatwe zerwanie przyczepności. Wysterowanie tego ważącego 1 890 kilogramów auta w kontrolowanym drifcie nie jest trudne, ale również bardzo nienaturalne w odczuciach. Myślałem, że to tylko moje widzimisię i zaczynam przesadzać, ale cała reszta składu redakcyjnego orzekła mniej więcej to samo. Poza tym pojawia się w tym miejscu jeszcze jeden problem. Komfort. A właściwie to, że M850i jest najprzyjemniejsze w prowadzeniu właśnie w trybie Comfort. Zachowuje wówczas fantastyczny balans pomiędzy sztywnością zawieszenia a właściwym wybieraniem nierówności. Tryb Sport, dla odmiany, zamienia to przyjemne GT w nadpobudliwego potwora, który jednocześnie próbuje być torową bestią i naprawdę wygodnym samochodem. A do niego to zupełnie nie pasuje. Robi to, bo może, ale jednocześnie zdaje się wręcz krzyczeć, że nie do tego został stworzony.

Magia napędu

Nie wyobrażam też sobie tego auta bez napędu na cztery koła. Nie tylko dlatego, że na suchym asfalcie wykazuje on ogromną skuteczność, ale przede wszystkim ze względu na fakt, iż nawet na całkowicie zasypanej śniegiem nawierzchni BMW M850i pozostaje stabilne przy wyższych prędkościach. Pech (a może i szczęście) chciał, że podczas mojej podróży z Podkarpacia do Warszawy, odcinek od okolic Rzeszowa do Radomia pokonałem wyłącznie po śniegu. Asfalt przebijał się jedynie na nielicznych fragmentach, zaś niemal cała droga zasypana była białym puchem. Takie warunki pokazały drugą stronę tego auta – perfekcyjnie dopracowane działanie napędu xDrive. Niektórzy się z niego śmieją, ale z pewnością większość z tych osób nigdy nie prowadziła takiego BMW. W takich warunkach napęd był skarbem. Pozwalał na sprawne przemieszczanie się drogami bez walki o utrzymanie tylnej osi w ryzach. Nawet z całkowicie wyłączoną kontrolą trakcji można było spokojnie pokonywać zakręty, efektownie ale i z pełną precyzją zamiatając tyłem i nie obawiając się, że auto powędruje w nieoczekiwanym kierunku.

Tutaj technologia gra pierwsze skrzypce

I to na każdym polu – od układu jezdnego aż po rozwiązania zakresu komfortu. BMW M850i wyposażone jest bowiem we wszystkie najnowsze wynalazki tej marki. W prezentowanym egzemplarzu znalazły się między innymi opcjonalne laserowe światła, które doskonale oświetlają drogę, komplet kamer rozmieszczonych dookoła auta, pozwalających nie tylko na łatwe manewrowanie, ale także wirtualne obracanie obrazu i obserwację otoczenia, układ automatycznego cofania po wybranym odcinku, półautonomiczny tempomat dostosowujący się do ograniczeń oraz wiele innych. Tak naprawdę w tym aucie kierowca jest, bo jeszcze być musi. Ale przy tych technologiach tak naprawę z łatwością mógłby zostać zastąpiony przez elektronikę i komputer. I to martwi, bo wciąż mówimy o aucie, które w swoim założeniu jest sportowe. Stworzono je dla kierowcy i to on powinien być dyrygentem, który zarządza wszystkim dookoła. A tutaj tego zupełnie nie czuć. Może nie jest to złe, a niektórym z pewnością nawet przypadnie do gustu, ale moim zdaniem litera M powinna oznaczać coś zupełnie innego, a powrót do świetnej sportowej Serii 8 wymusza wręcz stworzenie czegoś więcej niż cyfrowej maszyny myślącej za kierowcę.

BMW M850i xDrive | fot. Maciej Kuchno

712 000 zł

Z hakiem. Tyle kosztuje ten samochód i jest to egzemplarz wyposażony we wszystkie dodatki. Z czym można go porównać? No właśnie, tu pojawia się problem. Teoretycznie najlepszym autem do zestawienia jest Porsche 911. To jednak, zwłaszcza w najnowszym wydaniu, może być jeszcze droższe, ale oferuje też już stricte sportowy charakter. Mercedes Klasy S Coupe? Nie ta liga – „eska” to luksusowe coupe w dwudrzwiowym wydaniu, które zapewnia dobre prowadzenie, ale przede wszystkim serwuje najwyższy komfort. Mercedes-AMG GT? Tutaj także mamy do czynienia z autem, które powstawało głównie na torze.

BMW M850i gra trochę w swojej własnej klasie. Jest to jednak jego wada, gdyż naprawdę ciężko jest mi znaleźć powody, dla których miałbym wybrać ten model zamiast Porsche 911. Z drugiej strony wciąż jest to w zasadzie dwuosobowe coupe, do którego nie zapakujemy się z rodziną. A tutaj np. Mercedes pojawia się z genialnym E 63 S czy BMW z bardzo chwaloną nową M5-ką.

Czy wybrałbym ten samochód? Tak, gdyby w ofercie była wersja, o której z pewnością możemy jedynie pomarzyć. Seria 8 wręcz prosi się o obecność jednostki V12, opakowanej w luksusowe nadwozie. Taki motor znajduje się w portfolio BMW i z pewnością mógłby znaleźć się pod długą maską ósemki. Czemu go tam nie ma? To wiedzą już tylko mądre głowy z Monachium.

Zalety:
  • świetna stylistyka
  • przyjemne brzmienie silnika oraz jego fenomenalna charakterystyka
  • niskie zużycie paliwa
  • świetnie działający napęd xDrive
  • przestronny bagażnik
  • dopracowany system iDrive 7.0

Wady:
  • bardzo sztuczne prowadzenie
  • zbyt dużo sportowego charakteru przy jednak bardziej komfortowej charakterystyce auta
  • irytujące cyfrowe zegary
  • dziwnie zachowująca się tylna skrętna oś
  • absolutny brak miejsca w drugim rzędzie
  • „auto w połowie drogi”, które nie może rywalizować m.in. z Klasą S Coupe czy Bentleyem Continentalem GT

Podsumowanie

To jeden z tych samochodów z wyższej półki, które „znikają” z pamięci kilka godzin po oddaniu kluczyków. BMW M850i to bez wątpienia bardzo udane auto, ale moim zdaniem nieco zagubione w kwestii charakteru. Myślę, że jednak warto czekać na model M8 – producent z Bawarii już udowodnił, że M550i i M5 to dwie skrajnie różne bajki. Tutaj z pewnością będzie tak samo.

Tue, 12 Feb 2019 14:56:02 +0000

Maserati Alfieri zadebiutuje w przyszłym roku jako hybrydowe coupe Na Maserati Alfieri czekamy od 2014 roku. Najpierw miało być niedługo po premierze konceptu, potem przesunięto je na 2022 rok (w 2018-ym). Teraz nastąpił kolejny zwrot akcji. Choć jeszcze w zeszłym roku Alfieri było planowane na 2022 rok, to FCA ogłosiło, że pojawi się już w 2020 roku. Linie produkcyjne mają być odpowiednio zmodyfikowane na jesieni, a pierwsze egzemplarze przedprodukcyjne mają z nich zjechać mniej więcej za rok. Ma być „charakterystycznym dla Maserati sportowym samochodem”, budowanym w Modenie. Na dodatek ma być… hybrydą plug-in.

Mniejsze od GranTurismo coupe (a potem także cabrio) ma być bardzo lekkie. System hybrydowy ma nie wpłynąć znacznie na masę – inżynierowie zakładają, że samochód będzie 175 kg cięższy od „odmiany” z  silnikiem spalinowym. Na razie nie wiadomo nic na temat mocy, baterii, czy zasięgu. To, co Maserati przekazało, to wizualizacja aluminiowej ramy przestrzennej oraz wstępne informacje m.in. o aktywnej aerodynamice. Samochód ma mieć moc przenoszoną poprzez system e-AWD, co sugeruje, że jedna z osi będzie zapewne napędzana przez „elektryka”, a druga przez silnik spalinowy. Dodatkowa stabilność powinna być zapewniona przez aktywny system „torque vectoring” przekazujący moment obrotowy na poszczególne osie tak, aby zwiększyć neutralność prowadzenia.

Maserati Alfieri ma osiągać maksymalnie 300 km/h, a do 100 km/h rozpędzać się w nieprawdopodobne 2 sekundy.

Czekamy z niecierpliwością na pokazanie samochodu oraz wprowadzenie go do w końcu do produkcji. Zwłaszcza, że jest duża szansa, że będzie rywalizował ze „shybrydyzowanym” Porsche 911.

Tue, 12 Feb 2019 12:43:05 +0000

9 lat na rynku i kolejny lifting. Mitsubishi znowu odświeża model ASX Mitsubishi wyjątkowo lubi model ASX. W tym roku w Genewie poznamy kolejne odświeżone wcielenie tego auta.Największą niespodzianką jest jednak to, że tym razem ASX naprawdę się zmienił. Front tego modelu został mocno upodobniony do spokrewnionego Eclipse Crossa. Tzw. Dynamic Shield, czyli pomysł na stylistykę przedniej części nadwozia, wprowadził charakterystyczne wąskie lampy oraz kierunkowskazy połączone ze światłami przeciwmgłowymi. Wyróżnikiem jest też duży chromowany grill, który dodaje masywności całej sylwetce. Z tyłu z kolei pojawiły się nowe światła wykorzystujące technologię LED oraz zmodyfikowany zderzak. W nadkolach znajdziemy też zmodyfikowane felgi aluminiowe ze świeżymi, niedostępnymi wcześniej wzorami.

2020 Mitsubishi ASX

We wnętrzu z kolei debiutuje nowy system multimedialny. Mitsubishi od lat nie może się zdecydować i poza skrajnie różną stylistyką kokpitu stosuje także kilka systemów inforozrywki. Smartphone-Link Display Audio wprowadza 8-calowy wyświetlacz, obsługę nawigacji TomTom (z aktualizacją informacji w czasie rzeczywistym dzięki wykorzystaniu połączenia sieciowego przez smartfona) oraz pełną łączność Apple CarPlay.

2020 Mitsubishi ASX – bardzo klasyczny napęd

Pod maską odświeżonego Mitsubishi ASX znajdzie się dwulitrowa jednostka benzynowa. Jest to klasyczna wolnossąca konstrukcja, którą spięto z 5-biegową (!) manualną skrzynią biegów. W opcji dostępny będzie „6-biegowy (z symulowanymi przełożeniami)” automat INVECS-III CVT z trybem sportowym. Moc przenoszona będzie na przednie lub wszystkie cztery koła.

Oficjalna premiera nowego Mitsubishi ASX nastąpi 5 marca w Genewie.

Tue, 12 Feb 2019 09:44:45 +0000

Wciąga wszystko po drodze. Alpina B7 przechodzi lifting W ślad za BMW Serii 7, Alpina B7 również zyskuje odświeżoną stylistykę.Nowość w BMW oznacza również nowość w ofercie Alpiny. Ta niemiecka manufaktura odświeżyła swój model B7, który bazuje na BMW Serii 7. Oczywiście oznacza to obecność monstrualnych nerek z przodu, aczkolwiek tutaj, w połączeniu z usportowioną sylwetką oraz 20-calowymi felgami z charakterystycznym dla Alpiny wzorem całość prezentuje się bardzo dobrze.

Najważniejsze jest jednak to, że Alpina B7 zyskała przy okazji liftingu także szereg modyfikacji mechanicznych. Przede wszystkim 600-konna jednostka 4.4 V8 jest teraz nieco sprawniejsza. Sprint do setki zajmuje 3,7 sekundy, zaś prędkość maksymalna przekracza 330 km/h. Pomaga w tym nowe oprogramowanie 8-biegowej skrzyni biegów oraz nowy układ wydechowy, który jest znacznie lżejszy i mniej obciąża tylną oś. Dodatkowo zastosowano tutaj większe tarcze hamulcowe (z czterotłoczkowymi zaciskami), co poprawiło skuteczność hamowania. Napęd xDrive również został zoptymalizowany. Co ciekawe jego działanie dostosowane jest do rozmiaru felg (dostępne są 20 i 21-calowe).

2020 Alpina B7

Wnętrze również nie uległo zmianie – nowością są jedynie cyfrowe zegary oraz system iDrive siódmej generacji. Poza tym znajdziemy na pokładzie kompletne wyposażenie, od najlepszej gatunkowo skóry Nappa, przez drewniane wykończenie aż po wszystkie dodatki z zakresu komfortu i bezpieczeństwa. Nagłośnienie w Alpinie B7 to sprawdzony system Bowers&Wilkins. Poza tym kokpit modelu B7 został przyozdobiony charakterystycznymi dla Alpiny elementami, takimi jak kolorowe przeszycia na boczkach czy na kierownicy.

Alpina przez niektórych nazywana jest tunerem, aczkolwiek takie określenie jest nieadekwatne. Producent ten bowiem dostaje od BMW całą konstrukcję, którą następnie gruntownie przebudowuje. Co więcej, każda Alpina ma nabijany nowy numer VIN w miejsce starego, tak więc pojazdy tej marki traktowane są jako niezależne od BMW.

Tue, 12 Feb 2019 07:53:43 +0000

Ford pozwany przez wykładowców MIT. Powodem są silniki EcoBoost Nie można powiedzieć, że Ford jest w tarapatach, ale zamieszanie to może odbić się na wizerunku marki.Jak donosi Bloomberg, pozew został złożony przez trzech wykładowców z Massachusetts Institute of Technology i tyczy się wykorzystywania opatentowanej przez nich technologii bez uregulowania odpowiednich opłat z tytułu licencjonowania rozwiązania. Chodzi konkretnie o podwójny wtrysk paliwa, czyli połączenie bezpośredniego oraz kierowanego do kolektora dolotowego. Rozwiązanie przygotowane przez pracowników MIT sprawia, że mieszanka paliwowo-powietrzna jest znacznie lepsza, co zwiększa wydajność i efektywność jednostki przy jednoczesnym zredukowaniu zużycia paliwa oraz zniwelowaniu wielu niepożądanych wibracji i innych zaburzeń w pracy motoru. Powstało ono w wyniku współpracy Forda i MIT, która rozpoczęła się w 2007 roku. Wówczas Ford połączył zespoły swoich pracowników z działu R&D z doświadczonymi naukowcami z MIT.

Wspomnieni pracownicy MIT zyskali prawo do patentu od uczelni, po czym założyli dedykowaną działalność, aby w odpowiednim urzędzie zabezpieczyć prawnie swój pomysł. W 2014 roku zaproponowali oni przedstawicielom Forda sprzedaż swojego rozwiązania, aczkolwiek marka z błękitnym owalem w logo odrzuciła wówczas ich ofertę. Jednak w 2017 roku opatentowana konstrukcja zaczęła pojawiać się w wielu jednostkach napędowych, takich jak wolnossący motor 3.3 V6, jednostkach EcoBoost 2.7 i 3.5 V6 oraz w 5-litrowym V8 Coyote.

Ford broni się twierdząc, że rozwiązanie w postaci połączenia wtrysku bezpośredniego oraz kierowanego do kolektora nie jest wybitnie zaawansowaną technologią i korzysta z niej wielu innych producentów, m.in.: Subaru (BRZ, GT86), General Motors (jednostka LT5) czy Toyota (Avalon V6). Poza tym amerykański koncern zorganizował w 2015 roku spotkanie z autorami opatentowanego pomysłu, na którym poruszono temat wykorzystywanych rozwiązań. W zamian za nie wnoszenie sprawy do sądu, Ford miał zaproponować stałą współpracę trzem pracownikom MIT. Amerykański koncern podkreślał też, że nie widzi zastosowania dla takiego wtrysku paliwa, co jednak było nieprawdą, gdyż chwilę później rozpoczął pracę nad wdrożeniem tej konstrukcji do jednostek z rodziny EcoBoost.

Źródło: Bloomberg
Tue, 12 Feb 2019 07:20:14 +0000

Subaru wchodzi do Europy z hybrydami. Zadebiutują w Genewie Subaru e-boxer, czyli nowa linia hybrydowych modeli zadebiutuje podczas targów w Genewie. Czego się spodziewać?Japończycy powoli nadrabiają zaległości w kwestii elektryfikacji swoich modeli. Kilka tygodni temu w USA zadebiutował model Crosstrek PHEV, czyli odpowiednik naszego modelu XV. W Japonii z kolei pod nazwą e-boxer kryją się z kolei klasyczne hybrydy. W obydwu przypadkach jednak model XV łączy dwulitrową jednostkę benzynową z silnikiem elektrycznym. W przypadku wersji e-boxer jednostka na prąd jedynie wspiera silnik spalinowy, zaś w wersji PHEV pozwala na jazdę na samym „elektryku”, aczkolwiek wymaga też ładowania z gniazdka.

Drugim modelem z rodziny e-boxer może być nowe Subaru Forester. Samochód ten powinien zadebiutować w nowym europejskim wydaniu właśnie w Genewie. Japończycy wycofali się z oferowania diesli w Europie, tak więc wprowadzenie hybrydy do oferty tego modelu jest rozsądnym krokiem.

Oficjalna premiera nowych modeli Subaru będzie miała miejsce 5 marca w Genewie.

Mon, 11 Feb 2019 18:47:25 +0000

Audi testuje kolejny model z rodziny E-Tron W Holandii sfotografowano zamaskowany egzemplarz nowego modelu Audi z rodziny E-Tron.Audi zamierza bardzo szybko rozszerzyć całą rodzinę E-Tron. Aktualnie jest to tylko jeden model (E-Tron Quattro), ale niebawem dołączą do niego jeszcze trzy inne. Pierwszy z nich, E-Tron GT, to sportowy odpowiednik Audi A7, mocno spokrewniony z Porsche Taycan. Zaprezentowano go w zeszłym roku podczas targów w Los Angeles. W Genewie z kolei poznamy studyjne wcielenie kompaktowego E-Trona.

Co więc widzimy na zdjęciach? To E-Tron Sportback, czyli usportowione wcielenie znanego już elektrycznego SUV-a (w tek nomenklaturze łatwo się pogubić). Model ten wyróżniać będzie opadająca linia dachu. Rywalem dla tego samochodu będzie Jaguae I-Pace, prezentujący podobną formę oraz zbliżone dane techniczne.

Kiedy poznamy nowe Audi? Najprawdopodobniej w drugiej połowie bieżącego roku.

Mon, 11 Feb 2019 13:16:20 +0000

Mercedes zarejestrował nowe nazwy, w tym Klasę O. Czego się spodziewać? W amerykańskim i europejskim urzędzie patentowym Mercedes zarejestrował szereg nowych nazw. Czy to zapowiedź nadchodzących modeli?Mercedes nie zwalnia tempa i szykuje nas na premiery kolejnych modeli. W tym roku poznamy wiele nowości – od klasy GLB, przez odświeżone GLC i Klasę E, aż po nowe auta z logo Maybacha i AMG. W przypadku luksusowej submarki tego producenta możemy spodziewać się dwóch nowości – przede wszystkim będzie to kolejna generacja modelu GLS, która będzie również oferowana w unikalnym wydaniu. Dla tych modeli zarezerwowano nazwy GLS 600 i GLS 680. Klasa S również zyska wariant S 680. Pod tą nazwą z pewnością kryć się będzie jednostka V12, choć rozróżnienie pomiędzy 600 a 680 jest nieco zastanawiające – być może pod niższą liczbą oferowane będzie wzmocnione 4-litrowe V8, które aktualnie określane jest liczbą 560.

Znacznie ciekawszym elementem jest jednak Klasa O. W przypadku tego modelu zarejestrowano następujące nazwy – O 120, O 140, O 160 i O 200. Sklasyfikowano je w kategorii „pojazdy mechaniczne i silniki”. Trudno powiedzieć, czy będzie miało to jakieś odniesienie do faktycznie produkowanych pojazdów – aktualnie gama O określa autobusy z oferty Mercedesa, a konkretnie model Citaro, noszący nazwę O530. Tutaj jednak nie stosuje się przerwy pomiędzy literą a liczbą, co jest wyróżnikiem aut osobowych.

Mercedes jakiś czas temu zapowiadał wprowadzenie na rynek małego miejskiego samochodu, który byłby ulokowany w gamie poniżej Klasy A. Czy to może być właśnie Klasa O? Patrząc na numerację, wskazującą na zastosowanie słabszych silników, jest na to spora szansa. Z drugiej strony taki model byłby wewnętrzną konkurencją dla Smarta, który aktualnie został już w całości zelektryfikowany.

Mon, 11 Feb 2019 11:55:27 +0000

Kup samochód klikając myszką. Skoda uruchomi sprzedaż aut w leasingu przez internet Zakup auta bez wychodzenia z domu? Coraz więcej firm zaczyna stosować takie rozwiązania. Niebawem dołączy do nich Skoda.Czeska marka niebawem zaprezentuje nową platformę, która pozwoli na zakup samochodu w leasingu bez wychodzenia z domu. Rynek e-commerce w Polsce rośnie w niewiarygodnym tempie – w 2018 roku urósł on o 56% względem 2017. To tylko jeden z wielu motorów napędowych, zachęcających do wprowadzenia takiego rozwiązania. Platforma online zwiększy także komfort zakupu aut przez firmy – złożenie dużego zamówienia będzie jedynie formalnością.

Co ciekawe nowa platforma jest także dedykowana klientom indywidualnym – Ci także będą mogli skorzystać z możliwości nabycia pojazdu bez wychodzenia z domu. Działanie całej strony ma być bardzo proste. Pozwoli na skonfigurowanie samochodu oraz dobranie korzystnej i dopasowanej do potrzeb oferty leasingowej. Zainteresowany otrzyma na koniec finalną rozpiskę ze szczegółowymi informacjami na temat wysokości rat oraz wszelkich opłat. Aby domknąć transakcję trzeba będzie przesłać odpowiednie dokumenty i poczekać na akceptację ze strony firmy.

Premiera platformy online będzie miała miejsce pod koniec lutego.

Mon, 11 Feb 2019 09:27:57 +0000

Niezwykłe spotkanie. Dwa Alpine A110 na ulicach Warszawy Deszczowa niedziela nie musi być nudna i ponura. Wystarczy obecność dwóch niezwykłych samochodów, takich jak Alpine A110.Dzięki uprzejmości Alpine Katowice oraz Filipa Blanka mieliśmy okazję nieco pobawić się fotografią z tym modelem. A jest na co patrzeć – na żywo Alpine A110 robi fantastyczne wrażenie i perfekcyjnie nawiązuje do swojego pierwowzoru.

Kolory Bleu Alpine (egzemplarz z serii Premiere Edition) i Gris Tonnerre (wersja Legende) bardzo dobrze komponują się z kolei z kontrastującą ze sobą warszawską architekturą, gdzie w jednym miejscu spotykają się zabudowania z okresu PRL, nowoczesne szklane biurowce i klasyczne kamienice.

GALERIA ZDJĘĆ

Mon, 11 Feb 2019 08:45:29 +0000

ABT podkręciło Audi A6. Diesel zyskał dodatkowe konie mechaniczne Więcej mocy, więcej sportowego charakteru - ABT wzięło na warsztat Audi A6 Avant.Przede wszystkim ABT zabrało się za wzmocnienie silnika. Dzięki zastosowaniu dedykowanego ECU moc trzylitrowej jednostki TDI wzrosła z 286 do 330 KM. Według tunera przyspieszenie do 100 km/h spadło do 5,5 sekundy z 5,7 sekundy, co czyni z A6-ki całkiem dynamiczne auto. ABT niestety nie pochwaliło się momentem obrotowym oraz szczegółowymi danymi z hamowni – a te jak wiadomo potrafią się różnić od podawanych przez producenta.

Zmiany wizualne w przypadku Audi A6 Avant są bardzo delikatne. Postawiono na dokładki zderzaków i progów w czerni, kontrastujące z białym lakierem prezentowanego egzemplarza. Dodano też większe końcówki wydechu, wykończone czarnym matowym lakierem. W nadkolach z kolei ukryto 21-calowe felgi w kolorze Mystic Black, na które naciągnięto opony dostarczone przez Continentala.

ABT nie przeprowadziło za to jakichkolwiek zmian we wnętrzu. Tutaj, poza nowym przyciskiem startera oraz dodatkowym oświetleniem progowym wszystko pozostało seryjne. Niemiecki tuner swoje auto oficjalnie zaprezentuje w Genewie – razem z Audi RS4+ będzie ono jedną z gwiazd stanowiska tej marki.

Mon, 11 Feb 2019 08:15:46 +0000

Wielkie przemeblowanie w ofercie Forda. Nowe SUV-y, koniec Edge’a Ford nie jest zadowolony ze swoich wyników finansowych, które ponownie były "pod kreską". W najbliższym czasie czeka nas więc rewolucja w gamie modelowej.Ford od dłuższego czasu szuka sposobu na uporządkowanie sytuacji finansowej oraz osiągnięcie oczekiwanych zysków. W przypadku marki globalnej o tak specyficznym profilu jest to jednak duże wyzwanie. Dlaczego? Otóż jak się okazuje motorem napędowym dla tego amerykańskiego koncernu są głównie pojazdy użytkowe i SUV-y. W USA np. maszynką do robienia pieniędzy jest model F-150, który to po raz pierwszy sprzedał się w liczbie ponad miliona egzemplarzy w przeciągu roku. To absolutny rekord, na który Ford czekał od dawna.

Nacisk na samochody użytkowe i SUV-y jest powoli przenoszony z rynku amerykańskiego na europejski, gdzie duże zmiany są więcej niż potrzebne. Pomimo szerokiej gamy Transita, Rangera, Kugi, Ecosporta oraz tzw. modeli importowanych, Ford nie wystrzegł się strat – a modele te przyniosły nawet do 200% więcej przychodu w drugim kwartale minionego roku. Pokazuje to więc jak skomplikowana jest sytuacja finansowa w tym koncernie, ale też jakie modele mają szanse rozpędzić Forda i pozwolić mu wyjechać z dołka, w którym się znajduje.

Spójrzmy na statystyki – hitem sprzedaży, jeśli chodzi o SUV-y, jest Kuga, która w zeszłym roku sprzedała się w liczbie 153 542 egzemplarzy. Tuż za nią ulokował się EcoSport (111 856 sztuk). Liczby te są jednak mocnym zawodem na tle konkurencji, a całość przypieczętowuje bardzo słaba sprzedaż Edge’a – do klientów w Europie trafiło raptem 9 527 aut, czyli o 41% mniej niż w roku 2017. Dla kontrastu sprzedaż aut użytkowych jest rewelacyjna – Ford dostarczył 380 900 pojazdów na rynek europejski.

Jaki jest więc plan Forda na poprawę kondycji finansowej? Przede wszystkim kluczem do sukcesu mają być nowe SUV-y. W tym roku jeszcze poznamy następcę modelu EcoSport, zaś niebawem światło dzienne ujrzy nowa Kuga, która to oferowana będzie także w wariancie siedmioosobowym. Z europejskiego rynku zniknie też Edge – import tego modelu zdaje się być nieopłacalny przy takiej sprzedaży. Pod znakiem zapytania stoi również przyszłość vanów, choć Ford na tę chwilę zapewnia, że auta te mają pewne miejsce w gamie. W ofercie pojawi się za to „inspirowany Mustangiem” elektryczny SUV, który ma wykorzystywać wiele nowoczesnych technologii. W gamie aut użytkowych kluczem do sukcesu jest zawiązana z Volkswagenem współpraca. Ta może być także w przyszłości rozszerzona o auta osobowe, co dodatkowo pozwoli Fordowi zaoszczędzić i poprawić stan konta.

Mon, 11 Feb 2019 07:36:54 +0000

TRD dobrało się do nowej Toyoty Supry. Oto efekty ich pracy Jaka jest Toyota Supra każdy widzi. Nie oznacza to jednak, że nie da się z niej wycisnąć nieco więcej.TRD (Toyota Racing Development) to wewnętrzny dział tej marki, który zajmuje się tuningiem wszystkich modeli Toyoty. Tym razem Japończycy zabrali się za nową Suprę, którą w formie konceptu zaprezentowano w Osace. Pakiet, który nazwano Performance Line, został opracowany nie tylko celem poprawienia walorów wizualnych, ale przede wszystkim po to, aby Supra jeździła jeszcze lepiej. Zmodyfikowane zderzaki zostały dopracowane pod kątem lepszej aerodynamiki, podobnie jak progi oraz delikatna lotka na klapie bagażnika. Co więcej, wszystkie elementy wykonano z włókna węglowego, dzięki czemu nie zwiększają masy samochodu.

W nadkola wpasowano z kolei 19-calowe lekkie kute felgi, które obuto w opony Michelin. Nowy wzór prezentuje się znacznie lepiej od fabrycznego i poprawia aparycję tego sportowego samochodu. Niestety TRD nie zabrało się za poprawki w silniku – na większe modyfikacje trzeba będzie jeszcze poczekać.

Pakiet TRD najprawdopodobniej zagości w regularnej ofercie producenta dopiero za kilka miesięcy. Toyota nie pochwaliła się przewidywanymi cenami.

Sat, 09 Feb 2019 10:16:26 +0000

Warto dopłacać? Wybieramy Opla Grandlanda X z silnikiem diesla 1.5 Turbo D, czy 2.0 Turbo D? 130 czy 177 KM? Warto dopłacać do mocniejszego silnika? Porównujemy dwa Ople "z dieslem" w wersjach ze skrzynią automatyczną.W tym tekście nie będziemy zajmować się Oplem Grandlandem X jako takim. Tę pracę wykonali red. Kuchno i red. Kopyciński w swoich testach odmian 1.6 Turbo D (już wycofany silnik) oraz 1.2 Turbo.  Z nich dowiecie się, jak samochód się prowadzi, ile ma miejsca w środku i, że generalnie jest całkiem przyjemny tylko słabo spasowany. Tak, czerwony i niebieski SUV z tego materiału też mają problemy z boczkami drzwi.

My jednak nie o tym. W rodzinnym SUV-ie w Polsce naturalnym wyborem jest silnik diesla, zwłaszcza jeśli planujemy samochodem jeździć w trasy. No i po co „machać lewarkiem” – w tym samochodzie to i tak nie będzie duża przyjemność. I tu dochodzimy do pytania, „co wybrać?”.

W ofercie Opla mamy dwa silniki wysokoprężne. Pierwszy ma pojemność 1.5 litra (zastąpił wspomniane 1.6), moc 130 KM i dostępny jest z manualną, sześciobiegową skrzynią albo „automatem” o 8 przełożeniach. To klasyczna skrzynia automatyczna, bez podwójnych sprzęgieł. Taka sama przekładnia jest standardem w mocniejszym silniku „na ropę” – dwulitrowej jednostce dysponującej 177 KM. Oba silniki mają cztery cylindry i francuskie pochodzenie: to nowa generacja silników znanych w Peugeotach i Citroenach jako HDI.

Ile tej dopłaty?

Obecnie na Ople wyprodukowane w 2018 roku mamy do 15 tys. rabatu, ale trzymajmy się cen cennikowych, samochodów do konfiguracji. Grandland X z silnikiem 1.5 D i skrzynią automatyczną można zamówić najtaniej w odmianie Enjoy – za 117 400 zł. Następny jest Design Line za 126 000 zł, Innovation za 125 800 zł, Elite, za 130 200 zł i topowa Ultimate, za 147 100 zł. Dwulitrowy diesel nie jest dostępny w najsłabszej odmianie. Ceny zaczynają się od 117 300 zł za Innovation i kończą na Ultimate za 153 600 zł. Jak widać, różnica w cenie, niezależnie od wersji, wynosi 6 500 zł. Topowa odmiana jest już niemal kompletnie wyposażona. Od reflektorów AFL LED, przez fotele AGR, kończąc na elektrycznej klapie, systemie bezkluczykowym, ogrzewanych fotelach, kierownicy i nawigacji.

EnjoyDesign LineInnovationEliteUltimate
Opel Grandland X 1.5 Turbo D A8117 400 zł126 000 zł125 800 zł130 200 zł147 100 zł
Opel Grandland X 2.0 Turbo D A8-132 500 zł132 300 zł136 700 zł153 600 zł

Pół litra i 47 KM różnicy

Oba silniki dzieli naprawdę spora różnica w mocy i momencie obrotowym (100 Nm). Może więc nie warto ich porównywać? A skądże. Warto. Zwłaszcza, że w niektórych sytuacjach ta przewaga mocniejszej jednostki nie będzie bardzo przydatna. Ale najpierw garść teorii.

Słabsza jednostka ma 130 KM, które osiąga przy 3 750 obr/min. 300 Nm dostępne jest od przy 1 750 obr/min., a samochód musi „uporać się” z masą 1 455 kg. Mocniejszy Grandland jest cięższy o 120 kg (1 575 kg), ma 177 KM przy tych samych obrotach co 1.5 oraz całe 400 Nm, dostępne od 2 000 obr/min.. Oba silniki brzmią podobnie po odpaleniu – bardzo wyraźnie słychać „rodzaj paliwa”, który je napędza. Tak samo przy ruszaniu i mocniejszym dodawaniu gazu, klekot jest wyraźnie słyszalny. Za to podczas normalnej jazdy zupełnie nie przeszkadza – nieźle wypada też wyciszenie przy wyższych prędkościach.

Ciekawie ma się sprawa z osiągami. Obu Grandlandów można bez problemów używać podczas wypadów autostradowych, choć 1.5 po pełnym załadowaniu będzie znacznie mniej chętny do jazdy. Ale Ople utrzymując „na luzie” wyższe prędkości i nie męczą podczas jazdy po drogach szybkiego ruchu. W mieście też różnica nie będzie znaczna, choć bez wątpienia widoczna. Ale po bezpośredniej przesiadce z mocniejszej wersji do słabszej nie ma wrażenia, że Opel z 1.5 pod maską zupełnie „nie jedzie”. A osiągi papierowe są ze znaczną przewagą na korzyść odmiany 177-konnej. Ta przyspiesza od 0 do 100 km/h w 9,5 sekundy, podczas gdy 130-konny silnik potrzebuje aż 12,3 sekundy na osiągnięcie „setki”. Tyle teorii, bo w praktyce oba samochody sprawiają wrażenie szybszych. Diesel 2.0 przyspiesza wyraźnie lekko i bez zadyszki, zawsze mając odpowiedni zapas mocy i momentu obrotowego. Wyprzedzanie należy do przyjemnych i bezproblemowych. I właśnie na takich trasach 1.5 będzie odstawał, zwłaszcza „z pełnym ładunkiem” – wyraźnie brakuje mu elastyczności, choć też nie powiedziałbym, że jest niebezpiecznie wolny, natomiast na pewno trzeba będzie brać na to poprawkę. Jeśli będziemy podróżować z mniejszym obciążeniem, 130-konny diesel będzie napędzał Opla wystarczająco sprawnie.

Ważną sprawą w obu samochodach jest skrzynia biegów. Ośmiobiegowa, klasyczna przekładnia to konstrukcja japońskiego Aisina, którą znamy już z wielu samochodów, m.in. z bliźniaczych modeli 3008 i 5008. Obaj z Naczelnym mamy jednak wrażenie, że tutaj znacznie lepiej zgrano ją z silnikami. „Automat” pracuje idealnie płynnie i nigdy nie zdarzyło mu się szarpnąć. Jazda nim przypomina jazdę ze skrzynią bezstopniową, tylko bez wad CVT. Zmiana biegów w górę następuje bardzo płynnie i szybko. Redukcje o jeden bieg również są niezauważalne. Dopiero reakcja na „kickdown” jest nieco wolniejsza niż w innych skrzyniach, ale wciąż nie kończy się jakimś gwałtownym ruchem – wszystko odbywa się niemal niezauważalnie dla kierowcy. Przy obu silnikach pracuje przy tym zupełnie w ten sam sposób.

Oba samochody możemy też uznać za oszczędne, choć oczywiście wszystko zależy od stylu jazdy. A dokładniej, od płynności. Wyniki na jednej trasie, w zależności od ruchu, mogą różnić się o litr, czy półtora. Mimo tego, zarówno Grandland 1.5, jak i 2.0, starają się nie nadwyrężać portfeli swoich kierowców. Co to znaczy? Średnie testowe spalanie w 1.5 Turbo D wyniosło ok 6 l/100 km, przy czym wyniki w trasie wahają się od 4,5 do 7,1 l/100 km. Co ciekawe, w mieście trudno jest osiągnąć wartości wyższe niż 7,5 – 8 l/100 k, za to nie ma problemu z tymi nieco powyżej sześciu. To przekłada się na miejskie spalanie na poziomie minimalnie niższym niż autostradowe. Jeśli zastanawiacie się, o ile mniej oszczędna jest „dwulitrówka”, to powiemy, że niewiele, chyba, że w mieście. Choć i tu można zejść poniżej 8 l/100 km, średnio jednak trzeba liczyć o litr więcej. W trasie, przy 100 km/h zobaczymy wyniki z 4 z przodu, a na autostradzie – 7,7 l/100 km, więc całkiem przyzwoicie. Oba samochody są wyposażone w filtry SCR, a zatem wymagają dolewania AdBlue co jakiś czas.

Zużycie paliwa:Opel Grandland X 1.5 Turbo D AT8Opel Grandland X 2.0 Turbo D AT8
przy 100 km/h:4,5 l/100 km4,9 l/100 km
przy 120 km/h:5,3 l/100 km6,2 l/100 km
przy 140 km/h:7,1 l/100 km7,7 l/100 km
w mieście: 7,0 l/100 km9,0 l/100 km

Podsumowanie

To co, warto wydać te dodatkowe 6 500 zł? Jak zwykle, wszystko zależy od tego, jak zamierzamy samochodem jeździć. Moim zdaniem, 2.0 D pali niewiele więcej, a jest znacznie przyjemniejsze w trasie. Z drugiej strony, 1.5 D jest naprawdę oszczędny, a przy jeździe miejskiej, albo autostradowej różnica w dynamice nie jest aż taką przepaścią, żeby zupełnie go odpuścić. No chyba, że często podróżujecie załadowanym samochodem i drogami krajowymi – wtedy zdecydowanie weźcie mocniejszą odmianę. Jeśli zaś macie zamiar turlać się głównie po mieście – będziecie zachwyceni automatem i oszczędnością odmiany 1.5. Zresztą, to pierwsze dotyczy również mocniejszej odmiany.

Sat, 09 Feb 2019 09:54:33 +0000

Dacia Duster Pickup dostała zielone światło. Zadebiutuje w przyszłym roku Sprawna i użyteczna - Dacia Duster szybko stała się hitem sprzedaży ze względu na swoje zalety. Teraz klienci będą mieli do wyboru także inną wersję nadwoziową.Dacia dała zielone światło projektowi Dustera Pickup. Ten stosunkowo mały samochód użytkowy połączy dwuosobową kabinę, pakę mieszczącą jedną europaletę oraz napęd na cztery koła. Projekt takiej wersji stworzyła firma Romturingia, która wykonała nawet próbne egzemplarze. Dacia mocno zainteresowała się tym autem, głównie ze względu na pytania klientów dotyczące takiej odmiany. Hakim Boutehra, dyrektor działu aut użytkowych Renault-Dacia w Rumunii potwierdził, iż marka ta podjęła rozmowy z Romturingią dotyczące produkcji seryjnej takiego pickupa.

Póki co nie ma jeszcze szczegółowych informacji na temat Dustera Pick-up. Z pewnością będzie on korzystał z całego dobrobytu standardowej wersji – od jednostek napędowych aż po wyposażenie. Samochód ten może być jedną z najciekawszych propozycji w swojej klasie – dla pracowników sektoru budowlanego czy małych działalności gospodarczych taki Duster Pick-up okaże się strzałem w dziesiątkę.

Na niektórych rynkach Dacia Duster występowała już jako pickup. Nazywała się wówczas Renault Oroch. Model ten oferowano w Ameryce Południowej, gdzie cieszył się ogromnym zainteresowaniem ze strony klientów.

Fri, 08 Feb 2019 15:46:48 +0000

Vratis Vucari, czyli nowy polski samochód. Ma bazować na BMW Kolejny pomysł na "polski" samochód. Tym razem firma o tajemniczo brzmiącej nazwie Vratis planuje stworzenie luksusowego coupe.Oczywiście słowo „planuje” jest tutaj kluczem, bo nie wiadomo, czy w ogóle zobaczymy ten pojazd w finalnej formie. Tak samo w cudzysłów można wziąć słowo „polski”, gdyż Vucari będzie tak naprawdę przebudowanym innym samochodem. Nie byle jakim, bo bazą ma być BMW 650i generacji F13. Sercem będzie więc jednostka 4.4 V8, która generuje ok. 450 KM.

Vratis zapowiada, że chce stworzyć 49 aut. Pięć z nich ma bazować na BMW M6 (będzie to Vratis Vucari R), zaś 4 sztuki jako bazę wykorzystają otwartą wersję BMW Serii 6. Cała produkcja ma być w stu procentach ręczna, a każdy egzemplarz zyska indywidualnie wykończone wnętrze.

Stylistyka Vratisa Vucari inspirowana jest starszymi samochodami (być może nawet Warszawą, ale designerzy nie przyznają się do tego), choć postawiono na nowocześniejszy design. Kiedy powstaną te auta? Oto doskonałe pytanie – można obstawiać różne daty. Producent w ogóle nie wypowiada się na ten temat, a jego nikła rozpoznawalność raczej nie ułatwi sprzedaży 49 aut.

Źródło: Vratis Vucari (Facebook)

Fri, 08 Feb 2019 15:20:19 +0000

przestrzeń.rar – Skoda Karoq 1.5 TSI DSG w naszym teście Dużo przestrzeni, kompaktowe wymiary i design nie będący przykrym efektem kompromisu – czy takie połączenie w ogóle jest możliwe?Czeski producent od lat słynie z niemal bezkonkurencyjnej ilości miejsca we wnętrzach swoich aut. Modele takie jak Kodiaq, Octavia, czy Superb, nie należą jednak do najmniejszych pod względem wymiarów zewnętrznych, więc daleko im do miana aut idealnych do miasta. Karoq z kolei, mimo bycia SUVem, sprawia wrażenie bardzo kompaktowego i zwartego. Do typowo miejskiego testu wykorzystaliśmy wersję z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM, napędem na przednie koła i skrzynią DSG.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Spójny projekt

Skoda Karoq daleka jest od bycia gwiazdą ulic, ale w testowanej konfiguracji może się podobać, co w dużej mierze jest zasługą lakieru Emerald Green. Choć nadwozie na kilka ciekawych smaczków, jak choćby krój przednich i tylnych kloszów lamp, to bije od niego prostota, znana w stu procentach z pozostałych modeli marki. Warto jednak zwrócić uwagę na jeden fakt – mimo pudełkowatej bryły i podporządkowaniu praktyczności, Karoq wciąż jest zgrabnym i zwartym autem.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Wnętrze jest kontynuacją projektu nadwozia i przy pierwszym kontakcie nie porywa, choć kusi dużym, ponad 9-calowym ekranem dotykowym o przyjemnej rozdzielczości. Sama jego obsługa nie wymaga zbyt wiele wprawy, a dotyk działa szybko i przyjemnie. Dobrze, że panel klimatyzacji pozostawiono w całkowicie analogowej formie, co przy dzisiejszych standardach spotyka się już coraz rzadziej.

W kwestii jakości wykonania, Skoda mogłaby się jeszcze trochę nauczyć. Wnętrze nie jest co prawda w tak znacznym procencie twarde, jak miało to miejsce choćby w Volkswagenie T-Roc, ale sama jakość montażu pozostawia sporo do życzenia. Najbardziej denerwującym elementem w testowanym egzemplarzu był uchwyt drzwi kierowcy, który wydawał nieprzyjemne dźwięki praktycznie przy każdym kontakcie.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Przestrzeń i funkcjonalność

Wnętrze Karoqa to jednak przede wszystkim duża przestrzeń, funkcjonalność i sporo ciekawych rozwiązań, jak choćby parasol umieszczony pod fotelem pasażera z przodu. W obu rzędach siedzeń w zasadzie ciężko mówić o jakimkolwiek niedoborze miejsca nad głową, na nogi, czy też na szerokość – w każdej płaszczyźnie jest jej po prostu bardzo dużo. To samo dotyczy przedziału bagażowego.

Warto natomiast wspomnieć o samych możliwościach konfiguracji, bo tych jest naprawdę sporo. Opcjonalna tylna kanapa dzieli się na trzy części, jest przesuwana i składana (same oparcia lub „do pionu”), a w razie potrzeby można ją również wyjąć. Komplet siatek, haczyków i innych elementów oddzielających drobne przedmioty od reszty bagaży pomaga z kolei zachować porządek i bezpieczeństwo.

Sama kanapa jest obszerna i może być podgrzewana, lecz przez umieszczenie jej zbyt wysoko w stosunku do dna bagażnika, po złożeniu oparć nie tworzy ona równej podłogi. Może to stanowić kłopot na przykład przy przewożeniu mebli, gdzie konieczność postawienia kanapy do pionu zabierze istotne kilkanaście centymetrów długości przestrzeni bagażowej.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Trudno jednak mówić o jakiejś poważnej wadzie – „kufer” Karoqa nie bez powodu ma takie kształty, będąc nastawionym na wydobycie maksymalnej możliwej objętości. W standardowej konfiguracji mieści od 512 do aż 756 litrów bagażu, z kolei po złożeniu kanapy 1630 litrów (do 1700 po wyjęciu foteli drugiego rzędu).

Dzięki pudełkowatej bryle, nieprzesadnie wysokiej linii szyb i stosunkowo cienkim słupkom, nadwozie jest łatwe do wyczucia przy manewrowaniu, a duże lusterka zewnętrzne ułatwiają orientację w otoczeniu. Nieco większe mogłoby być lusterko wsteczne, które nie jest w stanie pomieścić całego obszaru widzianego przez tylną szybę. Zaskakujący jest natomiast fakt, że wpasowując się w miejsce parkingowe o długości przeznaczonej dla przeciętnego auta kompaktowego, bez problemu wjedziemy w nie właśnie testowaną Skodą.

Wygoda i łatwość prowadzenia

Karoq zdecydowanie należy do aut, do których nie trzeba się zbyt długo „przymierzać”. Ustawienie fotela, czy samo operowanie przyjemnie pracującą kierownicą, są po prostu intuicyjne. Nie spodziewajmy się tutaj zaskakującej precyzji układu – samochód prowadzi się lekko i nie angażuje w jazdę. Samo zawieszenie pracuje pewnie i mocno trzyma w ryzach wysokie nadwozie. Szkoda, że jego praca jest nieco za głośna i charakteryzuje się wyraźnie słyszalnym, głuchym „tłuczeniem”.

Poza tym, w aucie bez problemu można się zrelaksować. Fotele wyposażone w elektryczną regulację z pamięcią są sporych rozmiarów i mają niezłe wyprofilowanie, zawieszenie nie wprowadza nerwowości i jest wystarczająco komfortowe, z kolei samo wyciszenie nadwozia pozwala w ciszy podróżować drogami szybkiego ruchu. W rozsądnej cenie (1600 złotych) możemy dokupić 9-głośnikowy zestaw audio CANTON z subwooferem o mocy 550W, który gra czysto i do momentu bardzo mocnego „rozkręcenia” zachowuje sporo szczegółów brzmienia.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Średnia segmentu

150-konna, benzynowa jednostka napędowa z rodziny TSI daje dokładnie takie wrażenia, jakich spodziewałem się przed testem. Okazuje się być chętna do pracy od samego „dołu” i pozwala bezstresowo poruszać się po wszelkiego rodzaju drogach. Jest przy tym dość kulturalna, choć w wyższych partiach obrotów jej brzmienie nie należy do najprzyjemniejszych. Większość z Was interesuje jednak bardziej zużycie paliwa, które nie wypadło z kolei nadzwyczaj rewelacyjnie.

Przemierzając miasto, musimy się pogodzić ze wskazaniami rzędu 9-10 l/100 km, co oczywiście nie jest złym wynikiem. Nieprzesadnie wysoka masa, w połączeniu z napędem wyłącznie na przednie koła oraz sprawnie pracującym i bardzo wcześnie wrzucającym wyższe przełożenia automatem, dawały jednak złudzenie dość sprawnego oszczędzania paliwa. Wynik 9,5 l/100 km osiągnięty przy umiarkowanym ruchu nie jest wobec tego specjalnie pozytywny. Nieco lepszych wyników uświadczymy przy utrzymywaniu stałych prędkości w trasie.

Zużycie paliwa:Skoda Karoq 1.5 TSI DSG
przy 100 km/h5,6 l/100 km
przy 120 km/h7,1 l/100 km
przy 140 km/h8,5 l/100 km
w mieście9,5 l/100 km

Wracając do samego działania skrzyni biegów, w czasie kilkudniowego testu dopatrzyłem się kilku denerwujących przypadłości. Przede wszystkim, w żadnym z oferowanych trybów nie udawało mi się ruszać płynnie i szybko jednocześnie. Silnik wprawiany był w ruch dopiero po chwili, a gdy już to następowało, koła często gubiły kontakt z podłożem, co przy śliskiej nawierzchni zwykle kończyło się interwencją kontroli trakcji.

Inną ciekawostką skrzyni DSG sparowanej z silnikiem 1.5 TSI jest bardzo wczesne wrzucanie przełożeń w górę. Szczególnie dziwi szybka zmiana z pierwszego na drugi bieg, co w połączeniu z przypadłością opisaną w poprzednim akapicie daje niezbyt harmonijne odczucia z przyspieszania. Przekładnia czasem ma również tendencję do niepotrzebnego zrzucania biegu przy mocniejszym wciśnięciu pedału gazu, mimo sporego zapasu momentu obrotowego na tym aktualnie włączonym. W gruncie rzeczy, mimo tych kilku wad, 7-biegowe DSG należy jednak do tych szybszych konstrukcji i subiektywnie daje niezłe wrażenia.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Szybka kalkulacja

Testowany egzemplarz, jak to bywa w zdecydowanej większości przypadków, wyposażono w szereg dodatków znacznie oddalających cenę od kwoty bazowej. Ponad 140 tysięcy złotych za auto ze zdjęć nie powinno więc nikogo dziwić. Mimo wszystko, sam cennik Karoqa zaczyna się dość wysoko, bo od 90 200 złotych. Modele Skody od dawna nie są już tylko przerośniętymi autami swoich segmentów, a propozycjami zahaczającymi o klasę wyżej, co przekłada się oczywiście na cenę.

Testowana wersja 1.5 TSI ze skrzynią DSG w odmianie Style wymaga wyłożenia co najmniej 112 850 zł. W kontekście wymiarów i funkcjonalności, rzeczywiście jest to bardzo ciekawa propozycja. Skoda mogłaby popracować jednak nieco nad formą wnętrza, szczególnie skupiając uwagę na wykończeniu. Z drugiej strony, klienci pokazują, że od jakości bardziej cenią sobie właśnie kluczowe zalety Karoqa, a prostota stylistyki jest najwyraźniej jedną z nich.

Skoda Karoq 1.5 TSI DSG Style | fot. Jakub Głąb

Zalety:
  • duża przestrzeń
  • proste prowadzenie, jak i obsługa wnętrza
  • praktyczne i funkcjonalne rozwiązania w kabinie
  • pewne prowadzenie i przyjemnie pracujące zawieszenie
  • spora zwrotność w mieście
Wady:
  • miejscami skrzypiące wykończenie
  • nieco zbyt głośna praca zawieszenia
  • zbyt często redukująca i nieco szarpiąca przy ruszaniu skrzynia DSG

Podsumowanie

Skoda Karoq to samochód bardzo konkretnie realizujący zadane mu cele. Oferuje dużą przestrzeń i funkcjonalność, zapewnia wygodną podróż w każdych warunkach, a szereg dostępnego wyposażenia, oprócz windowania ceny w górę, daje też spore możliwości indywidualnej konfiguracji. Jeśli nie oczekujesz od auta wzorowej jakości wykonania, czy porywającej stylistyki, Karoq jest propozycją wartą rozważenia. Mimo obszernego wnętrza, dzięki kompaktowym wymiarom i niezłej zwrotności, bez problemu sprawdzi się także w mieście.

Fri, 08 Feb 2019 13:00:29 +0000

Ewolucja oświetlenia według Opla – od pierwszych modeli po nadchodzącą Corsę Każdy samochód ma elementy, bez których nie wyobrażamy sobie jazdy: koła, kierownica, przednia szyba czy też… światła. Jak zmieniała się technologia oświetlenia toru jazdy na przestrzeni lat? Przypomnieliśmy sobie o tym, dzięki wydarzeniu, na które zaprosiła nas marka Opel.Dobre oświetlenie należy do podstawowego wyposażenia współczesnych samochodów. Nie sposób wyobrazić sobie jazdę po zmroku bez dobrej widoczności na drodze. Dziś coraz częściej mamy do dyspozycji reflektory typu LED, które zapewniają nam naprawdę bardzo dobre światło, jednak nie są one jeszcze standardem w segmentach innych niż premium. Na szczęście niebawem to się zmieni.

Jak było kiedyś?

Wydaje się, że to wszystko wydarzyło się niedawno, a jednak automobile poruszają się po drogach od ponad 100 lat. Już wtedy wiedziano, że potrzebne są w nich światła – choć pierwsze z nich nie służyły do tego, byśmy widzieli pieszych, a raczej by pojazd był po prostu widoczny innych. Teraz zabawne mogą się wydawać świeczki zapalane w lampionach, ale tak było. W swojej ponad wiekowej historii, Opel wyprodukował wiele modeli samochodów i zawsze starał się podążać – bądź je wyznaczać – za trendami motoryzacyjnymi, również w przypadku technologii oświetlenia. Na zaproszenie tego niemieckiego producenta, pojechaliśmy do Dudenhofen niedaleko Frankfurtu, gdzie znajduje się ich centrum testowe – każdy nowy model, który teraz porusza się po naszych ulicach, musiał wcześniej sprawdzić się właśnie tutaj. Nic więc dziwnego, że to właśnie to miejsce wybrano na nasze spotkanie.

Na początku pokazano nam przekrój przez technologie oświetlenia z całej historii marki i motoryzacji. Dopiero w momencie, gdy mamy to wszystko przed oczami, możemy zdać sobie sprawę, jak bardzo technologia poszła do przodu. Jednak o wiele bardziej to do nas dotarło, gdy mogliśmy przetestować te wszystkie technologie na „żywych organizmach“, kilka chwil później.

Mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy wiekowe już modele jak choćby Patentmotorwagen System Lutzmann, a także zasiąść za kierownicami kilku klasycznych modeli; w tym Opla GT, Kadetta Rallye, Monzy, czy nawet Olimpii Cabrio z 1950 roku. Doświadczyliśmy bezpośredniego spotkania z historią, a także przekonaliśmy się, jakie mamy szczęście, że dziś lampy w samochodach są tak dobre. Nie można nie wspomnieć o tym, że choć Opel GT wygląda bajecznie, a jego otwierane, za pomocą wajchy w kabinie, reflektory są prawdziwą gratką, to jednak nie chcielibyśmy więcej jechać nim po zmroku – widoczność przy dobrych warunkach pogodowych nie należała do najlepszych.

Żarówki halogenowe, reflektory soczewkowe czy lampy halogenowe, to kolejne etapy lepszego oświetlania drogi. Gdy odbywaliśmy jazdy samochodami, które miały coraz to nowsze technologie, nie widzieliśmy aż takiej różnicy. Była ona widoczna, ale między Kadettem Caravan z 1968, a Monzą z 1980 nie ma przepaści w tym temacie. Natomiast Calibra z 1990 roku zdawała się praktycznie w ogóle nie świecić, gdy później wsiedliśmy do współczesnych aut, takich jak Astra czy Insignia z IntelliLux LED.

Współczesne reflektory

To niesamowite, jak bardzo technologia poszła do przodu w temacie oświetlenia. Reflektory sprzed niespełna 30 lat, w porównaniu z dzisiejszymi LED-ami, to tak, jakby porównywać jazdę po kostce brukowej, z gładką nawierzchnią na torze wyścigowym. Oczywiście, byliśmy świadomi postępu, ale dopiero w takich momentach człowiek jest w stanie sobie to wszystko dokładnie zobrazować.

Opel wprowadził kilka lat temu oświetlenie IntelliLux LED, które dostępne jest między innymi w Astrze i Insigni. Jest to system matrycowych reflektorów adaptacyjnych, dzięki którym możemy mieć niemal cały czas włączone światła drogowe. Od wielu lat znane są już automatyczne światła drogowe, które włączają się i wyłączają, gdy znajdziemy się lub opuścimy teren zabudowany lub wykryty zostanie samochód jadący z naprzeciwka. Światła matrycowe idą o krok dalej i potrafią wyłączać tylko poszczególne elementy oświetlenia, by nie oślepiać kierowców jadących w przewinym kierunku, ale wciąż lepiej doświetlając np. pobocze drogi. Naszym zdaniem jest to jedno z najlepszych rozwiązań we współczesnych samochodach, które doskonale wpływa na poprawę bezpieczeństwa jazdy po zmroku i w trudnych warunkach pogodowych.

Nowy Opel Corsa – pierwsze informacje

Sam przekrój przez historię technologii oświetlenia, nie był jedyną ciekawostką jaką mogliśmy zobaczyć w Dudenhofen. Czekał na nas bowiem przedsmak tego, co ujrzymy w nadchodzących miesiacach, czyli nową generację Corsy. No, może to trochę na wyrost, ponieważ zobaczyliśmy tylko nowe reflektory tego modelu, ale to i tak spora dawka wiedzy. Będzie to bowiem pierwszy raz, gdy w segmencie B pojawią się reflektory LED (przód i tył) – w tym przypadku w dobrze znanej już z Astry czy Insigni, technologii IntelliLux LED. Biorąc pod uwagę, że sama cena tych reflektorów (w przypadku Astry trzeba za nie dopłacić 5900 zł) nie jest wygórowana, może to być jeden z najlepszych ruchów jaki podejmie Opel w nadchodzących miesiącach. Nie możemy się doczekać nowego modelu oraz tego, by zobaczyć jak jego nowe światła sprawdzają się w praktyce.

To na szczęście nie koniec nowości, jeśli chodzi o Opla Corsę (i nie tylko). Dowiedzieliśmy się, że planowane jest wprowadzenie tego modelu również w wersji elektrycznej, co może okazać się świetnym wyborem w przyszłości, jeśli decydowalibyśmy się na wybór miejskiego auta z takim napędem. Również znany nam model Grandland X, zostanie wprowadzony w wersji z napędem hybrydowym typu plug-in. Niestety, w przypadku obu aut nie znamy jeszcze szczegółów czy dat wprowadzenia ich na rynek. Pozostaje tylko czekać.

Fri, 08 Feb 2019 12:38:21 +0000

Volkswagen Jetta GLI. Nie pogardzilibyśmy nią w Europie Bora, Jetta - samochody te dobrze sprzedawały się w Europie. Volkswagen postanowił jednak zrezygnować z kompaktowych sedanów na Starym Kontynencie. A szkoda.Podczas targów w Chicago Volkswagen zaprezentował Jettę GLI, czyli usportowioną wersję tego modelu. Tak naprawdę litery te można byłoby śmiało zamienić na GTI, gdyż model ten garściami czerpie ze sportowej wersji kompaktowego auta z Wolfsburga. Sercem tego auta jest 230-konny silnik 2.0 TSI, który łączony jest z 6-biegowym manualem lub 7-biegową przekładnią DSG. Volkswagen Jetta GLI zyskał też obniżone zawieszenie z dopracowaną wielowahaczową konstrukcją z tyłu oraz układ hamulcowy z Golfa GTI/R. Poza tym dorzucono tutaj elektronicznie sterowany mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu, dzięki któremu prowadzenie w zakrętach ma być znacznie lepsze. Opcją (a standardem w limitowanej edycji 35th Anniversary) będzie aktywne zawieszenie DCC.

Stylistyka nowego Volkswagena Jetta jest atrakcyjna. Samochód ten nie jest już po prostu Golfem z doklejonym bagażnikiem. Zupełnie inny front (utrzymany bardziej w stylu T-Roca niż Golfa) w połączeniu z charakterystycznymi lampami z tyłu (przywodzącymi na myśl Audi A4) sprawia, że całość prezentuje się świeżo i atrakcyjnie. Wersja GLI dostała szereg elementów, które wyróżniają ją na tle zwykłych odmian. Są to przede wszystkim czerwone wstawki, grill o strukturze „plastra miodu”, sportowe zderzaki oraz większe felgi aluminiowe. W środku również dodano czerwone elementy oraz sportowe fotele. Deska rozdzielcza w Jettcie jest zdecydowanie wyżej zabudowana, z wysoko ulokowanym wyświetlaczem systemu multimedialnego. W zestawie zegarów znajdziemy z kolei wyświetlacz Active Info Display II, znany z Polo, T-Roca czy Passata po liftingu.

Dlaczego Volkswagen Jetta zniknął z Europy? Według producenta byłby zbyt podobny do Passata – najnowsze wcielenie nieco urosło i zbliżyło się wymiarami do „średniaka” tej marki. Cóż, szkoda – taka wersja z pewnością znalazła by wielu amatorów na Starym Kontynencie.

Fri, 08 Feb 2019 07:54:44 +0000

2019 Mazda MX-5 Anniversary – 30 lat minęło! Pierwsza Mazda MX-5 ujrzała światło dzienne na targach w Chicago w 1989 roku. 30 lat później, dokładnie w tym samym miejscu, zaprezentowano wersję urodzinową.Odmiany Anniversary to stały już element w ofercie Mazdy MX-5. Pierwsza taka odmiana oferowana była w modelu NB w 1999 roku, czyli drugiej generacji MX-5. Wyróżniała się ona charakterystycznym niebieskim lakierem oraz czarno-niebieskim obszyciem wnętrza. Aktualnie jest to chętnie poszukiwany i wybierany przez fanów tego modelu wariant. Druga „urodzinowa” Mazda MX-5 została zaprezentowana w 2009 roku i bazowała już na modelu NC. Tutaj z kolei postawiono na czerwony lakier oraz czerwone dodatki.

Co łączy te wersje? Przede wszystkim limitowana liczba egzemplarzy. Teraz do rodziny dołącza odmiana stworzona na 30-lecie Mazdy MX-5. Tak, dobrze przeczytaliście, Mazda MX-5 ma już 30 lat. Ten kochany na całym świecie roadster bardzo się zmienił na przestrzeni lat, ale jednocześnie cały czas zachowuje charakter pierwowzoru, zwłaszcza w najnowszym wydaniu.

Mazda MX-5 30th Anniversary została zaprezentowana podczas targów w Chicago – dokładnie w tym samym miejscu, w którym pokazano po raz pierwszy pierwszą generację tego samochodu. Japończycy wyprodukują 3000 egzemplarzy tej odmiany, z czego 500 sztuk trafi do USA. Model ten wyróżnia się przede wszystkim lakierem – bijący po oczach pomarańczowy kolor (Racing Orange) został skontrastowany z czarnymi felgami Rays ZE40 RS30, za którymi ukryto pomarańczowe zaciski hamulcowe. W środku znajdziemy pomarańczowe elementy na drzwiach i nawiewach i przeszycia w tym kolorze – na desce rozdzielczej jak i na sportowych fotelach Recaro, które są tutaj standardem.

Rocznicowa Mazda będzie oferowana zarówno jako roadster jak i w wersji RF. Pod maską znalazła się oczywiście wzmocniona wersja 2-litrowej jednostki, generująca 181 KM. Moc trafi na koła za pośrednictwem 6-biegowej przekładni manualnej, zaś w opcji dostępny będzie także automat. Wersja 30th Anniversary z ręczną skrzynią standardowo wyposażona jest w amortyzatory Bilstein. W przypadku automatycznej przekładni trzeba zadowolić się standardowym zawieszeniem.

Fri, 08 Feb 2019 07:34:15 +0000

Nowoczesne, ale bez charakteru. Subaru zaprezentowało nowe Legacy Na to nadwozie można byłoby przykleić znaczki wielu firm. Subaru ma jednak swoje atuty, które wyróżniają nowe Legacy na tle konkurentów.Japończycy wybrali mniej popularne targi w Chicago na premierę nowego Legacy. Czyżby chcieli ten samochód „po cichu” wprowadzić na rynek? Nowe Subaru ma jeden cel – rywalizować z Toyotą Camry i Hondą Accord. Czy ma na to szanse?

2019 Subaru Legacy – z twarzy podobne do…

Patrząc na stylistykę można odnieść wrażenie, że niekoniecznie. Nic bardziej mylnego – takie linie w USA są wręcz pożądane. Prosta, ale i przyjemna dla oka stylistyka nawiązuje nieco do takich modeli jak XV/Crosstrek, Forester czy Ascent. Przy okazji powiększono bagażnik (do przeciętnych 427 litrów) oraz zwiększono ilość miejsca na tylnej kanapie.

Najciekawszym elementem tego auta jest wnętrze. Subaru stawia na nowoczesne multimedia – w Legacy pojawił się duży ekran dotykowy o przekątnej 11,6-cala. Wizualnie przypomina on nieco ten z Tesli Model S/X i zajmuje całą konsolę centralną. Otoczono go podstawowymi przyciskami od klimatyzacji oraz pokrętłami od głośności i zmiany stacji/ustawień. Poza tym Subaru wprowadziło lepsze wykończenie – deska jest w dużej mierze obszyta skórą (w bogatszych wersjach), podobnie jak boczki drzwi. Japończycy bardzo chwalą się nowymi multimediami. Obsługują one Apple CarPlay i Android Auto, zaś w USA mają także pełną łączność z Sirius FM i Travel Link. Za nagłośnienie odpowiada firma Harman/Kardon, która dostarczyła tutaj cały zestaw audio.

Nowe Subaru Legacy wyposażone jest też w szereg systemów bezpieczeństwa, które nie były oferowane wcześniej w tym modelu. Czujnik monitorwania pasa ruchu, kamera rejestrująca zmęczenie kierowcy, półautonomiczny tempomat, światła LED z responsywną wiązką światła oraz wiele innych elementów będzie tutaj oferowanych w standardzie w bogatszych wersjach.

Japończycy dopracowali też zestrojenie zawieszenia. Ma być ono sztywniejsze, co zapewni lepsze prowadzenie. Jednocześnie zwiększono sztywność nadwozia, zwiększając tym samym poziom bezpieczeństwa. Obniżony środek ciężkości również poprawia właściwości jezdne i stabilność auta podczas szybkich manewrów.

2019 Subaru Legacy – atrakcyjne silniki

Pod maską nowego Subaru Legacy oferowane będą dwie bardzo ciekawe jednostki napędowe. Bazowa ma 2,5-litra (oczywiście jest to silnik typu bokser) i generuje 182 KM i 238 Nm momentu obrotowego. Pozwala to na sprint do 96 km/h (60 mil) w 8,4 sekundy. Znacznie bardziej interesujący zdaje się być drugi motor. Ma on objętość 2,4-litra oraz turbodoładowanie. W ręce kierowcy oddaje on 260 KM i 375 Nm momentu obrotowego, co zapewnia przyspieszenie do 96 km/h w 6,1 sekundy. Tutaj moc standardowo trafia na cztery koła za pośrednictwem bezstopniowej przekładni Lineartronic.

Radzimy jednak ostudzić zapał – nowe Legacy nie pojawi się w Europie. Spodziewać się za to możemy zbudowanego na jego bazie Outbacka, który zapewne wykorzysta wiele z opisywanych tutaj rozwiązań. Trzymajmy tylko kciuki za jednostkę 2.4 – na mocnego boksera zawsze znajdzie się wielu chętnych.

Thu, 07 Feb 2019 16:54:32 +0000

A jednak! Toyota GT86 i Subaru BRZ zyskają następców. Auta są już gotowe Japończycy grają z nami w kotka i myszkę. Najpierw pojawiają się informacje o rezygnacji ze sportowych bliźniaków, a teraz są one dementowane. Ale to dobrze.Wszak każda informacja o nowym sportowym samochodzie to dobre wieści. W dobie „suwizacji” motoryzacji małe, ciasne, głośne i uciekające w nadsterowność (olaboga!) samochody to prawdziwe skarby, z których trzeba się cieszyć. Oczywiście jedne są bardziej udane, inne mniej, ale każdy z takich pojazdów to dowód na to, że chętnych nie brakuje.

Jedno jest pewne – Toyota GT86 i Subaru BRZ zyskają następców. Ba, samochody są już w zasadzie gotowe – według źródeł powiązanych z działami PR tych firm gotowe auta zostały pokazane już pewnej grupie osób. Co o nich wiemy? Otóż prawie nic – według wstępnych informacji zmieni się przede wszystkim silnik. Dwulitrowego boksera zastąpi konstrukcja 2.4, nieco mocniejsza i bardziej dopracowana. Poza tym cała reszta ma pozostać bez zmian, oczywiście od strony konstrukcyjnej. Oznacza to tylny napęd, świetny rozkład mas i dość spartański charakter.

Kiedy poznamy nowe wcielenia tych modeli? Raczej w przyszłym roku – teraz pierwsze skrzypce gra nowa Supra, która dla Toyoty jest dość ważnym samochodem. Subaru z kolei stawia na prezentację swoich popularnych modeli – lada moment zadebiutuje „nowe” Legacy.

Thu, 07 Feb 2019 13:05:47 +0000

Micra z nowymi jednostkami wyceniona. Jest już dostępna w Polsce Oszczędniejsze i mocniejsze silniki oraz usportowiona wersja - to wszystko znajdziemy teraz w Nissanie Micra. Oto polski cennik tego modelu.Nissan Micra to technologiczny bliźniak czwartej, schodzącej z rynku generacji Renault Clio. Przy okazji debiutu nowego wcielenia japońska marka otrzymała w prezencie kilka nowych jednostek napędowych. Bazą pozostaje jednak wciąż konstrukcja 1.0 o mocy 71 KM. W wersji Visia+ odmianę tę wyceniono na 52 290 zł.

Półkę wyżej stoi jednostka 1.0 IG-T, czyli rozwinięcie silnika 0.9, oferowanego wcześniej w Micrze. Motor ten generuje 100 KM i łączony jest z 5-biegowym „manualem” bądź skrzynią XTRONIC CVT. Ceny w przypadku tego wariantu zaczynają się od 55 040 zł (za wersję z manualną skrzynią) bądź 60 240 zł (za wersję z automatem).

Ofertę zamyka odmiana 1.0 DIG-T, czyli jednostka spokrewniona mocno z konstrukcją 1.3, znaną z Mercedesa Klasy A, Renault i właśnie Nissana. Oferuje ona 117 KM i 180 Nm momentu obrotowego. Standardowo parowana będzie z 6-biegowym manualem, zaś jej ceny wystartują z poziomu 61 110 zł za wersję Acenta.

Na szczycie gamy znalazła się także nowa wersja N-Sport, celująca w Forda Fiestę ST czy Seata Ibizę FR. Pod maską znajdziemy jednostkę 1.0  IG-T i DIG-T. Cena? 70 890 zł za mocniejszy, 117-konny wariant z silnikiem 1.0 DIG-T oraz 66 990 zł za motor 1.0 IG-T.

Dealerzy Nissana przyjmują już zamówienia na odświeżoną Micrę.

Thu, 07 Feb 2019 12:42:06 +0000

Kolejny SUV BMW w drodze. Tym razem bez silnika spalinowego BMW szykuje model, który będzie bezpośrednią konkurencją dla Audi E-Tron quattro i Mercedes EQ C. Na premierę jeszcze trochę poczekamy.Model ten oficjalnie zadebiutuje dopiero za 1,5 roku, zaś produkcja wystartuje nie wcześniej niż w 2021 w zakładzie w Dingolfing. BMW iNEXT (potencjalnie zyska inną nazwę) ma być pełnowymiarowym SUV-em, który od podstaw opracowywany był jako auto elektryczne. Widać jednak, że producent z Monachium, wzorem Audi i Mercedesa, przygotowuje auto, które będzie składane na jeden linii z konwencjonalnymi samochodami. Ujawnia to bryła nadwozia, w której wciąż pozostaje wyraźnie wyeksponowana przestrzeń na silnik – dodatkowego bagażnika raczej tam nie uświadczymy. Bryła będzie też nieco bardziej dynamiczna i lżejsza wizualnie niż w X5.

BMW testy tego modelu rozpoczęło od weryfikacji przy bardzo niskich temperaturach. Na obiekcie doświadczalnym w Arjeplog sprawdzana będzie wydajność baterii oraz jej odporność na niskie temperatury. Jednocześnie takie warunki pozwalają na lepsze zgranie całego napędu – silniki elektryczne dzięki niezależnemu dozowaniu mocy mogą zapewnić lepszą trakcję (dzięki żonglowaniu momentem obrotowym pomiędzy osiami czy nawet kołami) nawet na oblodzonej nawierzchni.

2021 BMW iNEXT

Producent z Bawarii szykuje ofensywę nowych elektrycznych modeli. BMW i4 jest już coraz bliżej finalnych testów, podobnie jak iX3. iNEXT pozwoli nie tylko na ugryzienie większego kawałka tortu w postaci rynku aut elektrycznych, ale przede wszystkim obniży emisję CO2 dla całej gamy modelowej, co pozostawi nam furtkę na modele M i supersamochód, który zapowiadany jest od dłuższego czasu. Finalnie zaś rodzina elektryków w BMW będzie składała się z modeli i3, i4, iX3 i iNEXT.

Thu, 07 Feb 2019 08:02:24 +0000

Unikalny Jelcz z Lublina uratowany przez zezłomowaniem. Zostanie wyremontowany Czasami wystarczy odrobina chęci, aby uratować ciekawe auto od zezłomowania. Tak było w przypadku kultowej polewaczki z Lublina.I to nie byle jakiej – Jelcz „polewaczka”, o pieszczotliwym przezwisku „Zośka”, pracował przez dziesiątki lat na torze żużlowym w Lublinie. Kabina pomalowana w charakterystyczne barwy Motoru Lublin (aktualnie Speed Car Motor Lublin) oraz klasyczna bryła tej ciężarówki były stałym elementem każdego wyścigu żużlowego na tym obiekcie. Właściciel ciężarówki, firma Centro-Chem, postanowiła jednak pozbyć się wysłużonego pojazdu. W tym momencie do akcji weszli kibice Motoru Lublin.

Na portalu zrzutka.pl zorganizowano zbiórkę pieniędzy na odkup tego pojazdu. W zaledwie kilka dni, dzięki pomocy kilku hojnych fanów Motoru Lublin, udało się uzbierać wymaganą kwotę 5 400 zł. Co więcej, zaangażowanie ze strony kibiców przyciągnęło uwagę innych firm. Dzięki wsparciu lubelskiego MPK Jelcz nie tylko zyska miejsce parkingowe, ale także zostanie wyremontowany pod okiem doświadczonych mechaników. Polewaczka dołączy do historycznego autobusu „Gutek” i będzie wykorzystywana podczas specjalnych wydarzeń.

Rola polewaczki podczas wyścigów żużlowych jest ogromna – redukuje ona ilość kurzu podrywanego przez żużlowców. Pozwala to na utrzymanie idealnego stanu nawierzchni oraz zapewnienie bezpieczeństwa widzom.

Źródło: Lublin112
Wed, 06 Feb 2019 17:31:52 +0000

Skrzydło to podstawa. W Australii debiutuje Ford Mustang Supercar W Australii zadebiutował Ford Mustang Supercar. Nie myślcie jednak, że firma ta zbudowała wewnętrzną konkurencję dla modelu GT.Ford Mustang Supercar to wyścigowy pojazd startujący w australijskiej kategorii Supercar Championship. Z technicznego punktu widzenia tak naprawdę ma on niewiele wspólnego z prawdziwym Mustangiem. Sercem tego auta jest szkieletowa konstrukcja bazująca na klatce bezpieczeństwa (niczym w NASCAR), obudowana nadwoziem imitującym Mustanga. Sercem tego pojazdu jest 5-litrowe wolnossące V8, generujące od 620 do 650 KM. Moc kierowana jest na tylne koła za pośrednictwem 6-biegowej sekwencyjnej skrzyni biegów. Masa całego auta (wraz z kierowcą) nie może przekraczać 1410 kg.

Charakterystycznym elementem aut z kategorii Supercar jest potężna aerodynamika. Wielkie skrzydło w tylnej części nadwozia zagościło także w Mustangu, wyróżniając go spośród innych pojazdów. Ford wiąże ogromne nadzieje z tym autem – kategoria Supercar w Australii jest bardzo popularna, a koncern z błękitnym owalem w logo coraz chętniej angażuje się w kolejne serie wyścigowe.

Ford Mustang Supercar zadebiutuje 14 lutego podczas wyścigu Superloop Adelaide 500. Na tor wyjedzie sześć takich pojazdów – dwa w barwach teamu Shell V-Power Racing, trzy z Tickford Racing i jeden z 23Red Racing.

Wed, 06 Feb 2019 14:00:38 +0000

Skoda zaprezentowała wnętrze Kamiqa. Czesi stawiają na nową koncepcję Skoda uwielbia przedstawiać wnętrza swoich modeli przed premierą całych samochodów. Tak też zrobiono w przypadku Kamiqa.Skoda postawiła na nowy projekt kokpitów w swoich samochodach. Zmiany zaszły wraz z prezentacją modelu Scala, zaś Kamiq idzie wydeptaną przez ten model ścieżką. Na dobrą sprawę wnętrza tych pojazdów są do siebie bardzo podobne, choć różni je kilka detali.

Podobnie jak w Scali, Kamiq zyskał wyeksponowany na szczycie deski rozdzielczej ekran systemu multimedialnego. Pod nim znalazły się nawiewy, zaś poniżej ulokowano panel klimatyzacji. Liczbę przycisków ograniczono – część rzadziej używanych przełączników ukryto przy lewarku hamulca ręcznego. Na półce przed lewarkiem znalazło się miejsce na ładowarkę indukcyjną, zaś obok ulokowano dwa gniazda USB-C. W zestawie zegarów nie zabraknie też opcjonalnego wirtualnego kokpitu, z 10,25-calowym ekranem.

Skoda Kamiq zyska też kilka ciekawych tapicerek Suedia, wykonanych z mikrofibry. W topowych wariantach dostępne będzie również ambientowe podświetlenie.

Czesi pochwalili się również wymiarami Skody Kamiq, a konkretniej rozstawem osi. Będzie on wynosił 2651 mm, czyli o odpowiednio 85 i 91 mm więcej niż w Seacie Arona i Volkswagenie T-Crossie. Bagażnik ma mieścić 400 litrów, zaś ilość miejsca na tylnej kanapie będzie największa w tym segmencie.

Wed, 06 Feb 2019 11:11:06 +0000

Nein dla Nine. BMW nie wyprodukuje Serii 9 Luksusowe coupe BMW? Niestety, taki model pozostanie jedynie w sferze marzeń.Liczyliście na wielkie luksusowe coupe od BMW? Cóż, musimy wylać na Was kubeł zimnej wody – takiego auta nie będzie. Informację tę podał Klaus Frolich, szef działu R&D (research and development). Co więcej, stwierdził on, że zarówno klienci jak i BMW nie potrzebują takiego auta. W jego opinii Seria 8 jest wystarczającym modelem, zaspokajającym potrzeby klientów poszukujących sportowego coupe. Poza tym w gamie tego producenta obecna jest także Seria 7 i X7, czyli bardzo zdywersyfikowane modele. W tym roku poznamy jeszcze model M8, będący na tę chwilę topowym sportowym samochodem z Bawarii.

Nie oznacza to jednak, że BMW nie pracuje nad ciekawymi autami. W 2022-2023 roku powinniśmy poznać zapowiadany od dawna supersamochód BMW. Frolich potwierdził, że prace nad tym modelem już trwają, ale na pierwsze efekty musimy jeszcze poczekać. Oczywiście będzie to absolutnie topowy samochód w gamie producenta z Monachium. Wykorzysta on technologię hybrydową z szeroko zakrojoną elektryfikacją, która nie tylko poprawi osiągi tego pojazdu, ale także zwiększy ekonomię użytkowania.

Szkoda, że BMW nie chce w pełni rywalizować z takim autem jak Mercedes Klasy S Coupe czy Bentley Continental GT. W 2013 roku Niemcy zaprezentowali unikalny koncept Gran Lusso Coupe, stworzony wspólnie z Pininfariną. Samochód ten byłby idealnym dopełnieniem oferty i prawdziwą wisienką na torcie, na którą z pewnością znalazłoby się wielu chętnych.

Wed, 06 Feb 2019 09:09:32 +0000

2019 Volkswagen Passat FL. Technologiczna przemiana Przysłowie "lepsze wrogiem dobrego" od lat przyświeca Volkswagenowi. Producent z Wolfsburga odświeżył Passata - delikatnie od strony wizualnej i radykalnie od strony technicznej.Volkswagen ma w tym roku powody do świętowania. Wiosną z fabryki tej firmy zjedzie 30-milionowy Passat. I nie będzie to byle przeciętny samochód – Niemcy odświeżyli swojego popularnego przedstawiciela klasy średniej, delikatnie poprawiając jego aparycję, ale przede wszystkim uzbrajając go w szereg nowoczesnych rozwiązań.

2019 Volkswagen Passat

Volkswagen Passat 2019 – co się zmieniło?

Zacznijmy od stylistyki tego samochodu. Tutaj, przynajmniej na pierwszy rzut oka, wszystko jest po staremu. Ci, którzy są jednak nieco bardziej uważni, zwrócą uwagę na delikatnie zmodyfikowany pas przedni i tylny. Volkswagen zdecydował się na zachowanie wszystkich paneli nadwozia w niezmienionej formie, zaś modyfikacje ograniczył do lamp, przeprojektowanego grilla oraz nowych zderzaków. Światła zachowały swój kształt, jednak dzięki nowej konstrukcji z przodu oraz z tyłu (wraz ze zmienioną sygnaturą świetlną) odróżniają się od tych ze starszej wersji. Poza tym w zależności od wersji znajdziemy nieco inaczej zarysowany tylny zderzak, wyposażony w imitację dyfuzora (w przypadku wersji R-Line) lub z odblaskowym pasem (w Alltracku).

W środku również nie przeprowadzono rewolucji. Od razu w oczy rzuca się nowa kierownica (taka sama jak w T-Crossie, aczkolwiek inaczej wykończona), zmodyfikowany zestaw zegarów oraz brak analogowego zegarka pomiędzy nawiewami. Przyglądając się uważniej zauważymy także nieco inaczej przeszyte boczki drzwi, nowe tapicerki foteli, półkę pod panelem klimatyzacji (z ładowarką indukcyjną) oraz wyeksponowane gniazdo USB-C (tutaj ciekawostka – w aucie są dwa, ale nie uświadczymy już klasycznego USB). Wszystkie elementy (z tych, które rzucają się w oczy) są już Wam doskonale znany. Zegary to np. wyświetlacz Active Info Display drugiej generacji, stosowany z powodzeniem w Polo, T-Rocu czy T-Crossie. Pozwala ona na znacznie szerszy zakres indywidualizacji przekazywanych danych, zaś wyższa rozdzielczość wyświetlanego obrazu sprawia, że całość sprawia znacznie lepsze wizualnie wrażenie. Poza tym reszta jest „po staremu”, czyli w bogatszych wersjach wyposażeniowych znajdziemy skórzaną tapicerkę (za dopłatą) oraz fotele ErgoActive, spełniające wymagania niemieckiej organizacji AGR (akcja dla zdrowego kręgosłupa). Nie ograniczono, ale też nie poprawiono walorów praktycznych – liczba schowków pozostała identyczna, podobnie jak przestrzeń z przodu, tyłu i w bagażniku. Przydatnym udogodnieniem w kufrze (w przypadku wersji kombi) jest oparcie kanapy dzielone w proporcjach 40:20:40, co ułatwia transport większych przedmiotów.

2019 Volkswagen Passat

Volkswagen Passat 2019 – szereg nowych technologii

Producent z Wolfsburga w przypadku nowego Passata skupił się na uzupełnieniu portfolio technologicznego tego modelu, tworząc z niego jeden z najbardziej zaawansowanych modeli w gamie Volkswagena. W Passacie znajdziemy bowiem szereg elementów, których próżno szukać w Arteonie czy w Touaregu. Nowością jest cała linia IQ.DRIVE. Pod tą nazwą kryje się cała armia elektronicznych asystentów, których celem jest wspieranie kierowcy, zarówno podczas jazdy miejskiej, jak i na autostradzie czy w sytuacji krytycznej. Na co warto zwrócić uwagę? Passat zyskał system Travel Assist, czyli zaawansowany aktywny tempomat z trybem półautonomicznej jazdy. Działa on w zakresie 0-210 km/h i bez większych problemów śledzi nie tylko pasy (także żółte linie na remontowanych odcinkach), ale także ograniczenia prędkości, dopasowując tempo jazdy do wytycznych na danym odcinku. Travel Assist automatycznie zmniejsza prędkość także przed ostrymi zakrętami lub innymi niebezpiecznymi odcinaki drogi – jest to zasługa współpracy z nawigacją. Ciekawostką jest tutaj tzw. „pojemnościowe koło kierownicy”. Pod całym wieńcem kryje się czujnik, który rozpoznaje chwyt sterów. Na bazie tego rozwiązana opiera się cały aktywny tempomat (era oszukiwania butelką dobiega końca), ale także system Start&Stop, który może ponownie uruchomić auto po tym, jak kierowca chwyci kierownicę na światłach (uprzednio puszczając ją po zapaleniu się czerwonego światła). Rozwiązanie to współpracuje także z funkcją automatycznego ruszania na załączonym tempomacie.

Wartym uwagi rozwiązaniem jest również Emergency Steering Assist, zwiększający stabilność auta podczas nagłych manewrów. W sytuacji awaryjnej kierowcę może wesprzeć funkcja awaryjnego zatrzymania pojazdu, np. po utracie przytomności lub po zaśnięciu za kierownicą. Na pokładzie nie zabrakło również poprawionego systemu autonomicznego hamowania w sytuacji awaryjnej czy kamer 360, które ułatwiają manewrowanie w mieście. Takie funkcje jak Trailer Assist, (system ułatwiający manewrowanie z przyczepą), Lane Assist, Pedestrain Monitoring (obserwowanie ruchu pieszych i ew. awaryjne hamowanie przed osobą, która wtargnęła na jezdnię) oraz wiele innych także pozostają obecne w Volkswagenie Passacie.

Volkswagen Passat po liftingu otrzymał również nowe oświetlenie, oznaczane pod wewnętrzną nazwą IQ.LIGHT. Światła LED MATRIX wykorzystują matrycę z 44 diodami LED, dzięki czemu Passat może lepiej dostosować wiązkę światła, wycinając lub doświetlając konkretne elementy na drodze. Poprawiona kamera ma szybciej reagować na auta nadjeżdżające z naprzeciwka, wygaszając odpowiedni fragment matrycy. Warto też zwrócić uwagę na fakt, iż każdy Passat po liftingu będzie seryjnie wyposażony w oświetlenie LED.

2019 Volkswagen Passat

Nowy Passat zyskał także zmodyfikowane multimedia. Oprogramowanie MIB3 (Modular Infotainment Matrix 3) zostało rozwinięte pod kątem usług online oraz możliwości tworzenia indywidualnych profili kierowcy. Systemy multimedialne zyskały nowy ekran główny z możliwością indywidualizacji danych (na bazie kafelków, podobnie jak w Touaregu), zintegrowaną kartę SIM do obsługi transferu danych czy dopracowane sterowanie głosowe, reagujące na „naturalne” sformułowania (aktywowane komendą Hello Volkswagen). Wspomniana możliwość tworzenia indywidualnych profili pozwala na przenoszenie własnych ustawień pomiędzy różnymi Passatami – mowa tu o konfiguracji fotela, systemu multimedialnego, audio itp. Nowy system multimedialny zyskał także bezprzewodową obsługę Apple CarPlay – jest to pierwsze auto Volkswagena, które oferuje takie udogodnienie.

Volkswagen chwali się także nową aplikacją We Connect, która oferuje szereg różnych udogodnień, takich jak np. możliwość dokupowania poszczególnych funkcjonalności z poziomu aplikacji, obsługę flotową czy możliwość nawigowania i rezerwowania (a także opłacania) miejsc parkingowych (We Park).

Volkswagen Passat 2019 – silniki i układ jezdny

Pod maską zmian zaszło bardzo mało. Paleta silników będzie niemal identyczna jak w wersji sprzed liftingu. Paleta wersji benzynowych opiera się na jednostce 1.5 TSI EVO (150 KM) oraz 2.0 TSI w wariancie 190 i 272-konnym. Gama diesli składać się będzie z silnika 1.6 TDI (120 KM), 2.0 TDI EVO (150 KM) oraz 2.0 TDI w wersji 190 i 240-konnej (ostatnia z podwójnym doładowaniem).W gamie nie zabraknie także hybrydy typu plug-in. Volkswagen Passat GTE wciąż korzysta z tej samej jednostki 1.4 TSI spiętej z silnikiem elektrycznym i baterią – wbrew przewidywaniom nie zdecydowano się na przejście na jednostkę 1.5 TSI. Moc pozostała niemal niezmieniona – system ten oferuje 218 KM. Dzięki pojemniejszej baterii oraz zwiększonej wydajności udało się wydłużyć zasięg na jednym ładowaniu – w zależności od normy wynosi on od 55 kilometrów (według WLTP) do 70 kilometrów (według NEDC). Wszystkie silniki spełniają normę 6d-TEMP z wyłączeniem wersji GTE – ta spełnia normę 6d.

2019 Volkswagen Passat

Passat po liftingu otrzymał także kilka rozwiązań z Arteona, w tym aktywne zawieszenie z 15-stopniową regulacją. Za pomocą suwaka można płynnie regulować sztywność, przechodząc pomiędzy ustawieniami Comfort, Normal i Sport. W wersjach z napędem 4MOTION zoptymalizowano także działanie Haldexa piątej generacji.

Volkswagen Passat 2019 – ceny i dostępność

Producent z Wolfsburga nie pochwalił się jeszcze cenami nowego modelu. Te mogą być jednak nieco wyższe od schodzącej z rynku wersji, aczkolwiek jest to kwestia bogatszego wyposażenia seryjnego. Dealerzy rozpoczną przyjmowanie zamówień w maju bieżącego roku, zaś pierwsze egzemplarze dotrą do klientów w sierpniu 2019.

Jaki jest na żywo?

Jako jedna z pierwszych redakcji w Polsce mieliśmy możliwość przedpremierowego zapoznania się z tym modelem. Wrażenia są bardzo dobre, choć oczywiście o jakimkolwiek zaskoczeniu mowy nie ma. Stylistyka, zgodnie z naszymi przewidywaniami (oraz wyciekami) pozostała w zasadzie niezmieniona. Jak to się mawia „nie wylewa się dziecka z kąpielą”. Volkswagen zdecydował się na pozostanie przy sprawdzonym i cenionym przez klientów tej marki designie, jedynie delikatnie go odświeżając. Cieszy obecność nowych rozwiązań – według badań marki z Wolfsburga jest to jeden z głównych elementów, dla których decydują się oni na ten model. Zresztą Volkswagen niezmiennie pozostaje liderem w segmencie aut klasy średniej (kombi), oraz zajmuje drugie miejsce w kategorii limuzyn, ustępując miejsca jedynie Mercedesowi Klasy C.

Tue, 05 Feb 2019 23:01:41 +0000

Range Rover Velar SVAutobiography Dynamic Edition ma 550 KM i jest limitowany Range Rover przedstawił topową odmianę modelu Velar, z najdłuższą możliwą nazwą. SVAutobiography Dynamic Edition ma 550-konne V8 i jest dostępne tylko w 2019 roku.Topowego Velara można zamówić wyłącznie w tym roku. Brytyjczycy poznali już ceny – zaczyna się od 86 120 funtów.

Co kryje się za tak długą nazwą? Ona sama to połączenie dwóch krańców topowych edycji samochodów Range Rover. SV mogłoby być zakończone literką R, tak jak w najmocniejszym i „sportowym” Range Roverze Sport SVR. Autobiography to z kolei najbardziej luksusowe odmiany „Range’ów”. Mamy więc Velara, który łączy obie te cechy.

Na zewnątrz poznamy go po nowych zderzakach, kutych felgach (21 i 22 cale średnicy), dwóch podwójnych końcówkach układu wydechowego i innych wykończeniach (w tym nowej atrapie). No i kolor. Limitowany Velar dostępny będzie tylko w odcieniu Satin Byron Blue z kontrastowym dachem w kolorze czerni (Narvik Black). W środku znajdziemy specjalną kierownicę, fotele pokryte dwukolorową skórą Windsor z podwójnym przeszyciem, sportowe pedały i aluminiowe wykończenia, które będzie można opcjonalnie zamienić lub poszerzyć wstawkami z włókna węglowego.

W wyposażeniu znajdą się standardowo fotele z 20-kierunkową regulacją, z ogrzewaniem, wentylacją, pamięcią i masażem. Interactive Driver Display, czyli 12,3-calowy ekran zegarów, dostanie specjalną grafikę. Pojawi się też sporo standardowego wyposażenia.

Jednak SVAutobiography itd. to nie tylko wyposażenie. To przede wszystkim pięciolitrowe V8 z mechaniczną sprężarką, generujące 550 KM i 680 Nm. Z przestawionym sterowaniem skrzyni biegów pozwala na osiągnięcie 100 km/h w 4,5 sekundy i rozpędzenie się do prędkości maksymalnej 274 km/h. Takie osiągi oczywiście wymagały również przekonstruowania zawieszenia i hamulców. Te ostatnie zyskały nowe, większe tarcze – mają odpowiednio 395 i 396 mm, z czterotłoczkowymi zaciskami z przodu (czerwonymi, oczywiście). Pneumatyczne zawieszenie również zostało poprawione, ale w taki sposób, aby kierowcy i pasażerów nie pozbawić komfortu jazdy. To w końcu „SVA…” a nie SVR.

Tue, 05 Feb 2019 13:48:41 +0000

Nowa Mazda CX-3 na pierwszym teaserze. Premiera w Genewie Mazda opublikowała pierwsze zdjęcie zapowiadające nową generację crossovera CX-3. W planach rozwinięcie stylistyki Kodo i nowy silnik benzynowy SkyActiv.Rozwinięcie nowej linii stylistycznej spodziewane jest na pewno w stylu aktualnie zaprezentowanej Mazdy 3. Samochód nie straci swojego kształtu, ale detale, zwłaszcza z przodu, będą podobne do nowej 3 oraz CX-5. Z tyłu, z tego co widzimy, światła będą bliższe roadsterowi MX-5.

Wewnątrz pojawi się przemodelowana deska rozdzielcza oraz lepsze materiały wykończeniowe. Na pewno Mazda ma poprawić prowadzenie. Zaadaptowany zostanie pewnie system G-Vectoring Control Plus, wspomagający rozdział momentu obrotowego podczas jazdy w zakrętach.

Ciekawostką ma być nowy silnik SkyActiv. Benzynowa jednostka ma zostać wyposażona w SPCCI (Spark Plug Controlled Compression Ignition). System ma generować unikalny sposób spalania paliwa, co w założeniach poskutkuje zdolnością do wysokich obrotów jak w silnikach benzynowych oraz czas reakcji jak w silnikach diesla.

Tyle wiemy na razie. W ciągu 4 najbliższych tygodni powinniśmy poznać więcej informacji. Cały samochód będzie do zobaczenia w Genewie.

Tue, 05 Feb 2019 12:06:16 +0000

Hispano-Suiza wraca z elektrycznym „hypercarem” inspirowanym latami 30-ymi I co Wam tu nie pasuje? Chyba, tylko to, że jeszcze samochodu nie pokazano. Słynna hiszpańska marka sprzed II Wojny Światowej szykuje się na spektakularny powrót.Jak donosi magazyn Top Gear, słynna hiszpańska manufaktura zamierza (po raz kolejny) powrócić, tym razem jednak na „właściwy” rynek samochodów hiperluksusowych. Ostatni samochód marki zjechał z linii w 1946 roku. Po drodze był jeszcze samochód wyścigowy w 2002 roku, ale firma jest zapomniana, nie licząc osób, które zajmują się i pasjonują klasyczną motoryzacją.

Teraz sytuacja ma się zmienić. Firma ma zaprezentować model Carmen (nazwany po wnuczce twórcy Hispano Suizy), w pełni elektryczny, bardzo luksusowy Grand Tourer. Na razie nie wiemy wiele, poza tym, że samochód ma być oparty na sztywnym, ręcznie budowanym monocoque (widocznym na jedynym zdjęciu udostępnionym przez producenta). Samochód będzie miał silnik wykorzystujący technologię QEV. Co to znaczy, dokładnie nie wiadomo, poza tym, że ma „wiele wspólnego z Formułą E”. Poza tym mnóstwo uwagi ma zostać przyłożone do detali oraz wykończenia.

To, co nas dodatkowo bardzo ciekawi, to design. Samochód ma mieć wiele wspólnego z widocznym na zdjęciach prototypem modelu H6C Dubonnet Xenia z 1938 roku. Opływowe coupe wyszło spod ręki samego Jaquesa Saoutchika – jednego z najbardziej ekstrawaganckich stylistów nadwozi z lat 30 – 50. Im bardziej będzie zbliżony formą do tego samochodu, tym lepiej. Mimo 80 lat na karku, nadwozie jest piękne, stylowe, lekkie, choć jednocześnie ostentacyjnie luksusowe.

Na ile uda się zachować ten przedwojenny szyk producentowi – zobaczymy za około miesiąc. Samochód ma zostać pokazany podczas targów w Genewie.

Tue, 05 Feb 2019 11:04:59 +0000

BMW M szykuje się do premiery dwóch nowych modeli. Zadebiutują w Genewie Dwie kolejne M-ki dołączą do rodziny BMW. Szykujcie się na sporą dawkę mocy.BMW staje do walki z Mercedesem-AMG GLC 63/63 S. Producent z Bawarii wystawi na ring modele X3 M i X4 M. Czym wyróżnią się nowe M-ki? Przede wszystkim silnikiem. Zagości w nich bowiem rzędowa szóstka, a nie V8-ka. 3-litrowa jednostka zostanie podkręcona do około 450-470 KM, co ma zapewnić sprint do setki w okolicach „niskiej czwórki” i prędkość maksymalną wynoszącą blisko 300 km/h.

Modele M będą także zupełnie inaczej zestrojone niż wersje M40i. Przede wszystkim zawieszenie będzie miało w sobie zdecydowanie więcej sportowego charakteru oraz pozwoli na więcej podczas torowej jazdy. BMW co prawda nie będzie mogło bezpośrednio rywalizować z Mercedesem w kategorii mocy, ale ma właśnie wygrywać w kwestii prowadzenia, co w SUV-ach nie jest aż tak oczywistą rzeczą.

Are you ready for high-revving adventures? Stay tuned!
BMW X3 M:
Fuel consumption combined: 10.5 l/100 km;
CO2…

Posted by BMW M on Friday, 1 February 2019

Poza tym BMW X3 M i X4 M będzie wyróżniało się także zmodyfikowaną stylistyką. Zdecydowanie agresywniejsze zderzaki, zmniejszony prześwit. Wśród zmian mechanicznych znajdziemy na pewno wydajniejszy układ hamulcowy, zmodyfikowane zawieszenie oraz poprawiony układ kierowniczy.

Tue, 05 Feb 2019 09:30:24 +0000

Volkswagen T-Roc R gotowy do debiutu w Genewie SUV jak hothatch? Volkswagen szykuje szybką wersję T-Roca, która będzie mocno spokrewniona z Golfem R.Volkswagen T-Roc szybko okazał się być sukcesem rynkowym. Ten kompaktowy SUV podbił serca klientów w Europie, w tym w Polsce. Aktualnie jednak gama jednostek napędowych w tym samochodzie jest ograniczona i kończy się na 190-konnej wersji 2.0 TSI. Niebawem jednak ulegnie to zmianie, gdyż na horyzoncie jest już wersja R.

Volkswagen T-Roc R wykorzysta rozwiązania z Golfa R. Mowa tu przede wszystkim o 300-konnym wariancie jednostki 2.0 TSI. Moc przekazywana będzie na cztery koła za pośrednictwem napędu 4MOTION, opierającego się na Haldexie piątej generacji. Producent z Wolfsburga zabrał się za strojenie samochodu na Nurburgringu, co powinno zapewnić dobre właściwości jezdne, zwłaszcza przy sportowej jeździe.

Sportowa wersja T-Roca zyska także agresywniejszą stylistykę. Masywniejsze zderzaki w połączeniu z większymi, 20-calowymi felgami i obniżonym zawieszeniem. W środku z kolei znajdziemy sportowe fotele z lepszym trzymaniem bocznym (opcjonalnie dostępne będą kubełki), sportową kierownicę ora zkilka innych dodatków, które wyróżnią wersję R na tle „standardowych odmian R-Line.

Premiera nowego Volkswagena powinna nastąpić w przeciągu najbliższych tygodni. Trudno powiedzieć, czy Niemcy pokażą ten samochód w Genewie, aczkolwiek jest to dość pewny strzał w przypadku tego samochodu.

Mon, 04 Feb 2019 23:00:01 +0000

Volkswagen w plażowym stylu. W Genewie zadebiutuje elektryczne buggy Kiedyś kultowy Garbus był chętnie wykorzystywany jako baza do budowy tzw. buggy. Tym razem Volkswagen postanowił stworzyć taki pojazd od podstaw, oczywiście stawiając na elektryfikację.Volkswagen I.D Buggy będzie jedną z gwiazd genewskiego stanowiska tej marki. Jest to nie tylko nowa koncepcja na samochód w regularnej ofercie, ale przede wszystkim pokaz możliwości platformy MEB. Producent z Wolfsburga chce udowodnić, że ich technologia może mieć bardzo szerokie zastosowanie i sprawdzi się nie tylko w typowych kompaktowych samochodach, ale także w pojazdach o bardzo specyficznym zastosowaniu.

Model I.D Buggy bezpośrednio nawiązuje do pojazdów, które podbiły serca mieszkańców Kalifornii w latach 60. XX wieku. Stylistycznie starano się go utrzymać w stylu pierwowzoru, aczkolwiek nie zabrakło tutaj wielu nowoczesnych elementów. Póki co musimy się jednak zadowolić jedynie pierwszym szkicem – koncepcyjny model zostanie zaprezentowany dopiero 5 marca podczas targów w Genewie. Czy samochód ten ma szanse na produkcję? Volkswagen nie potwierdza ani nie zaprzecza, aczkolwiek według wstępnych informacji rozważana jest opcja wypuszczenia ograniczonej liczby egzemplarzy, tak jak np. miało to miejsce w przypadku Citroena e-Mehari.

Mon, 04 Feb 2019 21:42:24 +0000

Wyróżnij się z tłumu. BMW prezentuje limitowaną wersję Serii 8 Coraz większa liczba producentów stawia na tzw. limitowane wersje "First Edition". Teraz do tego grona dołączyło BMW.Wersja First Edition będzie wyjątkowo trudna do zdobycia. Powstanie tylko 400 egzemplarzy i będą one oferowane wyłącznie na wybranych rynkach. Czym wyróżnia się ta odmiana? Przede wszystkim lakierem – unikalny odcień Frozen Barcelona Blue został opracowany specjalnie na potrzeby tego modelu przez dział BMW Individual. Został on połączony z czarnymi błyszczącymi elementami, czarnymi końcówkami wydechu i 20-calowymi felgami przygotowanymi przez dział M.

W środku znajdziemy tapicerkę ze skóry Merino, którą zestawiono w kolorystyce niebiesko-beżowej. Połączono to z panelami Piano Black (niestety), zaś na ozdobnej pokrywie schowka z uchwytami na kubki ulokowano znaczek z numerem seryjnym limitowanego egzemplarza. W wyposażeniu seryjnym pojawią się z kolei takie dodatki jak audio Bowers&Wilkins czy szklane wykończenie lewarka skrzyni oraz pokrętła systemu iDrive.

Wersja First Edition oferowana będzie wyłącznie w wariancie M850i xDrive. Produkcja rozpocznie się w kwietniu w zakładzie w Dingolfing i potrwa dwa miesiące.

Mon, 04 Feb 2019 20:48:22 +0000

Odrzutowiec przerobiony na jeżdżącą limuzynę. Kosztuje 5 milionów dolarów Ci, którzy uwielbiają wozić się po mieście imprezowymi limuzynami po mieście, będą zachwyceni.Splendor na czterech kołach? Dosłownie. W Ameryce powstał jeżdżący samolot. To znaczy w zasadzie jeżdżące pozostałości samolotu. Na bazie skorupy Learjeta (popularnego prywatnego odrzutowca) zbudowano wielką i wyjątkowo rzucającą się w oczy limuzynę. Całą konstrukcję osadzono na czterech kołach, zaś silnik V8 zapewnia akceptowalną dynamikę temu ważącemu blisko 5,5 tony pojazdowi. Co ciekawe producent twierdzi, że prędkość maksymalna to 160 km/h. My jednak nie chcielibyśmy tego sprawdzać.

Wnętrze dawnego Learjeta to w zasadzie mobilny klub. Oświetlenie LED i potężne nagłośnienie w połączeniu z kilkoma telewizorami, kanapą oraz oczywiście barkiem zapewnią rozrywkę całej grupie ludzi. Głośniki założono także na zewnątrz, tak aby impreza mogła przenieść się także przed ten pojazd. Ciekawostką jest fakt, że limuzynę na bazie Learjeta w USA dopuszczono do ruchu. Co prawda spora wysokość (efekt pozostawienia tylnego skrzydła) utrudnia poruszanie się po mieście, ale i tak możliwość wyjechania tym na na publiczne drogi jest dość szokująca. W dawnej kabinie pilotów ulokowano jeden, centralnie umiejscowiony fotel. Za kierownicą znajdziemy najważniejsze wskaźniki oraz monitory przekazujące obraz z kamer położonych dookoła tego wynalazku.

Cena? Aby kupić taki pojazd trzeba zapłacić 5 milionów dolarów. Można więc śmiało stwierdzić, że chętnych raczej zbyt wielu nie będzie.

Mon, 04 Feb 2019 16:31:05 +0000

Doskonały w każdym calu. Test nowego Suzuki Jimny Wyobraźcie sobie samochód, który stworzono w jednym konkretnym celu. Ma wiele udogodnień, choć tak naprawdę jest surowym i bardzo mechanicznym pojazdem do zadań specjalnych. Marzenie?Nic bardziej mylnego – taki samochód jest na rynku i nazywa się Suzuki Jimny. Japończycy stworzyli jedno z najciekawszych aut, które nas, pasjonatów motoryzacji, rozkochuje w sobie już po pierwszych kilometrach. Skąd ta miłość? Już Wam wyjaśniam – oto nasz pierwszy test nowego Suzuki Jimny.

Suzuki Jimny – nowy rozdział w historii

Historia tego modelu zaczęła się w 1970 roku. Wtedy też firma HopeStar zaprezentowała model ON360. Małe możliwości oraz ograniczony budżet nie pozwoliły na uruchomienie seryjnej produkcji. Wtedy też do gry weszło Suzuki, które zainteresowane tym projektem postanowiło odkupić go od HopeStar. Tak oto na rynku zadebiutował model LJ10 (Light Jeep 10). Możliwości terenowe były jedną z głównych zalet tego samochodu. Drugą, na rynku japońskim, był fakt, że LJ10 spełniał wymagania tzw. kei-carów, dzięki czemu objęty był szeregiem ulg i przywilejów. 11 lat później, w 1981 roku, zadebiutowało drugie wcielenie tego modelu. Zrobiło ono znacznie większą karierę – poza Japonią było chętnie kupowane niemal na całym świecie. W zależności od rynku oferowano je pod różnymi nazwami – od Jimny (z pierwszego modelu), przez Sierra aż po Samurai. Trzecia odsłona, doskonale Wam znana, pojawiła się w 1998 roku. Oznacza to, że najnowsze Suzuki Jimny to tak naprawdę dopiero czwarta generacja tego auta.

Zagłębiając się w specyfikację techniczną odkryjemy, że nowy model jest bardzo mocno spokrewniony ze swoim poprzednikiem. Odziedziczył po nim charakterystyczną ramę drabinową, którą usztywniono dzięki dodatkowym wzmocnieniom krzyżowym. Poszerzono także rozstaw kół celem zwiększenia stabilności, zaś grubsze stabilizatory zapewniają pewniejszą jazdę zarówno w terenie jak i na asfalcie. Zmodyfikowana konstrukcja układu kierowniczego przenosi mniej drgań z układu kierowniczego oraz poprawia precyzję prowadzenia małego terenowego Suzuki. Zawieszenie i napęd to klasyka gatunku – są to dwa sztywne mosty z trzema wahaczami, połączone ze sprężynami śrubowymi. Niczego więcej w takim samochodzie nie trzeba – tutaj najprostsze rozwiązania są najlepsze. Napęd standardowo przekazywany jest na tylną oś, zaś „przód” dołączamy mechanicznie. Z napędem na cztery koła można jeździć po śliskich lub luźnych nawierzchniach, zaś przełączenia pomiędzy ustawieniem 2H a 4H można dokonać w trakcie jazdy z prędkością do 100 km/h. Przełożenie redukcyjne (4L) załączamy na postoju, przy wciśniętym sprzęgle lub skrzyni w ustawieniu neutralnym. Kąt natarcia w Suzuki Jimny wynosi 37 stopni, zejścia 49 stopni, zaś rampowy 28 stopni.

Silnik z kolei na pewno zyska uznanie przeciwników downsizingu i jednostek z doładowaniem. Wolnossąca jednostka K15B, czyli 1.5, generuje 102 KM i 130 Nm momentu obrotowego. Współpracuje ona z 5-biegową przekładnią manualną lub, uwaga uwaga, 4-stopniowym klasycznym automatem. Dlaczego Suzuki zdecydowało się na takie rozwiązanie? Oczywiście chodzi o niezawodność. Silnik K15B pochodzi z rynku azjatyckiego i jest już sprawdzonym motorem. Co prawda nie należy do jednostek, które spełniają oczekiwania Unii Europejskiej, ale Suzuki ma to na szczęście w nosie. Osiągi są tutaj rzeczą umowną. Sprint do setki jest po prostu możliwy (zajmuje to około 13 sekund), zaś prędkość maksymalna to 140 km/h. Więcej nie trzeba (i nie będziecie chcieli) – krótkie przełożenia skrzyni sprawiają, że przy 100 km/h mamy już ponad 3 000 obrotów na minutę, a hałas w kabinie staje się coraz wyraźniejszy. Dynamika za to, wbrew powszechnym opiniom, jest zadowalająca – jednostka żwawo wkręca się na obroty, a niska masa auta (1135 kg) nie ogranicza silnika. Bardzo dobrze wypada też zużycie paliwa. Pomimo zabaw w terenie, gdzie auto non-stop walczyło z pagórkami pracując na wysokich obrotach, spalanie zamknęło się w 9 litrach na sto kilometrów. W trasie z kolei udało się uzyskać wynik na poziomie 7,6 litra. Realnie jednostka ta bardzo zgrabnie obraca się w zakresie 7-9 litrów na sto kilometrów, co przy 40-litrowym zbiorniku zapewnia akceptowalny zasięg.

A jak jeździ Suzuki Jimny?

Przejdźmy do najważniejszej części. Przyznam szczerze, że nie wiedziałem czego spodziewać się po Jimny’m. Poprzednią generacją jeździłem dość dawno i bardzo krótko, tak więc punktu odniesienia zdecydowanie zabrakło. Mogłem jedynie odwoływać się do poprzedniej generacji Klasy G, aczkolwiek są to skrajnie różne samochody.

Szybko jednak zostałem zaskoczony – i to bardzo pozytywnie. Po przekręceniu kluczyka silnik zaskoczył z przyjemnym brzmieniem, zaś całe wnętrze zostało podświetlone delikatnym pomarańczowym kolorem. Było już dość późno, tak więc zdecydowaliśmy się na wycieczkę prosto do punktu docelowego, zaliczając głównie asfaltowe i szutrowe drogi w okolicach Masywu Ślęży. Zajęcie prawidłowej i komfortowej pozycji za kierownicą to formalność. Fotel, pomimo ograniczonej regulacji, łatwo jest ustawić w odpowiedni sposób. Jest on też bardzo wygodny, nawet pomimo stosunkowo krótkich siedzisk. Kierownica regulowana jest w jednej płaszczyźnie, ale i to nie przeszkadza w znalezieniu idealnych ustawień. Jak na terenówkę przystało siedzi się tutaj dość blisko drzwi – ułatwia to operowanie samochodem w terenie. W Jimny trzeba więc przyzwyczaić się do malutkich podłokietników na drzwiach – na szczęście spełniają one swoje zadanie. Pedały oraz sprzęgło pracują dość lekko, zaś precyzja lewarka skrzyni biegów wręcz szokuje – gdyby nie długość skoku, to można by go było porównywać do Mazdy MX-5. Każdy bieg wskakuje z delikatnym kliknięciem, zaś ścieżka jest tak idealnie wypracowana, że pomiędzy przełożeniami skaczemy niemalże w ciemno.

Jeżdżąc Suzuki Jimny trzeba wziąć poprawkę na przełożenie układu kierowniczego – jest ono bardzo duże. Jest to bardzo ważne w przypadku jazdy terenowej, jednak na asfalcie wymaga zachowania nawiasu bezpieczeństwa podczas szybszego pokonywania zakrętów. No właśnie, szybszego, bowiem Jimny zachowuje się bardzo pewnie podczas dynamicznej jazdy po asfalcie. Nadwozie oczywiście dość znacznie się wychyla, jednak pozostaje stabilne i nie wykazuje żadnych tendencji do niebezpiecznych zachowań. Proste zawieszenie teoretycznie powinno być upiorem na nierównościach. Nic bardziej mylnego – owszem, czasem lekko dobije i rozhuśta auto, aczkolwiek nawet większe nierówności są nieźle wybierane. Jeżdżąc po krętych drogach w okolicach Świdnicy i Walimia ani razu nie czuliśmy się niepewnie, a niektóre łuki na legendarnych „patelniach” pokonywane były z dość wysoką jak na takie auto prędkością. W trasie zaskakuje również wyciszenie auta – do 120 km/h we wnętrzu jest akceptowanie cicho. Oczywiście warkot silnika, jak szum opływającego powietrza są słyszalne, ale nie męczą i nie utrudniają one rozmawiania w małej kabinie. Duża w tym zasługa dodatkowych wyciszeń, m.in. w podsufitce czy w przedniej grodzi.

Swój talent Suzuki Jimny wykazuje jednak poza utwardzonymi szlakami. Na nierównych szutrówkach można „ciąć” bez ograniczeń, nie obawiając się nierówności i dziur. Najwięcej radości daje jednak jazda w terenie. Ze względu na mróz nie dane mi było skąpać tego auta w błocie, ale za to „wpakowałem” je w dość głęboki śnieg. Tutaj nawet przez chwilę nie było czuć, że Jimny może się zakopać. Nawet z głębszego śniegu wyjeżdżało bez wspomagania się reduktorem – i to na seryjnych drogowych oponach. Bardzo fajnym patentem jest powrót do sterowania napędem za pośrednictwem dźwigni ulokowanej na tunelu środkowym. Jest to znacznie wygodniejsze i pewniejsze rozwiązanie.

Jeżdżąc Suzuki Jimny czujemy się jak w klasycznym, bardzo mechanicznym i analogowym aucie. Wszystko stawia tutaj przyjemny opór i sprawia, że to kierowca rządzi, a nie jest rządzony przez elektronikę. Nawet załączenie napędu jest zwieńczone charakterystycznym kliknięciem z okolic podwozia. Oczywiście nie oznacza to, że na pokładzie Jimny’ego nie znajdziemy żadnych asystentów. W topowym wariancie Elegance dostaniemy m.in. radar zbliżeniowy z przodu, lane assist czy ledowe światła (całkiem niezłe, znacznie lepsze od klasycznych halogenów w uboższych wersjach), zaś w wersji Premium nie zabrakło tempomatu, Bluetootha i podgrzewanych foteli. Mimo wszystko w tym samochodzie do kierowca ma ostatnie słowo.

Suzuki Jimny, czyli auto stworzone w konkretnym celu

Suzuki Jimny, nawet pomimo stosunkowo małych wymiarów, jest wyjątkowo użytecznym samochodem. Trzeba jednak przyzwyczaić się do pewnych specyficznych rozwiązań. Samochód ten jest czteroosobowy, aczkolwiek przy takim ustawieniu foteli bagażnik oferuje raptem 85 litrów pojemności. Po złożeniu tylnych siedzeń przestrzeń powiększymy do 377 litrów, co jest już całkiem niezłym wynikiem. Wygodne jest jednak to, że pojedyncze tylne siedziska można osobno składać, zostawiając miejsce dla trzeciego pasażera. Warto dodać, że z tyłu siedzi się całkiem wygodnie i można tam pokonać nawet trochę dłuższą trasę. Co ciekawe przednie fotele można położyć „na płasko”, tworząc tym samym leżankę o długości 180 cm.

Jednym z najciekawszych elementów w Suzuki Jimny jest stylistyka wnętrza i nadwozia. Nawiązuje ona bezpośrednio do modelu Samurai, dzięki czemu samochód ten wyróżnia się z tłumu. W środku znajdziemy charakterystyczne zegary w dwóch tubach, prostą konsolę centralną oraz „cykorłapkę” przed pasażerem. Kokpit wykończono materiałami odpornymi na zużycie. Dla przykładu krótkie podszybie wykonano z tworzywa, które nie odbija promieni słonecznych, zaś pozostałe elementy są z plastików, które można łatwo zmywać. Wyeksponowane mocowania śrub to tylko wisienka na torcie, dodająca surowego charakteru. Otwory, które zauważycie przy tylnych szybach, przeznaczone są na montaż dodatkowego wyposażenia, np. siatek czy innych elementów ułatwiających organizację przestrzeni.

Z zewnątrz nowe Suzuki Jimny wygląda jak nowe wcielenie modelu Samurai z lat 80-tych. Kanciasta bryła w połączeniu z okrągłymi lampami oraz prostymi zderzakami sprawia, że auto prezentuje się bardzo „oldschoolowo”. Dodatkowo dzięki takim kształtom widoczność z miejsca kierowcy jest fenomenalna i pozwala na łatwe manewrowane w terenie (jak i w mieście). Egzemplarz, który widzicie na zdjęciach, to wersja Premium. Wyróżnia się ona stalowymi felgami i halogenowymi lampami przednimi, zaś w ofercie stanowi najatrakcyjniejszy kompromis pomiędzy wyposażeniem a ceną. Jeśli myślicie, że kolor Kinetic Yellow to tylko modny dodatek, to jesteście w błędzie – nawiązuje on do odblaskowych kamizelek i ma zwracać na siebie uwagę np. na budowach lub w miejscach, gdzie taki pojazd musi nieco rzucać się w oczy. W gamie znajdziemy jeszcze wiele innych odcieni, w tym np. „leśną” zieleń czy ciekawy niebieski metaliczny kolor.

Magnes na klientów

1 lutego ruszył tzw. Jimny Roadshow, czyli seria pokazów tego modelu u dealerów Suzuki. Prawda jest jednak taka, że w tej chwili samochód ten jest nie do dostania. Dlaczego? Kontyngent na Polskę wyprzedał się w kilka chwil – a było to 230 samochodów. Jest to o tyle szokujące, że wśród klientów są głównie osoby fizyczne, co oznacza, że zapotrzebowanie na takie pojazdy w dobie SUV-ów i crossoverów jak najbardziej istnieje. Jimny Roadshow ma na celu przyciągnięcie klientów do salonów, zaś w trakcie tej imprezy oferowane będą ogromne rabaty na model… SX-4 S-Cross i Vitarę, czyli to, co znakomita większość osób chętnie wybierze.

Dla tych, którzy chcą kupić Suzuki Jimny, mam dobre wieści – w marcu ma pojawić się nowy kontyngent na nasz kraj, czyli zainteresowani będą mogli nabyć swoje wymarzone auto. A cena zachęca – 67 900 zł za bazową wersję to atrakcyjna oferta, z kolei sensownie wyposażona wersja Premium kosztuje niecałe 75 000 zł i oferuje wszystko, co do szczęścia jest potrzebne. Wymagający klienci mogą pomyśleć o bogato wyposażonej odmianie Elegance, w której znajdziemy system multimedialny, klimatyzację automatyczną oraz światła przednie w technologii LED.

Mon, 04 Feb 2019 13:50:24 +0000

Make trucks great again! Ciężarówka Alfa Romeo to świetny powrót do historii marki Niestety tylko wirtualny, ale trzymamy kciuki, żeby ktoś w FCA zwrócił uwagę na prace koreańskiego stylisty. Taekang Lee zrobił świetną robotę. Koreański projektant stworzył wirtualnie ciągnik siodłowy, który idealnie czerpie z wzorców marki. O ile z samą bryłą ciężarówki trudno poeksperymentować, to zamiast standardowej atrapy i prób wpasowania Scudetto w nią, słynna tarcza Alfy została wkomponowana w cały przód. W jej „wnętrzu” znalazła się atrapa chłodnicy, ale także i szyba, a „czubek” łączy się ze zderzakiem. Przednie lampy z kolei przywodzą na myśl Giulię, czy Stelvio, z soczewkami reflektorów i opasującymi je światłami LED do jazdy dziennej. Również przedni zderzak z dużymi wlotami przypomina modele ze znakiem zielonej koniczyny. Ta zresztą trafiła za drzwi, na wysokości bocznych okien. Całość uzupełniona jest miękkimi liniami oddzielającymi odchylaną kabinę oraz detalami podkreślającymi powiązanie z osobowymi samochodami z Mediolanu.

Dlaczego to dobry pomysł?

Są dwa powody. Pierwszy jest historyczny. Alfa Romeo produkowała już ciężarówki, od początku lat 30-ych do końca lat 50-ych. Dlatego ciężarówka tej marki to nie taki zupełnie „od czapy” pomysł, a świetne nawiązanie. Zwłaszcza, że stare nie były zresztą wcale nieudane. A teraz dodatkowo taki projekt wymagałby, na dobrą sprawę, „tylko” przeprojektowania nadwozia i wnętrza. W koncernie w końcu jest Iveco, które mogłoby „użyczyć” modelu Stralis.

Drugi powód, czysto marketingowy, to Formuła 1. Team Sauber F1 zmienił w tym sezonie nazwę. Bolidy będą ścigać się w barwach Alfa Romeo Racing. Nazwa słuszna, historyczna i dodająca nieco smaczku w Formule. Czy Wy też widzicie w tych barwach nowe ciężarówki Alfy Romeo z zabudową przystosowaną do przewozu bolidów i sprzętu? To byłby wspaniały widok.

Mon, 04 Feb 2019 11:00:21 +0000

Audi RS4+, czyli recepta dla głodnych mocy Dla niektórych osób seryjne auta oferują zbyt mało mocy. Wtedy z pomocą przychodzą tunerzy. ABT przygotowało receptę dla czujących niedosyt właścicieli Audi RS4.ABT szykuje się na targi w Genewie. W tym roku jedną z gwiazd stanowiska tej firmy będzie Audi RS4+, czyli podkręcona wersja sportowego kombi z Ingolstadt. Zmiany nie są delikatne – przede wszystkim nadwozie zyskało szereg elementów z włókna węglowego i 20-calowe felgi, zaś całość osadzono nieco niżej dzięki obniżonemu zawieszeniu (z regulowaną wysokością). Zmodyfikowano także stabilizatory, co ma zapewnić jeszcze lepsze właściwości jezdne.

We wnętrzu znajdziemy jeszcze więcej włókna węglowego. Wykończono nim nie tylko elementy konsoli centralnej, ale także boczki drzwi czy nawet fotele. Poza tym dorzucono dedykowane listwy progowe i nowy przycisk startera, zaś całe wnętrze obszyto skórą i alcantarą z czerwonymi przeszyciami.

Najwięcej zadziało się jednak pod maską. Audi RS4+ oferuje 510 KM, czyli o 60 KM więcej niż seryjne RS4. Moment obrotowy wzrósł do 680 Nm – oznacza to przyrost o 80 Nm względem serii. Co ciekawe po naciśnięciu przycisku można zwiększyć moc do 523 KM – co prawda tylko na kilka chwil, ale wystarczy to, aby poprawić osiągi auta. Te już w 510-konnym wariancie są rewelacyjne. Sprint do setki ma zajmować mniej niż 4 sekundy, zaś prędkość maksymalna to blisko 300 km/h.

Projekt ABT oficjalnie zadebiutuje w Genewie. Powstanie tylko 50 egzemplarzy modelu RS4+, tak więc chętni muszą się spieszyć. ABT nie pochwaliło się ceną, ale na promocyjną kwotę raczej nie ma co liczyć.

Mon, 04 Feb 2019 10:07:57 +0000

Najmocniejszy Seat Leon ST Cupra. Oferuje 521 koni mechanicznych Jednostka 2.0 TSI ma spory potencjał. Jak widać wyciągnięcie z niej ponad 500 koni mechanicznych to nie jest żaden wyczyn.Już wielokrotnie udowodniono, że z jednostki 2.0 TSI można wykrzesać naprawdę dużo mocy i zachować jej stosunkowo dużą bezawaryjność. Mowa oczywiście o najnowszym wcieleniu tego silnika, które kryje się m.in. w Golfie R czy w Leonie Cupra. Auta generujące ponad 500 KM występują regularnie na najróżniejszych festiwalach prędkości czy wyścigach na 1/4 mili.

Siemoneit Racing postanowił wycisnąć z Seata Leona Cupra ST wszystkie soki. Jednostka 2.0 TSI została tutaj podkręcona z seryjnych 300 KM na 521 KM. Modyfikacje nie są jednak tanie ani delikatne. Płacąc ponad 23 000 euro otrzymujemy całkowicie przebudowany dolot, nowe podciśnienia i sterowanie silnikiem, większą turbinę, wydajniejsze wtryskiwacze paliwa, potężny intercooler oraz szereg innych modyfikacji w silniku, dzięki którym moc wzrasta o ponad 200 KM.

W efekcie Seat Leon Cupra ST od Siemoneit Racing przyspiesza do setki w 3,4 sekundy (zasługa napędu 4DRIVE), zaś od 100 do 200 rozpędza się w 6,8 sekundy. Prędkość maksymalna to 280 km/h – ograniczono ją elektronicznie. Szaleńcy w wersji bez kagańca mogą jednak spokojnie osiągnąć nawet 300 km/h.

Siemoneit Racing oferuje też przystępniejszą wersję modyfikacji. Za niecałe 15 000 euro Seat Leon Cupra ST może zostać wzmocniony do 450 KM, co w zupełności wystarczy do rywalizacji z Mercedesem-AMG A 45 czy Audi RS3.

Mon, 04 Feb 2019 09:10:28 +0000

Nowe Renault Clio R.S. na horyzoncie. Wykorzysta silnik 1.8 TCe Dopiero co poznaliśmy nowe Renault Clio, a już pojawiają się pierwsze informacje dotyczące wersji R.S. Może to być jeden z najciekawszych hothatchy na rynku.Piąta generacja Renault Clio przyniosła delikatne, ale jednocześnie zauważalne zmiany w wyglądzie popularnego przedstawiciela segmentu B. Francuzi oczywiście planują wersję R.S., która powinna ujrzeć światło dzienne w przeciągu najbliższych miesięcy. Czego się po niej spodziewać? Przede wszystkim wizualnie będzie mocno zbliżona do Megane R.S. – pojawią się tutaj podobnie zaprojektowane zderzaki, felgi oraz centralnie ulokowany wydech. W gamie kolorów pojawią się też charakterystyczne odcienie Sirius Yellow oraz Tonic Orange.

Najważniejsze jest jednak to, co znajdzie się pod maską. Według wstępnych informacji pewna jest obecność jednostki 1.8 TCe, czyli tej samej konstrukcji, którą znajdziemy w Megane R.S. oraz w Alpine A110. Clio R.S. będzie oferowało około 225 KM w topowym wariancie, co uczyni je najmocniejszym małym hothatchem na rynku. Co ciekawe w ofercie powinna się też pojawić wyczekiwana skrzynia manualna, która dołączy do znanego już automatu EDC.

Renault Clio R.S. ma być też zdecydowanie lepsze w prowadzeniu dzięki bardziej dopracowanemu zawieszeniu. Tym samym Francuzi chcą znowu zająć fotel lidera w swoim segmencie. Konkurencja jest jednak bardzo mocna – Renault musi stawić czoła Fieście ST, Polo GTI oraz nadchodzącemu Peugeotowi 208 GTI.

Sun, 03 Feb 2019 15:54:40 +0000

Rodzinna hybryda z Bawarii. Testujemy BMW 225xe Active Tourer | TEST Słyszysz „BMW” i co masz przed oczami? Jak większość zapewne jedną z niemieckich limuzyn lub sportowe auto, za kierownicą którego krew zamienia się w mieszankę benzyny i adrenaliny. Na pewno ostatnią myślą będzie hybrydowy minivan. Tak, on naprawdę istnieje. To BMW 225xe.Do powyższych skojarzeń z BMW powinniśmy jeszcze dorzucić SUV-y z rodziny X, które w ostatnich latach są niezwykle popularne i w dużej mierze, to właśnie takie auta tej marki widujemy na naszych ulicach. Bawarczycy postanowili kilka lat temu stworzyć samochód w jeszcze innym segmencie, które miałby być bezpośrednim konkurentem Mercedesa klasy B. W ten oto sposób powstało w 2014 roku BMW 2 Active Tourer. Model 225xe jest jego wersją po delikatnym liftingu i oczywiście z napędem hybrydowym typu plug-in.

Minivany, auta przeznaczone dla mniejszych rodzin, które jednak chciałyby czegoś innego niż nadwozie typu kombi, powoli odchodzą w zapomnienie. Teraz najpopularniejsze są SUV-y i crossovery, bardzo dobrze przyjęte przez klientów różnych marek na całym świecie – to one są aktualnie utożsamiane z „tatusiowozem”, choć oczywiście nie zawsze słusznie. Mimo wszystko rodzinny minivan może być w wielu przypadkach o wiele lepszym rozwiązaniem. Zwłaszcza kiedy dobrze się prowadzi i daje wrażenia z jazdy niewiele gorsze od agresywnej limuzyny z charakterystycznymi „nerkami” na przedzie.

Takie właśnie jest BMW 225xe. Niech nie zmyli Was niepozorny wygląd i wrażenie rodzinnego auta. Wbrew wszystkiemu, mamy tu znany z innych modeli marki drapieżny charakter i świetne prowadzenie oraz sporo koni pod maską – jest ich aż 224. Ciekawostką może być fakt, że układ napędowy, który znajdziemy w 225xe, to ten sam co w sportowym i8 (tylko trochę słabszy, bo tam jest 367 KM), czyli 3-cylindrowy silnik spalinowy o pojemności 1499 cm3 oraz silnik elektryczny. Dzięki temu mamy tu również do czynienia z napędem na obie osie – silnik spalinowy napędza oś przednią, a elektryczny tylną. Nad całością czuwa sześciobiegowa automatyczna skrzynia.

Zajrzyjmy do środka

Może z zewnątrz, poza charakterystycznym przodem, nie jest to „rasowe” BMW, ale zasiadając za kierownicą już na pewno tak nie pomyślimy. Pozycja jest tu tak samo wygodna, jak w innych znanych modelach. Nie przeszkadza tu nawet nieco wyższa pozycja fotela – wciąż jest tu bardzo wygodnie i pewnie. Testowany egzemplarz posiadał skórzane fotele z elektroniczną regulacją, co pomogło precyzyjnie dopasować nam siedzisko do naszych potrzeb.
 Dobrze znany jest nam również cały kokpit. Jeżeli mieliście okazję być kierowcą BMW i odpowiada Wam deska jaką zaprojektowali niemieccy inżynierowie i spece od designu, to poczujecie się tu jak w domu – precyzja, dokładność, względny minimalizm, bez szaleństwa i ekstrawagancji.

Minivan to jednak w domyśle auto, którym będziemy wozić pasażerów na tylnej kanapie. W większości przypadków zasiądą tam dzieci, które będą miały sporo miejsca na nogi i możliwość spokojnego brudzenia fotela przed nimi, gdyż zostały tam umieszczone elementy plastikowe – nie musimy się zatem brać pobrudzenia i zniszczenia skórzanej tapicerki. Inaczej sprawa wygląda w przypadku dorosłych. Co prawda miejsca nad głowami będą oni mieli wystarczająco – nawet pomimo tego, iż kanapa jest w wersji hybrydowej jest o 30 cm wyżej z uwagi na znajdujące się w podłodze baterie – ale już z miejscem na kolana może być gorzej. Lepiej chyba by wysocy dorośli przesiedli się w miarę możliwości do przodu.

Nieco rozczarowuje bagażnik, który przy rozłożonych siedzeniach ma pojemność 400 litrów. Niby nie jest to jakoś strasznie mało, ale od auta, które docelowo miałoby być rodzinne, oczekiwaliśmy czegoś większego – tak jak w przypadku wersji niehybrydowej.

Plug-in, czyli naładuj i jedź

BMW 225xe to nie jest klasyczna hybryda. Możemy ją podłączyć do gniazdka, naładować akumulator i cieszyć się dłuższym zasięgiem podczas jazdy na prądzie. Niestety, nie możemy tu mówić o zasięgach jakie osiągają samochody w pełni elektryczne, dlatego też nie będzie to auto dla prawdziwych „eco-fanów” chcących całkowicie zlikwidować emisję spalin.

W teorii wygląda to następująco. Podłączamy nasze BMW do gniazdka, ładujemy i następnie ruszamy w drogę. Możemy jechać albo w klasycznym trybie hybrydowym, gdzie będziemy poruszać się na samym silniku elektrycznym głównie przy ruszaniu czy stojąc w korkach lub włączymy tryb MAX eDrive i przejedziemy na samym prądzie aż 41 kilometrów. Dzięki temu możemy się przez większość dnia poruszać się po mieście bez silnika spalinowego i osiągać bardzo małe (lub zerowe) spalanie paliwa. Jak wspomniałem, to teoria. W praktyce zasięg na prądzie jest już nieco mniejszy, ponieważ energia skończy nam się już przy około 25 kilometrach, a to i tak zależy jeszcze czy będziemy dużo hamować (odzyskując przy tym część energii), czy będziemy mieć włączoną klimatyzację i oczywiście od naszej prędkości. Jednak 25 kilometrów w trybie elektrycznym jest osiągalne – obiecywane 41 nie.

Jakie tryby napędu są dostępne? Do dyspozycji są trzy:

  • AUTO eDrive to jazda w pełni zautomatyzowana przez, który sam decyduje z jakiego silnika w danym momencie korzystać oraz rozpocznie ładowanie baterii z silnika spalinowego, gdy poziom energii będzie zbliżał się do zera.
  • MAX eDrive to tryb gdzie poruszamy się wyłącznie za pomocą silnika elektrycznego. Domyślne ustawienie pozwala nam na nim osiągać prędkość do 125 km/h. Gdy pedał gazu zostanie wciśnięty w podłogę, to załączy się silnik spalinowy.
  • SAVE BATTERY jak można się domyślić, to utrzymanie baterii na stałym poziomie, by energię w nich zgromadzoną wykorzystać później. Moża w tym trybie również ładować baterię podczas jazdy.

Jak widać, baterie możemy doładowywać podczas jazdy. Udało się to osiągnąć np. podczas średniej długości trasy po Mazowszu, jednak nie jest to metoda dobra dla naszego portfela, ponieważ wzrasta wtedy zużycie paliwa – o tym jednak za moment. Oczywiście ładowanie może się również odbywać po kablu: z tradycyjnego gniazdka lub też z jednej ze stacji ładujących znajdujących się na mieście. Niestety, auto nie obsługuje szybkiego ładowania, jak chociażby BMW i3S, przez co naładowanie akumulatorów chwilę trwa. Korzystając ze stacji zajmie nam to nieco ponad 2 godziny, a ze zwykłego gniazda w domu już trochę ponad 3. Nie jest to problem, jeśli możemy ładować samochód w domu lub w pracy, bo w obu spędzamy zazwyczaj więcej czasu.

Hybryda, więc spalanie jest niskie, prawda?

No nie do końca. Na pewno poziom spalania deklarowany przez producenta można włożyć między bajki, ale do tego chyba zdążyliśmy się już przyzwyczaić. „Standardowa” i spokojna jazda po mieście, może nam zapewnić spalenie około 6-7 litrów na 100 kilometrów. Jeśli pokonujemy małe odległości i nie mamy rozładowanego akumulatora, możemy praktycznie w ogólnie nie spalać benzyny i zapewne do tego byśmy wszyscy chceli dążyć.

Zużycie paliwa:BMW 225xe Active Tourer
przy 100 km/h:5,9 l/100 km
przy 120 km/h:7,9 l/100 km
przy 140 km/h:9,7 l/100 km
w mieście:4,2 l/100 km (tryb hybrydowy)

W trasie poziom spalania spada poniżej 6 litrów, lecz tylko jeśli nie jedziemy autostradą. Wtedy 3-cylindrowy motor dopada pragnienie. Podobnie jest w przypadku, kiedy postanowimy włączyć tryb SAVE BATTERY i podładować akumulatory np. do miasta, do którego zmierzamy. Wtedy spalanie wzrasta nam do 8 lub nawet 10 litrów. Robi się z tego problem, ponieważ BMW 225xe ma bak o pojemności zaledwie 36 litrów, przez to o dużych zasięgach na trasie możemy zapomnieć. Dlatego jeżeli planujecie często wybierać się w dalsze wojaże, to lepiej wybrać wersję napędzaną dieslem – ale to się tyczy raczej wszystkich hybryd, nie tylko tych od BMW.

Zalety:
  • Świetne wrażenia z jazdy
  • Wygodna pozycja za kierownicą
  • Przestronne wznętrze
  • Jakość wykonania
  • Oszczędny napęd w cyklu miejskim
  • Gniazda USB-C w środku
Wady:
  • � Przeciętny zasięg na prądzie
  • � Brak szybkiego ładowania
  • � Mała pojemność baku
  • � Mało miejsca na nogi z tyłu

Podsumowanie

Hybrydy typu plug-in chyba w dalszym ciągu nie do końca wiedzą, czym chcą być. Idealnym autem byłoby takie, które na samym prądzie może przejechać około 150 kilometrów, a w przypadku dłużej trasy, możemy przemieszczać się na silniku spalinowym. Tak niestety nie jest, również w przypadku BMW 225xe, które pomimo swoich wad, jest jedną z najlepszych hybryd na rynku. Dlaczego? Ponieważ to BMW i tak też się prowadzi, dając nam świetne wrażenia z jazdy. Gdybyśmy tylko mogli zastać tu większy bak i dostępność szybkiego ładowania, to było by naprawdę przyzwoicie. Zwłaszcza, że cena nie jest aż tak porażająca, przynajmniej w wersji podstawowej – 160 300 PLN. Za auto lepiej wyposażone, przyjdzie nam już zapłacić więcej, co może niekoniecznie być przyjemne.

Fri, 01 Feb 2019 14:52:32 +0000

Odświeżona klasa V Mercedesa dostępna m. in. z nowym silnikiem Dostępna na rynku od 2014 roku klasa V właśnie przeszła niewielkie odświeżenie. Naprawdę niewielkie, choć pojawił się np. nowy, mocniejszy silnik.Tak po prawdzie to trudno jest na pierwszy rzut oka zauważyć, co zmieniło się w klasie V. Zmiany objęły przedni zderzak, który ma teraz pojedynczy duży wlot oraz dodanie linii AMG z nowym „diamentowym” grillem i bardziej sportowo zaakcentowanym zderzakiem.

Podobnie „dużo” zmian pojawiło się we wnętrzu. Kratki wentylacyjne zmieniły teraz wzór na taki, który znamy z klasy E Coupe, klasy A, czy CLS-a. Pojawiły się także nowe wykończenia oraz poszerzono listę opcji podnoszących komfort i wykończenie Mercedesa. Nowe gatunki drewna, szczotkowane aluminium, włókno węglowe oraz „czerń fortepianowa” jako nowe materiały wykończeniowe. Tapicerka ze skóry Nappa oraz Lugano. Nowe kolory wnętrza. To wszystko teraz pojawiło się na listach opcji. Podobnie jak dodatkowe wyposażenie w postaci aktywnego asystenta hamowania, czy automatycznych świateł drogowych.

No i jest nowy silnik. Teraz klienci będą mogli zamówić Mercedesa V300d. Tylną oś (a w opcji obie) napędzać będzie dwulitrowy, czterocylindrowy diesel z podwójnym doładowaniem. Moc ustalono na 240 KM, a moment obrotowy na 500 Nm (+30 Nm dodatkowego „overboost” podczas mocnego przyspieszania). Silnik standardowo połączony jest z dziewięciobiegową skrzynią automatyczną 9G-Tronic.

Samochód można zamawiać od marca. Cena w Niemczech wynosi od 36 990 Euro z podatkiem.

Fri, 01 Feb 2019 08:29:08 +0000

35 lat spędziła w piwnicy. Unikalna Alfa Romeo Giulietta SZ sprzedana za 567 000 euro Takiego znaleziska w piwnicy nikt się nie spodziewał - w Turynie odnaleziono unikalną Alfę Romeo Giuliette SZ w idealnym stanie.

Historia ta brzmi wręcz nierealnie. Dokładnie 35 lat temu, w 1984 roku, właściciel tej Alfy Romeo Giulietty SZ zaparkował swoje auto… w piwnicy w domu w Turynie. Jak to zrobił? Duża winda transportowa pozwoliła na spokojne przewiezienie auta do podziemi. Niestety kilka lat później całkowicie odmówił posłuszeństwa, przez co auto zostało uwięzione pod blokiem mieszkalnym. Właściciel auta był też w słusznym wieku, tak więc nie poświęcił uwagi próbie ratowania auta.

Po jego śmierci samochód dalej zalegał w piwnicy. Dopiero w tym roku właściciel budynku, czyli miasto, postanowiło zająć się tematem zalegającego tam samochodu. Przygotowano zaawansowaną operację wyciągnięcia Alfy za pomocą dźwigu, co udało się zrobić bez większego problemu. Największą niespodzianką jest jednak to, że samochód zachował się w perfekcyjnym stanie. Ze względu na brak testamentu, auto trafiło na publiczną licytację. Cena wywoławcza wynosiła 15 000 euro, zaś finalnie auto trafiło do nowego nabywcy za 567 000 euro.

Alfa Romeo Giulietta SZ to prawdziwy rarytas. Powstała z myślą o sportowej rywalizacji, a lekkie nadwozie z aluminium (ważące raptem 135 kg) pozwoliło na zachowanie niskiej masy i poprawę osiągów. Łącznie wyprodukowano 210 egzemplarzy. Ceny zachowanych modeli osiągają naprawdę wysoki pułap, tak więc kwota za samochód z Turynu nie powinna dziwić.

Thu, 31 Jan 2019 19:42:23 +0000

Infiniti wycofa się z Europy? Takie chodzą pogłoski Wszystkiemu oczywiście winna niska sprzedaż. Europejski rynek nie jest atrakcyjny, a bardzo wymagający dla japońskiego producenta.Na razie to tylko pogłoski krążące po rynku, do których przedstawiciele koncernu się nie odnieśli. Jednak jest to bardzo możliwe w obecnej sytuacji koncernu Renault-Mitsubishi-Nissan.

Koncern wprowadził Infiniti na europejski rynek niemal 10 lat temu, aby podgrywać nie tylko niemiecką konkurencję, ale i Lexusa, tak jak ma to miejsce w Stanach Zjednoczonych. Jednak sprzedaż nigdy nie była na tak wysokim poziomie jak zakładano. Rekordowym był rok 2016, kiedy sprzedano 13 775 samochodów. W zeszłym roku ten wynik spadł do niecałych 6 000 sztuk (w 11 miesięcy). Szczytowym przykładem jest to Q30, o którym niedawno pisaliśmy, że oficjalnie okazało się niewypałem. Z zakładanych 30 – 40 tys. sztuk sprzedawanych w Europie, w rekordowym momencie udało się znaleźć nabywców dla 8 453 samochodów (2016 rok), a w ciągu 11 miesięcy 2018 roku na ulice wyjechało niecałe 3 000 sztuk.

Dołóżmy do tego coraz ostrzejsze regulacje Unii Europejskiej, normy WLTP oraz potencjalny Brexit i wychodzi nam, że jeśli szybko sprzedaż nie zmieni się w sposób drastyczny, w Europie miejsca dla japońskich samochodów nie będzie. Nigdy zresztą nie był to kluczowy rynek – marka sobie poradzi. 70% obecnej sprzedaży trafia do USA.

Thu, 31 Jan 2019 15:09:48 +0000

Sprzedaż bez zmian. Top 20 samochodów kupowanych w Europie w 2018 roku 15,6 mln samochodów. Tyle kupili klienci w 2018 roku. Mamy zestawienie 20 najlepiej sprzedających się samochodów w zeszłym roku. Podium jest zresztą również przewidywalne.Jato Dynamics opublikowała właśnie wyniki sprzedaży samochodów w Europie. Sprzedaż się względnie ustabilizowała – wynik 15,6 mln sztuk jest porównywalny z rokiem 2017.

Samo podium nie powinno nikogo zaskakiwać. Niemal pół miliona samochodów z powyższej wartości (445 700) to VW Golf, choć w stosunku do 2017 roku nastąpił spadek o 8%. Drugie miejsce to segment miejski z Francji – na Renault Clio nie ma mocnych (niewielki wzrost, o 2%). Trzecie miejsce to kolejny Volkswagen. Nowe Polo dało odpowiedni przyrost koncernowi z Wolfsburgu – 10% wzrostu i niemal 300 tys. sprzedanych egzemplarzy. Najlepszą piątkę uzupełnia Ford Fiesta i Nissan Qashqai.

Największe wzrosty z topowej dwudziestki zaliczyły, poza Polo: Peugeot 3008 (+26%, 14 miejsce), Dacia Duster (+22%, 17 miejsce) i Sandero (+8%, 11 miejsce). Do Top10 wróciła Toyota Yaris, uzyskują dziewięcioprocentowy wzrost (awans z 15 miejsca).

Spore spadki zaliczył z kolei schodzący z rynku i czekający na następcę Focus (- 9%), Golf (-8%), a także Fiat Panda (-10%, 20 miejsce).

W Top20 znajdziemy tylko (albo aż) 6 SUV-ów i crossoverów, za to niemal całą gamę samochodów segmentu B (9 sztuk). Kompakty reprezentują Golf, Octavia i Focus, a pozostałe trzy miejsca należą do Fiatów – 500-ki i Pandy.

Samochódliczba sprzedanych egzemplarzyzmiana do 2017 r.
1.VW Golf445 754-8%
2.Renault Clio336 268+2%
3.VW Polo299 920+10%
4.Ford Fiesta270 738+6%
5.Nissan Qashqai233 026-6%
6.Peugeot 208230 049-6%
7.Volkswagen Tiguan224 788-5%
8.Skoda Octavia223 352-3%
9.Toyota Yaris217 642+9%
10.Opel Corsa217 036-7%
11.Dacia Sandero216 306+8%
12.Renault Captur214 7200%
13.Citroen C3210 082+1%
14.Peugeot 3008204 197+26%
15.Ford Focus196 583-9%
16.Fiat 500191 205+1%
17.Dacia Duster182 100+22%
18.Peugeot 2008180 2040%
19.Skoda Fabia172 511-5%
20.Fiat Panda168 697-10%
Thu, 31 Jan 2019 11:44:05 +0000

Nowości motoryzacyjne w 2019 roku. Te auta zadebiutują w najbliższym czasie Rok 2019 przyniesie nam wiele motoryzacyjnych nowości. Czego się spodziewać? Przygotowaliśmy dla Was listę premier.Nowości motoryzacyjne w 2019 roku będą bardzo ciekawe. Poznamy wiele aut, których nigdy wcześniej nie było w ofercie danych producentów. Jest to np. SUV Ferrari i Astona Martina. Poza tym nie zabraknie szeregu mniej lub bardziej zwyczajnych samochodów. Powrócą także legendy, na które wszyscy czekamy, takie jak chociażby Land Rover Defender. Czego się więc możecie spodziewać? Przekonajcie się sami!

2019 Alfa Romeo

Alfa Romeo w tym roku, przynajmniej zgodnie z zapowiedziami, powinna zaprezentować dużego SUV-a, potencjalnie o nazwie Castello, który będzie plasował się powyżej modelu Stelvio. Ma on docelowo konkurować z takimi autami jak chociażby BMW X5. Stylistycznie będzie nawiązywał do Stelvio, aczkolwiek zyska też szereg unikalnych elementów. Pod maską znajdziemy także silniki z Maserati Levante, w tym 3-litrowego diesla.

2019 Aston Martin

Aston Martin w tym roku pokaże dwa samochody – pierwszego SUV-a w swojej historii, model DBX, oraz otwartą wersję modelu Vantage. Poznamy również elektryczny wariant modelu Rapide, o nazwie RapidE (cóż za gra słów).

2019 Audi

Audi także szykuje szereg nowości. W tym roku poznamy następujące modele – RS5 Sportback (na rynek europejski), A6 Allroad, Q4, A4 i Q7 po liftingu, nowe RS7, Q5, A7 i A8 w wersji e-tron oraz nowe A3 i model e-tron Sportback.

2019 Bentley

Od dłuższego czasu mówi się o nowościach w gamie Bentleya. Marka ta ma jednak spore problemy z rentownością – nowy Continental GT nie sprzedaje się tak, jakby Niemcy i Anglicy tego chcieli. Póki co więc zobaczymy jedynie model Flying Spur, który wizualnie będzie mocno zbliżony do nowego Continentala.

2019 BMW

BMW szykuje całą falę nowości. Przede wszystkim na drogi wyjedzie nowa Seria 1 oraz Seria 2 Gran Coupe. Dołączy do nich także M3 i M8 oraz Seria 4, zarówno w wydaniu Coupe jak i Cabrio. Spodziewać się też można Serii 8 Gran Coupe. Nowego elektryka, czyli model i4, powinniśmy poznać jeszcze w tym roku, choć w salonach zagości dopiero w 2020.

2019 Citroen & DS

Co szykują dla nas te francuskie marki? DS wprowadzi do sprzedaży model DS 3 Crossback, zaś DS 7 otrzyma nowe warianty napędowe. Citroen z kolei powinien pokazać zapowiadaną od dawna limuzynę klasy średniej, będącą bezpośrednim następcą C5. Być może zobaczymy też wyczekiwanego następcę modelu C4.

2019 Cupra

Cupra rozwija się jako samodzielna marka. W tym roku do oferty dołączy Ibiza, czyli sportowy wariant małego hatchbacka Seata. Istnieje spora szansa, że zobaczymy także zapowiadany od dłuższego czasu „niezależny” model tej marki, będący sportowym crossoverem.

2019 Fiat

Wszystko wskazuje na to, że Fiat w tym roku będzie żył w komfortowej stagnacji. Nowe modele zobaczymy w 2020 roku.

2019 Ford

Ford szykuje dla nas naprawdę dużo ciekawych aut. Przede wszystkim w 2019 zobaczymy nowego Forda Focusa ST oraz Forda Rangera Raptor. Być może światło dzienne ujrzy także następca Kugi oraz mały crossover, który według wstępnych informacji ma nosić nazwę Puma.

2019 Honda

Honda idzie w kierunku elektryfikacji. Marka ta w Genewie pokaże model Urban EV, czyli ciekawego stylistycznie miejskiego elektryka. Poza tym zapowiadany jest lifting Civica.

2019 Hyundai

Hyundai w tym roku postawi na sport. Istnieje spora szansa, że zobaczymy modele i20 i Kona w wydaniu N. Zasugerował to Albert Biermann, człowiek odpowiedzialny za rozwój w tym koncernie. Poza tym Kona zyska wariant plug-in hybrid, czyli system z modelu IONIQ. IONIQ Electric z kolei zostanie wyposażony w wydajniejsze baterie oraz mocniejszy silnik – potencjalnie z modelu Kona Electric. W tym roku do oferty dołączy również nowe wcielenie malucha z Korei, czyli i10. Być może na drogi wyjedzie również i40, nad którym to Hyundai pracuje już od dłuższego czasu.

2019 Kia

Kia w tym roku pokaże między innymi model XCeed, czyli uterenowioną wersję popularnego kompaktowego auta. Poza tym światło dzienne może zobaczyć nowa generacja Optimy, choć ta na rynku pojawi się najwcześniej w 2020.

2019 Land Rover

Brytyjczycy pożegnali się z Range Roverem SV Coupe, ale stawiają za to na inne modele. W tym roku poznamy przede wszystkim wyczekiwanego Land Rovera Defendera. Ofertę uzupełni również nowe Discovery Sport. Do sprzedaży trafi z kolei zaprezentowany niedawno Range Rover Evoque.

2019 Mazda

Mazda nie szykuje żadnych rewolucyjnych nowości. W salonach pojawi się nowa Mazda3, zaś Japończycy być może pokażą zapowiedź swojego auta elektrycznego, wykorzystującego silnik Wankla jako generator.

2019 Mercedes

Mercedes stawia przede wszystkim na swoją gamę EQ. W tym roku zobaczymy zapowiedź modelu EQ S (elektryczna alternatywa dla Klasy S), zaś na drogi być może wyjedzie EQ A, które dołączy do EQ C. Gamę nieco zwyklejszych aut zasili nowy Mercedes GLA, GLB i GLS. Poza tym GLC przejdzie długo wyczekiwany lifting. Klienci otrzymają także pierwsze egzemplarze Mercedesa-AMG One. GLS zyska także wariant przygotowany przez Mercedes-Maybach.

2019 MINI

Z okazji swojego 60-lecia, MINI pokaże nowy model EV. Będzie on bazował na klasycznym MINI Hatch, choć zyska kilka unikalnych elementów stylistycznych. Producent zapowiada, że topowy wariant będzie pierwszym elektrycznym hothatchem na rynku.

2019 Nissan

Nissan w tym roku nie zasypie nas nowościami, ale nie oznacza to, że nic nie zobaczymy. Przede wszystkim zapowiadany następca Juke’a powinien ujrzeć światło dzienne.. Co prawda pewnie najpierw zobaczymy wersję studyjną, aczkolwiek jest to już duży krok w stronę nowego modelu.

2019 Opel

Opel w tym roku ma dwie duże premiery. Pierwszą z nich jest nowa Corsa, bardzo wyczekiwana przez rynek. Będzie ona bazowała na najnowszej platformie koncernu PSA, zaś technologicznie zaliczymy ją do zaawansowanych aut – zaoferuje m.in. w pełni elektryczny wariant. Poza tym Opel pokaże także nową Mokkę X. Niewykluczony jest również debiut dużego SUV-a, czyli większego wariantu Grandlanda X.

2019 Peugeot

Peugeot szykuje na 2019 rok dużo nowości. Przede wszystkim zobaczymy nowe wcielenie modelu 208 – zadebiutuje ono w Genewie. 3008, 5008 i 508 zyskają natomiast wariant PHEV. Z kolei 2008 powinno pojawić się jako nowa generacja.

2019 Polestar

Polestar wreszcie wyjedzie na ulice. W tym roku pierwsze egzemplarze Polestara 1 dotrą do klientów. Ten sportowy model wizualnie czerpie z S90, aczkolwiek technicznie nie ma z nim nic wspólnego – ma być unikalnym elektrycznym coupe o prawdziwie sportowym charakterze. W 2019 roku zobaczymy także „masowy” model Polestara, czyli Polestar 2. Będzie on z kolei wizualnym rozwinięciem konceptu Volvo 40.2. Docelowo Polestar 2 rywalizować będzie z Teslą Model 3.

2019 Porsche

Porsche szykuje dla nas dwie duże nowości. Pierwszą będzie Taycan, czyli pierwszy elektryczny model tej marki. Opracowywany od podstaw ma zapewnić nie tylko fantastyczne właściwości jezdne, ale przede wszystkim dobre osiągi i duży zasięg. Drugą ciekawostką jest Porsche Cayenne Coupe, czyli usportowiona wizualnie wersja znanego SUV-a. Jest to odpowiedź Porsche na oczekiwania klientów – chcą oni takich pojazdów.

2019 Renault

Co nowego we Francji? Renault Clio już poznaliśmy i jest to największa nowość tej marki. Poza tym Talisman przejdzie swój pierwszy lifting, zaś wszystkie modele będą stopniowo wyposażane w jednostki hybrydowe i elektryczne. W drugiej połowie roku (zapewne w okolicach jesieni) powinien pojawić się całkowicie nowy Captur.

2019 Seat

Seat szykuje się do ważnej premiery – w tym roku światło ujrzy kolejne, nowe wcielenie Leona. Ma być większe, nowocześniejsze oraz zupełnie inne wizualnie. Jak wskazują zdjęcia szpiegowskie, nowy Leon będzie wizualnie zbliżony do modelu Tarraco.

2019 Skoda

Dla tej czeskiej marki będzie to bardzo ważny rok. W salonach niebawem pojawi się Scala, czyli następca Rapida. Poza tym w Genewie zadebiutuje model Kamiq, czyli mały crossover-SUV, będący bliźniakiem Seata Arona i Volkswagena T-Cross. Czesi pokażą także Superba po liftingu oraz, najprawdopodobniej, zapowiedź nowej Octavii.

2019 SsangYong

Ta koreańska marka szykuje się do prezentacji swojego średniego SUV-a, czyli modelu Korando. Poznamy go już w Genewie. Patrząc na rozwój SsangYonga można spodziewać się naprawdę ciekawego i stosunkowo dopracowanego modelu.

2019 Tesla

Tesla wchodzi oficjalnie na rynek europejski z Modelem 3. Dołączy on do oferowanej od dawna Tesli Model S. Model 3 ponoć jest już dopracowaną konstrukcją, co powinno ucieszyć potencjalnych klientów. W roku 2019 Tesla wystartuje też z oficjalnym przedstawicielstwem w Polsce. Biuro zostało już utworzone, zaś aktualnie trwa rekrutacja do pierwszego salonu i serwisu marki.

2019 Toyota

Toyota przede wszystkim wprowadzi do sprzedaży auta, które już znamy – Corollę, Camry, RAV4 i Suprę.

2019 Volkswagen

Volkswagen w tym roku ma dwie wielkie premiery. Pierwszą jest Golf ósmej generacji. Ma on być najnowocześniejszym wcieleniem tego auta, czerpiącym garściami z dobrobytu platformy MQB, nowych jednostek oraz dopracowanych technologii. Będzie także znacznie większy od swojego poprzednika. Drugą premierą, na którą czeka rynek, jest model I.D. Produkcyjne wcielenie jest już niemal gotowe do prezentacji i powinniśmy je ujrzeć jesienią. Poza tym Passat przejdzie lifting – nową wersję poznamy już za kilkanaście dni.

2019 Volvo

Szwedzi pokażą w tym roku najprawdopodobniej następcę modelu V40. W przeciwieństwie do aktualnego wcielenia, nowe V40 może zostać crossoverem. Poza tym na rynek wjedzie także XC50, czyli usportowiony wizualnie wariant XC40. W salonach z kolei pojawi się S60 i V60 CC.

Thu, 31 Jan 2019 10:38:56 +0000

Zainwestuj w „klasyka” przy pomocy aplikacji na telefon Chcesz zainwestować w zabytkowy samochód, ale nie masz na to dużo pieniędzy, ani gdzie go trzymać? Rally Rd. pozwoli Ci na to.Rally Rd. to aplikacja (na razie wyłącznie na iOS), która pozwala na inwestycje w samochody zabytkowe. Ale nie wymaga kupowania od razu całego Ferrari, czy Astona Martina. Zespół specjalistów firmy wyszukuje i kupuje samochody (dokładniej, właścicielem samochodów jest firma RSE Collection, LLC). Do „inwestora” należy tylko zakupienie jakiejś jego „części” – każdy wóz podzielony jest na coś w rodzaju akcji o wartości ok. 50 dolarów. Dzięki temu można kupić mniej, lub więcej udziałów w danym samochodzie, albo podzielić naszą inwestycję na kilka wozów.

Po uruchomieniu aplikacji dostajemy listę dostępnych samochodów wraz ze wszelkimi informacjami na ich temat – stanem, wyposażeniem, przebiegiem, pochodzeniem, historią, zdjęciami, filmami oraz średnimi cenami porównywalnych samochodów.

Wszystkie samochody trzymane są gdzieś na wschodnim wybrzeżu w USA, w specjalnie zbudowanym, klimatyzowanym hangarze z pełną ochroną. Od czasu do czasu są wystawiane w showroomie na 250 Lafayette Street na Manhattanie (otwarte w sobotę dla publiczności).

Sam proces kupowania jest dość prosty. Jeśli dany samochód ma taką możliwość, po prostu kupujemy udziały w nim. Jeśli samochód ma status „Trading Asset” możemy „zapisywać” się na udziały, deklarując ile możemy zapłacić maksymalnie za jedną „akcję”. Potem możemy albo akcje sprzedać (po 90 dniach minimum), albo handlować podczas comiesięcznych „okienek”, w tym wystawiać je na sprzedaż np. za „nie mniej niż xx dolarów”. Innymi słowy, niemal dokładnie tak samo jak w przypadku normalnej gry na giełdzie. Płatności następują bezpośrednio po podpięciu konta bankowego do aplikacji.

Wady? No cóż, jeśli nie mieszkacie w Stanach całość może wydawać się nieco „mętna”. No i samochody pełnią rolę tylko i wyłącznie inwestycyjną i nawet jak macie więcej niż 50% udziałów, to sobie nimi nie pojeździcie.

Thu, 31 Jan 2019 08:40:56 +0000

Diesel ma się świetnie – Volkswagen podwoił sprzedaż aut z silnikiem TDI Dieselgate? Dla Volkswagena jak widać do żaden problem - klienci wciąż chętnie wybierają auta wysokoprężne.Co więcej, wybierają je chętniej niż przed rokiem. W 2018 Volkswagen podwoił sprzedaż samochodów z silnikiem wysokoprężnym. W „rekordowych” Niemczech, gdzie ciągle mówi się o kolejnych „zakazach” dla diesli, sprzedaż wzrosła dwukrotnie, głównie wśród klientów indywidualnych. Tym samym udział diesla w ogólnej sprzedaży Volkswagena wzrósł o 4 punkty procentowe, do 43%. Grupa Volkswagena w minionym roku łącznie sprzedała 10 834 000 samochodów.

Jak podkreśla wiele osób, nowe diesle wbrew pozorom są dużo bardziej ekologiczne od silników benzynowych. Jest to efekt wyśrubowanych norm, które narzucono takim jednostkom. Zaawansowane filtry oraz wiele innych rozwiązań, które wprowadzono w jednostkach zasilanych ropą sprawiły, że zarówno emisja CO2 jak i innych szkodliwych cząsteczek, w tym NOx jest niższa niż w innych jednostkach.

Diesel nie straszy

W Niemczech stopniowo wprowadzane są ograniczenia w poruszaniu się autami wysokoprężnymi w określonych miejscach. W Hamburgu dla przykładu dla aut na ropę zamknięto kilka ulic. Jak wskazują pierwsze badania po wprowadzeniu nowych przepisów, wycofanie diesli zupełnie nie wpłynęło na poprawę jakości powietrza – jest ona na tym samym poziomie co w poprzednich latach. Jedynie w jednym miejscu odnotowano spadek wartości tlenków azotu z 48 do 45 mikrogramów na metr sześcienny. Władze popierające zakazy ogłaszają więc sukces, choć tak naprawdę zmiana jest nieodczuwalna i może być kwestią błędu pomiarowego bądź warunków pogodowych.

Elektryków będzie zbyt dużo

Volkswagen wyraźnie podkreśla, że powoli odchodzi od diesli. Jak widać producenta czeka jeszcze bardzo długa droga – klienci niechętnie przesiadają się na auta elektryczne. Jak podkreślają analitycy firmy Deloitte, producenci aut zdecydowanie przestrzelili ze swoimi założeniami dotyczącymi produkcji i sprzedaży elektryków. Ceny samochodów na prąd powinny spaść i wyrównać się do poziomu aut spalinowych w okolicach 2024 roku – do tego momentu na drogi wyjedzie około 21 milionów aut typu „EV”.

Popęd w kierunku całkowitego wycofania pojazdów na benzynę i ropę może jednak doprowadzić tzw. „przepaści”, czyli ogromnej różnicy pomiędzy popytem a podażą. Michael Woodward, partner w firmie Deloitte, specjalizujący się w analizie rynku motoryzacyjnego podkreśla, że nadprodukcja doprowadzi do przeładowania tzw. „stocków” producentów samochodami na prąd.

Wed, 30 Jan 2019 23:12:58 +0000

Unikalny pomysł Volkswagena. Niemcy chcą sprzedawać swoją platformę innym producentom Nie od dzisiaj wiadomo, że samochody elektryczne przyniosą producentom znacznie mniejsze zyski. Jednocześnie ich opracowanie jest niezwykle kosztowne. Volkswagen znalazł jednak receptę na ten problem.Według niemieckiej gazety Tagesspiegel szef strategii Volkswagena, Michael Jost, chce, aby nowa platforma MEB stała się uniwersalną konstrukcją wykorzystywaną przez wielu producentów. W ten sposób producent z Wolfsburga chce nie tylko ułatwić proces elektryfikacji motoryzacji, ale i stać się czołowym dostawcą kluczowego podzespołu, będącego najdroższym w opracowaniu elementem samochodów na prąd. Wydatki, które poniósł Volkswagen na stworzenie tej modułowej konstrukcji wyniosły dziesiątki miliardów euro. Pojazdy elektryczne nie są też specjalnie dochodowe dla producentów. Dlaczego? Przede wszystkim odpada w nich kwestia częstego serwisowania. Wymiany oleju oczywiście są całkowicie wyeliminowane, ale np. tak podstawowe elementy jak tarcze czy klocki hamulcowe wytrzymują znacznie większe przebiegi dzięki funkcji rekuperacji energii, czyli hamowania jednostką elektryczną przy jednoczesnym doładowywaniu baterii. W samochodach elektrycznych jest też znacznie mniej elementów mechanicznych, które podlegają regularnemu zużyciu.

Pierwszą marką, która może wykorzystać platformę MEB, jest Ford. Współpraca pomiędzy tymi markami póki co tyczy się samochodów użytkowych, aczkolwiek obie strony podkreśliły, że możliwe jest jej rozszerzenie między innymi o budowę samochodów elektrycznych. Dla amerykańskiego koncernu byłby to układ idealny – koszty licencji/kupowania platformy są znacznie niższe od opracowywania całej konstrukcji od podstaw. Jednocześnie platforma MEB oferuje możliwość łatwego dopasowywania do wielu segmentów, a to dodatkowa zaleta.

Jedna platforma, wielu producentów. Same korzyści?

Wyobraźmy sobie następujący scenariusz – Volkswagen faktycznie rozpoczyna sprzedaż swojej platformy wielu producentom. Rozwiązanie to z perspektywy pasjonatów motoryzacji brzmi przerażająco, bowiem może doprowadzić do ujednolicenia charakteru wielu aut. Z drugiej strony jest to szansa na reaktywowanie wielu marek lub uatrakcyjnienie oferty mniejszych producentów, których budżet na rozwój technologii nie pozwala na postawienie tak dużego kroku. Platforma MEB domyślnie jest tylnonapędowa, ale pozwala także na stworzenie napędu na cztery koła poprzez dołożenie silnika na przedniej osi. Co więcej, przy odpowiednim zestrojeniu całego układu jezdnego możliwe jest uzyskanie ciekawych i mocno zróżnicowanych efektów. Można więc przyjąć, że w dobie elektryfikacji, gdzie silniki elektryczne i tak oferują w zasadzie identyczną charakterystykę pracy, może to być klucz do nowego rozdziału w świecie motoryzacji. Dla Volkswagena z kolei taki krok przyniósłby ogromne zyski, których oczywiście nikt sobie nie odmówi.

MEB – nowa platforma, „nowe” zakłady

Aktualnie Volkswagen przeprowadza stopniową modyfikację swoich fabryk, dostosowując je do produkcji samochodów elektrycznych. Na modernizację zakładu w Zwickau przeznaczono 1,2 miliarda euro – to tutaj ma powstawać 330 000 samochodów rocznie. Docelowo osiem zakładów zostanie dostosowanych do produkcji samochodów elektrycznych – poza Zwickau jest to Emden, Drezno i Hanower w Niemczech, Mlada Boleslav w Czechach, Anting i Foshan w Chinach oraz Chattanooga w USA.

Wed, 30 Jan 2019 22:13:46 +0000

Range Rover SV Coupe nigdy nie wyjedzie na drogi. Unikalny projekt ofiarą cięć finansowych Miało powstać 999 egzemplarzy. Zbudowano tylko jeden, więcej nie powstanie. Range Rover SV Coupe został "zabity" przez problemy finansowe koncernu.Wszystko było już w zasadzie gotowe. Range Rover nie tylko zaprezentował gotowy do produkcji model SV Coupe, czyli dwudrzwiową wersję największego Range Rovera, ale także opublikował cennik tego modelu. W Polsce miał on kosztować 1 499 000 zł. Niestety, Ci, którzy go zamówili, nie wydadzą tych pieniędzy.

Miało być pięknie, wyszło zupełnie inaczej

Co się stało? Koncern Jaguar Land Rover ma ostatnio sporo problemów finansowych. Przeciętna sprzedaż oraz wysokie koszty związane z opracowywaniem nowych modeli spowodowały, że na kontach tych marek zaczęła panować delikatna susza. Kilka tygodni temu ogłoszono masowe zwolnienia – ponad 4 500 osób straci pracę. Jest to efekt malejącej sprzedaży diesli oraz coraz gorszej sytuacji na chińskim rynku, będącym dla JLR-a motorem napędowym. Z tego powodu zdecydowano się na wygaszenie projektu Range Rovera SV Coupe. Firma indywidualnie skontaktowała się ze wszystkimi zainteresowanymi. Według naszych informacji prawie wszystkie z 999 egzemplarzy zostały zarezerwowane lub nawet zakupione.

Pieniądze, które poszłyby na produkcję modelu SV Coupe, zasilą budżety masowych projektów, w tym nowych wersji Range Rovera Evoque drugiej generacji, nadchodzącego nowego wcielenia Land Rovera Discovery Sport oraz przede wszystkim wyczekiwanego Defendera. I tak oto po raz kolejny odrobina szaleństwa w motoryzacji padła ofiarą księgowych. A szkoda, bo Range Rover SV Coupe to jeden z najciekawszych projektów ostatnich lat.

Wed, 30 Jan 2019 18:13:03 +0000

Oszczędny i dynamiczny. Testujemy Volvo XC40 T3 | TEST Trzy cylindry w Volvo? Tak, takie silniki też są dostępne. Sprawdziliśmy możliwości bardzo ciekawej konfiguracji Volvo XC40 - z silnikiem 1.5 156 KM i manualną skrzynią biegów.Nieczęsto zdarza się sytuacja, kiedy to w parku prasowym producenta pojawia się egzemplarz, który nie posiada topowego lub niemal topowego wyposażenia. Tyczy się to zwłaszcza marek z tzw. „segmentu premium”, chcących chwalić się swoimi najbardziej zaawansowanymi rozwiązaniami. Tym razem miałem przyjemność jeździć nieco uboższym, choć wciąż atrakcyjnie wyposażonym Volvo XC40. Była to wersja Momentum, którą połączono z jednostki 1.5 T3 o mocy 156 KM i 265 Nm i manualną, 6-biegową przekładnią. Ta trzycylindrowa jednostka od dawna budziła moje zainteresowanie. Jak się sprawdziła?

Dobre trzy cylindry? Da się!

Podejrzewam, że po przeczytaniu tego leadu niektórzy zaczną kręcić nosem, marudząc na obecność takiej jednostki pod maską Volvo. Trzeba się jednak pogodzić z faktem, że ta szwedzka marka pożegnała się ze swoimi kultowymi rzędowymi piątkami, o motorach V6 lub V8 nie mówiąc. Pozostały nam silniki 1.5 (3-cylindry) oraz 2.0 (cztery cylindry). O ile diesle doskonale znamy (od D3 do D5, dobre, choć dość głośne konstrukcje), a mocniejsze benzyny nie stanowią dla nas tajemnicy (zwłaszcza T5 i T6, dynamiczne, ale potwornie paliwożerne), o tyle silnik 1.5 od dawna gdzieś się przed nami ukrywał.

A to błąd. Jak się okazuje jednostka o wewnętrznym oznaczeniu B3154T robi doskonałe wrażenie już od pierwszego kontaktu. Oczywiście ma swoje wady i od nich trzeba zacząć – przede wszystkim budząc się do życia „na zimno” robi to w wyjątkowo nieelegancki sposób, zaskakując sporą dawką wibracji. Wraz ze wzrostem temperatury kultura pracy tego silnika zdecydowanie poprawia się, a w trakcie jazdy jego dźwięk jest niemal niezauważalny (chyba, że będziemy wkręcać go na wysokie obroty). Muszę przyznać, że w tej kwestii samochód ten niemal nie ustępuje, a nawet przewyższa aktualnie najbardziej dopracowaną „trzycylindrówkę” na rynku, czyli litrową jednostkę Forda.

Drugą najważniejszą kwestią w przypadku takiego silnika jest zużycie paliwa. Jak dobrze wiemy to główny argument popierający (przynajmniej wśród producentów) downsizing. Jak to wygląda w przypadku Volvo XC40? Otóż spalanie jest zaskakująco dobre, zwłaszcza na tle charakteryzujących się niepohamowanym apetytem na paliwo „dwulitrówek” tej marki. W mieście można spokojnie uzyskać wynik wahający się w granicach 8,3 a 9,5 litra na sto kilometrów. I mam tu na myśli np. zakorkowaną Warszawę, w której testowałem ten samochód. Swoje trzy grosze dorzucały niskie temperatury – przez cały czas wskazaniom na termometrze towarzyszył minus na przedzie. W trasie z kolei konsumpcja paliwa też pozostaje na akceptowalnym poziomie. Na drogach krajowych można spokojnie uzyskać wynik mniejszy niż 7 litrów, zaś na autostradzie, w zależności od prędkości, komputer pokładowy podaje wartość od 8 do 9 litrów.

Zużycie paliwa:Volvo XC40 T3 Momentum
przy 100 km/h:5,6 l/100 km
przy 120 km/h:7,6 l/100 km
przy 140 km/h:8,6 l/100 km
w mieście:9,2 l/100 km

Może to być też zasługa 6-biegowej skrzyni biegów. Pierwszy raz od wielu lat miałem okazję pomachać ręką w Volvo – ostatni raz taka okazja trafiła mi się w aktualnym modelu V40, zaraz po jego rynkowym debiucie. Przekładnia pracuje wzorowo. Lewarek precyzyjnie przeskakuje pomiędzy kolejnymi przełożeniami, a jego skok nie wymusza akrobatycznych ruchów lub odrywania kręgosłupa od oparcia fotela. Przełożenia również są dobrze dobrane, choć ze względu na charakterystykę silnika T3 dość często będziemy musieli skakać po biegach, zwłaszcza w zakresie 2-4.

Na koniec kilka słów o dynamice i elastyczności. Tutaj nie mam żadnych zastrzeżeń. Volvo XC40 z jednostką T3 rozpędza się do setki w niecałe 10 sekund (około 9,3 sekundy), zaś prędkość maksymalna nieznacznie przekracza 200 km/h. Przyspieszenie w typowych pomiarowych zakresach (np. 80-120 km/h) nie pozostawia niczego do życzenia. Ba, pomimo 156 KM pod maską, Volvo potrafi lekko wcisnąć w fotel przy mocniejszym wciśnięciu gazu. Jako ciekawostkę dodam, że od tego roku modelowego silnik ten oferuje już 163 KM.

Volvo XC40 z przednim napędem – jak jeździ?

Coraz więcej osób decyduje się na zakup przednionapędowych wariantów w popularnych SUV-ach. I nie ma w tym nic dziwnego, bowiem większość takich aut nigdy nie zjeżdża z asfaltu, a na szutrówkach poradzi sobie w porównywalny do „czteronapędówki” sposób. Tak naprawdę największa różnica wyczuwalna jest podczas jazdy po mokrej lub zaśnieżonej nawierzchni, gdzie nawet stosowany przez Volvo Haldex potrafi znacząco zmienić zachowanie auta.

Volvo XC40 wyróżnia się bardzo przyjemnie zestrojonym zawieszeniem. Szwedzi poszli na przekór trendowi usztywniania każdej konstrukcji. XC40 jest przyjemnie miękkie, ale jednocześnie nie buja się niczym mała łódka na wzburzonym morzu. Pokonując zakręty z wyższą prędkością nie musimy się martwić o spotkanie lusterek z asfaltem lub jakiekolwiek niepewne zachowanie. Układ kierowniczy, choć z dużym przełożeniem, zapewnia sporo czucia. Pracuje też na tyle lekko, że manewrowanie w mieście staje się bardzo przyjemne – doceniają to zwłaszcza kobiety, które co ciekawe są coraz większą grupą nabywców tego modelu.

Volvo XC40 Momentum – w sam raz

Wersja Momentum w ofercie Volvo ulokowana jest w samym środku i stanowi idealny kompromis pomiędzy wszelkimi przyjemnymi dodatkami a zachowaniem względnie rozsądnej ceny. Cennik tej odmiany otwiera kwota 141 100 zł. W standardowym wyposażeniu otrzymamy z kolei takie elementy jak przednie reflektory w technologii LED, cyfrowe zegary, 18-calowe alufelgi, czujniki parkowania z tyłu, 9-calowy wyświetlacz systemu multimedialnego (obsługującego Bluetooth), zawieszenie Dynamic, przyciemniane automatycznie lusterka, układ wspomagania ruszania pod górę, Lane Assist, tempomat i wiele innych elementów.

Do testowanego egzemplarza dorzucono skórzaną tapicerkę (za 5 540 zł, seryjnie oferowana jest tekstylna), pakiet Business Pro (nagłośnienie Harman/Kardon, nawigacja Sensus, indukcyjna ładowarka), pakiet Light z aktywnymi światłami przednimi w technologii LED (światła przeciwmgłowe też wykonane w tej technologii) i dodatkowym ambientowym oświetleniem wnętrza, pakiet Versality Pro (dodaje elektrycznie sterowaną pokrywę bagażnika oraz funkcję otwierania tejże za pomocą „machnięcia nogą” pod zderzakiem tylnym), pakiet Park Assist z kamerami 360 stopni oraz pakiet Winter z podgrzewanymi fotelami przednimi. Tak doposażone auto, posiadające w zasadzie kompletne wyposażenie, wyceniono na 181 240 zł.

Dla porównania postanowiłem identycznie skonfigurować nowe Audi Q3 w wersji 35 TFSI i wyposażeniu Advanced, czyli z silnikiem 1.5 TSI o mocy 150 KM. Tutaj także dostępna jest 6-biegowa przekładnia manualna, zaś standardowo model ten oferowany jest z napędem na przednią oś. Po dołożeniu identycznego wyposażenia otrzymałem kwotę 188 350 zł. Różnice? Na przykład Volvo XC40 w wersji Momentum oferuje automatyczną klimatyzację w standardzie, aczkolwiek jest ona jednostrefowa. Audi Q3 dla porównania ma do wyboru standardową manualną (!) klimatyzację, zaś dwustrefowa wymaga dopłaty wynoszącej 2050 zł. Dorzucając ją do wyposażenia Audi, cena wzrasta do ponad 190 000 zł, czyli Q3 jest blisko o 10 000 zł droższe od Volvo.

To jest chyba najmocniejsza strona tego modelu. XC40 nie tylko świetnie wygląda, ale także ma bardzo przyjemnie wykończone przestronne wnętrze. Bagażnik o pojemności 460 litrów bez problemu pomieści nawet większą ilość bagaży, zaś zapas przestrzeni na tylnej kanapie pozwoli wygodnie podróżować nawet wyższym osobom. Niektórzy podnoszą głosy, że jest ona źle wyprofilowana – ja się z tym nie zgodzę. Specjalnie spędziłem trochę czasu z tyłu i nie czułem żadnego dyskomfortu. Oczywiście nie jest tam tak wygodnie jak na fantastycznych przednich fotelach, które są nie do pobicia, ale ciężko jest się do czegokolwiek przyczepić.

Zalety:
  • atrakcyjna stylistyka
  • przestronne i dobrze wykończone wnętrze
  • rozsądnie wyposażona wersja Momentum
  • bardzo dobry silnik T3 – jest dynamiczny i oszczędny
  • bardzo komfortowe i dobrze zestrojone zawieszenie
  • akceptowalna cena bogato wyposażonego auta
Wady:
  • kultura pracy silnika po odpaleniu „na zimno” nieco irytuje

Podsumowanie

To mój drugi dłuższy kontakt z Volvo XC40. Ilekroć wsiadam do tego samochodu i spędzam z nim kilka dni od razu rozumiem decyzję jurorów konkursu Car Of The Year. Samochód ten to naprawdę udany kompaktowy SUV, łączący wszystko co najlepsze w Volvo z codzienną praktycznością. Moim zdaniem można go śmiało uznać za jedną z najlepszych i najrozsądniejszych propozycji w swoim segmencie.

Wed, 30 Jan 2019 17:51:03 +0000

Koenigsegg i NEVS łączą siły. Efektem współpracy ma być doskonałe auto elektryczne Gdy Christian Koenigsegg siada do projektowania samochodu, to można spodziewać się unikalnego i bardzo ciekawego auta.NEVS, czyli National Electric Vehicle Sweden, to spółka holdingowa, która nabyła prawa do marki SAAB z masy upadłościowej. Choć zarejestrowana jest w Szwecji, to jednak duża część kapitału pochodzi z Chin, podobnie jak zarząd spółki. NEVS produkuje model 9-3 na rynek chiński, choć wcześniej podejmowano próby uruchomienia produkcji w Trollhattan. Niestety, ze względu na najróżniejsze zadłużenia stało się to niemożliwe, dlatego też marka SAAB/NEVS zniknęła z Europy.

Teraz może się to zmienić. Za okrągłe 150 milionów euro Chińczycy zakupili 20% udziałów w szwedzkiej firmie Koenigsegg, znanej z produkcji niesamowitych supersamochodów. Celem tej współpracy jest stworzenie nowego modelu – auta elektrycznego, które będzie bardzo konkurencyjne i atrakcyjne dla klientów, oraz opracowanie technologii umożliwiającej zwiększenie zasięgu na jednym ładowaniu. Planowany jest też rozwój systemu szybkiego ładowania oraz prace nad redukcją masy całego układu napędowego. Auto będzie produkowane pod marką NEVS, bowiem holding ten stracił prawa do wykorzystywania logo i nazwy SAAB’a. W każdym razie można spodziewać się, że w dużej mierze może czerpać z historii tego szwedzkiego producenta. NEVS i Koenigsegg stworzyli w tym celu spółkę celową, w której 65% udziałów posiada NEVS, zaś pozostałe 35% kontroluje Koenigsegg.

Wed, 30 Jan 2019 16:45:47 +0000

Abarth 595 i 124 Spider w limitowanych edycjach na 70-lecie marki 70 lat to kupa czasu - Abarth właśnie świętuje w tym roku te urodziny. Włosi z tej okazji przygotowali specjalne edycje swoich modeli.Na start – wszystkie modele zarejestrowane w 2019 otrzymają plakietkę „70th Anniversary”. Poza tym modele 595 i 124 Spider otrzymają kilka specjalnych dodatków.

Model 595 Competizione ma standardowo hamulce Brembo i wydech Record Monza z dodatkowo otwieranym zaworem sterowanym z wnętrza przyciskiem „Sport”. Standardem staje się system Uconnect z siedmiocalowym ekranemem, interfejsami Apple CarPlay i Android Auto, a także fotelami kubełkowymi Sabelt.

Słabsza odmiana – 165-konny 595 Turismo otrzyma ten sam system inforozrywkowy, a ponadto skórzaną tapicerkę oraz „Pakiet Miejski” czyli czujnik zmierzchu i deszczu. 145-konny Abarth Elaborabile będzie dodatkowo wyposażony w spłaszczoną kierownicę z przeszyciami, a pośrednia odmiana Pista dostanie zawieszenie Koni FSD, wydech Record Monza oraz system telemetryczny wyświetlany na siedmiocalowym ekranie.

Abarth 124 Spider standardowo już wyposażony jest 170-konny silnik, który czyni z roadstera małego psychopatę. Wersja jubileuszowa standardowo również otrzymuje wydech Monza (to się nazywa urządzać głośne urodziny). W pakiecie pojawiają się też oczywiście naklejki. Zmienia się też paleta kolorów, nazwanych od wygranych przez Abartha rajdów. Możemy więc wybierać spośród: Turini 1975 White, Costa Brava 1972 Red, San Marino 1972 Black, Hessen 1972 Blue i Alpi Orientali 1974 Gray.

Tapicerka jest skórzana, obrotomierz ma czerwoną tarczę, silnik uruchamia się przyciskiem, a wygłuszające (po co?) szyby i podwójny miękki dach dopełniają wyposażenia 124 Spidera.

Co ciekawe, 124 GT Special Edition również będzie dostępne w jubileuszowej edycji. ta wersja charakteryzuje się karbonowym hardtopem, specjalnymi felgami OZ (17″) pomalowanymi na ciemną szarość, podobnie jak osłony lusterek i przedni spoiler. Opcjonalnie można go zamówić wykonanego z włókna węglowego, a maskę w matowej czerni.

Wed, 30 Jan 2019 15:10:02 +0000

Ten projekt powstawał 21 lat. W Paryżu zadebiutuje auto inspirowane Davidem Bowie Muzyka i sztuka są często wymieniane jako główne inspiracje dla designerów. W przypadku tego projektu doszło do połączenia tych dziedzin w jednej osobie - Davidzie Bowie.David Bowie bez wątpienia był jednym z najbardziej utalentowanych artystów na świecie. Jego kreacje i tworzenie fikcyjnych postaci, łączących albumy w jedną spójną całość, przeszły do historii muzyki i sztuki. Bowie spełniał się także jako aktor oraz patron wielu innych artystów. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że dla pewnych osób stanowi bardzo silną inspirację i motywację do działania.

Tak właśnie było w przypadku byłego stylisty koncernu PSA, a aktualnie freelancera, Takumiego Yamamoto. W 1997 roku narysował on pierwsze szkice auta, które inspirowane było Davidem Bowie. Przez lata projekt ewoluował, ale zawsze pozostawał na papierze lub w wirtualnej postaci. Teraz przyszła pora na pełnowymiarowe, choć stricte pokazowe auto. Za sprawą firmy Massivit 3D Printing pojazd ten zostanie „wydrukowany” na jednej z największych drukarek 3D na świecie, po czym oficjalnie zadebiutuje w Paryżu.

Takumi Yamamoto to wyjątkowo ekspresyjny stylista. Zasłynął on między innymi projektem GT by Citroen, stworzonym na potrzeby gry Gran Turismo. Koncepcja auta inspirowanego Davidem Bowie zaprząta jego głowę od ponad 20 lat. Finalny efekt to zasługa wsparcia ze strony kolegów z PSA, którzy przygotowali zaawansowany wirtualny model auta. Na pojazd ten nałożono też specjalną grafikę, która jest efektem działania algorytmu – przekształcił on słowa z piosenek Bowiego na grafikę zaapalikowaną na samochodów.

Auto zadebiutuje podczas „Festival Automobile International”, czyli imprezie poświęconej designowi samochodów i prezentacji pojazdów studyjnych. Tam też otwarta zostanie galeria „A portrait of db”, w której zaprezentowany zostanie projekt Takumiego Yamamoto.

Wed, 30 Jan 2019 13:06:29 +0000

Skoda Kamiq na pierwszych szkicach Niedługo przed premierą Skoda ujawnia rysunki przedstawiające nowego małego crossovera. W zasadzie nie ma zaskoczenia, choć nowe reflektory opisywane są jako „premierowe”. W Skodzie może i tak, ale od frontu Kamiq będzie przypominał Hyundaia KONA, albo Citroena C4 Cactus, bo dotychczasowe dwuczęściowe lampy znane z Karoqa i Kodiaqa nieco przeprojektowano. Teraz światła do jazdy dziennej stały się dwiema wąskimi listwami u góry połączonymi z atrapą, a światła mijania znalazły się poniżej, za bardziej klasycznie wystylizowanymi kloszami.

Poza tym samochód na szkicach przypomina nieco bardziej wystylizowanego Karoqa. Ciekawie mogą wyglądać zwłaszcza zderzaki z „dyfuzorem” z tyłu i małą lotką z przodu, choć raczej bym się spodziewał takich atrakcji dopiero w odmianie Sportline. Z tyłu z kolei mamy charakterystyczne dla Skody lampy, choć przynajmniej na wizualizacjach wyglądają na węższe i bardziej dynamicznie wystylizowane.

Skoda Kamiq zadebiutuje najprawdopodobniej w Genewie. Dołączy tym samym do dwóch już oferowanych crossoverów na platformie MQB-A0, czyli SEAT-a Arona i VW T-Crossa. Dlatego też nie spodziewajmy się, że znajdziemy tam napęd na cztery koła. Gama silników obejmować będzie jednostki 1.0 i 1.5 TSI, a także diesle 1.6 TDI.

Wed, 30 Jan 2019 11:15:07 +0000

20 lat minęło. Nowe limitowane Audi TT nawiązuje do koncepcyjnego pierwowzoru Tak, Audi TT ma już dwadzieścia lat. Z tej okazji producent z Ingolstadt postanowił powrócić do korzeni i zaprezentował limitowaną edycję.Pierwsza generacja Audi TT budziła mieszane uczucia, ale jednego nie można jej odmówić – jak na swoje czasy wyglądała rewelacyjnie. Wszystko to dzięki Peterowi Schreyerowi, aktualnemu szefie stylistów w Kii, który wówczas był jednym z głównych designerów w Audi. To on wymyślił „miękkie” linie w Audi A6 C5 i Audi A4. Pomysł na model TT, według różnych opowieści, powstał w przerwie lunchowej, a pierwszy szkic narysowano na zwykłej serwetce. Trzeba przyznać, że bryła tego samochodu starzeje się bardzo godnie, a kolejne wcielenia wciąż nawiązywały do pierwszego auta.

Po dwudziestu latach przyszedł czas na rocznicową wersję. Odmiana 20th Anniversary Edition bezpośrednio nawiązuje do studyjnego wydania TT Roadster, choć będzie dostępna także jako Coupe. Czym się wyróżnia? Przede wszystkim lakierem – w Europie TT 20th Anniversary Edition dostępne będzie w kolorze Aviator Grey (w USA Nimbus Grey). Bardzo ciekawie prezentuje się również wnętrze, które obszyto skórą nappa w kolorze Moccasin Brown, połączoną z kontrastowymi żółtymi przeszyciami i charakterystycznymi zamszowymi łączeniami. Poza tym znajdziemy tutaj 19-calowe felgi aluminiowe i światła OLED (tylne), które zapożyczono z modelu TT RS.

Pod maską znajdzie się tutaj jednostka 2.0 TFSI o mocy 230 KM, połączona z 7-biegową skrzynią DSG i napędem Quattro. Niestety, rocznicowa odmiana nie zyska możliwości połączenia z mocniejszym silnikiem.

Wed, 30 Jan 2019 09:07:51 +0000

Toyota GT86 i Subaru BRZ nie zyskają następców? To bardzo prawdopodobne Drogi Toyoty i Subaru jeszcze się nie rozchodzą, ale ich sportowe modele niebawem znikną z rynku.Jak donosi Japanese Nostalgic Car, Toyota i Subaru tak naprawdę nie pracują nad następcami dla modeli GT86 i BRZ. Według wstępnych informacji niebawem zostanie ogłoszona informacja dotycząca planowanego zakończenia produkcji tych aut – najprawdopodobniej taka wiadomość zostanie podana pod koniec przyszłego miesiąca. Subaru na oficjalne zapytania odpowiada, że kolejne wcielenie BRZ jest w planach, aczkolwiek żadnych konkretnych danych jeszcze nie ma i raczej nie będzie w najbliższym czasie. Toyota z kolei wstrzymuje się od komentowania całej sprawy.

Jak dobrze wiemy Toyota podkreśla, że po Suprze rozpocznie rozwijanie linii sportowych samochodów. W perspektywie zakończenia produkcji modelu GT86 nie wygląda to najlepiej. Wszystko wskazuje jednak na to, że japońskie firmy stworzą całkowicie nowy projekt. Mowa tutaj o następcy modelu MR2, który może powrócić do koncepcji centralnie umiejscowionego silnika. Czy Subaru też zyska takiego odpowiednika? Trudno powiedzieć.

Kilka miesięcy temu w sieci pojawiły się informacje o rozwoju jednostki 2.4 (typu bokser), w wariancie przeznaczonym właśnie do aut sportowych. Ta wiadomość pobudziła fanów i sugerowała, że modele GT86 i BRZ zyskają nowe wcielenie. Miejmy nadzieję, że japońskie marki mają tutaj jakiś ukryty plan, gdyż aktualnie auta te, pomimo wielu wad, są jedyni z najfajniejszych samochodów sportowych na rynku. Lekkie i łatwe w prowadzeniu, pozwalają na naukę jazdy w poślizgu oraz dobrą zabawę przy rozsądnych kosztach utrzymania.

Wed, 30 Jan 2019 08:49:39 +0000

Używane koła do Bugatti Veyron kosztują więcej niż nowe Porsche 911 Użytkowanie topowych supersamochodów jest piekielnie drogie. Czy wiedzieliście, że używane koła do Veyrona kosztują więcej niż niejeden nowy sportowy pojazd?Nie od dzisiaj wiadomo, że koszty utrzymania Bugatti Veyrona są abstrakcyjne. Nawet z pozoru zwykłe czynności, takie jak wymiana oleju i filtrów, potrafią kosztować dziesiątki tysięcy dolarów. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że używane felgi z tego auta obute w dedykowane opony firmy Michelin trafiły na sprzedaż za 100 000 dolarów i jest to uczciwa cena za taki zestaw.

Skąd takie ceny? Felgi do Veyrona (tutaj z pierwszej serii) produkowała i produkuje na specjalne zamówienie włoska firma OZ. Są one nie tylko bardzo wytrzymałe, ale też stosunkowo lekkie. Ich konstrukcja została dopasowana do potrzeb tego samochodu, w tym do możliwości rozpędzenia go do ponad 400 kilometrów na godzinę. To samo tyczy się opon. Michelin dostarcza specjalne ogumienie (Pilot Sport 2S), stworzone specjalnie na potrzeby Veyrona. Tutaj także indeks prędkości pozwala na osiągnięcie maksymalnej prędkości, choć jedynie na krótki okres czasu – po pierwsze bak paliwa jest osuszany wówczas w tempie ekspresowym (pełny zbiornik wystarczy na raptem 9 minut jazdy), po drugie ich wytrzymałość także jest ograniczona – według Michelin poradzą sobie przez 15 minut.

100 000 dolarów za koła to jednak abstrakcyjna cena. W USA można za to kupić nowe Porsche 911 generacji 992. W Polsce za 375 000 złotych można zdecydować się z kolei na nieco mniejszego Caymana w bogatej specyfikacji. Swoją drogą, jeśli myślicie, że 100 000 za używany zestaw z oponami to wysoka kwota, to pomyślcie sobie, że nowe felgi (bez opon), kosztują 150 000 dolarów. Poza tym inne naprawy w Veyronie również są piekielnie drogie. Na przykład wymiana turbosprężarek kosztuje około 40 000 dolarów, zaś zbiornika paliwa – 43 000 dolarów. O układzie hamulcowym już nawet nie wspominamy – tutaj również ceny przekraczają 100 000 dolarów.

Wed, 30 Jan 2019 08:32:14 +0000

Tak zmieni się Audi A4. Rewolucji nie będzie Czy ktoś w ogóle oczekuje od Audi rewolucyjnego projektu? Nie sądzimy. A4 po liftingu niebawem ujrzy światło dzienne.Rosyjski portal Kolesa.ru postanowił przygotować rendery nadchodzącego Audi A4 po liftingu. Możemy postawić orzechy przeciwko dolarom, że wersja produkcyjna będzie niemal identyczna. Jak wskazują zdjęcia zamaskowanych samochodów, odświeżone Audi A4 zyska nowy front z ostrzej zarysowanymi lampami. Z tyłu z kolei światła zyskają zmienioną sygnaturę świetlną, podobną do modeli A6 i A7. Audi już w zeszłym roku przeprowadziło bardzo delikatny i wręcz niezauważalny lifting swojego popularnego modelu – tym razem modyfikacje będą zdecydowanie większe.

Przede wszystkim zmieni się wnętrze tego auta. Według wstępnych informacji zagości w nim nowy system multimedialny, który obsługiwany będzie z poziomu dwóch dotykowych ekranów. Delikatnie zmieni się także zestaw cyfrowych zegarów. Poza tym możemy spodziewać się odświeżonej gamy wykończeń oraz dostępnych lakierów.

Audi A4 wciąż będzie korzystać ze znanych jednostek napędowych o pojemności od 1.5 litra (TSI) aż po 3-litrową konstrukcję TDI i motor 2.9 V6 w RS4. Niemcy doposażą ten samochód w kilka systemów bezpieczeństwa oraz w inne rozwiązania, dzięki którym ograniczone zostanie zużycie paliwa. Tych jednak jeszcze nie sprecyzowano.

Wed, 30 Jan 2019 07:42:39 +0000

Większy brat Tivoli. SsangYong zapowiada nowe Korando Nowa konstrukcja, nowa stylistyka, większy apetyt na sukces - SsangYong szykuje model, który ma spore szanse na sukces.SsangYong nie ma lekkiego życia – problemy finansowe i zmiana właściciela nie ułatwiły budowania dobrego wizerunku w Europie. A szkoda, bo samochody te są naprawdę udane. Wystarczy spojrzeć na Rextona czy Tivoli. Nie należą one do najlepszych aut na rynku, ale spełniają wiele specyficznych oczekiwań niektórych klientów.

Teraz do rodziny SsangYonga dołączy nowe Korando. Samochód ten będzie mocno nawiązywał do studyjnego modelu e-SIV, zaprezentowanego w zeszłym roku. Jednocześnie Korando upodobni się nieco do modelu Tivoli – zwłaszcza dzięki masywnym tylnym błotnikom oraz charakterystycznej linii przodu.

Pod maską znajdziemy zapewne silniki benzynowe i wysokoprężne o pojemności 2 i 2,2-litra, generujące od 15o do 200 KM. W ofercie tego auta nie zabraknie również napędu na cztery koła – to jeden z elementów, którym SsangYong uwielbia się chwalić. Oficjalna premiera nowego Korando odbędzie się podczas targów w Genewie.

Tue, 29 Jan 2019 15:49:54 +0000

Mitsubishi zaprezentuje kolejny samochód koncepcyjny – Engelberg Tourer. My wciąż czekamy na nowe modele Mitsubishi uwielbia prezentować samochody studyjne. Każdy z nich oczywiście jest zapowiedzią "nowości", choć od 6 lat koncepty tej marki są do siebie bardzo podobne, a w salonie wciąż znajdziemy garstkę aut.Podczas targów w Genewie gwiazdą stanowiska Mitsubishi będzie model o dumnie brzmiącej nazwie Engelberg. Jest to oczywiście zapożyczenie od kurortu narciarskiego w Szwajcarii, słynącego z rewelacyjnych tras i z kultowej skoczni. Mitsubishi Engelberg ma być zapowiedzią dużego SUV-a, korzystającego po części z elektryfikacji.

Podobnie jak w innych modelach marki, Engelberg zyska wąskie lampy i masywny grill. Ciekawym elementem są tutaj ułożone w kształt litery C ledowe paski. Mitsubishi ujawni więcej informacji na temat modelu Engelberg bliżej targów w Genewie. Trudno powiedzieć, czy samochód ten zapowiada jakąkolwiek nowość, czy po prostu Japończycy chcą postawić coś „świeższego” na swoim stanowisku.

Aktualnie oferta tej marki jest skromna – obok odświeżonego L200 i zaprezentowanego rok temu Eclipse Crossa w gamie producenta wciąż znajdziemy Outlandera, ASX-a, Space Stara i Pajero. Co ciekawe Outlander sprzedaje się zadziwiająco dobrze, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, gdzie jest jednym z chętniej wybieranych SUV-ów.

Tue, 29 Jan 2019 15:04:38 +0000

Elektryczna nowość Renault. Na horyzoncie nowe wcielenie Zoe Francuzi nie zwalniają tempa - dopiero poznaliśmy nowe Clio, a w garażach Renault do debiutu szykuje się już Zoe.Cóż, jak widać fotografowanie w zakładach Renault nie jest dużym problemem. W sieci pojawiły się zdjęcia nowego bądź bardzo mocno odświeżonego modelu Zoe – wykonano je podczas procesu oklejania folią maskującą. Według wstępnych informacji jest to mocno odświeżona konstrukcja popularnego elektryka – zyska on nie tylko jeszcze lepszą baterię, ale także nieco bardziej atrakcyjny wygląd. Zmiany wprowadzone w nadwoziu mają upodobnić ten model do innych aut Renault – widać to zwłaszcza na zderzaku, który stanie się zdecydowanie ostrzejszy wizualnie.

Lekkie zmiany mogą zajść też we wnętrzu. Nie liczylibyśmy na rewolucję na poziomie nowego Clio, ale z pewnością zagości tutaj nieco odświeżony system multimedialny oraz nieco odświeżone kolorystycznie materiały.

Kiedy poznamy odświeżone Renault Zoe? Trudno powiedzieć – premiera będzie miała miejsce najprawdopodobniej dopiero w połowie bieżącego roku.

Tue, 29 Jan 2019 09:40:55 +0000

Francuska rewolucja. Tak wygląda piąta generacja Renault Clio Francuzi chcą zmienić wizerunek swojego przeboju. Piąte wcielenie Clio jest nie tylko nowocześniejsze, ale przede wszystkim znacznie bardziej dopracowane.Dobrego nie zepsuć, poprawić krytykowane elementy, uzupełnić to wszystko nowinkami technicznymi. Brzmi to jak prosty scenariusz, aczkolwiek wielu producentów na problemy z jego realizacją. Renault jednak wyszło z tego obronną ręką – nowe Clio zapowiada się naprawdę dobrze. Przede wszystkim Francuzi postanowili delikatnie odświeżyć stylistykę, tak aby jednocześnie upodobnić ten samochód do nowości w gamie tego producenta oraz zachować cenioną przez klientów bryłę czwartego wcielenia Clio.

Z przodu pojawiły się charakterystyczne światła „z wąsami”, nawiązujące do Talismana i Megane. Są one jednak w swojej formie bliższe tym z aktualnego Clio, co nieco wyróżnia je na tle innych modeli. Przemodelowano też zderzak oraz grill. Tył także nie uległ rewolucyjnym zmianom – nieco większe światła mocniej zachodzą na klapę bagażnika. Forma jednak pozostała bez zmian – np. linia boczna jest niemal identyczna, a tylna klamka wciąż pozostaje ukryta w słupku.

Nowe Renault Clio mierzy 4048 mm, czyli jest o 14 mm krótsze od poprzednika. Nadwozie zostało za to poszerzone o 66 mm i obniżone o 30 mm, zaś nowa konstrukcja nadwozia sprawia, że wnętrze będzie znacznie przestronniejsze. Bagażnik z kolei urósł z 300 do 391 litrów, co ma być najlepszym wynikiem w segmencie.

2019 Renault Clio – rewolucyjne wnętrze

Środek z kolei jest rewolucją. Nowa forma, nowe materiały i nowe technologie. W zależności od wariantu znajdziemy tutaj analogowy wskaźnik, prostszy cyfrowy wyświetlacz oraz zaawansowane cyfrowe wskaźniki z różnymi formami prezentacji danych. Nowością jest też 9,3-calowy ekran system R-Link. Oprogramowanie przygotowano od podstaw – ma być jeszcze bardziej dopracowane i atrakcyjniejsze wizualnie. Co ciekawe panel klimatyzacji oraz „lotnicze” przyciski są przeniesione żywcem z Dustera, podobnie jak przełączniki na kierownicy. W Clio znajdziemy teraz wiele ciekawych rozwiązań. Przykładowo zagości tutaj szereg systemów bezpieczeństwa (od Lane Assist aż po kamerę czytającą znaki), asystent parkowania czy lepsza jakościowo kamera, ale także takie udogodnienia jak ładowarka indukcyjna.

Co ciekawe niektóre elementy będą wyposażeniem seryjnym – np. ledowe światła przednie staną się standardem w każdej wersji. Renault chce w ten sposób uderzyć w konkurentów, którzy oferują taki dodatek za dopłatą lub w ogóle nie mają go w ofercie auta z segmentu B.

Nowości pojawią się też pod maską. Zagoszczą tutaj całkowicie nowe jednostki napędowe. Gamę otworzy konstrukcja 1.0 TCe o mocy 95 KM. Półkę wyżej stanie wersja 115-konna tego silnika, zaś dla wymagających przygotowano motor 1.3 TCe o mocy 140 i nawet 160 KM. Paleta diesli ograniczona będzie niezmiennie do silnika 1.5 dCi w dwóch wariantach mocy 95 i 115 KM. W przyszłości prawdopodobnie pojawi się też wolnossący silnik 1.0 SCe 75 KM oraz słabszy diesel. Renault planuje także prezentację hybrydy oraz odmiany elektrycznej.

O nowym Renault Clio możecie podyskutować na naszym forum

Mon, 28 Jan 2019 20:41:27 +0000

Tesla Model X z przebiegiem 563 150 km zamknie usta niedowiarkom. Elektryki się nie psują Ponad pół miliona kilometrów Teslą? I to bez awarii - kalifornijski egzemplarz Tesli Model X to dowód na potencjał aut elektrycznych.Youtuber „Tesloop” odnalazł i zaprezentował Teslę Model X z przebiegiem wynoszącym ponad 350 000 mil (563 150 kilometrów). Samochód ten używany był jako tzw. „shuttle car” od momentu, w którym wyjechał z salonu w połowie 2016 roku. W niecałe trzy lata nie tylko pokonał ponad pół miliona kilometrów, ale także przewiózł ponad 7 000 osób. Mimo to auto nie wygląda na zniszczone – można wręcz powiedzieć, że prezentuje się wyjątkowo dobrze.

Co ciekawe Tesla ta wykazuje także wysoką sprawność baterii. Pomimo częstych szybkich ładowań z Superchargerów wydajność baterii spadła o zaledwie 13%, zmniejszając zasięg na jednym ładowaniu o około 45 kilometrów. W aucie też nie przeprowadzono żadnych większych napraw – poza typowo eksploatacyjnymi elementami oraz rzeczami związanymi z uszkodzeniami mechanicznymi (np. wahacz), auto spisało się bezproblemowo. Żaden element napędu czy baterii nie był wymieniany lub naprawiany.

To kolejny dowód na to, że auta elektryczne, wbrew pozorom, są solidnymi konstrukcjami. Zdecydowanie mniejsza liczba elementów mechanicznych oraz pracujących sprawia, że tak naprawdę auta te są wyjątkowo wytrzymałe. Oczywiście wszystko zależy od egzemplarza i sposobu traktowania auta przez kierowcę.

Samochodów spalinowych najchętniej nie oddawalibyśmy (i nie oddamy), ale jeśli tak może wyglądać przyszłość „zwykłych” pojazdów do codziennego jeżdżenia, to nie będziemy zawiedzeni.

Mon, 28 Jan 2019 19:36:13 +0000

Micra zyskuje wersję N-Sport. Pod maską znajdzie się nowa jednostka 1.0 Nissan odświeża gamę jednostek napędowych w Micrze, wprowadzając przy okazji usportowioną odmianę. Co w niej znajdziemy?Nissan Micra to wyjątkowo udany wizualnie bliźniak Renault Clio. Japończycy zdecydowali się na skorzystanie z konstrukcji Francuzów, co pozwoliło im na stworzenie zdecydowanie bardziej konkurencyjnego samochodu. Teraz nadszedł czas na wprowadzenie nowych jednostek napędowych, które też debiutują w Clio.

Pierwszą nowością jest trzycylindrowy silnik 1.0 IG-T o mocy 100 KM. Zastąpi on konstrukcję 0,9 TCe, która znana jest ze swojej specyficznej kultury pracy. Różnica w mocy względem starego motoru jest niewielka – 10 KM i 10 Nm więcej to nie drastyczna różnica, ale jak podkreśla producent różnica będzie wyczuwalna pod każdym kątem. Poza tym silnik ten ma zaoferować niższą emisję CO2, a przy okazji zadowoli się mniejszą ilością paliwa. Wersja 1.0 IG-T będzie łączona z 5-biegową manualną skrzynią biegów, zaś na liście opcji pojawi się skrzynia CVT XTRONIC.

Nissan Micra N-Sport – „cieplejszy” hatchback

Ciekawostką jest natomiast wersja N-Sport. Tutaj pod maską pojawi się silnik 1.0 DIG-T, który (przynajmniej według Nissana) nie ma nic wspólnego z konstrukcją 1.0 IG-T. Jest to silnik, który był rozwijany razem z jednostką 1.3, znaną z aut tych marek oraz z Mercedesa. 1.0 to tak naprawdę skrócona wersja tej jednostki z „obciętym” czwartym cylindrem – zdecydowano się na pozostanie przy układzie trzycylindrowym. Oferuje ona 115 KM i 180 Nm momentu obrotowego. Moc na koła ma trafiać za pośrednictwem „sportowej” 6-biegowej przekładni manualnej.

Aby wszystko było jasne warto porównać dane techniczne. Pełny moment obrotowy w silniku IG-T (100 KM) dostępny jest przy 2 750 obrotach na minutę. W mocniejszej jednostce DIG-T 180 Nm wchodzi do gry już przy 1 750 obr./min. i będzie dostępny w szerszym zakresie obrotów. Wersja 1.0 DIG-T rozpędzi się do setki w 9,9 sekundy, zaś IG-T (100 KM) w 10,9 sekundy.

Co jeszcze zmieniło się w wersji N-Sport? Przede wszystkim „sportowa” Micra zyskała o 10 mm niższe zawieszenie o bardziej sportowych nastawach oraz skrócone przełożenie układu kierowniczego, co ma zapewnić bardziej bezpośrednie prowadzenie i lepsze wrażenia z jazdy. Z zewnątrz rozpoznamy tę wersję po czarnych błyszczących dodatkach zmodyfikowanych zderzakach oraz po czarnych felgach. W środku pojawiło się zaś czarne skórzano-alcantrowe wykończenie oraz czarna podsufitka.

Mon, 28 Jan 2019 19:12:10 +0000

Honda HR-V Sport debiutuje w Polsce od 111 400 zł Japończycy właśnie opublikowali polskie ceny bazowe dla odmiany Sport. Mały crossover Hondy zyskał silnik 1.5 Turbo. To oczywiście silnik, który znamy z Civica i CR-V. Czterocylindrowe 1.5 z doładowaniem dysponuje 182 KM oraz 220 – 240 Nm momentu obrotowego. Wahania zależą od wybranej przekładni. Niższa wartość jest dla silnika z przekładnią CVT (dostępny jest za to wtedy w szerszym zakresie 1 500 – 5 500 obr/min). 240 Nm otrzymamy z sześciobiegowym „manualem” (w zakresie 1 900 – 5 000 obr/min.).

Oprócz tego w wersji sport mamy aktywne stabilizatory, zmienione nieco zawieszenie i układ kierowniczy z poprawionym przełożeniem, co ma zapewnić odpowiednio dobre wrażenia podczas jazdy Hondą.

HR-V Sport wyróżniać się będzie zmienionymi zderzakami, czarnymi felgami (18 cali), lusterkami i atrapą chłodnicy. W środku będzie czarno-czerwona tapicerka, m. in. na zmienionych fotelach. Wyposażenie będzie bogate – w standardzie znajdziemy diodowe światła przednie i tylne, system multimedialny z nawigacją, tapicerkę ze skóry i alcantary, czy ogrzewane fotele.

Tak doposażony samochód będzie wymagał zostawienia w salonie minimum 111 400 złotych, bo na tyle wyceniono wersję z przekładnią manualną. HR-V Sport z bezstopniową skrzynią automatyczną będzie droższy – klienci będą musieli dopłacić 5 000 zł.

Mon, 28 Jan 2019 11:32:36 +0000

Dobry, ale niestety nie doskonały. Dokładnie prześwietliliśmy Forda Focus 1.5 EcoBoost 150 KM 8AT ST-Line | TEST Nie od dzisiaj wiadomo, że lepsze jest wrogiem dobrego. Ford naprawdę mocno zmienił Focusa. Czy wyszło mu to na dobre?Po raz kolejny muszę odwołać się do roku 1998, kiedy to moi rodzice szukali nowego samochodu. Po eksperymentowaniu z najróżniejszymi markami, po dziesiątkach jazd próbnych i przegrzebanych katalogów ostatnim miejscem, które czekało na odwiedzenie był salon Forda. W małym salonie ulokowanym w centrum miasta stało tylko jedno auto – nowy Focus. Samochód ten miał fantastycznie przygotowaną kampanię reklamową – począwszy od zdjęcia, na którym był wyłącznie cień auta ukazujący jego bryłę, aż po późniejsze filmy w TV z charakterystycznym podkładem piosenkarki Des’ree. Wtedy też zapadła klamka – w domu miał pojawić się nowy Focus. Oczywiście przy ograniczonym budżecie trzeba było wybrać wejściową opcję, czyli odmianę Ambiente z silnikiem 1.4 o mocy 75 KM. Aby szybko odebrać auto trzeba było też wybrać „najzwyklejszy” lakier, czyli srebrny. Hojny dealer dorzucał do tego światła przeciwmgłowe oraz elektrycznie sterowane przednie szyby. ABS lub radio? Zapomnijcie.

Nasz Focus był jednym z pierwszych sprzedanych w Polsce. Zamówiony pod koniec 1998 roku pod domem pojawił się w styczniu 1999. Srebrna strzała na czarnych blachach przyciągała ogromną uwagę i robiła na ulicach niesamowite wrażenie. Stylistyka New Edge była dla Forda strzałem w dziesiątkę i ekspresowo zachęciła wiele osób do przesiadki na ten model. Tym, co robiło też piorunujące wrażenie, były właściwości jezdne. Doskonale zestrojone wielowahaczowe zawieszenie nawet w połączeniu z silnikiem 1.4 dawało bardzo dużo radości na krętych drogach. To był po prostu udany model – i choć nie brakowało w nim bolączek (jak na przykład korodujące ranty drzwi, co oczywiście dopadło i nasze auto), to jednak zawsze można było liczyć na ten samochód.

Lata płynęły i Focus się zmieniał. Rósł, zyskiwał szereg nowych rozwiązań, pojawiały się w nim zaawansowane jednostki napędowe. Jego pozycja na rynku była stabilna i w zasadzie nie do ruszenia. Konkurencja jednak też nie stoi w miejscu i w pewnym momencie mocno przegoniła trzecią generację tego modelu. Poza tym segment C, czyli klasa kompaktów, przechodzi nieustanną ewolucję. Najlepszy przykład? Nowego Focusa i pierwszą generację tego auta dzieli dokładnie 22,6 cm długości.

Rośnij duży i zdrowy

Poprzedniemu Focusowi wytykano między innymi stosunkowo małą ilość miejsca na tylnej kanapie. Nikogo nie powinien więc dziwić fakt, że producent wziął to sobie do serca i projektowanie auta na nowej platformie rozpoczął właśnie „od środka”. Czwarta generacja kompaktowego Forda mierzy 4378 mm długości, zaś rozstaw osi zwiększono do solidnych 2700 mm. W efekcie zmieniły się też proporcje tego modelu – przedni i tylny zwis zostały mocno skrócone, zaś auto mocno rozciągnięto pomiędzy osiami. Wszystko to przyprawiono nową stylistyką, która w pewnym sensie jest ewolucją tego, do czego przyzwyczaiło nas aktualne wcielenie Fiesty. Front zyskał duże i mocno zachodzące na błotniki lampy, które połączono z charakterystycznym i dużym sześciokątnym grillem, będącym wyróżnikiem wszystkich Fordów. W linii bocznej postawiono na mocno zaakcentowane miękkie przetłoczenia, przywodzące nieco na myśl schodzącą właśnie z rynku Mazdę 3. Z tyłu zaś pojawiły się podłużne lampy z poszerzeniami na wysokości błotników. Wszystko to sprawia, że auto prezentuje się naprawdę dobrze, choć jak niektórzy podkreślają przypomina wiele innych modeli, w tym np. Fiata Tipo. Cóż, ja się z tym nie zgodzę, aczkolwiek rozumiem tok myślenia, który sugeruje takie nawiązania.

Ford w odważny sposób podszedł do indywidualizacji wyglądu Focusa, bowiem samochód ten mocno różni się wyglądem w zależności od wersji wyposażeniowej. Tak oto odmiana ST-Line, którą testowałem, zyskała 18-calowe alufelgi, nieco inne lampy przednie (z ciekawie poprowadzonymi ledami do jazdy dziennej), czarny grill we wzór „plastra miodu” oraz agresywniej stylizowane zderzaki. Dla przykładu wszystkie standardowe wersje mają zupełnie inne światła, zaś jeszcze inny wzór przygotowano dla wersji Vignale, która niebawem dołączy do oferty. To samo tyczy się zderzaków oraz grilla – elementy te zostały mocno zróżnicowane.

Wnętrze nowego Forda Focusa również nawiązuje do Fiesty i zostało zaprojektowane w zbliżony sposób. Postawiono tutaj na prosty, ale i estetyczny (oraz ergonomiczny) design. Po latach przesycenia kokpitu przyciskami otrzymujemy przyjemny minimalizm. Centrum sterowania stał się wyświetlacz systemu multimedialnego, który to został „zawieszony” na szczycie deski rozdzielczej. Poniżej znajdziemy tylko podstawowe przyciski do obsługi multimediów, zaś bliżej tunelu środkowego ulokowano panel klimatyzacji. Między fotelami ukryto zaś sześć przycisków odpowiedzialnych za tryby jazdy czy sterowanie systemami bezpieczeństwa. Zestaw zegarów, wbrew powszechnej modzie, pozostał analogowy i jest taki sam jak w Fieście. Nie daje on efektu „wow”, ale zapewnia świetną czytelność. Wyróżnikiem wersji ST-Line jest też sportowa kierownica, z perforowanym obszyciem miejsc chwytu oraz spłaszczonym u dołu wieńcem.

Testowany egzemplarz wyposażono w automatyczną skrzynię biegów. Ford postanowił odejść od klasycznego wybieraka na rzecz pokrętła, przywodzącego nieco na myśl należącą niegdyś do tego koncernu markę, czyli Jaguara. Rozwiązanie to może i wygląda efektownie oraz zapewnia więcej przestrzeni na tunelu środkowym, aczkolwiek zostało rozwiązane w mało ergonomiczny sposób. Dlaczego? Popełniono tutaj jeden duży błąd – tryb P załącza się po maksymalnym przekręceniu pokrętła w lewo, mijając po drodze R i N. W efekcie podczas szybkiego zawracania lub nawet przy manewrowaniu na parkingu bardzo łatwo jest go załączyć, co opóźnia cały manewr. Znacznie wygodniejszym rozwiązaniem byłoby zachowanie funkcji R, N i D na pokrętle, zaś tryb P załączać przyciskiem, tak jak odbywa się to w wielu innych autach.

Poruszyłem tutaj temat przestrzeni na tunelu środkowym – wspomniany wybierak pozwolił na wygospodarowanie dodatkowych schowków oraz dwóch dużych uchwytów na kubki. Pod panelem klimatyzacji znalazła się też duża półka z ładowarką indukcyjną, na której możemy położyć swój telefon oraz inne podręczne przedmioty. Schowek wygospodarowano też w podłokietniku, przed pasażerem oraz w drzwiach. Kieszenie te nie są jednak zbyt duże i z trudem mieszczą np. większą butelkę wody.

A jak wygląda ilość miejsca dla pasażerów? Z przodu jest nieźle. Kierowca z łatwością zajmie pozycję za kierownicą, choć w elektrycznie sterowanym fotelu (bardzo wygodnym i dobrze wyprofilowanym) bardzo brakuje opcji regulacji kąta nachylenia siedziska. Z tyły miejsca jest w sam raz, aczkolwiek nie jest to zdecydowanie lider segmentu. Wyższe osoby będą opierały się kolanami o poprzedzające oparcia, lecz na szczęście mają zapas przestrzeni nad głowami. Dużą wadą jest tutaj bagażnik. Według danych technicznych mieści on 375 litrów, jednak w wersji z nagłośnieniem B&O w kole zapasowym mieści się subwoofer. W efekcie nie ma możliwości pogłębienia kufra przez opuszczenie podłogi, co owocuje naprawdę skromną ilością miejsca na bagaże.

Kilka słów trzeba też poświęcić na wykończenie wnętrza. Jest ono całkiem niezłe, choć znajdzie się parę elementów, do których można się przyczepić. Jest to przede wszystkim tunel środkowy, który „rusza się” przy delikatnym popchnięciu nogą. Plastiki w większości są miękkie i dobrze spasowane. W przypadku testowanej wersji ciekawym dodatkiem jest pakiet ST-Line RED, który dorzuca czerwone przeszycia na fotelach oraz pseudokarbonową listwę ozdobną.

Czy Ford Focus jeździ jak Ford Focus?

Tak jak o segmencie aut kompaktowych mawia się „klasa Golfa”, tak często prowadzenie określa się „klasą Focusa”. Pierwsza generacja przeszła do historii ze względu na świetnie wielowahaczowe zawieszenie, które dzięki sprytnej konstrukcji (nazywanej Control Blade) było bardzo kompaktowe i nie ograniczało ilości miejsca w bagażniku. Duża w tym zasługa ówczesnego szefa działu R&D, Richarda Parry-Jonesa, który opracował sposób na zastosowanie takiego rozwiązania w Focusie nie podnosząc przy tym kosztów produkcji. W ten sposób Ford wyznaczył kierunek dla innych producentów. Sam zaś starał się kultywować tradycję, choć nie przychodziło to lekko. Wiele osób podkreślało, że trzecia generacja tego modelu w bazowych wariantach prowadziła się dość przeciętnie.

A teraz przyszła rewolucja, bowiem Ford zdecydował się na wprowadzenie dwóch rodzajów tylnego zawieszenia do tego modelu. Słabsze i tańsze warianty korzystają z belki skrętnej. Po publikacji tej informacji w internecie zawrzało. Wszyscy zaczęli prorokować wielki „upadek” Forda i kiepską sprzedaż modelu. Cóż, sam nie wiem skąd wzięło się takie przekonanie, bowiem Ford od dawna jest jednym z lepszych producentów, potrafiących zrobić naprawdę dobre proste zawieszenie. Najlepszy przykład? Ford Fiesta. Tam belka skrętna jest jedyną opcją (nawet w wersji ST), a i tak zapewnia rewelacyjne prowadzenie przy zachowaniu wysokiej kultury pracy. Mnie jednak nie przyszło zmierzyć się jeszcze z „belkowym” Focusem, bowiem wersja ST-Line standardowo oferowana jest z wielowahaczową konstrukcją z tyłu. Co więcej, w odmianie tej znajdziemy też takie sztywniejsze gumy oraz delikatnie obniżone i usztywnione zawieszenie celem poprawienia właściwości jezdnych. I wiecie co? Jest świetnie, ale to dobry wybór dla tych, którzy oczekują nieco więcej sportowych wrażeń. Odmiana ST-Line jest bowiem dość twarda i potrafi nieco zmęczyć na miejskich nierównościach. Odwdzięcza się za to na zakrętach, gdzie radzi sobie rewelacyjnie. Nadwozie niemal się nie wychyla nawet na szybko pokonywanych łukach. Niewyczuwalna jest też tendencja do podsterowności czy nadsterowności – nagłe ujęcie gazu lub przyhamowanie w łuku nie wyprowadza z równowagi tylnej osi. Trzeba się naprawdę postarać, aby zmusić ją do nieoczekiwanej zmiany kierunku poruszania się. Wówczas wtrąca się nieodłączalne ESP, które szybko przywraca auto na właściwy tor jazdy.

Doskonałe wrażenie robi także układ kierowniczy, który zapewnia świetny kompromis pomiędzy codziennym komfortem manewrowania a zachowaniem odpowiedniej komunikatywności oraz oporu ułatwiającego wyczucie auta podczas szybkiej jazdy. Jego pracę można regulować za pomocą trybów jazdy – w ustawieniu Sport czuć lekkie usztywnienie i zmniejszenie siły wspomagania, co docenią Ci, którzy lubią nieco siłować się z samochodem.

Odpowiadając więc na pytanie postawione wcześniej – tak, nowy Ford Focus jeździ jak Ford Focus. Jeździ fenomenalnie i wciąż może być wzorem dla innych aut w tym segmencie. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że wraz z Kią Ceed stanowi aktualnie czołówkę w grupie samochodów kompaktowych. A o nowego Forda Focusa ST z pewnością nie musicie się martwić – myślę, że będzie równie udanym autem co Ford Fiesta ST. Mocno liczę na obecność mechanicznej szpery z przodu, która w Fieście czyni cuda.

Kość niezgody – jednostka napędowa

Kolejnym elementem, który poróżnił fanów Forda, jest zestaw jednostek napędowych drzemiących pod maską nowego Focusa. Jeśli chcecie nabyć wersję benzynową, to do debiutu wersji ST jesteście skazani na jednostki 3-cylindrowe. Jedynie diesle pozostały przy klasycznym rozwiązaniu, czyli „czterech garach”.

Do testu użyczono nam wersję z jednostką 1.5 EcoBoost o mocy 150 KM, którą spięto z 8-biegowym automatem. Zestaw ten ma spore szanse być jednym z chętniej wybieranych, bowiem klienci w Polsce coraz częściej przekonują się do automatycznych skrzyń biegów, zaś mocniejsze wersje stają cię zdecydowanie popularniejsze. Czy trzycylindrowy silnik ma więc szanse na sukces?

Przede wszystkim trzeba odczarować pewien mit dotyczący brzmienia i wibracji. Faktycznie, jest to problem trapiący auta z trzema cylindrami. Kluczem do sukcesu jest więc odpowiednie wyważenie całej konstrukcji, zastosowanie właściwych poduszek silnika oraz układu wydechowego, który charakterystyczne brzmienie obróci na swoją korzyść. Tak też uczynił Ford. Nowa jednostka 1.5 jest niemal niesłyszalna po odpaleniu, zaś w trakcie jazdy serwuje bardzo ciekawy i intrygujący warkot, który ma w sobie trochę sportowego charakteru. Zresztą Fiesta ST z głośniejszym układem wydechowym pokazała, że jednostka ta ma naprawdę duży potencjał. Świetnie prezentuje się też charakterystyka tego silnika. 240 Nm jest dostępnych już od 1600 obrotów, zaś pełna moc uzyskiwana jest przy 6000 obr./min. W całym tym zakresie Focus bardzo żwawo przyspiesza i chętnie wyrywa do przodu. Według danych technicznych sprint do setki zajmuje 8,9 sekundy, jednak subiektywnie samochód ten zdaje się być nieco szybszy. Miło zaskakuje także wyciszenie kabiny, które nawet przy prędkościach autostradowych (rzędu 140 km/h i więcej) jest skuteczne i dobrze izoluje szum opływającego powietrza czy też hałas dobiegający z kół.

Nie ma jednak róży bez kolców. Duet ten ma dwie wady. Pierwszą z nich jest praca skrzyni automatycznej. Trudno mi powiedzieć, czy jest to kwestia oprogramowania i adaptacji przekładni, lub traktowania przez innych użytkowników, ale 8-biegowy automat (jest to klasyczna hydrokinetyczna konstrukcja) lubi od czasu do czasu solidnie szarpnąć. Jest to zwłaszcza wyczuwalne przy zimnym silniku po osiągnięciu prędkości wynoszącej 60 km/h, kiedy to skrzynia przeskakuje z czwórki na piątkę. Auto potrafi też mocno szarpnąć po wrzuceniu biegu wstecznego – najpierw bardzo długo jest on załączany, po czym pojawia się charakterystyczny „strzał” i auto zaczyna się toczyć.

Drugą ciemną stroną nowego Forda Focusa jest wysokie zapotrzebowanie na paliwo w jednostce 1.5 EcoBoost. Do wyższych wyników mogły przyczynić się warunki pogodowe – przez większą część testu panował mróz i padał śnieg. Mimo wszystko nie jest to wymówka na zużycie paliwa w mieście, które wynosiło 11-12 litrów w zależności od ruchu. Uzyskanie niższych wartości, nawet przy bardzo płynnej jeździe bez korków było wymagające i niekiedy wręcz niemożliwe. W trasie nie jest lepiej – jazda drogami krajowymi, gdzie rzadko przekracza się 90-100 km/h owocuje wynikiem na poziomie 6,5 litra. Na drogach szybkiego ruchu i autostradach jest już jednak znacznie gorzej.

Zużycie paliwa:Ford Focus 1.5 EcoBoost 150 KM 8AT ST-Line
przy 100 km/h:6,5 l/100 km
przy 120 km/h:8,1 l/100 km
przy 140 km/h:10,1 l/100 km
w mieście:11,6 l/100 km

Ford Focus = bogate wyposażenie?

Otóż nie do końca. Wybierając wersję ST-Line faktycznie szereg elementów otrzymujemy w wyposażeniu standardowym. Zabrakło tutaj jednak garstki systemów, które w autach konkurencji stają się już standardem w topowych wariantach, takich jak np. aktywny tempomat czy system czytający znaki drogowe. Elementy te jak najbardziej mogą znaleźć się na pokładzie Focusa, aczkolwiek trzeba za nie dodatkowo dopłacić – są elementami pakietów. Na liście opcji znajdziemy więc czujnik monitorujący martwą strefę, wspomniany aktywny tempomat, asystenta parkowania (automatycznie ustawi samochód), system ostrzegający o ruchu poprzecznym przy wyjeżdżaniu z parkingu czy aktywne zawieszenie połączone z funkcją zmiany trybu jazdy. Światła wykonane w technologii LED również są opcją – do wyboru mamy statyczne lub dynamiczne, przy czym te drugie są elementem pakietu Design.

Zacznijmy więc „składanie” naszego testowego egzemplarza. Cena wyjściowa wersji 1.5 EcoBoost ST-Line z 8-biegowym automatem, bez obowiązującej promocji, to 100 250 zł. Dodajemy do tego kolejno: pakiet ST-Line RED, radio SYNC3 z audio B&O Play (doskonale grające, warto dopłacić), zawieszenie adaptacyjne (blisko 4 000 zł dopłaty), pakiet Technology z kompletem systemów bezpieczeństwa, pakiet Comfort, pakiet Design Pack 2, pakiet Family, pakiet Parking (z praktycznym elementem Edge Protector, czyli osłonami rantów drzwi), pakiet Winter (z podgrzewanymi fotelami, kierownicą i przednią szybą), wyświetlacz Head-Up (wyświetlany na otwieranej szybce, ale bardzo praktyczny i przekazujący dużo informacji) i lakier Desert Island Blue. Efekt? Finalnie otrzymujemy kwotę wynoszącą 129 550 zł. Nie jest to mała kwota, aczkolwiek porównywalnie wyposażony Golf będzie kosztował mniej więcej tyle samo. Mimo wszystko Ford plasuje się stosunkowo wysoko w piramidzie cenowej – tańszych konkurentów nie brakuje. Ford rekompensuje to jednak dość dobrymi rabatami, które udziela nawet na tak nowy model.

W tym miejscu mała ciekawostka, będąca nawiązaniem do historii o zakupie Focusa przez moich rodziców. W 1998 roku Ford Focus w wersji Ambiente z silnikiem 1.4 75 KM kosztował dokładnie 45 000 zł. Dzisiaj ceny Focusa startują z poziomu 72 700 zł za podstawowy wariant. Oczywiście samochodów tych nie da się porównać, poza tym zmieniła się siła nabywcza pieniądza oraz sytuacja gospodarcza w Polsce. Mimo wszystko różnica robi spore wrażenie.

Zalety:
  • rewelacyjne prowadzenie
  • bardzo wygodne fotele
  • prosty w obsłudze kokpit
  • dobre wykończenie
  • wysoka ergonomia
Wady:
  • wysokie zużycie paliwa
  • irytująca praca automatycznej skrzyni biegów
  • brak nawiewów na tylną kanapę
  • bardzo mały bagażnik

Podsumowanie

Nowy Ford Focus to bardzo udane auto i godny następca swoich poprzedników. Model ten ma wiele zalet, choć niestety część z nich ginie w wersji pięciodrzwiowej. Mały bagażnik oraz pewne braki w wyposażeniu standardowym nieco irytują, ale patrząc na właściwości jezdne oraz charakter auta można je wybaczyć. Dużo gorzej wygląda natomiast kwestia silnika i skrzyni biegów. Myślę, że przeprowadzając pomiary w ciepły dzień wyniki byłyby lepsze, aczkolwiek auto użytkowane będzie przez cały rok, a blisko 12 litrów paliwa zużywanych w ruchu miejskim to zdecydowanie zbyt wysoka wartość.

Moja opinia? Czekam na wersję ST-Line z jednostką wysokoprężną w nadwoziu kombi. Wiem, że jest to konfiguracja na przekór trendom i zmianom rynkowym, ale właśnie taki zestaw najbardziej odpowiadałby mi w tym samochodzie.

Mon, 28 Jan 2019 10:26:08 +0000

Nissan Qashqai debiutuje z nowymi silnikami diesla Nissan wymienia gamę silników w swoim bestsellerowym crossoverze. Po benzynowym 1.3 przyszła pora na diesle. Pojawi się nowa jednostka 1.7 oraz zmodyfikowane 1.5.Najważniejszą zmianą jest pojawienie się silnika 1.7 dci o mocy 150 KM, który zapewne zastąpi jednostkę 1.6 dci (130 KM). Nowy diesel osiąga 340 Nm przu 1 750 obr./min. i ma charakteryzować się niskim zużyciem paliwa – w zależności od odmiany, między 5,5 a 6,1 l/100 km wg norm WLTP. Jednostka ma cztery cylindry, turbosprężarkę o zmiennej geometrii, wodny intercooler oraz oczywiście system SCR.

Qashqaia z 1.7 dci będzie można zamówić w trzech odmianach. Pierwsza to „klasyk” z przednim napędem i sześciobiegową skrzynią manualną. Pozostałe dwa mają napęd na cztery koła – będzie to „manual”, ale także wersja z bezstopniową przekładnią automatyczną Xtronic.

Kolejna nowością jest silnik 1.5 dci o mocy 115 KM, który doposażono w funkcję overboost, dającą dodatkowe 5 KM oraz 25 Nm (w sumie 285 Nm). Ten silnik pojawił się co prawda w ofercie w 2018 roku, ale do tej pory dostępny był wyłącznie z przekładnią manualną o sześciu biegach. Teraz klienci będą mogli zamówić go z przekładnią DCT, czyli dwusprzęgłowym „automatem” o siedmiu przełożeniach. Qashqai z tym silnikiem wg WLTP ma zużywać 5,3-5,4 l/100 km w trybie mieszanym. Wszystkie silniki spełniają oczywiście normę Euro 6d -Temp.

Mon, 28 Jan 2019 09:42:12 +0000

Renault Clio będzie technologiczną rewolucją w tej marce. Póki co poznaliśmy wnętrze Renault krok po kroku odsłania nowe Clio. Na start dostaliśmy wnętrze, które robi świetne wrażenie. Dlaczego Renault Clio jest tak ważnym modelem dla tej marki? Przede wszystkim ze względu na fakt, iż należy do najchętniej wybieranych aut w Europie – bije je tylko Volkswagen Golf. W ubiegłym roku sprzedano 365 000 egzemplarzy tego modelu, co czyni go najpopularniejszym autem z segmentu B. Nic więc dziwnego, że Renault chce pokazać to co najlepsze w najnowszym, piątym już wydaniu tego samochodu.

Na start dostaliśmy wnętrze – bardzo dojrzałe i nowoczesne. Renault postanowiło podejść do koncepcji kokpitu od podstaw, stosując tutaj najnowsze rozwiązania. Stylistycznie można uznać go za bardzo udany projekt. Centrum dowodzenia stanowi wielki tablet, który wyposażono w najnowsze wcielenie systemu R-Link. Wyświetlacz o przekątnej 9,3-cala ma mieć znacznie wyższą rozdzielczość oraz bardziej rozbudowaną użyteczność. Nie zabraknie tutaj usług online czy obsługi Apple CarPlay i Android Auto. Renault zapewnia również, że nie będzie tak kapryśny jak w przypadku poprzednika. Pod wyświetlaczem znalazło się miejsce na półkę z indukcyjną ładowarką, dwoma gniazdami USB oraz wyjściem AUX.

Francuzi postawili na sportową stylistykę kokpitu – obłości z poprzednika ustąpiły miejsca prostym liniom. Pociągnięty przez całe wnętrze nawiew czy cyfrowe zegary ukryte w głębokiej tubie tworzą nowoczesny klimat. Wprawne oko zauważy też garść elementów z Dustera, takich jak panel klimatyzacji i zestaw płaskich przycisków „lotniczych” czy przełączniki na kierownicy. Dobrze prezentują się także fotele – przypominają te z Megane, co sugeruje wysoki komfort podróżowania. Renault zapewnia też, że nowe Clio będzie bardzo przestronne.

Premiera nowego Renault Clio odbędzie się dzisiaj wieczorem – wtedy też poznamy więcej szczegółów na temat tego modelu.

Mon, 28 Jan 2019 09:38:15 +0000

Najszybciej rozwijający się producent samochodów? Lynk&Co bije rekordy Który producent naszybciej się rozwija? Lynk&Co. Ta firma, będąca dzieckiem koncernu Geely, bije absolutne rekordy.Chińczycy znaleźli najprawdopodobniej tajemny przepis na sukces. Najpierw dobrano właściwe elementy, a potem niczym w dobrze naoliwionej maszynie wszystko ruszyło we właściwym kierunku. Lynk&Co to stosunkowo nowa marka – zadebiutowała tak naprawdę niecałe trzy lata temu. Jest ona dzieckiem Geely, czyli chińskiego koncernu, który jest także właścicielem Volvo czy Lotusa. Dlatego też Lynk&Co jest w dużej mierze powiązane ze szwedzką marką, a konkretniej z modelem XC40. Samochody te łączy platforma (CMA, Compact Modular Architecture) oraz stosowane jednostki napędowe. Można śmiało stwierdzić, że jest to udana konstrukcja, wszak Volvo XC40 zyskało tytuł samochodu roku – a właśnie z niego garściami czerpie Lynk&Co. Dodatkowo samochody tej marki wyróżniają się ciekawą i naprawdę odważną stylistyką oraz bardzo bogatym wyposażeniem. Stosowany jest tutaj unikalny system multimedialny, który mocno różni się od tego z Volvo i oferuje szereg innych użyteczności.

Aktualnie Lynk&Co oferuje dwa modele – SUV-a 01 i crossovera 02. Na horyzoncie są już jednak kolejne modele – sedan 03, hatchback 04 i usportowiona wersja SUV-a 01. Wszystkie te auta łączy spójna i ciekawa stylistyka, która może naprawdę się podobać. Póki co jednak urzekła Chińczyków. To właśnie w Państwie Środka rozpoczęto sprzedaż tego auta. I odniosło ono duży sukces – w ubiegłym roku sprzedano ponad 120 000 egzemplarzy. A to dopiero rozgrzewka, gdyż Lynk&Co niebawem wkroczy na kolejne rynki, w tym europejski. Samochody te nie będą oferowane jednak w klasycznych salonach, a w specjalnych „butikach”. Pierwsze obiekty powstaną w Amsterdamie, Berlinie, Brukseli, Sztokholmie, Londynie i w Barcelonie. Następnym krokiem będzie ekspansja w USA, gdzie szanse na sukces są równie duże.

Czy to oznacza, że Lynk&Co niebawem zacznie sprzedawać nawet 500 000 samochodów rocznie? Jest to bardzo prawdopodobne. Jedyną trudnością dla tej marki będzie zbudowanie odpowiedniej świadomości wśród klientów na Starym Kontynencie i właśnie za oceanem. Pozytywnie może tutaj zadziałać właśnie powiązanie z Volvo, które zapewne będzie podkreślane – a jak dobrze wiemy zarówno Europejczycy jak i Amerykanie kochają szwedzkie auta.

Mon, 28 Jan 2019 07:11:46 +0000

Od hejtera do miłośnika. Walter Röhrl został twarzą nowego Porsche Taycan Jak widać Porsche ma dużą siłę oddziaływania na swoich ambasadorów. Walter Röhrl postanowił "przekonać się" o możliwościach aut elektrycznych.W wielu wywiadach Walter Röhrl podkreślał, że pomimo swojej stałej współpracy z Porsche nie chce być osobą, która odpowiada częściowo za rozwój nowego modelu Taycan. Röhrl znany był ze swojej negatywnej opinii o autach elektrycznych – od zawsze je krytykował i niechętnie spoglądał na kierunek zmian w motoryzacji. Jak widać jednak nawet i najbardziej zatwardziali przeciwnicy tego rozwiązania potrafią zmienić swoje zdanie. Wystarczy wsiąść za kierownicę odpowiedniego auta.

Oczywiście można domyślać się, że jest to po części chwyt działu marketingu i PR, aczkolwiek jednego Taycanowi odmówić nie będzie można – dopracowania. Niemcy od dłuższego czasu rozwijają tę konstrukcje w taki sposób, aby oferowała charakter prawdziwego Porsche, czyli fantastyczne prowadzenie oraz rewelacyjne osiągi. W samochodzie tym zachowano jednocześnie charakterystyczną linię, która nawiązuje nieco do 911-ki i Panamery. W przeciwieństwie do spalinowego czterodrzwiowego Porsche, Taycan ma zdecydowanie lżejszą i zgrabniejszą bryłę, głównie dzięki ulokowaniu silników elektrycznych na osiach, a nie w miejscu konwencjonalnej jednostki.

Jak podkreśla Röhrl „… w całej swojej historii wyścigowej nigdy nie doświadczyłem takich możliwości. Taycan świetnie radzi sobie przy każdej prędkości i jest wspaniały”. Mamy wrażenie, że legendarny kierowca rajdowy zapomniał o swoim epizodzie z niesamowitym Audi Quattro, w tym z wersją S1 Pikes Peak, która uznawana jest po dziś dzień za jedną z największych „bestii” w motorsporcie.

Röhrl zachwyca się także ciszą w aucie – podkreśla, że wyjątkowo nie brakuje mu dźwięku silnika, a „spokój” jest na swój sposób kojący. Akurat z tym trudno jest się nie zgodzić. Każdy, kto choć raz pokona dłuższą trasę elektrykiem, doceni ciszę w podróży. Co ciekawe Walter Röhrl zwrócił także uwagę na rozwój auta. Pierwszy raz za kierownicą tego modelu usiadł blisko rok temu. Wtedy pokonał tym autem kilka kółek po torze i zwrócił uwagę na zdecydowanie zbyt mocno odczuwalną wysoką masę. Teraz podobno Porsche udało się to zamaskować i inaczej zestroić auto. Czy to sugeruje dobry kierunek rozwoju modelu? O tym przekonamy się dopiero za jakiś czas.

Mon, 28 Jan 2019 06:39:27 +0000

Kierownice w samochodach są brudniejsze od desek toaletowych Następnym razem wsiadając do auta z carsharingu będziecie chcieli założyć rękawiczki.Amerykańskie centrum informacji biotechnologicznej (podlegające bezpośrednio pod Narodowy Instytut Zdrowia w USA) opublikowało badania, według których wnętrza samochodów są jednymi z najbrudniejszych miejsc. Według najróżniejszych ankiet gigantyczne grono osób sprząta swoje samochody raz do roku lub nawet rzadziej – jedynie wąska grupa robi to regularnie.

W efekcie w aucie jest bardzo dużo najróżniejszych bakterii. Zgodnie z metodą naukową zmierzono ilość bakterii tworzących kolonię na jednym centymetrze kwadratowym. Efekty? Na kierownicy jest to 629 CFU (Colony Forming Units, czyli jednostki tworzące kolonię). Dla porównania na ekranie smartfona wartość ta wynosi 100 CFU, zaś na desce toaletowej w publicznym szalecie 179 CFU.

Jakie bakterie kryją się w aucie? Są to głównie Staphylococcus, czyli bakterie gronkowca, które mogą powodować infekcje skórne bądź problemy żołądkowe. Drugą grupą są Propionibacterium – jest to bakteria będąca florą fizjologiczną skóry, ale u osób z osłabieniem może powodować wiele poważnych infekcji. Poza tym stwierdzono obecność ponad 700 innych bakterii.

Wnioski? Samochód powinno się sprzątać regularnie. Warto stosować odpowiednie środki chemiczne, które nie tylko odświeżą wygląd wnętrza, ale przede wszystkim usuną właśnie najróżniejsze bakterie.

Sun, 27 Jan 2019 10:44:57 +0000

Ford opatentował V8 z silnikami elektrycznymi. Czy Mustang zyska AWD? Takie pytanie już można zacząć sobie zadawać. Mustang w wersji hybrydowej raczej powstanie. A szkice sugerują, że skończy się to Muscle Car'em 4x4.Źródła donoszą, że Ford zgłosił w amerykańskim urzędzie patentowym ciekawą konstrukcję. Może nie rewolucyjną, ale na pewno ważną z punktu widzenia rozwoju producenta z Detroit. W związku z zapowiadaną elektryfikacją gamy, pojawiła się nowa konstrukcja, w postaci silnika V8 z dwoma jednostkami elektrycznymi zamontowanymi po obu stronach bloku ośmiocylindrówki. Z rysunków patentowych wynika, że spalinowy motor napędza tylną oś, podczas gdy dwa „elektryki” będą odpowiadać za dodatkowe konie mechaniczne przekazywane na przednie koła. Taki system nie jest niczym nowym, ale jest łatwym i wydajnym sposobem na zbudowanie mocnego AWD. Napęd jest prosty w konstrukcji, lekki i kompaktowy, a jest w stanie dać wyraźną poprawę zarówno osiągów, jak i parametrów jezdnych. Do tego łatwo zaadaptować taką konstrukcję do płyty podłogowej, która nie jest od początku projektowana pod 44 i/lub hybrydę. Dodatkowo z patentu wynika, że jednostka elektryczna będzie zamiast rozrusznika odpowiadać też za uruchamianie silnika, tak jak w „miękkich hybrydach”.

Ten system już wprost prowadzi nas do plotek o tym, że w przyszłym roku powinniśmy zobaczyć hybrydowego Mustanga, zwłaszcza że Ford zapowiedział, że model będzie dysponował „mocą V8, tylko z dużo większym momentem obrotowym przy niskich obrotach”. To by sugerowało, że to właśnie opatentowana jednostka trafi pod maskę kultowego Forda, a nie zostanie zbudowana jakaś na bazie 3.7 V6 albo 2.3 Ecoboost. Choć to ostatnie też przewijało się w gdybaniach, plotkach i „przeciekach z koncernu”. Czterocylindrowy silnik z elektrycznym wsparciem „dostał” nawet swoją moc – ma mieć niby ok. 400 KM. A V8 z hybrydą miałoby się wtedy pojawić dopiero w następnej generacji amerykańskiego coupe, czyli w pierwszych latach następnej dekady.

Wierzymy jednak, że już obecny Mustang otrzyma solidne wsparcie elektryki przy silniku V8. Taki model, z AWD, mógłby być pozycjonowany powyżej odmiany GT, a poniżej przepotężnego Shelby GT500. Dodge nie ma problemów z upychaniem kolejnych wariantów mocy Challengera (który również dostanie odmianę hybrydową), dlatego np. Mustanga z mocą ok. 500 – 550 KM powitamy bardzo chętnie.

Sun, 27 Jan 2019 09:17:46 +0000

Mercedes pozwoli dokupić wyposażenie po kupnie samochodu – przez aplikację Tego się można było spodziewać. Od najnowszej aktualizacji aplikacja "Mercedes me" będzie pozwalała uzupełnić wyposażenie, którego nie zamówiliśmy w salonie.Nie, nie znaczy to, że przyjadą panowie z Mercedesa i obszyją fotele skórzaną tapicerką. Ale wszystkie „miękkie opcje”, które i tak mogły być zainstalowane w samochodzie, a tylko dostęp do nich zablokowany, z czasem staną się wyposażeniem, które można sobie dokupić w dowolnym momencie.

Póki co ta opcja będzie dostępna dla posiadaczy modeli z system MBUX, a dokładniej dla klasy A, B oraz nowego GLE. Właściciel takiego samochodu będzie mógł wejść przez system do sklepu online i zakupić takie opcje jak radio cyfrowe, Apple CarPlay/Android Auto oraz nawigację. Opcje zostaną pobrane i zainstalowane przez WiFi, albo inne połączenie sieciowe używane przez użytkownika. Ponieważ od 2020 roku wszystkie sprzedawane w Unii Europejskiej samochody będą musiały być wyposażone w wyżej wymienione radio cyfrowe, będzie można je łatwo sobie „domówić” przez internet do samochodu starszego (jeśli ktoś będzie chciał). Na razie nie ma o tym mowy, ale nie byłoby problemem (a wielu osobom na pewno by pasowało) kupowanie niektórych opcji na określony czas. Na przykład nawigacja, która przydaje się wielu osobom kilka razy do roku. Wtedy można by ją sobie ściągnąć na przykład na tydzień, albo dwa i zapłacić tylko niewielką kwotę. Na to jednak przyjdzie nam jeszcze chwilę poczekać. Drugą stroną medalu przy takim systemie jest bezpieczeństwo naszych danych oraz samego zestawu inforozrywkowego. Nikt nie zagwarantuje, że „złośliwy haker” nie włamie nam się do klasy A i nie „naściąga różnych głupot” za grube tysiące złotych?

Póki co jednak wraz z aktualizacją aplikacji „Mercedes Me” właściciele samochodów z MBUX za darmo otrzymają 12-miesięczną subskrypcję serwisu streamingowego Tidal bezpośrednio do samochodu. Ci, którzy mają COMAND-a też go dostaną, jednak w innej formie – sparowany telefon trzeba będzie połączyć z aplikację i dopiero słuchać muzyki.

Sun, 27 Jan 2019 05:31:34 +0000

Rosjanie planują wystrzelić na orbitę ogromne billboardy, abyście nigdy nie przegapili reklam Wszystko dla pieniędzy. Rosyjska firma StarRocket opatentowała system CubeSats, który umożliwi tworzenie billboardów na orbicie ziemskiej.Choć brzmi to jak rozwiązanie rodem z Gwiezdnych Wojen czy innych filmów science-fiction, to jednak wbrew pozorom tutaj jest na wyciągnięcie ręki. StarRocket stworzyło system CubeSats, który umożliwi „zawieszenie” reklamy na orbicie ziemskiej. Jak to działa? Zestaw małych satelitów wystrzelonych z ziemi zajmuje obszar wynoszący około 50 kilometrów kwadratowych na wysokości 400-500 kilometrów nad powierzchnią ziemi. Ich konstrukcja odbija w odpowiednio ułożony sposób światło słoneczne, tworząc wzór lub tekst. Satelity mają mieć możliwość automatycznej rearanżacji, tak aby dziennie serwować kilka różnych komunikatów.

Firma StarRocket poszukuje już inwestorów, którzy chcieliby dołożyć się do rozwinięcia tego programu. Rosyjscy oligarchowie są już podobno mocno zainteresowani, co może zakończyć się sukcesem systemu CubeSats. Pierwsze testy zaplanowano na rok 2021 – wtedy też zestaw CubeSatsów wystrzeli na orbitę.

Aktualnie nad ziemią lata inne rozwiązanie, które także wykorzystuje technologię odbicia światła. Wystrzelony przez SpaceX polietylenowy balon także miał na celu sprawdzenie skuteczności tej technologii. Niestety, ze względu na zawieszenie działalności rządu amerykańskiego, decyzja o „deaktywacji” balonu i jego zniszczeniu w atmosferze nie może zostać podjęta, przez co dryfuje on bezcelowo od kilku tygodni.

Mamy nadzieję, że rozwiązanie to nigdy jednak nie wejdzie w życie. Wyobrażacie sobie zdjęcie jakiegoś pięknego nocnego widoku bądź panoramę miasta z paskudnie świecącym logo, np. Toyoty, w tle?

Sat, 26 Jan 2019 09:06:13 +0000

Hyundai i30 Fastback N w polskiej ofercie od 129 400 zł | CENY Hyundai i30 N w nieco bardziej praktycznej odmianie Fastback jest już dostępny w polskich salonach. Ceny zaczynają się od niecałych 130 tys. zł.Podobnie jak w przypadku hatchbacka, i30 Fastback dostępny jest w dwóch odmianach silnikowych oraz trzech liniach wyposażenia, choć tak naprawdę daje nam to tylko trzy możliwe konfiguracje.

Hyundai i30 Fastback N Base dysponuje 250-konnym silnikiem 2.0 T-GDI, pozwalającym osiągnąć 100 km/h w 6,4 sekundy. Taki samochód otrzymamy za 129 400 zł. Następny w gamie jest „po prostu” i30 Fastback N, z tym samym silnikiem, dodatkowo kolanową poduszką powietrzną, systemem informującym o ograniczeniach prędkości, systemem bezkluczykowym, nawigacją, przednimi czujnikami parkowania, czujnikiem deszczu, ciemnymi szybami z tył, ale także z tylną rozpórką.

Hyundai i30 Fastback N Performance, czyli topowa wersja, kosztuje 151 400 zł. Tutaj jednak mamy silnik o mocy 275 KM, przyspieszenie od 0 do 100 km/h w 6,1 sekundy, większe hamulce, szperę, opony Pirelli P Zero oraz dodatkowe wyposażenie (skórzane, elektrycznie sterowane i ogrzewane fotele, ładowanie bezprzewodowe, ogrzewana kierownica).

N BaseNN Performance
2.0 T-GDI (250 KM)129 400 zł136 400 zł-
2.0 T-GDI (275 KM)--154 400 zł

Jak widać więc, dopłata do większego bagażnika w stosunku do hatchbacka (381 – 395 litrów) i nieco większego nadwozia wynosi 3 000 zł. Mamy nadzieję, że niedługo już będziemy mogli Wam przekazać, czy Fastback jest równie dobry co „zwykły” i30 N.

Fri, 25 Jan 2019 13:31:31 +0000


Kubki na prezent na różne okazje Kubek Footo na każdą okazję dobry pomysły na niebanalne i niepowtarzalne prezenty. Z własnym zdjęciem, rysunkiem lub dedykacją. Duży wybór gotowej grafiki i tekstów. 

Katalog

Dzieci.GdzieSzukac.pl

Dzieci katalog tematyczny stron dla dzieci, mlodzieży i ich rodziców.

Katalog

Edukacja.GdzieSzukac.pl

Edukacja i nauka katalog, strony edukacyjne i o tematyce edukacyjnej.

Katalog

Facet.GdzieSzukac.pl

Facet katalog. Męski świat, strony dla meżczyzn.

Katalog

Firmy.GdzieSzukac.pl

Katalog firm oraz ofert wg branż. Promuje polskie firmy i produkty w Polsce.

Katalog

Gry.GdzieSzukac.pl

Gry Online, darmowe gry, akcji, przygodowe, sportowe, multiplayery.

Katalog

Hobby.GdzieSzukac.pl

Katalog Hobby i Majsterkowanie. Ciekawe strony dla hobbystów, pasjonatów.

Katalog

Kobieta.GdzieSzukac.pl

Katalog dla kobiet. Wiele ciekawych stron WWW związane z życiem kobiety.

Katalog

Radio.GdzieSzukac.pl

Katalog Stron Radio w Internecie, radia internetowe, polskie i zagraniczne.

Katalog

Rozrywka.GdzieSzukac.pl

Katalog rozrywka i humor. Kluby, puby, imprezy, multimedia, film, video...

Katalog

Sklepy.GdzieSzukac.pl

Sklepy, e-handel, zakupy internetowe. Katalog sklepów intertowych.

Katalog

Programy.GdzieSzukac.pl

Katalog stron z adresami bezpłatnych, płatnych programów komputerowych.

Katalog

Turystyka.GdzieSzukac.pl

Katalog Stron WWW oferty turystyczne, nad morzem, w górach.

Katalog

Zdrowie.GdzieSzukac.pl

Zdrowie i Uroda - Katalog stron internetowych o zdrowiu, urodzie.

Katalog

Biznes.GdzieSzukac.pl

Baza Firm. Katalog branżowy firm. Biznes, finanse, firmy, usługi, produkty.

Katalog

Wczasy.GdzieSzukac.pl

Baza Firm. Katalog ofert turystycznych. Hotele, pensjonaty, kwatery, agroturystyka...

Katalog

Medycyna.GdzieSzukac.pl

Baza firm medycznych, gabinetów lekarskich, gabinetów odnowy biologicznej...


|Kontakt|


Strone odwiedzono 3451077 razy

Osób online: 1


Od 23.05.2010 ilość wizyt robotów na stronie:
Google: 3005 | MSN: 143 | Yahoo: 1017 | Szukacz: 0 | NetSprint: 0 | Onet: 0